sobota, 18 sierpnia 2018

Dance, sing, love. W rytmie serc - Layla Wheldon


Tytuł: Dance, sing, love. W rytmie serc
Cykl: Dance, sing, love (tom 2)
Autor: Layla Wheldon
Wydawnictwo: Editio Red
Ilość stron: 432
Ocena: 10/10

Po tragicznym wydarzeniu na lotnisku Livia Innocenti na długo straciła zdrowie i pełną sprawność - kariera tancerki stanęła więc pod znakiem zapytania. Z pomocą swojego chłopaka Jamesa Sheridana oraz przy wsparciu przyjaciół, Kathy, Zafira, Leny, Mirandy i Alexis, Livia powoli staje na nogi. Odnajduje spokój i ukojenie w muzyce i tańcu, które stają się elementem terapii. Dostaje także propozycję, by spróbowała swoich sił jako choreograf. 

Czas zabliźnia rany, jednak trauma po wypadku nie daje o sobie zapomnieć. Problemy nie znikają, podobnie jak powracające nocami koszmary. Kiedy wydaje się, że wszystko się wreszcie układa, a związek Livi z Jamesem wchodzi na właściwe tory, los wystawia ich uczucie na ciężką próbę. I zrobi to jeszcze nieraz. Czy ich serca nadal będą bić w jednakowym rytmie? 

"Dopiero wtedy, kiedy byłam na krawędzi życia i śmierci zrozumiałam, jak wiele mogłam stracić, jak kruche jest ludzkie życie."

Zdarza się tak, że znajdziemy się w złym miejscu i w złym czasie. Livia Innocenti stała się ofiarą zamachu terrorystycznego. Z tym wątkiem autorka pozostawiła czytelnika w "Dance, sing, love. Miłosny układ". Z kolei w kontynuacji obserwujemy skutki, z jakimi musi mierzyć się Livia. Dziewczynę nawiedzają koszmary senne, stale wszystko do niej wraca - eksplozja, krzyki rannych ludzi, swąd spalonych ciał i szpecące jej ciało blizny. 

Autorka nic nie ujęła swoim bohaterom z ich charakterystycznych sylwetek, zachowań i postaw z pierwszego tomu. W dalszym ciągu budzą emocje. Pewne decyzje, jakie podejmowali niejednokrotnie były dla mnie niezrozumiałe. Z drugiej jednak strony to młodzi ludzie i mogą jeszcze popełniać błędy. Ważne, aby potrafili wyciągnąć z nich odpowiednie wnioski. Bardzo podobała mi się postawa Jamesa, który stanął na wysokości zadania i wspierał Livię. Wszystko inne przestało mieć dla niego znaczenie. Jego priorytetem była ona. Choć nadal jest porywczy i chorobliwie zazdrosny, to wyraźnie zmienia się. Oczywiście integralną częścią tej opowieści są postacie drugoplanowe i ich historia również jest interesująca.

"Życie nie było czarno-białe. Miało także odcienie szarości i to właśnie z tym miałam do czynienia. Nic nie było proste i oczywiste."

Moją uwagę zwrócił ciekawe ujęty świat show-biznesu i celebrytów. Podglądamy między innymi to jak powstaje plotka, która pojawia się na portalu internetowym. Wielu z nas pewnie marzy o tym, by być jedną z gwiazd. Ja zdecydowanie wolę mój mały, spokojny świat. Drugą sprawą zasługującą na duży plus jest to, iż w przeciwieństwie do poprzedniej części, pojawia się mniej alkoholu oraz to, że pokazane zostały sposoby na radzenie sobie z uzależnieniem.

"Unikanie rozmowy na temat problemu nie sprawi, że problem zniknie."

Zaskoczył mnie inny styl Layli Wheldon. Jest dużo dojrzalszy, bardziej przemyślany, ale w dalszym ciągu prosty, lekki, w żaden sposób nieprzekombinowany. Tempo akcji sprawia, że nie można zatrzymać się choćby na chwilę, cały czas coś się dzieje, a problemów przybywa. Narracja została poprowadzona pierwszoosobowo, a taką właśnie lubię najbardziej. Większość rozdziałów napisana jest z perspektywy Livi, ale ku mojej radości, pojawiają się też te z udziałem Sheridana. Uwielbiam poznawać męski punkt widzenia na daną sprawę. 

