sobota, 30 maja 2020

Ciche dni - Abbie Greaves


Tytuł: Ciche dni
Autor: Abbie Greaves
Wydawnictwo: Muza
Ilość stron: 320
Ocena: 8/10


Wydawałoby się, że małżeństwo Maggie i Franka jest szczęśliwe i pełne miłości. Okazuje się jednak, że mąż i żona od pół roku nie zamienili ze sobą ani jednego słowa. Jedzą razem posiłki i śpią w jednym łóżku w coraz bardziej niezręcznym milczeniu. Co sprawiło, że Frank zamilkł i zamknął się w sobie? Ogłuszająca cisza staje się dla Maggie nie do zniesienia. Kiedy pewnego dnia Frank znajduje żonę nieprzytomną na podłodze w kuchni, grunt usuwa mu się spod nóg. Wie, że to jego milczenie popchnęło ją do próby samobójczej. Maggie trafia do szpitala, gdzie zostaje wprowadzona w śpiączkę farmakologiczną. Nawet jeżeli odzyska przytomność, nigdy nie będzie już taka sama.

Dopiero gdy sprawy przybierają dramatyczny obrót, Frank postanawia wyjawić tajemnicę swojego milczenia. Czy prawda uratuje Maggie? Czy uratuje ich małżeństwo?

"Tajemnica, którą nosił w sobie przez pół roku, zniszczyła go. Odebrała mu coś więcej niż głos, przeniknęła każdą sekundę i minutę życia, każdy dzień, który udało mu się przetrwać, naznaczyła całe jego istnienie."

Miał być thriller, a wyszła z tego powieść obyczajowa z szerokim tłem psychologicznym. Ja w sumie się cieszę, bo wiecie, ja to bardziej "obyczajowa" jestem. Po przeczytaniu tej książki jeszcze długo o niej myślałam, nijak nie chce wyjść mi z głowy. Powaliła mnie prawdziwość tej historii, a jednocześnie jej aktualność. 

Czy nie zdarzają się Wam takie ciche dni w związku? Wiem, czasem każdy z nas potrzebuje chwili tylko dla siebie, oddechu, ale gdy trwa to zbyt długo lub jest konsekwencją kłótni, niedopowiedzeń... nic dobrego z takiego stanu rzeczy nie może wyniknąć. Autorka przekonuje, że należy rozmawiać, wyjaśnić sobie nieporozumienia, rozwiewać wątpliwości. Nie można być wobec siebie zimnym i obojętnym. Związek trzeba pielęgnować poprzez okazywanie wzajemnego zainteresowania, nieszczędzeniu sobie czułych słów i gestów. Gdy coś odpuścimy, niezwykle trudno będzie nam wrócić do tego, co było przed.

"Nigdy nie byliśmy specjalnie wylewni w słowach. Okazywaliśmy sobie miłość inaczej, emocjonalne wyznania zostawialiśmy innym. Nasze uczucia były znacznie cichsze, subtelniejsze."

Autorka wskazuje na jasne i ciemne strony macierzyństwa, nadopiekuńczość, ale i zbytnie zaufanie wobec dziecka. Warto zwrócić uwagę na sposób, w jaki zostały przedstawione relacje na linii mąż - żona i rodzić - dziecko. Stosunki panujące w tej rodzinie wcale nie odbiegają od tych, jakie możemy zaobserwować w naszym otoczeniu. Ból, rozpacz, gniew, strata, poczucie winy zawsze dużo łatwiej znosi się, gdy ma się wsparcie w bliskiej osobie i przede wszystkim, gdy się o tym rozmawia. Trzeba też pamiętać, by nigdy nie zwlekać z tym, co ma się do powiedzenia, bo może być za późno.

<Rodzicielstwo byłoby znacznie łatwiejsze, gdyby odnosiło się do niego znane powiedzenie: "Czego oczy nie widzą, tego sercu nie żal.">

Abbie Greaves udało się zaangażować mnie w swoją powieść od pierwszej do ostatniej strony. Umiejętnie budowała napięcie, dzięki czemu byłam ogromnie ciekawa dlaczego Frank tak uparcie milczy od pół roku. Nie ma tu jakiś spektakularnych zwrotów akcji, ale bez wątpienia sporo emocji. Autorka wlała w tę historię mnóstwo uczuć. Wszystko to, o czym czytamy, przeżywamy wraz z bohaterami. Po drodze rodzi się sporo pytań i niewiadomych, a na końcu zostajemy zmuszeni do wielu refleksji i przemyśleń nad własnym życiem i zachowaniem. To bardzo cenne. 

Dodam iż tym, co pchnęło autorkę do stworzenia tej historii, był artykuł opowiadający o japońskim chłopcu, który nigdy nie słyszał, aby jego rodzice ze sobą rozmawiali.

"Ciche dni" to smutny, wzruszający portret rodziny, z jej tajemnicami, niedomówieniami, bezradnością, zwątpieniem i dramacie. Jeśli liczycie na thriller - tu go nie dostaniecie, ale dobrą obyczajówkę - owszem. Debiut udany, który w szczególności polecam każdemu rodzicowi!



Za egzemplarz do recenzji dziękuję Wydawnictwu Muza




środa, 27 maja 2020

Antonio - Agnieszka Siepielska


Tytuł: Antonio
Cykl: Synowie zemsty (tom 2)
Autor: Agnieszka Siepielska
Wydawnictwo: NieZwykłe
Ilość stron: 308
Ocena: 9/10

Alyssa Scott nie może się pozbierać po poniżeniu, jakie zafundował jej narzeczony, i to przed ołtarzem! On sobie teraz beztrosko żyje, kiedy ona nie potrafi poskładać złamanego serca. W akcie szaleństwa lub rozpaczy, sama nie wie, kiedy na światłach dostrzega swojego eks w samochodzie, rusza za nim.

Trafia do podejrzanej dzielnicy, ale to nie cofa jej przed pragnieniem dokonania zemsty. Gdy tylko widzi samochód Camerona, nie waha się ani chwili. Jednak okazuje się, że auto, które właśnie zdewastowała, nie należało do jej narzeczonego… ale do gangstera Antonio Valentiego.

W ten sposób Alyssa zaciągnęła dług. I to u samego mafiosa. Ale jeżeli ten myśli, że łatwo odzyska to, co stracił, to bardzo się myli.

"- Nawet nie proś, żebym pomógł ci uciec - syczy.
- Z tego świata nie ma powrotu, chyba że w plastikowym worku, Allysa."

Poznaliśmy "Rhysa", teraz przyszła pora na "Antonia" - drugi tom cyklu Synowie Zemsty opowiadającej o rodzinie rodu Valentich. Byłam bardzo ciekawa co też takiego autorka przygotowała nam tym razem. A dzieje się nie mało!

Alyssa okazała się ciekawą osobowością. Oj ma dziewczyna charakterek... Choć i mnóstwo problemów oraz tajemniczą przeszłość, a do tego wydaje się, że pech przykleił się do niej na stałe. Czy to nie będzie zbyt wiele jak na Antonia? 

"Nie podoba mi się dziwne poczucie bezpieczeństwa u boku mężczyzny, który równie dobrze mógłby być moim oprawcą. Przecież to morderca."

Jeśli zaś chodzi o tytułowego Antonia, to wzbudzał we mnie trochę mieszane uczucia, przynajmniej na początku. To jak często zmienia zdanie, te jego wahania nastrojów, raczej można by przypisać takie zachowanie kobiecie. Wiem wiem, może podchodzę do tego trochę stereotypowo, ale z drugiej strony taka zmienność... no jest w tym coś ekscytującego, bo nigdy nie wiadomo, co za chwilę ten facet zrobi. A poza tym on także coś skrywa...

"Alyssa Scott. Jedyna osoba na tym świecie, która potrafi doprowadzić mnie do szału i jednocześnie wycisnąć ze mnie pozostałości człowieczeństwa, nawet nie zdając sobie z tego sprawy."

Ucieszyło mnie to, iż autorka nie zapomniała o tym, by pokazać nam co słychać u bohaterów z poprzedniej części. A najbardziej u "odjechanej" babci Helen, która nic a nic się nie zmieniła. Ale wiecie co? Pojawi się także Paxton z innej serii, czego zupełnie się nie spodziewałam. Jednak nie zdradzę Wam jaką rolę odegra...

Autorka zawarła na kartach swojej powieści sporą ilość romansu. Jednakże prowadząc poszczególne sceny miłosne, udało się jej zachować w tym wszystkim umiar i dobry smak. Dodatkowym elementem, który sprawia, że książkę wręcz się połyka jest humor, sarkazm i słowne przekomarzanki między bohaterami. Ta iskra dzięki, której odnosimy wrażenie, iż jesteśmy tak blisko postaci, że bliżej już się nie da.

Po raz kolejny uświadamiamy sobie że przeszłość ma niebagatelny wpływ na teraźniejszość i przyszłość. Agnieszka Siepielska zawarła w powieści motyw straty i przemocy. Te dwa aspekty łączą się tworząc wątek, od którego aż włosy jeżą się na karku. Chcecie dowiedzieć się dlaczego Antonio jest taki władczy, zimny i bezduszny? Dlaczego nie potrafi zaufać i kochać? Przeczytajcie, a wszystko zrozumiecie.

"To, co robi ze mną ta kobieta, uczucia, które we mnie budzi... Czy kiedykolwiek będę w stanie przebić się przez blokujące mnie wspomnienia, by okazać to, co czuję? Nie sądzę. (...) Nie mam zamiaru pozwolić jej odejść, więc będzie musiała zaakceptować życie, które spędziłem na oglądaniu się za siebie, przepełnione krwią i zemstą, spowite mrokiem mojej przeszłości."

Dzięki poprowadzonej sprytnie intrydze, świetną sprawa dla mnie, jako czytelnika było to, że niczego nie mogłam być pewna. Tu w zasadzie każdy rozdział przynosił pytania, a kolejne nie dawały jasnych odpowiedzi. Uwielbiam takie rozwiązania fabularne. Do samego końca jesteśmy utrzymywani w napięciu i niepewności. Podczas lektury towarzyszy nam ogrom emocji i uczuć. Strach, bezsilność, ból cierpienie - to tylko część z nich. 

"Antonio" to pełen emocji romans mafijny o tajemnicach przyszłości, nauce zaufania i miłości. Świat przesiąknięty brutalnością, porwanie, mafia, tajemnice, zemsta, namiętność, miłość - tu nie ma miejsca na nudę. Rudowłosa dziewczyna z ognistym temperamentem wymiata! A który z braci Valentich bardziej skradł moje serce? Szczerze, to nie mam pojęcia. Obaj są równie interesujący, pociągający, niebezpieczni... Choć czy aby na pewno? Sprawdźcie sami! Jedno jest pewne: historia Alyssy i Tyśka jeszcze się nie skończyła...






Za egzemplarz do recenzji  dziękuję Wydawnictwu NieZwykłe


niedziela, 24 maja 2020

Kochaj coraz mocniej - Ilona Gołębiewska


Tytuł: Kochaj coraz mocniej
Cykl: Dwór na Lipowym Wzgórzu (tom 4)
Autor: Ilona Gołębiewska
Wydawnictwo: Muza
Ilość stron: 480
Ocena: 9/10

Lilianna Horczyńska od dziecka kocha muzykę i chce zostać uznaną pianistką. Kolejne szczeble trudnej edukacji muzycznej, dostanie się na instrumentalistykę, wyjazd na uczelnię do Wiednia – to wszystko przybliża ją do spełnienia marzeń. Kończy studia z wyróżnieniem, a jej koncert dyplomowy zostaje gorąco przyjęty przez publiczność.
Postanawia spędzić wakacje na Podlasiu, we dworze na Lipowym Wzgórzu, który od dwustu lat jest rodzinnym gniazdem Horczyńskich. Tuż po przyjeździe beztroskie chwile przerywa nagła choroba ukochanej babci. Diagnoza lekarzy brzmi niczym wyrok, a jedynym ratunkiem jest ryzykowna operacja. Zaczyna się walka z czasem.

Pewnego dnia Lilka wśród pamiątek po pradziadku odnajduje stare zdjęcie i listy, dzięki czemu trafia na ślad dwóch tajemniczych kobiet. Prawda, którą odkrywa, nie tylko zmieni jej życie, ale i zburzy spokój całej rodziny. Niespodziewanie dostaje ofertę pracy w miejscowym domu kultury. Dostrzega lokalną biedę i brak pomocy dla najzdolniejszych uczniów, co budzi jej sprzeciw. Oparciem będzie dla niej Miłosz, mężczyzna poznany przed laty w niezwykłych okolicznościach. Jego rodzinę i rodzinę Horczyńskich łączą bolesne wydarzenia sprzed lat. Czy zła przeszłość wpłynie na uczucie rodzące się między dwojgiem młodych ludzi? Czy Lilka sprosta piętrzącym się problemom? Czy odzyska upragniony spokój?

"Najmniej spodziewane zdarzenie może wywołać duże zmiany. Wystarczy jedna sekunda, krótka rozmowa, ukradkowe spojrzenie w oczy, niby nic nieznaczące spotkanie, przypadkowe muśnięcie dłoni, by zmieniło się to, co pozornie od dawna było nam pisane. Dopiero po jakimś czasie człowiek wraca pamięcią do miejsc, ludzi i zdarzeń, które miały na niego tak ogromny wpływ."

