Tytuł: Och, Carol
Autor: Magdalena Buraczewska-Świątek
Wydawnictwo: Axis Mundi
Liczba stron: 262
Ocena: 8/10
Czasem największy skandal zaczyna się od tego, że ktoś po raz pierwszy mówi prawdę.
"Och, Carol" to lekka, ciepła, pełna humoru, romantycznego napięcia i cynamonowego klimatu powieść o miłości, która pojawia się w najmniej odpowiednim momencie. To książka o pozorach, odwadze bycia sobą, ambicji, rodzinnych oczekiwaniach, samotności na emigracji, różnicy charakterów. To historia o tym, że największy skandal w świecie pozorów może wywołać... prawda.
Marcus Bennett ma wszystko: władzę, uwielbienie mediów i opinię najbardziej pożądanego kawalera w kanadyjskim Kingston. Karolina Jabłońska nie ma prawie nic — poza dyplomem, topniejącymi oszczędnościami i niewyparzonym językiem, który zbyt często pakuje ją w kłopoty.
Kiedy ich drogi przecinają się w niecodziennych okolicznościach, wydaje się, że dzieli ich wszystko. On jest charyzmatycznym burmistrzem, symbolem nowego początku po politycznym skandalu. Ona – ambitną Polką próbującą odnaleźć swoje miejsce daleko od domu.
Zaintrygowany jej bezkompromisowością Marcus niespodziewanie zatrudnia Karolinę jako swoją asystentkę. Zmuszeni do bliskiej współpracy, szybko odkrywają, że pierwsze wrażenia bywają mylące. Karolina przekonuje się, że za perfekcyjnie wykreowaną maską beztroskiego polityka kryje się człowiek zmagający się z ciężarem rodzinnego dziedzictwa. Marcus natomiast znajduje w niej jedyną osobę, która nie boi się mówić mu prawdy prosto w oczy.
Tylko jak długo można zachować profesjonalny dystans, gdy długie wieczory spędzane nad miejskim budżetem, gasnące światła ratusza i przypadkowe spojrzenia zaczynają zacierać granicę między obowiązkiem a uczuciem?
Pełna humoru, ciepła i romantycznego napięcia opowieść o miłości, która rodzi się tam, gdzie najmniej wypada – w świecie polityki, pozorów i kamer skierowanych na każdy błąd.
Kiedy ich drogi przecinają się w niecodziennych okolicznościach, wydaje się, że dzieli ich wszystko. On jest charyzmatycznym burmistrzem, symbolem nowego początku po politycznym skandalu. Ona – ambitną Polką próbującą odnaleźć swoje miejsce daleko od domu.
Zaintrygowany jej bezkompromisowością Marcus niespodziewanie zatrudnia Karolinę jako swoją asystentkę. Zmuszeni do bliskiej współpracy, szybko odkrywają, że pierwsze wrażenia bywają mylące. Karolina przekonuje się, że za perfekcyjnie wykreowaną maską beztroskiego polityka kryje się człowiek zmagający się z ciężarem rodzinnego dziedzictwa. Marcus natomiast znajduje w niej jedyną osobę, która nie boi się mówić mu prawdy prosto w oczy.
Tylko jak długo można zachować profesjonalny dystans, gdy długie wieczory spędzane nad miejskim budżetem, gasnące światła ratusza i przypadkowe spojrzenia zaczynają zacierać granicę między obowiązkiem a uczuciem?
Pełna humoru, ciepła i romantycznego napięcia opowieść o miłości, która rodzi się tam, gdzie najmniej wypada – w świecie polityki, pozorów i kamer skierowanych na każdy błąd.
Czy w świecie polityki, pozorów i kamer skierowanych na każdy nasz błąd, możliwa jest miłość? Marcus Bennett ma wszystko: władzę, uwielbienie mediów i opinię najbardziej pożądanego kawalera w kanadyjskim Kingston. Z kolei Karolina Jabłońska nie ma prawie. No poza dyplomem, topniejącymi oszczędnościami i niewyparzonym językiem, który zbyt często pakuje ją w kłopoty. Marcus jest burmistrzem, zatrudnia Karolinę jako swoją asystentkę.
Marcus i Karolina to bohaterowie, którzy uświadamiają nam, że często pierwsze wrażenie bywa mylące. Mężczyzna nakłada maskę beztroskiego polityka. Jednak pod nią skrywa się człowiek zmagający się z ciężarem rodzinnego dziedzictwa. Natomiast kobieta imponuje tym, że nie boi się mówić prawdy prosto w oczy. Bardzo mi się to podobało. W dzisiejszych czasach to cenna cecha i nie każdy to potrafi. Czy większym skandalem niż ten polityczny okaże się powiedzenie prawdy? I czy możliwe będzie zachowanie profesjonalnego dystansu?
Magdalena Buraczewska-Świątek ukazała motyw szef-pracownica w sposób interesujący, intrygujący, gdzie granica między relacją zawodową a prywatną zaczyna się zacierać. Ta romantyczna strona fabuły to nie wszystko czego możemy się spodziewać. Autorka nie unika trudnych tematów. Pojawia się aspekt odpowiedzialności, presji, rodzinnych oczekiwań czy życia na świeczniku.
"I wtedy trzeba sobie gwałtownie przypomnieć, że życie to nie film z High Grantem, burmistrz to nie książę z bajki, a ty nie jesteś Kopciuszkiem, który czeka na swoją szklankę - to znaczy pantofelek."
Marcusa początkowo łatwo można wstawić w ramy schematu. Jednak to błąd. Pewny siebie polityk, przystojny mężczyzna? Bez wątpienia. Lecz po bliższym poznaniu okazuje się, że na tym idealnym obrazku zaczynają być widoczne rysy, że jest on kimś zgoła innym. I to właśnie intryguje najbardziej w jego postaci. A Karolina wszystkie te cechy z niego wyciągnie, a zwłaszcza prawdę, którą niekoniecznie chciałby usłyszeć.
"(...) mam propozycję. W tym gabinecie, między nami, żadnych gier. Mówisz, co myślisz. Ja mówię, co myślę. Brutalna szczerość. Co ty na to?
- A jeśli to, co myślę, nie będzie panu... tobie... się podobać?
- Zwłaszcza wtedy mi powiedz. (...) - Potrzebuję kogoś, kto mi powie, kiedy będę robił z siebie idiotyczne. Niewykluczone, że robię to częściej, niż myślałem."
Karolina zaś zdobywa moją sympatię bezpośredniością, odwagą, zadziornością, humorem, wrażliwością i tym, czego szukam w bohaterkach najbardziej - nie okazała się kolejną bezradną kobietką. Ona bierze życie w swoje ręce, realizuje plany, stawia czoła problemom.
Współpraca reklamowa z Wydawnictwem Axis Mundi