"Dance, sing, love. W rytmie serc" to powieść o miłości, ale takiej, która nie jest tylko pożądaniem, namiętnością i motylkami w brzuchu, a wspierającej, pełnej zrozumienia i oddania.  To książka naznaczona smutkiem i dramatem o podnoszeniu się z tragedii, o dojrzewaniu do poważnego związku i brutalnych realiach show-biznesu. I wreszcie to intrygująca, zaskakująca lektura, która porywa czytelnika w wir taneczno-muzycznych życiowych emocji. 



Za egzemplarz do recenzji dziękuję Wydawnictwu Editio Red





czwartek, 16 sierpnia 2018

Wybór M. - Natalia Nowak-Lewandowska


Tytuł: Wybór M.
Autor: Natalia Nowak-Lewandowska
Wydawnictwo: Replika
Ilość stron: 304
Premiera: 7 sierpnia
Ocena: 10/10

Michalina, wracając wieczorem z pracy zostaje napadnięta. Lekarzom udaje się ją uratować, i o ile zdrowie fizyczne wraca do normy, to psychicznie jest w rozsypce. Funkcjonuje tylko dzięki lekom oraz mężowi – Igorowi, który bardzo ją wspiera. Początkowo ogarnięty wściekłością, chce na własną rękę znaleźć sprawców i wymierzyć im sprawiedliwość… Co sprawiło, że w pewnym momencie Igor odsuwa się od żony, zaczyna ją nienawidzić, brzydzić się nią?

"Przerażenie i złość mieszały się ze sobą, nie dopuszczając do głosu rozsądku. Resztkami materiału próbował okryć obnażoną żonę, zamknąć szczelnie w objęciach, żeby już nikt nie mógł jej zrobić krzywdy, nie mógł jej zobaczyć; chciał ją ochronić przed złem."

Jesteśmy świadkami największego upodlenia, zhańbienie, jakiego może doświadczyć kobieta, czyli gwałtu. To, co spotkało Michalinę trudno nawet sobie wyobrazić, i wcale nie dziwi fakt, iż doprowadziło to naszą bohaterkę do depresji w wyniku czego stała się wręcz wrakiem człowieka. Możemy niemal poczuć na własnej skórze wszystko to, co toczy się w głowie Miszki, poznać jej wszystkie emocje, myśli, uczucia, lęki. Kobieta walczy o każdy dzień, o powrót do normalności, ale czy tego doświadczy?

"Spojrzała w dół na swoje ciało. Na każdym jego skrawku widziała świadectwo swojego prywatnego dramatu. Dramatu, który naznaczył ją na zawsze, zamykając w ułamku chwili w swoich szponach dobrze znaną przeszłość, a otwierając coś, co będzie tylko namiastką życia, wegetacją bez przyszłości."

Ale gwałt nie dotyczy tylko samej ofiary. Jego skutki niejednokrotnie odbijają się na rodzinie czy znajomych. Autorka idealnie to pokazała. Powołała do życia bohaterów wyrazistych i prawdziwych. Nie zawsze w książkach można spotkać się z tak mocną i dopracowaną w każdym calu kreacją. Najbardziej zszokowała mnie postać despotycznej i podłej matki głównej bohaterki, która nie mogła liczyć na jej zrozumienie i wsparcie. Jak można być tak nieczułą na cierpienie własnego dziecka? Niepojęte jak można myśleć i obwiniać córkę, że to, co ją spotkało to jej wina? Że sama sobie na to zasłużyła przez ubiór, nieposłuszeństwo? Przecież krótka sukienka nie daje żadnemu mężczyźnie przyzwolenia na to, by nas wykorzystać. Niestety część społeczeństwa właśnie tak myśli. U swego boku zawsze miała poplecznika w postaci zięcia Karola, który we wszystkim zgadzał się z teściową, a w pewnym momencie to on dyktował warunki. Nie rozumiałam jak jego żona Małgosia mogła wytrzymywać z takim człowiekiem (a uwierzcie mi, że nie jedno ma on za uszami). Zmanipulował i podporządkował sobie żonę do tego stopnia, że ta bała się choćby odezwać słowem. Czy w końcu zdobędzie się na odwagę, zbuntuje się, uwolni od tyrana i pomoże siostrze? 

"Każdy dzień był wyzwaniem, walką, która niezmiernie rzadko bywała wygraną. Miała wrażenie, że zapada się, palcami dosięga dna, a kiedy już wydaje się, że znalazła oparcie dla stóp, ono znowu się oddala, a otaczająca ją rzeczywistość wciąga ją głębiej i głębiej, nie pozwalając płucom zaczerpnąć powietrza."