Na sagę "Dworu na Lipowym Wzgórzu" składają się cztery odrębne historie opowiadające przejmujące losy kobiet z rodziny Horczyńskich: Anieli, Sabiny, Klary i Lilianny. Wydaje się, że różni je wszystko: wiek, poglądy, plany na przyszłość. Jednak łączy je wzajemna miłość i szacunek, pamięć o przodkach i oczywiście piękny rodzinny dwór. W tej rodzinie wiele się wydarzyło, a jednocześnie jeszcze zostało sporo tajemnic do odkrycia, o których przeczytacie w niniejszym tomie. Zatem zapraszam na Podlasie i malownicze Lipowczany, gdzie skosztujecie m.in. pysznej herbatki z lipy.

"Wspomnienia pozwalają nam przypomnieć sobie, kim byliśmy dzień, miesiąc, rok wcześniej i zastanowić się, czy zmierzamy w dobrym kierunku."

Ale nim nastanie sielski spokój, Ilona Gołębiewska nie oszczędzi swoim bohaterom trosk, większych i mniejszych problemów, ciężkich życiowych prób, stawiając ich przed trudnymi decyzjami.

"Człowiek dopiero wtedy poznaje siebie, gdy zostaje wystawiony na próby i może się przejrzeć w oczach innych ludzi. Każdy dzień jest niczym kadr uchwycony przez obiektyw aparatu. Zatrzymuje chwile, myśli, emocje.

Każda z postaci jest prawdziwa w tym co robi, mówi i jak się zachowuje. Ich historia przeplatana jest porażkami i sukcesami, smutkami i radościami. Kolejny raz bohaterowie wyzwalają w nas potrzebę życiowych zmian. Tak jak i oni, tak i my możemy czasem zdobyć się na odwagę i spróbować czegoś nowego. 

"Każda decyzja niesie wiele konsekwencji, czasami nawet ta, zdawać by się mogło, mało istotna. To, co wybierzemy dzisiaj, może do nas wrócić za dzień, za tydzień, za rok, za dwadzieścia lat."

Bardzo zaangażował mnie wątek Elizy i jej matki Marii. Zdradzę tylko tyle, iż kobiety mają coś wspólnego z pradziadkiem Liliany Fiodorem. Pojawi się również pewien przystojniak - z niezwykle dojrzałym podejściem do życia. Ach... żeby wszyscy mężczyźni tacy byli. Z kolei Lilianna, choć młoda, to również wykazuje się dojrzałością. To odważna, zawzięta i dumna kobieta, która potrafi walczyć o to, na czym jej zależy. I nie tylko chodzi tu o jej własne interesy.

Ponownie przyglądamy się relacjom rodzinnym i utwierdzamy w przekonaniu, że siła człowieka tkwi w jego rodzinie. Przypominamy sobie, jak istotna jest szczerość, zaufanie, chęć niesienia bezinteresownej pomocy, jak i umiejętności jej przyjęcia (mówię tu nie tylko o Anieli, ale i pewnej rodzinie). Ale najważniejszy przekaz powieści jest taki, że powinniśmy starać się podążać za tym, co dyktuje nam serce, otaczać się życzliwymi ludźmi i realizować swoje życiowe pasje.

"(...) czas jest czymś bezcennym. Nie da się go oszukać, kupić, przechytrzyć czy targować się o kolejne minuty, dni, lata. Wtedy nagle nie ma też znaczenia, kim jesteśmy, co mamy i jak widzą nas inni ludzie. Liczymy się tylko my i nasze uczucia."

Autorka uświadamia, jak ważne jest wsparcie rodziny, by wiedzieć, że gdy zajdzie taka potrzeba zawsze można liczyć na bliską osobę. Wskazuje również, że pieniądze nie są w stanie zastąpić akceptacji, uwagi i troski ze strony rodzica. Pokazuje, że każdy z nas ma prawo dokonywać własnych wyborów i żyć tak, jak tego pragnie, a nie oczekiwaniami innych. Gdy czegoś mocno pragniemy, ciężką pracą możemy osiągnąć wszystko o czym tylko marzymy. Bieda, bezradność, brak perspektyw dla uzdolnionych dzieci - obserwujemy jak wygląda życie zwykłej, przeciętnej rodziny. Istotne jest, by znaleźć sposób, by wspierać talent i rozwijanie pasji naszych pociech.

"Pięknie żyć znaczy tyle, co podarować swój czas, uwagę, miłość, okazać wsparcie, szacunek i troskę tym, których kochamy."

Książka obfituje w niespodziewane zwroty akcji, sporo niepokoju, przepiękne, barwne opisy krajobrazów, miejsc, wydarzeń, zapachów i smaków. A wszystko to podane w lekkiej, przystępnej formie. Dodatkowym atutem są umieszczone przepisy kulinarne z przepaśnika Basi. Aż żal rozstawać się z tą sagą i jej bohaterami...

"Kochaj coraz mocniej" jest doskonałym zwieńczeniem sagi Dworu na Lipowym Wzgórzu. To ciepła, pełna emocji powieść owiana tajemnicami, pokazująca ile znaczy rodzina. Jestem pewna, że lektura pozwoli Wam zatrzymać się na chwilę w codziennym pędzie i zrozumieć, co tak naprawdę się dla Was liczy i czego w życiu szukacie. To książka o niespodziewanej miłości, przyjaźni, walce o spełnienie marzeń, odkrywaniu rodzinnych sekretów z przed lat, wierze w lepsze jutro. Zaczytajcie się w sadze o dwustuletnim domu, w którym nie brak tajemnic, ale i dobrej energii i miłości. Nie bójcie się iść odważnie przez życie spełniając swoje najskrytsze marzenia tak jak Lilianna!

I jak mawia babcia Aniela: 
"(...) wiesz, co się tak naprawdę liczy?
- Smakowanie życia. Nie marnuj go na pozory, udowadnianie komuś swoich racji, bo to nic nie da. Lepiej robić to, co się kocha, i otaczać się bardzo dobrymi ludźmi."






Za możliwość poznania pełnego tajemnic Dworu na Lipowym Wzgórzu dziękuję Wydawnictwu Muza



czwartek, 21 maja 2020

Układ idealny - Emilia Szelest


Tytuł: Układ idealny
Cykl: Weronika Kardasz (tom 2)
Autor: Emilia Szelest
Wydawnictwo: Kobiece
Ilość stron: 288
Ocena: 10/10

Szybkie motocykle, kuszące ryzyko i uczucie, które stawia wszystko na ostrzu noża

Weronika, zastępczyni szefa ABW, szykuje się do ślubu z Przemkiem. W gorączce weselnych przygotowań nie przestaje myśleć o pracy. Planuje ryzykowną akcję, w której może pomóc tylko jej były, Łukasz. Kiedyś połączyła ich miłość do życia na krawędzi. Nic się nie zmieniło – oboje nadal lubią ryzyko.

Loki specjalizuje się w pracy pod przykrywką. Ma zinfiltrować gang motocyklowy Braci Peruna, który prawdopodobnie zajmuje się handlem ludźmi. Wszystko idzie zgodnie z planem, dopóki na jego drodze nie staje Ewa, córka szefa gangu.

Za samo zbliżenie się do niej grozi śmierć. Zresztą jest obiecana komuś innemu. Czasem jednak uczucie uderza nagle jak błyskawica Peruna. I nie ma już odwrotu.

"W życiu właśnie o to chodzi. Wera. Człowiek nie uczy się na cudzych błędach, musi popełniać własne."

"Układ idealny" jest kontynuacją "Niebezpiecznej gry", która bardzo wciągnęła mnie w swoją treść. Nie inaczej było i tym razem. Powracamy bowiem do znanych nam bohaterów, czyli Weroniki i Przemka, którzy przygotowują się do ślubu, ale obserwujemy ich na drugim planie, gdyż poznamy jeszcze kilkoro innych postaci. Jest m.in. zbuntowana, pyskata Ewa i Bracia Peruna. Wera jak to Wera - w dalszym ciągu jest pewną siebie, chamską kobietą, dla której liczy się głównie praca, ale lubimy ją. Gdy pojawi się Łukasz (którego z miejsca polubiłam), jej były, można się domyślić, że będzie się działo. Oj, nasz Przemek będzie kipiał z zazdrości! 

"Można być obojętnym na podszepty serca, można ignorować drugą osobę, próbować z tym walczyć, ale uczucia zawsze wygrywają, są silniejsze od głosu rozsądku."

Łukaszowi z racji tego, że jest policjantem zostanie przydzielone pewne zadanie służbowe. Czy się z niego wywiąże? A może pozostanie wierny gangowi motocyklowemu? Przyglądamy się jakimi zasadami kieruje się ta grupa i jak ważna jest lojalność.

Emilia Szelest w swojej powieści ukazuje jak mogą mylić pozory oraz to, że nikt nie jest do końca zły. A to kim się stajemy, często należy szukać w odniesieniu do naszego dzieciństwa, otoczenia w którymi się wychowywaliśmy, obcowaliśmy na co dzień.

"Karmieni kłamstwem rzadko kiedy wierzymy w prawdę, nawet gdy jest nam rzucana prosto w twarz."

Tak jak w poprzedniej książce, tak i tu pojawia się cała masa wulgaryzmów. Ale nie przeszkadzały mi, gdyż w jakiś sposób podkreślają środowisko w jakim obracają się bohaterowie. Niebezpieczeństwo, ryzyko, adrenalina, fascynacja, namiętność, groźny gang motocyklistów, sporo humoru i słownych przepychanek - ani przez moment nie odnosiłam wrażenia, żeby mi tu czegoś  brakowało lub było za dużo. Ta część przynosi wiele niedokończonych wątków (zwłaszcza zaskakujące zakończenie), które zapewne będą miały finał w "Ryzykownej grze".

"Układ idealny" to porywające i trzymające w napięciu połączenie romansu z kryminałem. To powieść o kłamstwach, tajemnicach, intrygach, zdradzie, śmierci, zakazanej miłości, trudnych wyborach. Loki i Bambi skradli moje serce! Koniecznie sprawdźcie czy i z Wami będzie podobnie.



niedziela, 17 maja 2020

Wszystkie nasze tajemnice - Monika Sawicka


Tytuł: Wszystkie nasze tajemnice
Autor: Monika Sawicka
Wydawnictwo: E-bookowo
Ilość stron: 403
Ocena: 9/10

Policjantka Klara i jej mąż chirurg Albin wychowują nastoletnią córkę Karolinę, zwaną Inką. Pewnego dnia dziewczyna czytając pamiętnik matki, dowiaduje się o skrywanej przez nią przez lata tajemnicy. Świat spokojnej, powszechnie szanowanej rodziny sypie się jak domek z kart. Rodzina oddala się od ciebie, każdemu doskwiera samotność. Mąż również zaczyna mieć jakieś sekrety. Karolina poznaje przez internet chłopaka z trudną przeszłością i tak samo samotnego jak ona. Mamy jeszcze siostrę Albina Justynę, która od 20 lat również skrywa pewną tajemnicę.

Chyba każdy z nas nosi w sobie większe lub mniejsze tajemnice. Z różnych przyczyn nie wyjawiamy ich innym, nawet najbliższym. Trzymamy, wręcz dusimy wszystko głęboko w sobie, skazując się na cierpienie i samotność. Nie bierzemy pod uwagę tego, że ktoś mógłby nam pomóc, choćby i tylko tym, że nas wysłucha. Często obwiniamy się za coś, co się wydarzyło, za coś, na co tak naprawdę nie mieliśmy wpływu. Z drugiej strony dostajemy jasny sygnał, że prędzej czy później każdy sekret ujrzy światło dzienne. Trzeba zatem zastanowić się czy ukrywanie tajemnic ma sens? Historia ta pokazuje, że człowiek nie powinien rozpamiętywać przeszłości, bo i tak jej nie zmieni. A gdy będzie mocno zakotwiczony w przeszłości, nie ruszy z miejsca, nie odnajdzie się w teraźniejszości, a tym bardziej nie zbuduje przyszłości.

"Każdy człowiek nosi jakąś historię. Każdy ma też tajemnice. Moja przeszłość męczy mnie od dwudziestu lat, wiele wysiłku włożyłam w to, by męczyła mnie jak najmniej. Ale życie to zmiany, życie to proces, w którym jesteśmy póki oddychamy. Nie jestem gotowa, by mówić o wszystkim, mimo wielu lat różnego rodzaju terapii, na które trafiałam, by sobie pomóc."

Monika Sawicka porusza w swojej książce problem samotności w szerokim kontekście, bo w małżeństwie i rodzinie. Widzimy jak łatwo można stracić z oczu to, co najcenniejsze. Jak przez zwykłe zaniedbanie, bądź tylko oczekiwania i wymagania błądzimy. Powinniśmy pamiętać o dawaniu czegoś od siebie. Autorka pokazuje również jak trudna jest droga do przebaczenia, nie tylko innych, ale przede wszystkim sobie samemu. Ciągłe rozpamiętywanie przeszłości nie daje nam szans na bycie szczęśliwymi tu i teraz.

"Na nic te wszystkie zarobione w pocie czoła pieniądze, bo za nie wprawdzie można kupić wiele, ale ani jednego uderzenia serca, ani jednego oddechu."

Moja szczególną uwagę zwróciła historia Justyny. Byłam w totalnym w szoku, że miało miejsce coś takiego... A jeszcze tym większe było moje zdziwienie, gdy dowiedziałam się, że wątek ten oparty został na prawdziwych wydarzeniach. Mowa tu m.in. o sprawie zakonu Boromeuszek z Zabrza z Siostrą Bernadettą.

