Tytuł: Przez milion burz
Autor: Agata Czykierda-Grabowska
Wydawnictwo: Zwierciadło
Liczba stron: 300
Ocena: 9/10
Martyna, po utracie pracy w korporacji, wyjeżdża na wieś do opuszczonego gospodarstwa dziadków. Na miejscu odkrywa, że posesja jest w gorszym stanie, niż się spodziewała. Postanawia więc posprzątać i choć częściowo ją odnowić. Nieoczekiwane zdarzenia - atak nietoperza, odnalezienie zestawu srebrnych sztućców i spotkanie dawnego znajomego - komplikują jej plany.
Hubert, który od lat mieszka w tym samym miejscu, pracuje w lokalnej przychodni. Pewnego dnia do jego gabinetu trafia Martyna. Spotkanie przywołuje wspomnienia sprzed lat, kiedy dwójkę łączył letni romans.
Czy dawne uczucie ma szansę odżyć? Dlaczego ktoś próbuje włamać się do domu po dziadkach? Jaką tajemnicę skrywają stare widelce? I co ma zrobić Martyna, by były chłopak przestał ją nachodzić?
Książka wydawałoby się, że zaczyna się utartym schematem i przewidywalnością, ale to niezwykle trafny i ujmujący zabieg. Poznajemy Martynę, "burzę", kobietę chaos, która po utracie pracy w korporacji, wyjeżdża na wieś do gospodarstwa po dziadkach. Okazuje się, że posesja wymaga sporego remontu. Atak nietoperza, odnalezienie zestawu srebrnych sztućców, spotkanie dawnego znajomego Huberta, z którym łączył kobietę letni romans, powracające wspomnienia, próba włamania do domu - niespodziewane wydarzenia i problemy mocno komplikują jej plany.
Czy o pierwszej miłości da się zapomnieć? To uczucie, które zawsze pozostawia w sercu ślad. Pierwsze miłości zapamiętuje się już chyba na zawsze. I w sumie nie jest tu istotne, jak ten związek wyglądał i jak się zakończył. Martyna została zraniona. Ale to nie ona w pełni skradła moje serce, a Hubert, który sporo w swoim życiu przeszedł.
"Deszcz zelżał, ale to nie miało żadnego znaczenia, bo we mnie wciąż trwała burza. Gdy byłem z nią, zawsze tak się czułem. Waliły pioruny, trzaskały połamane drzewa, brakowało mi tchu. Nie wiedziałem, gdzie uderzy następny grzmot. Kochałem ten stan. Uwielbiałem go. Kochałem ją. Chyba od zawsze. Ale miłość nie leczy wszystkiego, a ja nie chciałem być dla niej kolejnym ciężarem. Nie chciałem jej już więcej krzywdzić."
Agata Czykierda-Grabowska największy nacisk położyła na relacje, emocje, drobne gesty i niewypowiedziane słowa. Bohaterowie utknęli w swojej samotności i milczeniu. Mechanizm obronny, próba przetrwania? Być może tak. Z miejsca się ich lubi. Kibicujemy im w drodze do siebie. Towarzyszymy w lepszych i gorszych momentach. A rozterki traktujemy jak własne. Ich relację autorka potraktowała subtelnie, dzięki czemu jest wiarygodna.
"Nie mogłam się powstrzymać. Nigdy tego nie potrafiłam, bo od zawsze chciała czuć mocniej i oddychać głębiej - a przy nim tak właśnie było. Wtedy i teraz."
Wątek włamania okazał się jakby tłem do innych wydarzeń, nie został jakoś szczególnie wyeksponowany. Nie było co tu za bardzo rozwiązywać. W sumie wszak to nie kryminał, prawda? Myślę, że motyw ten miał za zadanie połączyć bohaterów.
Wspaniale czytało się tę książkę. Niby osadzona w codzienności, a jednak nie do końca. Jest nostalgicznie, nieśpiesznie, beztrosko, czule, choć miejscami również poważnie. Cudownie było wrócić do nastoletnich czasów. Jak kadry z filmu przewijały mi się moje własne wspomnienia z tego okresu. Zapach drożdżowego ciasta, bieganie w deszczu, uciekanie przed burzą...
"Przez milion burz" to otulająca ciepłem, pełna uśmiechu i nuty niepokoju powieść, która udowadnia, że po burzy zawsze wychodzi słońce. Strata i dojmujące poczucie samotności, powroty na wielu płaszczyznach życia - nic nie jest dziełem przypadku. Jaką tajemnicę skrywają stare widelce? Czy Martyna i Hubert dadzą sobie szansę na szczęście? Wszak burza może zmienić wszystko...
Współpraca reklamowa z Wydawnictwem Zwierciadło

Już niebawem ja również będę czytała tę książkę. I czuję, że będzie to świetna lektura.
OdpowiedzUsuń