Z kolei Igor -  mąż Michaliny nie potrafił odnaleźć się w całej tej sytuacji. Uważam że finał tej historii byłoby inny, gdyby mężczyzna stanął na wysokości zadania, był przy Miśce, po prostu coś zrobił. Nie mogę nie wspomnieć o przyjaciółce Michaliny Basi robiącej wszystko co w jej mocy, by ulżyć w jej cierpieniu.

Historia ta uświadamia, że nie można pozostawiać osoby po tak strasznej traumie samej sobie. Czasami trzeba działać wbrew jej samej. Drugą sprawą jest to, że nie można przyzwalać, godzić się na wykorzystywanie w związku.

To moje pierwsze spotkanie z prozą pani Natalii i jestem pod wrażeniem tego, w jakim stopniu przypadł mi do gustu jej styl pisania. Posługuje się prostym, ale barwnym językiem. Stworzyła naturalne i żywe dialogi.  Zadbała o odpowiednie tempo i dynamikę nadchodzących wydarzeń, zaskakując czytelnika wieloma zwrotami akcji. Nie ma nic przegadanego, żadnego tzw. zapychacza fabuły. Każdy wątek jest istotny i wpływa na odbiór całości.

"Wybór M." to mądra, wielowątkowa, wstrząsająca, szokująca, wzruszająca, boleśnie prawdziwa powieść o przemocy wobec kobiet, gwałcie. Przypomina, że o tych problemach trzeba mówić głośno, nie można udawać, że nie istnieją. To książka, która wywołuje ogrom emocji, budzi złość i nie pozwala jeszcze długo dojść do stanu sprzed poznania tej historii. 

Za egzemplarz do recenzji dziękuję Wydawnictwu Replika


poniedziałek, 13 sierpnia 2018

Miłość szeptem mówiona - Monika Joanna Cieluch


Tytuł: Miłość szeptem mówiona
Autor: Monika Joanna Cieluch
Wydawnictwo: Novae Res
Ilość stron: 421
Ocena: 9/10

Margaret Megan Murphy to młoda, zbuntowana Brytyjka, która nie lubi przyznawać się do swoich polskich korzeni. Pewnego dnia jednak, za sprawą ultimatum postawionego jej przez egocentryczną i upartą babkę, będzie musiała zmierzyć się z kwestią swojego pochodzenia. Pomóc ma jej w tym wyprawa do kraju przodków, gdzie dziewczynę czeka trudna szkoła przystosowania się do prawdziwego, pozbawionego luksusów życia...
Czy niepokorna Margaret poradzi sobie w nowej, zupełnie obcej rzeczywistości? Czy wieś, której nazwy nie jest w stanie nawet wymówić, może stać się jej drugim domem? I czy długo skrywana tajemnica rodu Murphych wyjdzie w końcu na jaw?

"Smakowała dokładnie tak, jak wyobrażał sobie przez długie lata - niewinnością, słodyczą i czymś, co trudno było mu ubrać w słowa."

Monice Joannie Cieluch udało się stworzyć wyrazistych bohaterów, zarówno tych pierwszego, jak i drugiego planu. Każdy z nich jest naturalny w tym co robi, tak jak i my posiada wady i zalety, popełnia błędy. Muszę przyznać, że Margaret początkowo irytowała mnie swoim zachowaniem, niedojrzałością, brakiem szacunku. Jednak później byłam ogromnie zaaferowana jej metamorfozą. Z kolei Tomasz od razu zdobył moją sympatię. To, jakie miał podejście do Maggie, jaki obrał sobie wobec niej front, ogromnie przypadło mi do gustu. Ich przepychanki sprawiły, że uśmiech nie schodził mi z twarzy, zwłaszcza dzięki wstawkom angielskich słów, jakich używa Margaret i oczywiście jej licznym językowym wypadkom. Z miejsca polubiłam także gadułę Majkę. Nie wyobrażam sobie, aby mogło jej nie być. 

"Kochać kogoś to znaczy zrobić wszystko, by mógł być szczęśliwy. (...) Najgorsze co może spotkać dwójkę ludzi, to wzajemne obwinianie się o uczynienie siebie nieszczęśliwymi."

Akcja toczy się w czasie teraźniejszym i 45 lat wstecz, gdzie poznajemy młodą dziewczynę. Ale kim ona jest nie zdradzę, by nie psuć Wam przyjemności podążania śladami jej losów. Uchylę tylko rąbka tajemnicy, że ma to ścisły związek z Maggie... Oba te wątki (choć ten pierwszy jest bardziej rozbudowany) w równym stopniu mnie zainteresowały i w zniecierpliwieniu przerzucałam kartki, by jak najszybciej poznać co wydarzy się dalej.