Autorka udanie wplotła pełne humoru i sarkazmu dialogi, które równoważą bardziej poważniejsze tony powieści. Pojawił się również drobny, acz intrygujący wątek kryminalny. Ale najbardziej zaobserwowała mnie sprawa tego, jak traktowana jest kobieta. Że w XXI wieku ktoś za nią decyduje jak ma wyglądać jej życie. Lektura dostarcza sporo emocji i odczuć. Jest niezwykle prawdziwa, życiowa, traktuje o tym, co możemy w dzisiejszych czasach obok siebie zaobserwować. 

"Wszystkie nasze tajemnice" to życiowa, intrygująca i szokująca powieść o próbie pogodzenia się z przeszłością oraz zrozumienia tego, co najważniejsze. To książka o sekretach i tajemnicach i ich konsekwencjach, obwinianiu się, wybaczeniu, samotności, bólu, żalu, rodzinnych więzach, pięknie przyjaźni, nadziei. Jeśli jesteście ciekawi ile tajemnic może skrywać rodzina - zapraszam do lektury! Mnie książka dostarczyła nie lada emocji i przeżyć. 



piątek, 15 maja 2020

Zatrute serca - Angelika Ślusarczyk [Zapowiedź patronacka]



Kochani, miło mi poinformować, iż blog Sza! Teraz czytam objął patronatem medialnym powieść "Zatrute serca" Angeliki Ślusarczyk, która ukarze się nakładem Wydawnictwa WasPos. Jest to druga powieść w dorobku autorki. A debiutowała "Naucz się beze mnie żyć". 

Premiera 16 lipca!

~~~

OPIS:

Klara to młoda dziewczyna, która pracuje w jednej z wrocławskich restauracji, studiując jednocześnie to, z czym wiąże swoją przyszłość - kosmetologię. Doświadczona przez los, twardo stąpa po ziemi, jednak wciąż czegoś jej brakuje. Gdy pewnego dnia wybiera się na imprezę do klubu ze znajomym z pracy, spotyka mężczyznę, którego oczy zapadają jej głęboko w pamięć. Zrządzeniem losu spotyka tajemniczego chłopaka coraz częściej, aż w końcu zaczyna się między nimi tworzyć nić porozumienia, co dla obojga może skończyć się tragicznie. Jednak odrzucając wszystko to, co mówi rozum, Klara słucha głosu uczuć. Czy odda swoje ciało, duszę oraz serce nieznajomemu? Czy podejmie szaloną i skrajnie nieodpowiedzialną decyzję? Jak zmieni się jej życie? Czy będzie potrafiła zamknąć sprawiające ból rozdziały z przeszłości?

Zatrute serca to historia, która splata losy kilku bohaterów, ukazując, że nie zawsze życie jest piękne i przepełnione szczęściem. Każdy kogoś traci, każdy kogoś rani. Każdy z nich ma zatrute serce. Czy mimo napotykanych przeciwności będą potrafili docenić chwilę obecną i to, co mają?





🌟PRZEDSPRZEDAŻ AUTORSKA 🌟

Do 19 maja u autorki trwa przedsprzedaż "Zatrutych serc" wraz z autografem! 🖤

Cena książki to 24zł + kwota wysyłki 14zł bez względu na ilość.

Jeśli chcielibyście mieć tę książkę w swoich zbiorach, napiszcie wiadomość prywatną NA STRONIE AUTORKI lub email:

angelikawioletta.slusarczyk@gmail.com


Skusicie się na tę książkę?  😉



czwartek, 14 maja 2020

Zaopiekuj się mną - Camilla En


Tytuł: Zaopiekuj się mną
Autor: Camilla En
Wydawnictwo: WasPos
Ilość stron: 330
Ocena: 9/10

Historia Lauren na pozór mogłaby przydarzyć się każdemu. Zbuntowana nastolatka, która wszystko wie lepiej i uważa, że rodzice nie są jej do niczego potrzebni. Jednak kiedy w tragicznym wypadku traci ich oboje, jej życie diametralnie się zmienia. Po leczeniu depresji próbuje na nowo poukładać swoją codzienność. Pomaga jej w tym starsza siostra Luiza. Razem wyjeżdżają na wakacje, podczas których Lauren przeżywa swoją wakacyjną, ale co najważniejsze – pierwszą miłość. Po pięciu latach nie jest już tą samą osobą. Stała się piękną, inteligentną kobietą, która chce być kochana, pragnie stabilizacji i bezpieczeństwa. Gdy spotyka mężczyznę, na widok którego miękną jej kolona, ulega jego namowie i wchodzi w niebezpieczny dla uczuć układ. William Loens jest ucieleśnieniem seksu. Jego głos, wzrok i dotyk podniecają kobiety. Jednak mężczyzna ma jedną wadę – nie kochał, nie kocha i nigdy nie pokocha żadnej kobiety, co dla Lauren jest dużym problemem. Podczas nadarzającej się okazji ucieka od Willa do swojego domku letniego w Karolinie Północnej. Tam ożywają wspomnienia sprzed kilku lat, kiedy poznała i zakochała się w chłopaku poznanym na plaży. Czy Simon będzie potrafił pokochać Lauren tak, jak ona tego potrzebuje?

"Byłam kobietą po wielkich przejściach, jednak wciąż pragnącą miłości i bezpieczeństwa."

"Zaopiekuj się mną" jest debiutem autorki piszącej pod pseudonimem Camilla En. Dodam, iż bardzo udanym za sprawą pomysłu na tę historię i jego realizacji.

Powiem Wam, że ta historia jest bardzo realna, mogłaby przydarzyć się każdemu z nas. Początkowo główna bohaterka nas wkurza swoim nieodpowiedzialnym zachowaniem. Nie pochwalałam jej niektórych wyborów. Ale czy od nastoletniej dziewczyny można wymagać dojrzałości? No właśnie. Tu widzimy jak istotne jest, by uczyć się na popełnionych błędach, wyciągać z nich odpowiednie wnioski. Później Lauren przechodzi przemianę, ale dużo wody musi upłynąć nim to nastąpi.

Autorka porusza problem straty i depresji. Uzmysławia jak ważna jest wówczas pomoc i zrozumienie bliskich. Lauren uważa, że to przez nią zginęli jej rodzice. Zaczyna się obwiniać. Brat nie potrafi jej wybaczyć. Z kolei jej siostra wspiera dziewczynę. Widzimy jak różne mogą być korelacje rodzinne, poczucie żalu, krzywdy, bólu.

Lauren nie potrafi stawić czoła problemom, ucieka przed nimi. Bliższe relacje też wydają się nie dla niej. Towarzyszy jej pełno rozterek i bólu. Jednak jakimś cudem brnie do przodu, a my jej w tym kibicujemy. Czy ma szansę na normalne życie i zbudowanie trwałego związku?

"Paliłam za sobą wszystkie mosty, sprawiając, by szczęście nie miało do mnie dostępu. A przecież chciałam być szczęśliwa i to cholernie bardzo."

Oczywiście nie mogło zabraknąć gorących scen miłosnych. Jednakże osobiście większą uwagę zwróciłam na wszystkie inne wydarzenia, sytuacje i aspekty, jakie zostały zawarte na kartach powieści. Choć przyznać trzeba, że wątek miłosny angażuje i nie pozostawia obojętnym.

"- Musiałabym być zimną suką bez serca, by nie pokochać takiego mężczyzny jak ty. Jednak pocieszę cię. Tak szybko, jak oddałam ci swoje serce, tak szybko zrozumiałam, że na nie nie zasługujesz." 

Ta książka za sprawą przyjemnego w odbiorze języka, czyta się wręcz sama. Pochłania bez reszty! Emocje są namacalne. Jestem ciekawa kolejnych powieści, jakie wyjdą spod pióra autorki.

"Zaopiekuj się mną" to wzruszający i emocjonalny romans o potrzebie bycia kochanym, pogodzeniu się z tym, co nieodwracalne, obwinianiu, zaufaniu, poczuciu bezpieczeństwa, więzach rodzinnych, przyjaźni. Jeśli jesteście ciekawi co zwycięży: rozsądek czy miłość - koniecznie sprawdźcie! 


wtorek, 12 maja 2020

Awaria uczuć - Joanna Kruszewska


Tytuł: Awaria uczuć
Autor: Joanna Kruszewska
Wydawnictwo: Replika
Ilość stron: 344
Ocena: 8/10

Życie Matyldy na pierwszy rzut oka wydaje się idealne: wspaniały, oddany jej bez reszty chłopak, świetna praca w dużej firmie, oparcie wśród koleżanek. Czego chcieć więcej? Niestety pewnego dnia wszystko staje na głowie: zamiast oczekiwanego awansu dostaje wypowiedzenie, Paweł musi wyjechać na rok za granicę, rzekoma przyjaciółka okazuje się wrogiem, dolegliwości żołądkowe nie są grypą… Na dodatek na horyzoncie pojawia się dawna miłość. Jak Matylda poradzi sobie z przeciwnościami losu? I czy to aby na pewno są przeciwności…?

"Paweł wyjechał i raczej wątpliwe, żeby zechciał rzucić kontrakt z powodu zaciążonej kobiety. Nie związanej z nim notabene żadnym poważniejszym słowem. Awans odpłynie w siną dal, jeżeli w ogóle zatrzymaliby ją w pracy, mogłaby mówić o dużym farcie. Nie, Matylda nie mogła w ogóle dopuszczać do siebie myśli o ciąży."

"Awaria uczuć" jest wznowieniem powieści Joanny Kruszewskiej. Bardzo przypadły mi do gustu inne książki autorki, więc i tę chciałam poznać.

Wielu z nas żyje w pędzie. Praca, kolejne szczeble kariery, duże pieniądze... A gdzie w tym wszystkim założenie rodziny? Czy nie jest tak, że zawsze nie będzie dobrego czasu na dziecko? A co, jeśli życie samo za nas zadecyduje? Tak właśnie dzieje się z bohaterką niniejszej powieści. Jak na taki obrót spraw zareaguje Matylda?

Autorka przedstawiając losy Matyldy, przypomina o tym, co powinno być dla każdego z nas najważniejsze. Mamy możliwość poznania przemyśleń głównej bohaterki i być może odnalezienia w niej cząstki siebie. To również ważna lekcja przyjaźni i znaczenia rodziny. 

"(...) przez ostatnie parę lat byłam o wiele bardziej ślepa, niż na to wskazywały wszelkie badania okulistyczne."

Podobało mi się w tej książce to, że mimo, iż fabuła tchnie optymizmem i ciepłem, to nie ma w niej nadmiernego lukru. Dzięki temu historia wydaje się być autentyczna. Mamy wrażenie, iż mogłaby przydarzyć się każdemu z nas.

Książka napisana została z polotem, lekkim, przystępnym językiem, z dużą dozą humoru w postaci zabawnych dialogów, więc czyta się jednym tchem. Mimo iż zakończenie jest przewidywalne, to zdarzało się również kilka zaskakujących momentów.

"Awaria uczuć" to ciepła optymistyczna powieść traktująca o uczuciach, sile macierzyństwa, rodzinie, zazdrości, próbie przyjaźni, ustaleniu priorytetów. To lektura udowadniająca, że to, na czym nam najbardziej zależy i czego szukamy zwykle mamy przed nosem. Trzeba tylko tego nie przegapić. Polecam!


Za egzemplarz do recenzji dziękuję Wydawnictwu Replika


niedziela, 10 maja 2020

Grand Metropolitan - Agnieszka Kruk


Tytuł: Grand Metropolitan
Autor: Agnieszka Kruk
Wydawnictwo: Oficynka
Ilość stron: 298
Ocena: 7/10

Lu i Bo na tropie kryminalnej zagadki

Podczas kolacji z przyjaciółmi mąż Bo, komisarz policji, obiecuje Lu, że będzie mogła wziąć udział w najbliższym śledztwie. Okazja nadarza się szybko. W małej podlaskiej wsi, osnutej jesiennym zapachem dymu znad okolicznych pól, dochodzi do tajemniczych wydarzeń. Lu i Bo, podążając tropem przestępstwa, przenoszą się do świata, w którym ciągle żywy pozostaje duch powieści Agathy Christie i jedynego w swoim rodzaju detektywa Herculesa Poirota.

"Widok krwi, być może jej zapach, energia, która tam panowała po śmierci, to nie były rzeczy, których pragnęła doświadczać. Na myśl o nożu wbitym w brzuch mężczyzny ponownie zrobiło jej się słabo. Co się ze mną dzieje? - pomyślała. Zawsze fascynowały mnie takie sytuacje, a teraz, gdy mam okazję przyjrzeć się jednej z nich z bardzo bliska, mięknę?"

Ponownie spotykamy się z bohaterami znanym nam z "Manipulacji", która była debiutem Agnieszki Kruk. W życiu Lu zaszło wiele zmian, zarówno w tym zawodowym, jak i prywatnym. To już nie jest ta wieczna samotniczka, singielka i niezależna od nikogo, zapracowana kobieta. Ale trzeba przyznać, że charakter to ma trudny... Przyjrzałam się bliżej jej relacji z Adamem. Widzimy jak istotna w każdym związku jest szczera rozmowa. Trzeba głośno mówić o swoich oczekiwaniach, pragnieniach, obawach, lękach. Niczego w sobie nie dusić.

W życiu Bo również nastąpią spore zmiany, ale tu więcej miejsca poświęcono tej pierwszej. Poznajemy również nowych bohaterów, którzy okazują się równie interesujący. Za ich sprawą autorka zwraca naszą uwagę na bezinteresowną pomoc, wsparcie, okazanie zainteresowania drugiemu człowiekowi oraz na to, by nikogo nie oceniać wcześniej go nie znając.

Autorka dalej pogłębia warstwę psychologiczną postaci. Tego zawsze szukam książkach - dobrze wykreowanych bohaterów, z którymi mogę poczuć silną więź. Bohaterom niczego nie można odmówić nadal są wyrazistości i różnorodni oraz muszą sprostać kolejnej zagadce kryminalnej. Zagadka z czerwonego zeszytu i historia Sylwii bardzo mnie poruszyła. Bo i Lu w dalszym ciągu przyjaźnią się, mogą na siebie liczyć w każdej sytuacji. 

"(...) kochała tę dziewczynę całym sercem, a wraz z nią wszystkie jej emocje. Zawsze się uzupełniały i to było w ich relacji piękne."

Otrzymujemy powieść z elementami kryminału. Choć akcja powoli nabiera tempa, to w żaden sposób nie wynudziłam się z książką. Zdecydowanie możecie spodziewać się sporych emocji. Nie zabrakło także miejsca na zgrabnie wkomponowaną w całość odpowiednią ilość dobrego humoru, który równoważy bardziej poważniejsze elementy fabuły.

"Grand Metropolitan" to książka z pogranicza obyczaju, kryminału i powieści psychologicznej o sile kobiecej przyjaźni, marzeniach, pragnieniach, lękach, tajemnicy. Lektura dla fanów Agathy Christie. Dreszczyk emocji zapewniony!


Za możliwość przeczytania książki dziękuję Wydawnictwu Oficynka


sobota, 9 maja 2020

Paleta emocji - Renata Czaban-Kryczka [Zapowiedź patronacka]



Miło mi poinformować, iż blog Sza! Teraz czytam objął patronatem medialnym powieść "Paleta emocji" Renaty Czaban-Kryczka, która ukarze się nakładem Wydawnictwa Feniks. Jest to kontynuacja debiututanckiej "Palety uczuć".