Podczas lektury wciąż zadawałam sobie pytanie, dlaczego pozwalamy, by tajemnice z przeszłości, niedopowiedzenia, ukrywanie prawdziwych uczuć i myśli odbierały nam szansę na szczęście? Czy nie prościej byłoby wyrzucić z siebie wszystkiego tego, co zaprząta nam głowę i serce? A może wynikiem tego jest brak odwagi? Brak wiary w powodzenie? Czy potrzeba chronienia drugiej osoby? 

Nie wiem, jak większość z Was, ale ja mam tak, że historie, które roztrzaskują serce wątkiem, który burzy z góry ułożony w głowie scenariusz lub nieszczęśliwym zakończeniem, pozostają ze mną na zawsze. To takie książki pamięta się jeszcze długo po skończeniu lektury i właśnie taką jest "Miłość szeptem mówiona".

"Wiedziała, że jej największym wrogiem jest czas, który systematycznie będzie ją okradać z najwspanialszych wspomnień."

Autorka zachowała odpowiednio wyważone proporcje pomiędzy opisami a dialogami. Dzięki prostemu językowi czyta się naprawdę przyjemnie i szybko. Fabuła posiada kilka zaskakujących zwrotów akcji, wyróżnia się małymi tąpnięciami, które powodują, że serce czytelnika niejednokrotnie przyspieszy.

"Miłość szeptem mówiona" to zaskakujący debiut. Zostałam kupiona przepiękną okładką, ale treść okazała się niemniej piękna. Śmiałam się, złościłam i płakałam. Tak, przez ostatnich kilkadziesiąt stron stale płakałam - wachlarz emocjonalny jest ogromny. To poruszająca i boleśnie prawdziwa powieść o sile przyjaźni i miłości, o konsekwencjach podjętych decyzji, rodzinnej tajemnicy, godzeniem się z odejściem bliskiej osoby, odkrywaniu samego siebie. Jeśli macie ochotę na miłość z wszystkimi jej odcieniami - ta lektura spełni Wasze oczekiwania.




Za egzemplarz do recenzji dziękuję Wydawnictwu: Novae Res




sobota, 11 sierpnia 2018

Miłość w czasach dyskontów - Daniel Koziarski


Tytuł: Miłość w czasach dyskontów
Autor: Daniel Koziarski
Wydawnictwo: Novae Res
Ilość stron: 396
Ocena: 9/10

Oliwia ma trzydzieści siedem lat. Po średnio udanym doświadczeniu emigracyjnym na Wyspach zdążyła dorobić się w Polsce narzeczonego, pracy w korporacji i mieszkania na kredyt. Na jej życiu ciążą jednak trudne doświadczenia z przeszłości, które nie pozwalają cieszyć się kolejnymi osiągnięciami i zbliżającym się wielkimi krokami ślubem. 

Oliwia zdaje sobie sprawę, że tak naprawdę wciąż przed czymś ucieka, a jej życie zatrzymało się wiele lat temu, pewnego styczniowego dnia.

"Kiedy w ogóle następuje moment, którego nie wolno przegapić?"

Twórczość Daniela Koziarskiego w moim odczuciu zalicza się do tej ambitniejszej literatury. Autor podejmuje się problemów społecznie ważnych, aktualnych, jednocześnie zmuszając czytelnika do wielu refleksji i postawienia sobie pytań o życie, związki, miłość, uczucia. Nie daje przy tym jasnych odpowiedzi. Tu już każdy z nas musi wyciągnąć odpowiednie wnioski. 

Przewrotny, wymowny i sugestywny tytuł bardzo mnie zaintrygował. Moje próby jego interpretacji boleśnie zderzyły się z tym, co otrzymałam po skończeniu lektury. Sama fabuła zaskoczyła mnie tym, ile otrzymałam stanów emocjonalnych. Po drodze prześledziłam różne stadia zakochania głównej bohaterki oraz przyjaźń damsko-męską. Autor nie pominął także istotnych innych tematów, jak chociażby śmierć bliskiej osoby, samotność w tłumie czy wpływ rodziców w życie dorosłych już dzieci.

"- Przeszłości nie można zmienić, ale czasami można do niej wrócić."

Historia ta uświadamia, że każdy z nas kreuje swoją rzeczywistość. To my sami decydujemy o swoim życiu i tylko od nas zależy, jakie ono będzie. Wszystkie decyzje, jakie podejmujemy niosą ze sobą pewne konsekwencje. Jednym razem mają pozytywny wymiar, ale gdy popełnimy błędy, wypowiemy niewłaściwe słowa, skutkuje to konsekwencjami, z którymi trzeba się zmierzyć. Z pewnością z niejedną taką decyzją Oliwii nie zgodzimy się, nie będziemy w stanie jej zrozumieć. Ale jestem przekonana, że nie jedna z nas odnajdzie w głównej bohaterce część siebie. Osobiście zaskoczyło mnie to, że autor tak wiernie potrafił oddać kobiecy stan psychiczny, uczucia, wątpliwości, rozterki. Wszystko to sprawiło, że z dużym zaciekawieniem przypatrywałam się jej historii. Główna bohaterka stale przed czymś ucieka. A to przed złymi wspomnieniami, a to przed rodziną, macierzyństwem czy odpowiedzialnością za swoje życie. W jej życiu pojawiają się i znikają mężczyźni. Każdy z nas chce kochać i być kochanym. Oliwia również. Często uczucia poszukujemy i lokujemy nie tam, gdzie trzeba. Miłość nierzadko okazuje się towarem deficytowym. Wtedy sięgamy po substytuty, coś co bardzo szybko okazuje się być czymś bez większej wartości, po prostu byle jakie.

"Teraz na każdego mężczyznę, który znajdował się w orbicie jej zainteresowań, patrzyła jak na potencjalnego kochanka lub męża, choć sama wiedziała, że kryje się w tym jakaś absurdalna przesada wynikająca trochę z poczucia stagnacji i niemocy."


Pisarz udanie zahacza o autentyczne wydarzenia, jakie miały miejsce - atak na Word Trade Center, zamachy w londyńskim metrze, śmierć papieża Jana Pawła II, brexit w Wielkiej Brytanii czy problem emigracji. Ta ostatnia kwestia została dużo szerzej pokazana. Niechęć, wrogość, a wręcz agresja względem imigrantów czy uchodźców jest niejako zjawiskiem akceptowanym społecznie. Wątek, w którym przyjaciel Oliwii doświadczył tego wszystkiego zrobił na mnie spore wrażenie. Nie powinniśmy myśleć stereotypowo, wrzucać wszystkich do jednego worka, oceniać przez pryzmat tego,  kto z jakiego kraju pochodzi, jaki ma kolor skóry czy jakiego jest wyznania.

Nie mogę powiedzieć żeby czytało mi się lekko. Ma to związek z chronologią wydarzeń, w związku z czym trzeba odpowiednio się skupić, by się nie zgubić w gąszczu tego, co się dzieje. Jednak po pewnym czasie przyzwyczajamy się do takiej narracji i jest lżej, zwłaszcza że każdy przeskok czasowy opatrzony jest odpowiednią datą.

"Miłość w czasach dyskontów" to wieloznaczna, poruszająca powieść o smutnym, gorzkim wydźwięku obrazująca ludzką egzystencję. To lektura z mądrym przesłaniem, w której ściera się coś bezcennego z czymś tanim. I wreszcie to książka o poszukiwaniu miłości, swojego miejsca w świecie, błędnych decyzjach, trudnych relacjach rodzinnych i samotności, która dotyka mimo otaczających nas ludzi.



Za egzemplarz do recenzji dziękuję Wydawnictwu: Novae Res


środa, 8 sierpnia 2018

Nauczyciel tańca - Anna Dąbrowska


Tytuł: Nauczyciel tańca
Autor: Anna Dąbrowska
Wydawnictwo: Lira
Ilość stron: 400
Ocena: 10/10


33-letni Dominik uwielbia taniec, ale co dziwne i intrygujące, nie lubi być dotykany. Dlatego też decyduje się na krump. W opuszczonej fabryce wraz z grupą przyjaciół spotyka się, by wspólnie w ten sposób pozbywać się negatywnych emocji. Dominikowi nie są obce bieda, chłód czy brak miłości. Sprawia wrażenie silnego, ale czy rzeczywiście taki jest? Dzieciństwo spędził po części w domu dziecka, a po części w rodzinie zastępczej. Co stało się, że zastępczy rodzice go oddali? Z kolei Kaja w wieku 25 lat straciła dom i rodziców, ale uratowała młodszą siostrę, Sarę. Od tamtych dramatycznych wydarzeń minęły dwa lata, ale pomimo terapii Sara nie wypowiedziała ani jednego słowa. Czy taniec będzie tym, co pomoże dziewczynie uporać się z  trudną przeszłością?