~~~






A tak "Paletę emocji" rekomenduje Anna Fijałkowska 




Skusicie się na tę książkę?  😉


piątek, 8 maja 2020

Seryjni mordercy - Michelle Kamisky


Tytuł: Seryjni mordercy
Autor: Michelle Kaminsky
Wydawnictwo: Muza
Ilość stron: 368
Ocena: 7/10

Ich czyny budzą odrazę. W społecznej świadomości uchodzą za przykład tego, jak zły może być człowiek. Jednak w seryjnych mordercach jest też coś, co nas intryguje. Jakie mają IQ? Kim najczęściej są z zawodu? Według jakiego klucza wybierają ofiary? Na jaką potrawę decydowali się w ramach ostatniego posiłku, gdy czekali na wykonanie kary śmierci? Na te i wiele innych pytań odpowiada Michelle Kaminsky w książce „Seryjni mordercy. Wstrząsające wydarzenia. Okrucieństwa. Narzędzia zbrodni”. 

Torturowali, gwałcili, mordowali. Każde z nich pozbawiło życia co najmniej trzy osoby, przy czym każda ze zbrodni miała miejsce innego dnia i w innym miejscu. Prowadzą podwójne życie i tej jego dziedziny pomiędzy morderstwami nie ukrywają przed otoczeniem. Wśród przyjaciół i sąsiadów uchodzą zazwyczaj za kulturalnych, miłych ludzi. Fachowo nazywa się to „maską zdrowego umysłu” – i na tym, między innymi, polega fenomen seryjnych zabójców.
W jaki sposób najczęściej pozbawiają życia? Co popycha ich do zbrodni? Kim był dr Śmierć? Kto zabił dwoje dzieci – w wieku 3 i 4 lat – a po odsiedzeniu wyroku legalnie otrzymał nową tożsamość, by… chronić własne dziecko przed prześladowaniem? Czy wiesz, do czego zdolna była siostrzenica króla Polski, która do dziś uważana jest za najgorszą zabójczynię w historii? Kto i dlaczego trzyma w piwnicy mózg jednego z najgroźniejszych seryjnych morderców? 

Na łamach książki „Seryjni mordercy. Wstrząsające wydarzenia. Okrucieństwa. Narzędzia zbrodni” Michelle Kaminsky odsłania najciemniejszą stronę ludzkiej natury. Odziera z tajemnicy anioły śmierci i czarne wdowy. W gęstwinie ciekawostek i nieznanych dotąd faktów stara się udzielić odpowiedzi na pytania o to, jak rodzi się morderca, jak wybiera swoje ofiary, dlaczego przez tak długi czas zostaje niezauważony i wreszcie – czy możemy go w porę rozpoznać? 

"Pora zaryglować drzwi, sięgnąć po ulubiony napój, usiąść wygodnie i poznawać najstraszniejszych ludzi, jakich widział świat."

Seryjny morderca - kim jest? W którym kraju jest ich najwięcej? W jaki sposób najczęściej zabija? Jakie ma motywy? Nie wiem czy każdemu z Was ta książka da odpowiedzi na wszystkie nurtujące pytania. Ja po części je otrzymałam. Z pewnością nie sposób dowiedzieć się wszystkiego, gdyż ludzki umysł pełen jest zagadek, a człowiekiem kierują różne mniej lub bardziej racjonalne pobudki.

Książka skonstruowana jest na zasadzie 150 pytań i odpowiedzi. Przyznam że Michelle Kaminsky zaskoczyła mnie konstrukcją książki. Niby mamy do czynienia ze zwięźle przedstawionymi suchymi faktami, jak i ciekawostkami, ale czytając to wszystko ma się ciarki na ciele. Spotkamy się z największym okrucieństwem i wykorzystywanymi do tego narzędziami zbrodni. Tortury, ćwiartowanie ciała, gwałty, duszenie, trucie, ludobójstwo, nekrofilia - to tylko część tego, o czym przeczytacie.

"(...) piła także krew swoich ofiar, ponieważ uważała że zachowa dzięki temu młodość. Niektóre ofiary dźgała, inne przypalała, gryzła lub biła. Inne jeszcze głodziła na śmierć. Co do narzędzi, to szczególną wprawę miała w posługiwaniu się nożycami, żelazem do piętnowania, pejczem, i rozżarzonym prętem, a także monetami, kluczami, szpikulcami i igłami. Kobieta koszmar."

Przytoczone zostały sprawy niektórych najsłynniejszych na świecie seryjnych zabójców. Ale oprócz tego poznamy również mniej znane bądź zapomniane przypadki. Pojawi się: Jeffrey Dahner, Ted Bundy, John Wayne Gacy, "Doktor Śmierć", "Czarna Wdowa", "Anioły Śmierci", "Babcia Śmieszka" czy "Kuba Rozpruwacz". Osobny rozdział poświęcono także sprawom nie rozwikłanym lub wciąż w toku.

To, czego mi w tej książce zabrakło, to zbyt mała ilość analizy psychologicznej. Autorka skupiła się bowiem na przypadkach morderców i ich możliwościach oraz jak wpadli w ręce wymiaru sprawiedliwości. Każdy nich składa się z góra dwóch, trzech stron. Warto byłoby także wzbogacić publikację o fotografie.

"Seryjni mordercy" to niejako encyklopedia najbardziej zepsutych ludzi, jaki świat widział. To przewodnik po seryjnych zbrodniach ubrany w sporą ilość pytań, odpowiedzi i ciekawostek na temat makabrycznych historii. Według mnie dobry punkt wyjścia do szerszego zgłębienia zagadnienia.


Za egzemplarz do recenzji dziękuję Wydawnictwu Muza










wtorek, 5 maja 2020

Bezmiar cierpienia - Adriana Rak


Tytuł: Bezmiar cierpienia
Autor: Adriana Rak
Wydawnictwo: WasPos
Ilość stron: 276
Ocena: 10/10

Dwudziestojednoletnia Izabela właśnie zakończyła trudny związek, do czego skłoniła ją niewierność ukochanego. Dziewczyna jest załamana, ale z pomocą najbliższych staje na nogi i postanawia opuścić swój malowniczy Gdańsk, by wyjechać do Łeby, gdzie ma zacząć sezonową pracę.

Adam to dwudziestoletni, niezwykle dojrzały, ale też pogubiony chłopak, który z powodu ciężkiej sytuacji życiowej musi podejmować się każdej pracy. Wyjazd do Łeby i opuszczenie swojego dwuletniego synka to dla niego konieczność. Chłopak żyje z dnia na dzień, bo doskonale zdaje sobie sprawę z tego, w jak beznadziejnej sytuacji się znalazł.

Ta dwójka poharatanych przez los młodych ludzi poznaje się przypadkiem w restauracji, w której pracuje Adam. Już od pierwszych chwil nawiązują ze sobą niezwykłą więź, która przetrwa wiele przeciwności losu… Czy jednak przyjaźń wystarczy, by zapobiec temu, co podpowiadają myśli?

"Ze wszystkich sił pragnęłam właśnie takiej bajki - bajki, w której ja i on, szaleńczo w sobie zakochani, będziemy ze sobą do końca swoich dni... Oddałabym wiele, aby tak właśnie było..."

"Bezmiar cierpienia" jest kolejną już książką Adriany Rak, którą miałam okazję przeczytać. Tym samym stała się moją ulubioną powieścią autorki, o okładce nie wspomnę - świetlny dobór barw. Wyraźnie także widać większą dojrzałość w kreowaniu historii, czy to w przedstawianiu wydarzeń, tworzeniu bohaterów czy opisów tła. Jednocześnie w dalszym ciągu czuć lekkość pióra, dzięki czemu czyta się naprawdę szybko i przyjemnie, choć tym razem to naprawdę niełatwa lektura.

Izabela i Adam - dwoje równorzędnych bohaterów, ale to Adam bardziej skradł moje serce. Jego emocje, rozterki, ból, strach, żal, gorycz zostały doskonale wyeksponowane. Bez problemu mogłam poczuć to wszystko, co w nim siedzi. Adam przypomniał mi, że w każdym z nas tkwi małe dziecko. Nieważne ile macie lat, jaki bagaż doświadczeń i przeżyć - nie pozwólcie, by ktoś lub coś wpływało na to, czego pragniecie i kim chcecie być. Z kolei Iza, choć nieco starsza od Adama, to momentami zachowywała się jak nastolatka. No ale każdy potrzebuje czasu, aby dojrzeć. Nie zmienia to jednak faktu, że i ją polubiłam. Niby różni, ale łączy ich cierpienie i smutek, to że zostali skrzywdzeni. Całą sobą przeżywałam to, co tę dwójkę spotkało.

''Nigdy wcześniej nie pomyślałabym, że ten radosny, pełen energii chłopak, zdolny do podejmowania spontanicznych decyzji, posiada taką tajemnicę.''

Autorka porusza wiele tematów, na które warto zwrócić uwagę. Nie są to problemy wyssane z palca, a rzeczy, które mogą dotyczyć każdego z nas. Pojawi się wątek zdrady, wybaczenia i ponownego zaufania czy utrudniania przez matkę kontaktów ojca z dzieckiem.

Historia Izabeli i Adama pełna jest smutku i z pewnością zostanie ze mną na dłużej. Uświadamiamy sobie jak kruche jest życie, dlatego powinniśmy doceniać to, co mamy, zwracać uwagę na drobne gesty oraz czerpać przyjemność z najprostszych rzeczy. I spróbować żyć chwilą, tu i teraz, tak jak to my chcemy, a nie tak jak tego oczekują od nas inni. Ważna jest również pomoc, rada drugiej osoby nie tylko wtedy, kiedy to my jej potrzebujemy, ale i ktoś obok.

"W tamtej chwili nie marzyłem o niczym innym. Chciałem być przy niej, bo pragnąłem czuć się potrzebny, w końcu tak samo jak ona chciałem być po prostu szczęśliwym człowiekiem."

"Bezmiar cierpienia" to prawdziwa, przejmująca, smutna, ale i w pewien sposób dająca nadzieję opowieść o mierzeniu się ze stratą, niedającej o sobie zapomnieć bolesnej przeszłości, pięknej, choć wystawionej na próbę przyjaźni, trudnych decyzjach i wyborach, wybaczeniu, skomplikowanych relacjach damsko-męskich.  Ale przede wszystkim to historia o głęboko ukrytym wołaniu o pomoc w depresji. Tylko czy każdy jest w stanie je zauważyć?... Polecam gorąco! 


Za egzemplarz do recenzji dziękuję Autorce i Wydawnictwu WasPos



niedziela, 3 maja 2020

Bliżej, niż myślisz - Ewa Przydryga [Przedpremierowo]


Tytuł: Bliżej, niż myślisz
Autor: Ewa Przydryga
Wydawnictwo: Muza
Ilość stron: 320
Ocena: 8/10

Nika Wermer, właścicielka niewielkiego pensjonatu w Gdyni, wierzy, że była świadkiem morderstwa. Kobieta natychmiast dzwoni po policję. Jednak wezwany na miejsce funkcjonariusz kwestionuje jej zeznania. Wskazany przez nią pokój wygląda na niezamieszkany, zniknęło również nagranie z monitoringu. Widząc brak zainteresowania ze strony policji, Nika sama postanawia dotrzeć do prawdy. Kim była tajemnicza dziewczyna? Kto ją zabił? Czy mordercą jest ktoś, kogo zna?

Główna bohaterka Nika jest postacią, która wzbudza w czytelniku ambiwalentne uczucia. Przynajmniej na początku. Później, gdy lepiej wchodzimy w jej głowę, myśli, poznajemy jakie wydarzenia doprowadziły ją do momentu, w którym się znajduje, zaczynamy inaczej na nią patrzeć. Ale czy możemy jej zaufać? A ona sobie? Tego Wam nie zdradzę. Jedno jest pewne. To wbrew pozorom bardzo silna kobieta! I chyba ostatecznie to w niej najbardziej mi się podobało.