"Zdarzają się piosenki, w których treść wydaje się stanowić naszą opowieść. Doszukujemy się w nich wskazówek, jak żyć, a jeśli ich nie znajdujemy, włączamy piosenkę od nowa, wierząc, że przegapiliśmy słowa najważniejszej zwrotki."

Anna Dąbrowska jest autorką, po której książki mogę sięgać w ciemno. Do dziś w pamięci siedzi mi "W rytmie passady", gdzie motywem przewodnim był taniec. Nie mogło być więc inaczej, musiałam poznać "Nauczyciela tańca". I o ile w poprzedniej powieści autorki poznałam taniec, jakim była kizomba, to tu pojawił się krump. Nigdy wcześniej nie słyszałam tej nazwy i było to dla mnie bardzo interesujące. Taniec ten pozwala wyrzucić z siebie ból, bezsilność, gniew, rozpatrz, po prostu wszystkie nagromadzone negatywne emocje. Coś niesamowitego! Czy może być bardziej oryginalny motyw na wyrzucenie z siebie złości? Ja takiego nie znam, a Wy? Dominik bał się odrzucenia i zranienia. Bał się pokochać, nigdy nie dopuścił do siebie zbyt blisko kobiety. Dlatego właśnie żył tylko dla tańca i dzięki niemu.

"Ten taniec uczył dystansu do siebie i uczył śmiać się z własnej nieudolności."

Bohaterowie, jakich stworzyła pisarka są wyraziści, mają mocno rozbudowany rys psychologiczny. Dzięki temu możemy w pełni ich zrozumieć, poznać ich myśli i uczucia. Na uwagę zasługują nakreślone pomiędzy nimi relacje. Wraz z nimi wszystko przeżywamy, dzielimy ich ból i powoli odnajdujemy nadzieję na szczęśliwą przyszłość. 12-letnia siostra Kai, Sara zaskoczyła mnie swoją mądrością. Widziała więcej niż ktokolwiek mógłby przypuszczać. Od razu ją polubiłam. Podobnie było z przyjacielem Dominika Eddiem. On z kolei ujął mnie humorem i honorowym zachowaniem. Taka właśnie powinna być prawdziwa, szczera przyjaźń.

"Czasami należy tak zrobić, by nie ominąć swojego szczęścia na prostej drodze."

Gdy tylko zaczęłam czytać, zauważyłam, że nie będę miała do czynienia z banalną historią. Wszystkie wątki, wydarzenia, jak i sposób ich poprowadzenia są oryginalne. Autorka ponownie sprawiła, że jej powieść głęboko zagnieździła się w mojej głowie a przede wszystkim w sercu. Sercu, które otrzymało ogromną dawkę niezapomnianych emocji i przeżyć.

"Nauczyciel tańca" to urzekająca powieść o miłości i przyjaźni ponad wszystko. Książka o tym, że można osiągnąć coś wbrew napotykanym przeciwnościom. Że dzięki miłości i dla miłości można się zmienić. Wystarczy tylko uwierzyć. Pani Ania sięgnęła w głąb mojej duszy i poruszyła struny, które zwykle staram się trzymać w ryzach, nie pozwalając, by wymknęły się spod kontroli. Chłopak z dzielnicy rapu zakładający kaptur, by stwarzać pozory zawładnął całym moim sercem. Gorąco polecam! 




niedziela, 5 sierpnia 2018

Zapomnij o mnie - K.N. Haner (przedpremierowo)


Tytuł: Zapomnij o mnie
Autor: K.N. Haner
Wydawnictwo: Kobiece
Ilość stron: 408
Premiera: 30 sierpnia
Ocena: 10/10

Przeprowadzka do Nowego Jorku jest dla 28-letniego Marshalla szansą na odcięcie się od dawnego życia i błędów, które popełniał w młodości. Nowa praca, nowe miejsce, nowe życie. Kiedy Marshall dowiaduje się, że para studentów szuka współlokatora, nie zastanawia się długo i w ten sposób poznaje piękną Sarę.

Dziewczyny nie odstraszają tatuaże i groźny wygląd Marshalla, wręcz przeciwnie, zaczyna go prowokować i budzić w nim uczucia, których nie wzbudziła w nim dotąd żadna kobieta. Okazuje się jednak, że Sara skrywa wiele sekretów i że wkrótce wciągnie Marshalla w niebezpieczną grę.

Odkrywając kolejne tajemnice Sary, chłopak szybko zrozumie, że dziewczyna jest na krawędzi i że potrzebuje pomocy. Jednak w tej grze pozorów i sekretów nie będą sami.