"To coś innego, czym już id dawna się brzydzę - powierzchowne związki między ludźmi. Nienawidzę relacji, w których nie ma miejsca na miłość, ani na człowieczeństwo. Na żaden rodzaj czułości i bliskości. W których najważniejsze są władza i chęć zaspokojenia własnych potrzeb. Czy to wystarczy, żeby zabić?"

Moją uwagę zwróciła Nat - najlepsza przyjaciółka Niki. Poza tym jest jedyną osobą, przed którą Niki potrafiła się otworzyć. To dziewczyna pełna sprzeczności, zważywszy na przykład na to, że jest zaangażowaną aktywistką na rzecz środowiska, a sama zaciąga się papierosowym dymem. Ale polubiłam ją. Nie tylko martwi się o swoją przyjaciółkę, ale nie jest jej też obojętny los bezdomnych zwierząt. Jaka będzie jej rola w tej historii? 

"Ochronny pancerz nie dopuszcza ludzi do mojej kruchej i wrażliwej powłoki. Nienawidzę litości, a sensacją brzydzę się jeszcze bardziej. A to właśnie one obie bombardowały mnie w zeszłym roku."

Chyba nigdy nie spotkałam się w książkach z pojęciem o nazwie flasback - krótkotrwałym, nawracającym zaburzeniem percepcji u osób zażywających substancje halucynogenne (nawet w sytuacji, gdy od zażycia minęły lata). A może nie zostało to fachowo nazwane? Niemniej w swojej powieści autorka zdołała oddać ten wątek w sposób wiarygodny i niezwykle interesujący. Wspomnienie, o którym nie chcelibyśmy pamiętać, wdziera się do naszej świadomości, bez naszego udziału. W życiu Niki miało miejsce takie wydarzenie... 

Autorka kilka razy wspomina o trudnych relacjach Niki z matką. Wszystko widzimy z perspektywy tej pierwszej. Chciałabym zobaczyć jak to wyglądało z drugiej strony, bo przypatrując się temu wątkowi, podczas lektury przybywało mi wiele pytań.

Ta historia przypomina że to, co spotyka nas w dzieciństwie ma znaczący wpływ na naszą przyszłość. Ale i to, jakie podejmujemy decyzje również nie pozostają bez oddźwięku, konsekwencji i już na zawsze będą w nas siedziały.

Przez większą część książki Ewa Przydryga sobie ze mną pogrywała, zwodziła na manowce. Ale przyznam, że w pewnym momencie zaczęłam bliżej przyglądać się pewnemu bohaterowi i to był strzał w dziesiątkę! Mimo to fabuła powieści mnie zaskoczyła. Była dobrze skonstruowana intryga kryminalna, tajemnica, napięcie, niepewność, niepokój i to coś, co sprawia, że chcesz brnąć dalej... 

"Bliżej, niż myślisz" to mroczny, niepokojący, owiany tajemnicami thriller psychologiczny naszpikowany kłamstwami, manipulacją, wielkimi pieniędzmi, trudnymi relacjami międzyludzkimi, lękami i traumami. Zapewniam, że do samego finału nie będziecie pewni co jest prawdą, a co halucynacją. Sprawdźcie! 


A już teraz książka dostępna na Empik


Za egzemplarz do recenzji dziękuję Wydawnictwu Muza


sobota, 2 maja 2020

Ochroniarz - Meg Adams [Zapowiedź i fragment powieści]


Już 20 maja 2020 r. premiera powieści "Ochroniarz" Meg Adams, która ukarze się nakładem Wydawnictwa NieZwykłe. Mam dla Was opis, prolog i trzy pierwsze rozdziały książki.

~~~


OPIS:

Meg Adams powraca z nową ekscytującą powieścią!

Niebezpieczne zlecenie. Ryzykowna gra. Zakazana miłość. 

Dwudziestoośmioletnia Lena Mejer, właścicielka firmy kosmetycznej, z pozoru ma wszystko – pieniądze, pozycję i ciekawe życie. Dobrze maskuje smutek, za którym kryje się bolesna przeszłość. Gdy zaczyna dostawać pogróżki, w jej życie kolejny raz wkrada się niepokój. Za namową przyjaciół zatrudnia prywatnego ochroniarza, który ma zapewnić jej bezpieczeństwo. 

Nikolaj Aleksandrow, pół Polak, pół Rosjanin, od początku stara się podejść do zlecenia profesjonalnie, jednak szybko przekonuje się, że tym razem nie będzie to takie proste. Wzrastające napięcie pomiędzy nim i Leną skutecznie utrudnia mu zadanie. A to nie koniec kłopotów.

Wkrótce wychodzi na jaw, że oboje coś ukrywają, a czyhające na nich niebezpieczeństwo jest większe, niż oboje przypuszczali. 

~~~

Prolog

Mężczyzna już od kilku minut wpatrywał się intensywnie w ekran. Czekał, aż pojawią się na nim dane. Uwielbiał ten moment. Wtedy krew w jego żyłach krążyła szybciej, czuł podniecenie, które napędzało go do działania. To dla tych chwil żył.
Stukał bezwiednie długopisem o blat biurka, nadal oczekując potwierdzenia tożsamości kolejnego celu. Nawet nie zdawał sobie sprawy z tego, jak mocno zaciska palce na oparciu krzesła. Zleceniodawca długo nie odpisywał, choć wcześniej wydawał się zdecydowany. Po zaledwie dwóch rozmowach był gotów zapłacić okrągłą sumę za pozbycie się kogoś, kto stanął mu na drodze. 
Może się jednak waha albo zaczęło go gryźć sumienie, pomyślał dokładnie wtedy, gdy z głośników wydobył się dźwięk przychodzącej wiadomości. Przeczytał ją natychmiast. A potem ponownie. I znów. 

Lena Mejer. Właścicielka An-na Cosmetics.

Przełknął ślinę i zwilżył usta. Tego się nie spodziewał. Nazwisko zaczęło się odbijać echem w jego głowie. 
Zamiast odpisać, zaklął pod nosem, następnie wstał z obrotowego fotela i przeszedł przez pokój, uderzając czarnymi butami o drewnianą, wypolerowaną podłogę. Jego myśli wypełniły pytania, na które pragnął szybko poznać odpowiedzi. Zdawał sobie jednak sprawę, że być może nigdy ich nie uzyska. Przystanął przy oknie, odchylił żaluzję, po czym spojrzał chłodno na podwórze otoczone wysokimi, smutnymi kamienicami. 
Pierwszy raz nie był pewien, co powinien zrobić. Nigdy wcześniej nie zastanawiał się, dlaczego ktoś chce pozbawić życia jakąś osobę. Wiedział, że na świecie nie brakuje sukinsynów, którzy bez skrupułów wydadzą wyrok śmierci dla zysku, z zemsty czy nawet dla własnej chorej satysfakcji. Ale w tym wypadku było inaczej. Poczuł ciekawość i… niepokój.
Odwrócił się w stronę korkowej tablicy, gdzie pinezkami przyczepiał najważniejsze informacje. Gdy jego wzrok padł na jedną z wielu kartek, uderzył otwartą dłonią w ścianę i jednym ruchem zerwał świstek papieru. Musiał działać szybko i bezbłędnie.
Wrócił do komputera, strącając przy tym ręką długopis, który potoczył się po blacie, a następnie spadł wprost na jego czarną torbę. Mężczyzna spojrzał w dół, jednak nie pofatygował się, żeby go podnieść. Teraz miał ważniejsze sprawy na głowie. Bez zastanowienia otworzył komunikator. Dostrzegł, że osoba, z którą powinien się w tej sytuacji skontaktować, jest aktywna. Nie czekając ani chwili dłużej, wysłał wiadomość. Wraz z nadejściem odpowiedzi usłyszał znajomy sygnał. W drugim oknie przeglądarki pojawił się komunikat od zleceniodawcy.

Czekam na potwierdzenie.

Długie palce zastygły na klawiaturze. Mężczyzna wiedział, że to będzie trudne zadanie, ale nie mógł się teraz wycofać. Dlatego zaczął pisać.

Czekam na pieniądze.

Wstukał w końcu odpowiedź, lecz jeszcze przez moment zwlekał z jej wysłaniem.
Ostatecznie nacisnął enter i czym prędzej wyszedł z mieszkania.