Czy dziewczyna, która rozpaliła jego ciało, zdobędzie też jego serce?

"Byliśmy z góry przegrani, a mimo to ja nadal chciałem walczyć."

Muszę powiedzieć, że jestem w pewien sposób zszokowana tą historią. Z drugiej strony nie spodziewałam się, że mogę wynieść z niej tyle wartościowych rzeczy. I to najbardziej mnie w tej powieści zaskoczyło. Chyba każdy z nas wie, jak czasem trudno poradzić sobie z trudnymi przeżyciami z przeszłości lub emocjami. Bohaterowie pokazują nam, że można przezwyciężyć przykre doświadczenia i z nadzieją iść do przodu.

"Nigdy na nikim nie zależało mi tak bardzo jak na niej. Poświęcenie podobno jest jednym z etapów przebaczenia. Ja chciałem pomóc jej, a ona, nawet jeśli nie była tego świadoma, mogła sprawić, że poczułbym się w końcu wolny. Rozgrzeszony. I kochany."

Uwielbiam w książkach narrację z punktu widzenia mężczyzny. Tu z taką właśnie mamy do czynienia. No a jak facet, to wiadomo że będzie konkretnie, ale oczywiście miejsce na uczucia również się znajdzie, bo to najważniejsze, prawda? Przynajmniej ja tak mam. Bardzo, ale to bardzo polubiłam Marshalla, choć czasami powodował u mnie rozstrój nerwowy... Uciekając przed przeszłością i bojąc się przyszłości stara się żyć tu i teraz, jednocześnie obwiniając się i myśląc, że nie zasługuje na nic dobrego przez to co zrobił, gdy był młodym chłopakiem, a z drugiej strony marząc o miłości, szczęściu i spokoju. Ogólnie wszyscy bohaterowie zostali wspaniale wykreowani, zarówno ci pierwszego, jak i drugiego planu. Są podobni do nas, posiadają wady i zalety, dokonują niewłaściwych wyborów. Historia ta jednak uświadamia czytelnika, jak ważne jest to, by wyciągnąć właściwe wnioski i spróbować naprawić popełnione błędy. 

"Była jak wiatr. Wymykała mi się z rąk, i choć czułem ją, to nie mogłem jej złapać i zatrzymać przy sobie."

Dłużej podczas lektury zatrzymałam się przy tym jak ciekawie ujęty został wątek dotyczący tego, jak postrzegani są ludzie z przeszłością kryminalną. Jak łatwo osądzają takie osoby inni i jak trudno im zdobyć zaufanie, szacunek czy zatrudnienie. Nie można przekreślać osoby nie znając wszystkich okoliczności danego zdarzenia. Ona i tak musi do końca życia zmagać się z tym, co zrobiła. To jest dla niej największą karą za popełniony błąd.

Autorka wystrzegła się nadmiernych, niepotrzebnych opisów, natomiast skupiła się na zbudowaniu akcji, która, co tu dużo mówić, intryguje, niepokoi i trzyma w napięciu od początku do końca. Zaskakujące zwroty akcji i liczne tajemnice sprawiają, że chce się, aby ta historia trwała i trwała, nie można oderwać się nawet na chwilę.

Na uwagę zasługuje cudowna okładka, a wiecie jak mają sroki okładkowe? To pierwsze, co je chwyta za serce, a raczej wpada w oko. A jeśli dołożyć do tego przewrotny, choć idealnie odzwierciedlający treść tytuł, otrzymujemy zgrabną całość, którą po prostu trzeba przeczytać.

Bardzo lubię gatunek, jakim jest New Adult. A ta książka jest jego kwintesencją. Chciałabym poznać więcej powieści tego rodzaju w wykonaniu Kasi Haner.

"Zapomnij o mnie" to powieść, w której uczucia i emocje grają pierwsze skrzypce. To książka o sile miłości, prawdziwej przyjaźni, marzeniach, o zmaganiu się z przeszłością, o której chce się zapomnieć, o poczuciu bezpieczeństwa, trudnych relacjach rodzinnych i wykorzystaniu seksualnym w związku. Powiem Wam krótko - to lektura perfekcyjna od pierwszej do ostatniej strony! 