ROZDZIAŁ 1

Lena

Siedziałam znudzona przy ogromnym stole i obserwowałam salę pełną wirujących par. Sama nie przepadałam za tańcem, a może po prostu nigdy nie trafiłam na nikogo, kto potrafiłby mi w odpowiedni sposób pokazać, jak czerpać z niego przyjemność. Może też zbyt bolesne wspomnienia o moim ojcu, który pozwalał, bym stawała na jego palcach i udawała księżniczkę pląsającą ze swoim księciem, skutecznie utrudniały mi podjęcie prób. Na samą myśl o nim machinalnie chwyciłam się za brzuch. Opuszki od razu wyłapały kilka zgrubień. Zacisnęłam dłoń w pięść, nie dopuszczając, aby okropne obrazy rozpanoszyły się po moim umyśle. To nie był dobry czas na rozpamiętywanie przeszłości czy babranie się w przykrych wspomnieniach i dlatego tak bardzo cieszyłam się, że przyprowadziłam ze sobą Jakuba. Dzięki jego obecności nikt nie usiłował wyciągnąć mnie na parkiet. Nie miałam ochoty na zabawę ani spławianie natrętów. A tych zwykle nie brakowało.
Starając się oderwać myśli od trudnych tematów, zerknęłam w ogromne okno ciągnące się przez całą szerokość sali. Widok na otuloną ciemnością okolicę cieszył oko. Lubiłam Warszawę rozżarzoną tysiącami świateł. 
Przewróciłam oczami. Smętne myśli oznaczały tylko jedno – brakowało mi alkoholu. 
Zakołysałam pustym kieliszkiem i przeniosłam wzrok na drugą stronę pomieszczenia, by rozejrzeć się w poszukiwaniu znajomej twarzy. Jakub już parę minut temu poszedł do bufetu po coś do picia i przepadł jak kamień w wodę.
Cały Skalski.
Pewnie zagadał się z jakąś aktoreczką. 
W końcu pomiędzy roztańczoną śmietanką towarzyską Warszawy dojrzałam mojego zastępcę. W szarym, dobrze skrojonym garniturze zmierzał w moim kierunku i już z daleka posłał mi przepraszający uśmiech. Przyglądałam mu się z uniesioną brwią. Należał do tego typu facetów, którzy nie zmieniali się pomimo upływu czasu. Miałam wrażenie, że gdy poznałam go dobre kilka lat temu, wyglądał dokładnie tak samo. Gładko ogolona twarz praktycznie bez zmarszczek i szczupła, wyćwiczona sylwetka sprawiały, że dałabym mu z dziesięć lat mniej.
Od dawna łączyła nas nie tylko praca, ale też przyjaźń. Jakub pomagał mi w ciężkich momentach, wspierał i dodawał otuchy, kiedy miałam gorszy dzień. A ponieważ nie posiadał rodziny, był także całkiem dobrym kompanem na tego typu imprezach.
Skalski usiadł obok, a następnie przysunął się bliżej. 
– Długo cię nie było – mruknęłam. Chwyciłam alkohol i od razu upiłam spory łyk.
– Wiesz, jak to bywa na przyjęciach, poza tym starałem się trochę ocieplić nasz wizerunek, bo ty dziś wyglądasz, jakbyś miała ochotę ich wszystkich powystrzelać – odparł z rozbawieniem, później położył przedramię na oparciu krzesła i spojrzał na mnie łagodnie, pewnie próbując rozładować napięcie. Mimo srogiego wyrazu twarzy roześmiał się wesoło. 
– Możliwe, że tak jest, a przynajmniej chętnie wygarnęłabym niektórym to czy tamto – odpowiedziałam cicho, sugestywnie do niego mrugając. Szampan, którego i tak wypiłam zbyt wiele, jeszcze nie zwolnił całkowicie moich hamulców. Zresztą Jakub zawsze czuwał. Strzegł dobrego imienia firmy niczym Cerber. 
– Lena – westchnął. – Może jednak postarasz się dziś dobrze bawić? Taka postawa może nas kiedyś zgubić. – Pokręcił głową, jednak w jego głosie rozbrzmiała ciepła nuta. Pasmo brązowych włosów opadło na zmarszczone czoło. 
Naprawdę starałam się brać przestrogi Jakuba do serca. Miał o wiele większe doświadczenie w tym biznesie, pracował w An-na Cosmetics, kiedy ja uczęszczałam jeszcze na studia, i doskonale radził sobie na swoim stanowisku, ale tego wieczoru byłam chyba zbyt zmęczona, aby udawać.
Ostatnie tygodnie wypełniała szaleńcza praca, sypiałam po trzy, cztery godziny, całe dnie spędzałam za biurkiem lub na krążeniu pomiędzy biurem, laboratorium a magazynami.
– Albo zaprowadzi na sam szczyt – odparłam, mrużąc oczy i prostując automatycznie plecy. – Nie mów mi, że mam być potulną owieczką wśród stada wilków. Nie wrócę do tego, zresztą bez wazeliniarstwa można zajść naprawdę daleko – sarknęłam. Nigdy nie byłam dobra w płaszczeniu się przed kimkolwiek i nie zamierzałam robić tego również teraz.
Jakub miał zamiar coś jeszcze powiedzieć, więc uciszyłam go gestem dłoni. Dopiłam jednym haustem szampana, po czym wstałam bez słowa i skierowałam się na taras. Musiałam ochłonąć, bo ostatnie, czego mi było w tym momencie trzeba, to zgrzyty wewnątrz firmy. 
Uśmiechnęłam się pod nosem, gdy zdałam sobie sprawę, że nigdy wcześniej nie ustąpiłam pierwsza. Zwykle to Jakub odpuszczał. Starszy ode mnie o piętnaście lat, cały czas starał się mnie chronić niczym ojciec, którego bardzo wcześnie straciłam. Doceniałam to, a jednocześnie ciągle wyrywałam się z klatki i postępowałam zgodnie z tym, co podpowiadało mi serce, nie rozsądek. Rzadko kalkulowałam na zimno, ale do tej pory emocjonalne podejście do pracy się sprawdzało. 
Po tym jak Anna, przyjaciółka mojej mamy, która zaopiekowała się mną, gdy moi rodzice zginęli, zmarła, z lękiem przejęłam stery w An-na Cosmetics w wieku zaledwie dwudziestu sześciu lat. Od niespełna dwóch samodzielnie rządziłam jedną z najlepiej prosperujących firm kosmetycznych w Polsce, całkiem nieźle sobie radząc. Oczywiście miałam za sobą lojalnych pracowników – w tym Jakuba – lecz to ja podejmowałam kluczowe decyzje. Ryzykowałam i obrywałam w przypadku porażki. Musiałam działać, inaczej wszystko, co osiągnęła w życiu Anna, poszłoby w obce ręce. Obawiałam się, że nikt nie będzie chciał ze mną współpracować, byłam w końcu młoda i niedoświadczona. Na szczęście podpisując pierwszy intratny kontrakt i wprowadzając nasze kosmetyki na kolejny zagraniczny rynek, zrozumiałam, że sobie poradzę.
Teraz, z perspektywy czasu, wiedziałam, że mi się udało. 
Te doświadczenia dodały mi skrzydeł, pozwoliły uwierzyć w siebie. Zyskać szacunek, pieniądze i wspaniałe życie. Mimo to często czułam się samotna. 
Sukces cieszy tylko wtedy, kiedy mamy go z kim dzielić. 
A ja znowu zostałam sama. 
Gdy wyszłam na zewnątrz, wilgotne powietrze owiało rozpaloną twarz, studząc emocje. Moja krew przestała buzować, a pulsowanie w skroniach ustało. Przystanęłam przy barierce, by podziwiać widok. Wśród ciemności problemy na chwilę znikały. Miasto wyglądało inaczej niż za dnia, bardziej tajemniczo. Można było zapomnieć o tym, że nad ranem wszystko wróci. 
Spojrzałam ku sali. Jakub ze skwaszoną miną siedział tam, gdzie go zostawiłam. Reszta towarzystwa przy naszym stole wyglądała na rozbawionych rozmową. Zrobiło mi się żal mojego przyjaciela. Wiedziałam, że kierowała nim wyłącznie troska. 
Biedak. Kolejny raz zepsułam mu zabawę. 
Moje rozmyślania przerwał odgłos kroków. Usłyszawszy je z prawej strony, odwróciłam się i spojrzałam w ciemność. Tamta część tarasu była słabo oświetlona, więc czekałam, aż sylwetka znajdzie się w łunie światła. 
Najpierw dostrzegłam wyłaniające się z cienia ciemne, wypolerowane na błysk czubki butów. Następnie zauważyłam czarne, eleganckie spodnie oraz dopasowaną, idealnie skrojoną marynarkę, a na końcu przystojną twarz; moją uwagę od razu przykuło mroźne spojrzenie. Poczułam ciarki wywołane czymś, co trudno było nazwać. Jakiś nieznany rodzaj ekscytacji pobudził moje ciało. Mężczyzna podszedł do mnie pewnym krokiem, przynosząc ze sobą zapach drogich, ciężkich perfum. Uniosłam wysoko głowę i spojrzałam wprost w kuszące, jasnoniebieskie oczy bijące chłodnym blaskiem. 
– Miałem nadzieję, że tu panią spotkam. Chyba nigdy nie zostaliśmy sobie oficjalnie przedstawieni – powiedział zachrypniętym głosem. Wpatrywał się we mnie wytrwale. Ujął moją dłoń, którą wyciągnęłam w jego kierunku, i pocałował ją szarmancko, przytrzymując odrobinę za długo. – Artur Kruz.
– Lena Mejer – odparłam z rezerwą. Starałam się zachować kamienną twarz. Wytrwałam nawet przewiercające na wylot spojrzenie. Toczyliśmy niemy pojedynek. Podejrzewałam, że to próba sił. W tym biznesie facetom wydawało się, że mogą zjeść mnie na śniadanie i dyktować swoje warunki.
Mylili się. 
Można dać się pożreć albo samemu zostać rekinem. A mnie nie interesowało bycie płotką.
– I jak się pani bawi? – Mężczyzna stanął tuż obok; był ode mnie sporo wyższy, sięgałam mu zaledwie do ramion pomimo dziesięciocentymetrowych obcasów. 
– Niespecjalnie – odpowiedziałam szczerze. Nie widziałam powodu, dla którego miałabym udawać. – Aż dotąd. – Uniosłam kąciki ust, przejmując inicjatywę. Chciał grać, proszę bardzo.
– W takim razie już coś nas łączy. – Kruz, zamiast odwzajemnić uśmiech, zmrużył oczy, ale w jego spojrzeniu błysnęło zadowolenie.
Przez chwilę trwaliśmy w ciszy. Z każdą sekundą atmosfera stawała się cięższa, jednak nie miałam zamiaru pokazać mu, że w jakikolwiek sposób mnie to krępuje. Wpatrywaliśmy się w siebie z podobną zaciętością. 
Zaczynało mnie to nawet bawić.
Wiedziałam, że to typ bezkompromisowego i twardego biznesmena, więc tym bardziej zyskał moje zainteresowanie. Nie znałam go dobrze, choć bywaliśmy na tych samych przyjęciach, spotkaliśmy się też przy okazji ostatnich dużych przetargów. Chociaż teoretycznie nasze firmy nie rywalizowały, Kruz najwidoczniej próbował rozszerzyć działalność. Wsparłam się plecami o balustradę, a następnie skrzyżowałam ramiona na piersiach. Kątem oka spoglądałam na rozświetlony Pałac Kultury oraz pobliskie luksusowe apartamentowce. 
– Zatem… dlaczego chciał mnie pan zobaczyć, panie Kruz? – spytałam, z trudem opanowując drżenie w głosie na widok tego, jak pożerał mnie wzrokiem. Było w nim coś groźnego, coś, co zaczynało mnie fascynować. Jego pewność siebie przyciągała niczym magnes.
– Chciałem panią poznać i wreszcie mam okazję. – Przez jego twarz przemknął nieodgadniony cień. Intuicja podpowiadała mi, że to jedynie wymówka.
– Tak po prostu?
Kruz uśmiechnął się tajemniczo, wzbudzając moją czujność.
– Musimy się spotkać i omówić kilka spraw. – To nie była propozycja. Jego słowa brzmiały jak rozkaz. Tacy mężczyźni nie pytali. Oni po prostu wydawali polecenia, ponieważ czuli się panami całego świata.
– Kilka spraw? Nie kojarzę, żebyśmy mieli jakieś wspólne sprawy. 
– A ja myślę, że mamy, lecz przyjęcie to nie najlepsze miejsce na biznes. Interesy lepiej załatwiać na bardziej… neutralnym gruncie. 
– Lubię sama decydować o tym, gdzie i z kim prowadzę interesy, panie Kruz. 
Artur potarł palcami podbródek pokryty lekkim zarostem, jakby potrzebował rozmasować zbyt mocno zaciśniętą szczękę. Zapewne zwykle kobiety szybko padały przed nim na kolana. Jednak nie miałam w zwyczaju przed nikim klękać i Kruz nie stanowił wyjątku od tej reguły, nawet jeśli był szalenie pociągający.
– Nalegam. 
– Mam niewiele czasu – odparłam po namyśle, prostując plecy – ale postaram się znaleźć dla pana minutę. – Wyciągnęłam z kopertówki wizytówkę i mu ją podałam.
Kruz przełknął odpowiedź, jakby właśnie ktoś wcisnął mu do gardła gorzką pigułkę.
– Na drinka też się pani nie da namówić? – Po uważnym przestudiowaniu kartonika, schował go do wewnętrznej kieszeni marynarki i wskazał na roztańczoną salę.
Zawahałam się. Rozum podpowiadał inną odpowiedź niż ciało, lecz ostatecznie w tym wypadku wygrał rozsądek. Nie mieszałam pracy z przyjemnościami, a pójście na całość mogło nie skończyć się dobrze. Spędzenie z nim kolejnych godzin również. Pierwszy raz od dawna się obawiałam, że mogłabym ulec pokusie. 
– Nie dzisiaj – odrzuciłam propozycję. Pokręciłam głową, a potem przygryzłam lekko wargę, gdy lodowe oczy pociemniały. Oczywiście ktoś taki jak Kruz nie przywykł do odmowy. Widziałam, jak cały się spina. Wzbierał w nim gniew, którego nawet nie próbował ukryć. 
– Widzę, że nie będzie łatwo – mruknął, a następnie zupełnie niespodziewanie założył unoszony wiatrem kosmyk włosów za moje ucho. Odniosłam wrażenie, że taka śmiałość miała wprawić mnie w zakłopotanie i zmusić do potulności. – Nie należę do cierpliwych ludzi, ale czuję, że warto poczekać. Wyzwanie przyjęte. – Przesunął szybko opuszkami po linii mojej żuchwy, po czym opuścił rękę.
Niespodziewany prąd przeszył mnie na wskroś. Ten dotyk był tak nieoczekiwany, że nie byłam w stanie powstrzymać reakcji. 
– Skupmy się na razie na biznesie – zaznaczyłam, niezwłocznie naprawiając błąd, jednak wewnątrz poczułam niepokój, który ścisnął mój żołądek. To było do mnie niepodobne; przez tego mężczyznę targały mną emocje, jakich nie czułam… chyba nigdy. 
– Na razie… – Nieco złagodniał, mimo to w jego głosie wyczułam obietnicę czegoś więcej. – Miło było panią poznać, pani Leno. Mam nadzieję, że pani nie przestraszyłem? – szepnął, nachylając się w moją stronę. Wiedziałam dokładnie, co próbuje tym osiągnąć. 
Zmienił taktykę, a ja zapragnęłam ulotnić się z tego miejsca, bo zaledwie chwile dzieliły mnie od podjęcia ryzyka. 
– Nie, z całą pewnością nie. 
Pokręciłam lekko głową, a Kruz ujął moją dłoń, znowu pocałował ją niczym prawdziwy dżentelmen, po czym wyprostował się i wbił wzrok w moje oczy. Jego spojrzenie było przenikliwe, elektryzujące, więc po krótkim uśmiechu odwróciłam się, by zniknąć z tarasu. Szłam powoli, nie pokazując, ile ostatnie minuty mnie kosztowały. Wróciłam do sali, którą opuściłam po chwili z nadal naburmuszonym Jakubem, kierując się do drzwi frontowych. 
– Co ci tak śpieszno? – zapytał, kiedy przechodziliśmy przez długi, ciągnący się przez cały hotel hol, a ja przyśpieszałam co rusz kroku. 
– Mam na dzisiaj dość. Wiesz, że ostatnio było dużo pracy, a kolejne tygodnie wcale nie zapowiadają się spokojniej. – Właściwie to nie było kłamstwo, dlatego gładko przeszło mi przez usta. 
Skalski przytaknął bez dalszego wdawania się w szczegóły. Po tym, jak dotarliśmy windą na parter, poprosił, abym przeszła pod główne wejście, sam zaś skierował się do drzwi prowadzących na parking. 
Wyszłam z hotelu i przystanęłam na schodach, czekając, aż po mnie podjedzie. Jedną dłonią przytrzymywałam szal, drugą próbowałam ujarzmić suknię targaną kołującymi powiewami wiatru. W tym samym momencie, w którym zobaczyłam samochód Jakuba, poczułam na karku dziwne mrowienie. Odwróciłam się i spojrzałam w górę, w stronę miejsca, gdzie przed chwilą podziwiałam panoramę miasta. Kruz wciąż stał na tarasie i kompletnie nie przejmował się tym, że na niego patrzę. Gapił się na mnie bez zażenowania. Nie dało się ukryć, że był cholernie przystojny, a jego tajemnicze spojrzenie pochłaniało. Fascynował mnie coraz bardziej. Odgarnęłam z twarzy włosy, chociaż na moje policzki wypełzł rumieniec i rozsądniejsze byłoby pozwolenie, by kosmyki nadal go zakrywały. Miałam tylko nadzieję, że z takiej odległości mężczyzna nie dojrzy mojego chwilowego zakłopotania. 
Skinęłam do niego, następnie przeniosłam wzrok na podjeżdżające auto. Jakub wysiadł i otworzył mi drzwi od strony pasażera. Wyglądało na to, że już się nie gniewał, ponieważ obdarzył mnie tym swoim przyjacielskim, łagodnym uśmiechem, a potem pomógł wsiąść.
– Znasz Artura Kruza? – zapytałam, kiedy Skalski usiadł na fotelu kierowcy, kątem oka zerkając na taras. Mężczyzna rozpłynął się w powietrzu. 
– Zapewne tak samo jak i ty.
– Co o nim wiesz? 
Potarłam zziębnięte uda, zakryte zaledwie cienką warstwą materiału, i podkręciłam ogrzewanie. Jakub uniósł brwi, na co wzruszyłam ramionami. Doskonale wiedziałam, że moje dreszcze nie były wywołane jedynie niesprzyjającą aurą. 
– Nic szczególnego. Ma pieniądze, zna się na interesach i zawsze dopina swego. Dlaczego pytasz? 
Sprawdził w lusterku, czy może ruszyć, po czym wyjechał z parkingu i płynnie włączył się do ruchu. Ulice Warszawy były już niemal puste, jednak po chodnikach wciąż przemieszczały się grupki rozbawionych ludzi. Czasami tęskniłam za beztroską zabawą, a jednocześnie nie wyobrażałam sobie innego życia niż to, które obecnie prowadziłam.
– Podszedł do mnie na tarasie. Pomyślałam, że może wiesz coś więcej. Wiesz, że jeszcze do niedawna siedziałam zamknięta w biurze… To Anna zawsze ogarniała kontakty. 
– Do niedawna? – przerwał mi. – Lena, minęło już sporo czasu, odkąd… – Jakub zawiesił głos. Wiedział, jak ważna była dla mnie Anna. Zginęła zdecydowanie za wcześnie i niespodziewanie, w wieku zaledwie pięćdziesięciu lat.
Mała, samotna łza zakręciła się w kąciku mojego oka. Otarłam ją szybko, nie pozwalając sobie na niepotrzebne sentymenty. Od początku tłumiłam wszystkie emocje, które kłębiły się we mnie niczym gradowe chmury. Bałam się, że pewnego dnia wybuchną, jednak dopóki udawało mi się nad nimi panować, spychałam je na dno umysłu. 
– Wiem dobrze, ile minęło. Temat uważam za zakończony. Jeśli dowiesz się czegoś ciekawego o Kruzie, to daj znać – prychnęłam. Liczyłam, że Jakub zauważył mój nastrój. Potrafił bezbłędnie wyczuć, kiedy zakładałam maskę obojętności, by ukryć pod nią tęsknotę i strach. 
– A powiesz coś więcej? Coś ci zaproponował? – Tym razem nie dał za wygraną.
– Nie wyraziłam się jasno? Czy masz jeszcze coś ważnego do powiedzenia na jego temat?
– Oj, przestań się gniewać. Po prostu powinnaś ruszyć do przodu, Anna na pewno by tego chciała. I ty też powinnaś chcieć. Jesteś młoda, masz przed sobą całe życie. 
Westchnęłam pod nosem. Jakub nie znał jej tak jak ja i najwyraźniej nie znał aż tak dobrze mnie. Ruszyłam do przodu. Dawałam z siebie wszystko, starałam się jak najlepiej zajmować stworzonym przez nią królestwem, co nie znaczyło, że miałam o niej zapomnieć. 
– Wspominał coś o biznesie. Lubię wiedzieć, co mnie czeka, a w jego przypadku nie mam najmniejszego pojęcia. Przy bliższym poznaniu odniosłam wrażenie, że jest… dziwny. 
– Dziwny to chyba nie najlepsze słowo, jeśli mówimy o tej samej osobie. 
Odwróciłam się gwałtownie, by wyczytać cokolwiek z jego twarzy. Kuba ma wiele wad, ale na pewno też jedną niezaprzeczalną zaletę – doskonale zna się na ludziach.
– A jakie będzie najlepsze?
Mój zastępca przełknął mocno ślinę, a potem przelotnie na mnie zerknął. To wystarczyło, bym dojrzała w jego oczach ten niepokojący błysk. 
– Niebezpieczny.


Rozdział 2

Nikolaj

Wcześniej

Odpaliłem papierosa i mocno się nim zaciągnąłem, po czym wypuściłem powoli dym, jednocześnie bawiąc się zapalniczką. Kilka minut temu przyjechałem w wyznaczone miejsce, w którym ostatnio odbywało się przekazanie towaru. Stary magazyn, usytuowany na uboczu z dala od cywilizacji, idealnie się sprawdzał, nawet jeśli śmierdziało w nim moczem na kilometr. Rozejrzałem się po hali: po podłodze walały się puste butelki i śmieci, ale przynajmniej nikt poza żulami się tu nie zapuszczał. 
Gdy usłyszałem wycie silnika, wyrzuciłem fajkę, przydeptałem ją butem, a następnie wyciągnąłem zza paska broń. Wymierzyłem w podjeżdżającą białą ciężarówkę, już z daleka widząc znajomą twarz kierowcy. Czekałem, aż zaparkuje, żebym mógł przejąć transport. 
Gruby zatrzymał się tuż obok mojego czarnego dostawczaka, aby skrócić sobie drogę przeładunku. Zgasił silnik, wysiadł i wyciągnął w moją stronę tłustą łapę. Zerknąłem na niego spod byka, więc schował ją szybciej, niż wystawił. Tylne drzwi otworzyły się z hukiem; napiąłem ramię, celując prosto w wysiadającego faceta. Widząc kolejną znajomą gębę, opuściłem spluwę. 
– Ile tego macie? – spytałem, wskazując na znajdujące się z tyłu paczki. Od razu zauważyłem, że brakuje przynajmniej jednej trzeciej. 
– Dziesięć.
– Kurwa, miało być dwa razy tyle. – Potarłem twarz wierzchem dłoni, w której trzymałem pistolet. 
– Problemy na granicy. Psy wywęszyły jeden z samochodów. 
– Mieliście się, kurwa, przyłożyć do pakowania, ale woleliście w tym czasie pierdolić, co? 
Wkurzyłem się. Przystawiłem lufę do jego czoła. Gruby zaczął się pocić jak świnia i wić, jakbym już zdążył odstrzelić mu jaja. 
– Sokół, co ty odpierdalasz? Przecież wiesz, jak jest. Robimy, co możemy. – Trząsł portkami, tłumacząc się drżącym głosem.
Nienawidziłem słabości, bo w tym biznesie tacy ludzie szybko kończyli w piachu.
– Gówno mnie to obchodzi. Jeszcze jedna taka akcja i będziecie się cieszyć, jeśli pożegnacie się tylko z kasą. Dobrze wiesz, że już brakuje towaru. 
Warknąłem pod nosem, po czym podszedłem do jednej z paczek i poszperałem wśród środków chemicznych, żeby znaleźć woreczek. Rozerwałem go, nabrałem trochę na palec, a potem wtarłem w dziąsła. Po ostatniej wpadce z jakimś gównem nie miałem zamiaru znowu narażać dupy. 
– Wpakujcie to do mnie. 
Po sprawdzeniu prochów wyciągnąłem z przedniego siedzenia torbę z kasą i odliczyłem połowę gotówki. Gruby z kumplem uwijali się jak w ukropie, żeby jak najszybciej odjechać. Oparłem się o maskę, wyciągnąłem fajkę i odpaliłem, czując, że w mojej kieszeni wibruje telefon. Wsadziłem papierosa do ust, a następnie odebrałem.
– Czto tam ?
– Sdelano ?
–Sejczas wyjezrzaju .
– Prijechali nowyje, tak czto pospieszy. Zawtra delaem perebros .
Rozłączyłem się i schowałem telefon do kieszeni. Kiedy wszystko zostało przeładowane, a ciężarówka zniknęła za zakrętem, wyjechałem z magazynu. Na zewnątrz było już ciemno, ulice skrzyły się od pokrywającej je cienkiej warstwy lodu. 
– Jebana zima – mruknąłem do siebie, podkręcając ogrzewanie, po czym zacisnąłem palce na kierownicy. 
Normalnie pokonywałem tę trasę dużo szybciej, teraz nie mogłem ryzykować. Przez wypadek bylibyśmy w głębokiej dupie. Do przejechania miałem jakieś siedemdziesiąt kilometrów, jednak jeśli unikało się uczęszczanych szlaków, podróż zajmowała więcej czasu. Skręciłem ostro w szosę prowadzącą przez las. Włączyłem radio i skupiłem się na jeździe. Po godzinie dotarłem w pobliże Sanoka do gościa zajmującego się dalszą dystrybucją. Zgasiłem światła i jechałem powoli, jak zawsze zatrzymując się na skraju lasu, żeby najpierw sprawdzić teren. 
Wyciągnąłem drugą broń ze schowka, po czym ostrożnie wysiadłem z auta. Pieprzony śnieg skrzypiał pod nogami, przecinając głuchą ciszę. Miałem złe przeczucia. Było za spokojnie. 
Zakradłem się na tyły domu i zajrzałem przez okno, cały czas trzymając przed sobą wyciągniętego glocka. Poturbowany Szeryf siedział przywiązany do krzesła, a jakiś łysy frajer celował w jego głowę.
Zacisnąłem szczękę, mocno chwytając pistolet oburącz. Rozejrzałem się, a następnie sprawdziłem podwórko. Nikogo więcej nie było. Mogłem odjechać, ale, kurwa, lubiłem gościa. Był zabawny. Poza tym sprawdzał się i miał dobre kontakty.
Wszedłem do środka, nie bawiąc się w ceregiele. Wycelowałem w łysego, który natychmiast skierował swoją broń na mnie.
– No, ja pierdolę, nareszcie – wyrzęził łysy. – Ileż można czekać? – powiedział głośniej.
Kątem oka dojrzałem ruch po prawej stronie. Z drugiego pomieszczenia wyszedł kolejny napakowany kark.
Przewróciłem oczami. Myślałem, że konkurencję – bo obstawiałem, że to jeden z lokalnych dilerów ich nasłał – stać na coś lepszego.
– Nie jestem dziś w nastroju na zabawę, naprawdę, panowie. – Uśmiechnąłem się, gdy ten z prawej podszedł bliżej. Czekałem tylko na dobry moment.
– Dawaj broń, kurwo. I gadaj, gdzie masz towar, który miałeś przywieźć temu śmieciowi.
– Może trochę kultury?
– Spierdalaj, gnoju. Tutaj to my ustalamy reguły. 
Moja cierpliwość się kończyła.
Nim łysy numer dwa zdążył zajarzyć, co się dzieje, dostał z pięści w szczękę, a ja, korzystając z zamieszania, wyciągnąłem zza paska drugą broń. Miałem ich obu na celowniku. Pokręciłem głową z zażenowaniem, bo mięśniak trzymający pistolet nawet nie drgnął.
– Powiedziałem „grzeczniej”, panowie – warknąłem, wymachując spluwą.
– Pożałujesz tego – syknął ten, którego uderzyłem, zginając się wpół i plując krwią. – Kurwa, wybiłeś mi zęba, chuju… Zabiję cię! – Szarpnął się, ale widząc wycelowaną wprost w jego czoło lufę, stanął jak wryty. W ich przypadku za górą mięśni nie podążało wysokie IQ ani nawet odwaga. Byli mocni w gębie i nic więcej.
– Spróbuj szczęścia… – Zaśmiałem się, bo takie czcze groźby mnie bawiły. – Kto was przysłał?
– To ludzie Mokrego, widziałem tatuaż. – Szeryf nagle obudził się z transu, w którym tkwił, odkąd wszedłem. 
Skoro już to wiedziałem, nie potrzebowałem więcej wyjaśnień. I oni też to zrozumieli. Mieli na tyle rozsądku, żeby zorientować się, co to dla nich oznacza. Łysy z pistoletem zaczął się wycofywać. Gdy zauważył, że mu się przyglądam, pchnął w naszą stronę stół, w tym samym czasie strzelając na oślep i podążając do drzwi. Pierwsza kula trafiła gdzieś dwa metry ode mnie, kolejne znacznie bliżej, jednak nadal nie na tyle, żebym mógł dostać. Mokry był idiotą i jego ludzie także. Kopnąłem krzesło Szeryfa, tak aby mężczyzna nie siedział na linii ognia, a potem schyliłem się za komodą, bo łysy nadal nie odpuszczał. Mógł po prostu uciec, ale nie skorzystał. Schował się w drugim pokoju. Słysząc, jak przeładowuje magazynek, unieruchomiłem postrzałem w udo tego drugiego, wciąż oszołomionego uderzeniem i przypatrującego się tępo temu, co się dzieje. 
– Kurwa, ja pierdolę! – wrzasnął, upadając na podłogę.
– Nie rób głupot, to przeżyjesz. Masz tu zostać – rzuciłem do niego i pobiegłem za tym pierwszym. Obaj wylecieliśmy na zewnątrz, mierząc do siebie z odległości kilku metrów. 
Wystrzeliłem, zanim on zdążył dobrze wycelować.
Krew rozbryzgała się na śniegu. 
Podszedłem powoli, żeby sprawdzić, czy nie żyje. Nie musiałem strzelać ponownie. Facet nie oddychał.
– Zatroszczysz się o swojego kolegę – odezwałem się do rannego gościa zaraz po powrocie do środka i zacząłem rozwiązywać Szeryfa. Kark skrzywił się, ale posłusznie wykuśtykał z domu, mocno uciskając postrzeloną nogę. Za domem znajdowało się urwisko prowadzące wprost do rzeki. Znalazłem odpowiedni rów, do którego łysy sturlał ciało, a następnie zakrył wszystko gałęziami. Właściwie wątpiłem, by ktoś trudził się poszukiwaniami; dom stał na zadupiu, a lokalna policja była dobrze opłacana. Mokry zapewne też nie potrzebował tego typu kłopotów. Mogłem spać spokojnie. 
Po skończonej robocie łysy osunął się na grunt i skulił, jakby czekał na egzekucję. 
– Spierdalaj i powiedz Mokremu, że jeśli jeszcze raz wejdzie na nasze terytorium, dostanie to, czego chce. Pierdoloną wojnę. A ty, jeśli piśniesz choć słówko o swoim koleżce, skończysz tak jak on, zrozumiałeś? 
Frajer kiwnął głową, po czym pokuśtykał, mamrocząc coś pod nosem, jednak gdy tylko znalazł się poza ogrodzeniem, przyśpieszył, jakby nagle dostał jakichś supermocy. 
– Wyjedź gdzieś – powiedziałem do Szeryfa po powrocie do domu. – Mokry może tak łatwo nie odpuścić. Za jakiś czas się z tobą skontaktuję, to ustalimy, co i jak. A, i poinformuj kogoś, że pojechałeś na wakacje, żeby nikt nie zaczął cię szukać. 
Mężczyzna przytaknął. Trzymał się na nogach o własnych siłach, więc musiał radzić sobie dalej sam, mimo że nie wyglądał dobrze. Jego bluza była przesiąknięta krwią, podobnie jak jedna z nogawek. Jednak nie mogłem mu bardziej pomóc. Nie miałem czasu.
Schowałem spluwy, a następnie wyszedłem z domu.
Wyciągnąłem telefon i dałem znać o zmianie planów. 
Po niespełna pół godzinie wjechałem na odśnieżone podwórko obok starego, piętrowego domu, który znajdował się – podobnie jak poprzedni – na odludziu. Z daleka było widać odłażącą płatami farbę oraz połatany dach. Ruda czekała na mnie już na zewnątrz, przynajmniej tym razem nie musiałem się bawić w podchody. 
– Dawno się nie widzieliśmy – mruknęła, próbując mnie pocałować. Odsunąłem ją, bo nie lubiłem mieszać interesów z prywatą. Spojrzałem na nią chłodno. – Co jest, nadal taki zimny drań? – Uśmiechnęła się zalotnie i puściła do mnie oko. Miała za mocny makijaż, przez co wyglądała jak dziwka, ale bywałem u niej tak rzadko, że miałem to w tej chwili w dupie. 
– Nie zapędzaj się. – Zgromiłem ją wzrokiem.
Ruda zrobiła krok do tyłu, kręcąc głową. 
– Czyli nie przyjechałeś do mnie… – Wskazała na samochód. Widziałem w jej oczach nadzieję i mimo że już na początku jasno określiłem warunki, z każdym kolejnym razem było jej więcej.
– Mam paczki, wszystko tak jak ostatnio. – Potarłem palcami oczy. Ruda za bardzo się angażowała, a ja nie mogłem na to pozwolić. Nie potrzebowałem żadnych komplikacji. Ani tym bardziej nikogo, kto mógłby stać się łatwym celem dla moich wrogów. 
– Okej, garaż jest pusty. Zrobię coś do picia.
Przytaknąłem, obserwując, jak znika w domu. Nim zamknęła drzwi, obejrzała się przez ramię i spojrzała na mnie, zakładając za ucho rude loki. 
– Zmyj to gówno, przecież wiesz, że wolę cię bez tego.
– To mnie stąd zabierz, żebym nie musiała tak wyglądać – rzuciła smutno na odchodne.
Oboje wiedzieliśmy, że to niemożliwe. 
Zacisnąłem usta, po czym bez słowa wsiadłem do auta.
Gdy uwinąłem się z robotą i wszedłem do środka, Ruda siedziała w kuchni. 
– To krew? Mam nadzieję, że nie twoja. – Przytknęła palec do mojej kurtki w miejscu, gdzie było widać kilka czerwonych kropek.
Wzruszyłem ramionami, unosząc brew. Czekało mnie spalenie kolejnych ciuchów.
– Rozumiem, komplikacje. Zostaniesz na noc? – spytała, biorąc do ręki parującą kawę. Druga, w dużym kubku, czekała na mnie.
– Nie mam czasu. Odłóż to. – Podszedłem i oplotłem dłonią miedziane włosy zaraz po tym, jak Ruda wykonała polecenie. Pociągnąłem je tak, żeby odgięła głowę do tyłu. Podobało mi się, że nie miała na sobie już tego całego kolorowego syfu. Nachyliłem się, całując jej rozchylone, wilgotne usta. Jedną dłoń wsunąłem pod sweter i chwyciłem za pierś, orientując się, że nie ma stanika.
– Czegoś jeszcze nie założyłaś? – spytałem, drażniąc i ściskając kolejno sterczące brodawki.
– Sam się przekonaj – wyszeptała wprost w moje usta.
Uśmiechnąłem się pod nosem. Lubiłem te jej gierki. Nakręcały mnie. 
W końcu wyciągnąłem rękę i puściłem ją, żeby mogła się rozebrać. Dzięki temu, że tańczyła w klubie na rurze, miała doskonałe ciało, z którym potrafiła robić cuda. Zrzuciłem kurtkę, a następnie ściągnąłem przez głowę bluzę. 
Ruda szybko zrozumiała, co ma zrobić, więc wstała i wskazała na sypialnię. 
– Mówiłem, nie mam czasu – warknąłem, chwytając ją za nadgarstek. Zmrużyła oczy, jednak na jej ustach zagościł przebiegły uśmiech. Przyciągnąłem do siebie jej drobne ciało, po czym pchnąłem ją na stół. Kubek spadł na podłogę, roztrzaskując się z hukiem.
– A ja tak się starałam, żeby była taka, jak lubisz – sapnęła, rozpinając powoli spodnie.
– Będziesz miała jeszcze szansę się wykazać. – Założyłem ręce na klatce piersiowej, obserwując, jak zaczyna swój spektakl…