Za egzemplarz do recenzji dziękuję Autorce i Wydawnictwu Kobiece


środa, 1 sierpnia 2018

Do zakochania jeden rok - Joanna Szarańska (premierowo)


Tytuł: Do zakochania jeden rok
Cykl: Kronika pechowych wypadków (tom 2)
Autor: Joanna Szarańska
Wydawnictwo: Czwarta Strona
Ilość stron: 328
Premiera: 1 sierpnia
Ocena: 9/10

Zojka nareszcie znalazła wymarzoną pracę w redakcji i liczy na odrobinę spokoju. Ale wszystko, co dobre, szybko się kończy… 
Gdy początkująca dziennikarka goni za newsami, do których jeszcze nie dotarł konkurencyjny tygodnik, gorący temat trafia się bardzo blisko. Za blisko! Zaginięcie ukochanej babci sprawi, że Zojka nie cofnie się przed niczym. Zostanie klientką biura matrymonialnego, napadnie mrugającego donżuana, a nawet spróbuje… karpackiej kuchni! W poszukiwania zaangażuje się również aspirant Chochołek, który po cichu liczy na to, że przy okazji znajdzie swoją drugą połówkę. Zojkę czekają randki w ciemno z całą galerią osobliwych podrywaczy z Wadowic, bo jej babcia przed zaginięciem podobno kogoś poznała…

Pierwsza część "Kroniki pechowych wypadków" sprawiła, że pokochałam zwariowaną Zojkę i otaczających ją ludzi. Dlatego tym bardziej byłam ciekawa, co też takiego autorka zgotowała im tym razem. A muszę powiedzieć Wam, iż dzieje się niemało. Jesteśmy świadkami wielu, zarówno komicznych, jak i powodujących niepokój wydarzeń. 

Babuni Łyczakowej się nudzi i narzeka że nic się nie dzieje. A jak tej konkretnej babuni się nudzi, to można spodziewać się wszystkiego, łącznie ze sławetną już siekierą, której nie zawaha się użyć. Tym razem jednak postanowi rozmnażać Zojkę! Wyobrażacie to sobie? Czy jej plany dojdą do skutku? Bo przecież zaginie, ale wnuczka zrobi wszystko, byle tylko ją odnaleźć. 


"(...) na cholerę ci agencja matrymonialna? - Młoda kobieta uniosła bułkę do ust i ugryzła pierwszy kęs. Staruszka wzruszyła ramionami.
- No wiesz... Ksiądz proboszcz głosił z ambony. Trzeba się rozmnażać. (...)
- Babuniu, ty zamierzasz się rozmnażać? - zapytała niespokojnie.
- No, coś ty zdurniała? Myślisz, że ja do setki zliczyć nie umiem?
- Nie, tylko... - Zawstydzona Zojka ponownie nadgryzła bułkę.
- Ale mogę rozmnażać ciebie - dokończyła zadowolona z siebie staruszka. (...)
- Rozmnażać mnie? A co to ja jestem? Sadzonka pomidora? - oburzyła się." 

Tymczasem przypadkowe spotkania i spięcia pomiędzy Zojką a Kordeckim wywoływały u mnie niejednokrotnie falę niepohamowanego śmiechu. A jak wiadomo: kto się czubi, ten się lubi. Ja przynajmniej będę mocno trzymała za tę dwójkę kciuki, by w końcu przejrzeli na oczy i... ale to może kiedy indziej.

Cała historia napisana została przyjemnym w odbiorze stylem (dodam iż bardzo charakterystycznym dla pisarki) i językiem. Barwne, żywe dialogi powodują uśmiech na twarzy czytelnika. Opisy bardzo obrazowo przedstawiają to, co spotykamy na kartach powieści. W żadnym wypadku nie nudzą. Mimo zwariowanych perypetii głównej bohaterki, tego pozornego chaosu, fabuła w każdym elemencie jest spójna. 

Nie wiem jak Wy, ale ja zawsze zwracam uwagę na posłowia w książkach, o ile takowe są zawarte. To, jakie napisała autorka jest cudowne. Można odnieść wrażenie, iż siedzi się z nią na ławeczce, popija pyszną herbatkę i zajada ciasto z kruszonką. Ciepło wręcz emanuje z każdego zdania i z ciężkim sercem zamyka się książkę, że to już koniec. 

"Do zakochania jeden rok" to komedia omyłek na najwyższym poziomie, w której znajdziecie zaskakującą zagadkę kryminalną i oczywiście bohaterów poszukujących swojej drugiej połówki. Jeśli jesteście ciekawi co stało się z babunią, kto otrzymał przydomek troglodyty i czy rozmnażanie Zojki dojdzie do skutku - zajrzyjcie do Lipówki. Ja z przyjemnością zawitam tam ponownie. 



Za egzemplarz do recenzji dziękuję Wydawnictwu Czwarta Strona