Rozdział 3

Lena

Dni wypełnione po brzegi pracą mijały w zawrotnym tempie. Zanim się obejrzałam, zbliżał się kolejny weekend. Wstałam od biurka i, zerknąwszy do kalendarza, mruknęłam z niezadowoleniem pod nosem. Całkiem zapomniałam o wernisażu, na który umówiłam się z najlepszą przyjaciółką. Pola namawiała mnie na niego dość długo, więc nie mogłam w ostatniej chwili zrezygnować. Zostawiłam swojej asystentce dyspozycje dotyczące następnego tygodnia i zjechałam windą na parter. 
Po wyjściu z pracy od razu pojechałam do domu. Musiałam się odświeżyć, przede wszystkim zaś zmienić ubranie na coś mniej sztywnego. Niedługo potem w małej czarnej, szpilkach i marynarce w kolorze butelkowej zieleni wsiadłam do taksówki, by zgarnąć Polę spod jej domu, a później udać się do klubu, w którym odbywała się wystawa. 
– Przepraszam za spóźnienie, ale ostatnio wszystko mi się sypie. Spotkanie za spotkaniem. W laboratorium mieliśmy awarię, a do tego mam na głowie nowe zlecenia. – Pocałowałam ją w policzek, gdy usiadła na tylnej kanapie obok mnie. 
– Nie ma sprawy, rozumiem. Cieszę się, że przyjechałaś. – Pola należała do najbardziej wyrozumiałych osób na świecie. Wiedziała, że moje życie ostatnio kręci się wokół pracy, że muszę dawać z siebie wszystko, inaczej nigdy nie zdołałabym dorównać Annie. 
Kiedy weszłyśmy do klubu, Pola szybko oddała swój płaszcz i pobiegła porozmawiać z autorką prac. Znały się dobrze, moja przyjaciółka wspierała ją od dawna, więc chciałam dać im trochę czasu na plotki. Po wyjściu z szatni skierowałam się do toalety, gdzie poprawiłam makijaż, po czym na spokojnie podeszłam do bufetu. Miałam sucho w ustach i pusto w żołądku. Wsunęłam do ust owsiane ciastko, do drugiej ręki biorąc sok. Gdy gwałtownie odwróciłam się w stronę wystawy, moja szklanka zderzyła się z czymś twardym. Wiśniowy napój chlusnął na białą koszulę i moją czarną sukienkę. O ile ta ostatnia była do uratowania, o tyle jasny materiał nie wyglądał zachęcająco. Plama była naprawdę pokaźnych rozmiarów. Uniosłam wzrok, natychmiast napinając mięśnie. Napotkawszy rozbawienie w oczach właściciela stalowego torsu, odetchnęłam z ulgą. 
– Cóż za spotkanie. 
Artur wyjął szklankę z mojej dłoni i odstawił ją na stół. Zabrał z niego kilka serwetek, następnie zaczął wycierać najpierw mój biust, a potem swoje ubranie. Wszyscy dookoła gapili się na nas z dziwną konsternacją. Miałam wrażenie, że kelner, który obsługiwał gości, przestał na moment oddychać. Nie byłam pewna, czy to sytuacja, czy Artur tak działał, jednak poczułam na sobie badawcze spojrzenia. 
– Przepraszam – wymamrotałam, odzyskując panowanie nad głosem, zaraz po tym, jak udało mi się odchrząknąć, aby oczyścić gardło. 
– Nic się nie stało. Mam zapasową koszulę w aucie. To też moja wina, nie powinienem był stawać tuż za panią. – Uśmiechnął się jedną stroną ust, a jego oczy rozbłysnęły nieodgadnionym blaskiem.
– Oczywiście pokryję koszty…
– Nie ma takiej potrzeby – przerwał mi. – Ale w ramach rekompensaty może w końcu da się pani namówić na spotkanie. 
– W sprawie interesów?
– A musimy już teraz o tym decydować? – Artur znalazł się niebezpiecznie blisko. Pachniał przyjemnie, męsko, świeżo… Zrobiłam krok do tyłu. Mężczyzna szybko złapał mnie w pasie i przyciągnął do siebie.
Zgromiłam go wzrokiem. 
– Stół – wypowiedział pewnie, na co zamrugałam zdezorientowana. – Wpadłaby pani na niego.
– Oczywiście. – Zmrużyłam oczy, po czym odsunęłam się w bok, tak by odzyskać odpowiednio dużą przestrzeń osobistą. Dotyk mężczyzny przyprawił mnie o szybsze bicie serca. – Lubi pan sztukę współczesną, panie Kruz? – spytałam, pragnąc zmienić jak najszybciej temat i zapomnieć o tym, co stało się przed chwilą. 
– To też, ale jestem tu, ponieważ to mój klub, musiałem dopilnować kilku rzeczy. – Mrugnął porozumiewawczo. 
– Jak widać, wciąż niewiele o panu wiem. – Wzięłam kieliszek z szampanem, który mi podał, i lekko nim zakołysałam, zanim upiłam łyk. 
– Musimy to zmienić. – Artur wpatrywał się we mnie tym samym świdrującym wzrokiem, który na przyjęciu powodował, że topniałam. – W końcu coś pani ostatnio obiecałem. 
– Szefie. – Z zaplecza wyszedł wysoki, łysy mężczyzna w czarnym garniturze, pod którym miał ciemny golf. – Mamy problem. 
Kruz odwrócił się w jego stronę z zaciśniętą szczęką i posłał mu mordercze spojrzenie, po czym zwrócił się z powrotem do mnie, kompletnie zmieniając wyraz twarzy.
– Proszę się tym zająć i… zadzwonić. Chętnie się z panem spotkam. – Zauważyłam, że Pola do mnie macha, żebym w końcu do niej dołączyła. – A teraz przepraszam, muszę wrócić do przyjaciółki.
– Oczywiście, nie będę pani zatrzymywał. Do usłyszenia.
Pożegnałam się, a następnie spojrzałam na swoją sukienkę. Plama na szczęście nie była widoczna. Podbiegłam do Poli i serdecznie pogratulowałam autorce wystawy. Kiedy obejrzałam się przez ramię, Kruza już nie było. Więcej tego wieczoru go nie spotkałam.

***

Gdy dotarłam pod dom, szybko zapłaciłam za kurs i wyskoczyłam z samochodu, żegnając się ze znajomym taksówkarzem. Wyciągnąwszy z torebki pilota do bramy, wcisnęłam guzik, ale ta ani drgnęła. Mruknęłam pod nosem i szarpnęłam za metalowy pręt. Dopiero po kilku próbach ustrojstwo zaczęło działać. Byłam zmęczona, więc zrzuciłam wysokie szpilki z nóg i, trzymając buty w ręku, ruszyłam w stronę posiadłości. Uważałam, żeby na nic nie nadepnąć, jednak widząc bukiet czerwonych róż leżący na stoliku przed domem, straciłam czujność i skaleczyłam stopę o drobny, ostry kamień. 
– Cholera! – syknęłam, łapiąc się za obolałe miejsce. Pomimo że drogę oświetlało kilka lamp, nie byłam w stanie stwierdzić, czy coś utkwiło w ranie. Utykając, pokonałam cztery schodki i podeszłam do nieszczęsnych kwiatów. 
To był już kolejny raz, kiedy kurier po prostu wszedł na mój teren i zostawił coś w byle jakim miejscu. Pokręciłam głową. Zabrałam bukiet do środka, gdzie rzuciłam go wraz z torebką na blat w kuchni, po czym usiadłam na krześle, by ocenić na ile poważne jest przecięcie. Na szczęście rozdarłam jedynie naskórek, dlatego uważając na to miejsce przy chodzeniu, podążyłam do łazienki. Zsunęłam z siebie sukienkę oraz bieliznę, a następnie wzięłam gorący prysznic. Stojąc pod strumieniem, mimowolnie pomyślałam ponownie o Kruzie. Niezaprzeczalnie gość miał w sobie coś kuszącego. I nawet nie chodziło o to, że jest przystojny, raczej o pewność siebie i sposób bycia. Cóż, Pola powiedziałaby pewnie, że po prostu dawno nie miałam faceta i powinnam w końcu się z kimś spotkać. A raczej dać się porządnie przelecieć.
A ja chyba musiałabym przyznać jej rację.
Brakowało mi faceta.
Na jedną noc.






Skusicie się na tę książkę? 😉