poniedziałek, 13 sierpnia 2018

Miłość szeptem mówiona - Monika Joanna Cieluch


Tytuł: Miłość szeptem mówiona
Autor: Monika Joanna Cieluch
Wydawnictwo: Novae Res
Ilość stron: 421
Ocena: 9/10

Margaret Megan Murphy to młoda, zbuntowana Brytyjka, która nie lubi przyznawać się do swoich polskich korzeni. Pewnego dnia jednak, za sprawą ultimatum postawionego jej przez egocentryczną i upartą babkę, będzie musiała zmierzyć się z kwestią swojego pochodzenia. Pomóc ma jej w tym wyprawa do kraju przodków, gdzie dziewczynę czeka trudna szkoła przystosowania się do prawdziwego, pozbawionego luksusów życia...
Czy niepokorna Margaret poradzi sobie w nowej, zupełnie obcej rzeczywistości? Czy wieś, której nazwy nie jest w stanie nawet wymówić, może stać się jej drugim domem? I czy długo skrywana tajemnica rodu Murphych wyjdzie w końcu na jaw?

"Smakowała dokładnie tak, jak wyobrażał sobie przez długie lata - niewinnością, słodyczą i czymś, co trudno było mu ubrać w słowa."

Monice Joannie Cieluch udało się stworzyć wyrazistych bohaterów, zarówno tych pierwszego, jak i drugiego planu. Każdy z nich jest naturalny w tym co robi, tak jak i my posiada wady i zalety, popełnia błędy. Muszę przyznać, że Margaret początkowo irytowała mnie swoim zachowaniem, niedojrzałością, brakiem szacunku. Jednak później byłam ogromnie zaaferowana jej metamorfozą. Z kolei Tomasz od razu zdobył moją sympatię. To, jakie miał podejście do Maggie, jaki obrał sobie wobec niej front, ogromnie przypadło mi do gustu. Ich przepychanki sprawiły, że uśmiech nie schodził mi z twarzy, zwłaszcza dzięki wstawkom angielskich słów, jakich używa Margaret i oczywiście jej licznym językowym wypadkom. Z miejsca polubiłam także gadułę Majkę. Nie wyobrażam sobie, aby mogło jej nie być. 

"Kochać kogoś to znaczy zrobić wszystko, by mógł być szczęśliwy. (...) Najgorsze co może spotkać dwójkę ludzi, to wzajemne obwinianie się o uczynienie siebie nieszczęśliwymi."

Akcja toczy się w czasie teraźniejszym i 45 lat wstecz, gdzie poznajemy młodą dziewczynę. Ale kim ona jest nie zdradzę, by nie psuć Wam przyjemności podążania śladami jej losów. Uchylę tylko rąbka tajemnicy, że ma to ścisły związek z Maggie... Oba te wątki (choć ten pierwszy jest bardziej rozbudowany) w równym stopniu mnie zainteresowały i w zniecierpliwieniu przerzucałam kartki, by jak najszybciej poznać co wydarzy się dalej.

Podczas lektury wciąż zadawałam sobie pytanie, dlaczego pozwalamy, by tajemnice z przeszłości, niedopowiedzenia, ukrywanie prawdziwych uczuć i myśli odbierały nam szansę na szczęście? Czy nie prościej byłoby wyrzucić z siebie wszystkiego tego, co zaprząta nam głowę i serce? A może wynikiem tego jest brak odwagi? Brak wiary w powodzenie? Czy potrzeba chronienia drugiej osoby? 

Nie wiem, jak większość z Was, ale ja mam tak, że historie, które roztrzaskują serce wątkiem, który burzy z góry ułożony w głowie scenariusz lub nieszczęśliwym zakończeniem, pozostają ze mną na zawsze. To takie książki pamięta się jeszcze długo po skończeniu lektury i właśnie taką jest "Miłość szeptem mówiona".

"Wiedziała, że jej największym wrogiem jest czas, który systematycznie będzie ją okradać z najwspanialszych wspomnień."

Autorka zachowała odpowiednio wyważone proporcje pomiędzy opisami a dialogami. Dzięki prostemu językowi czyta się naprawdę przyjemnie i szybko. Fabuła posiada kilka zaskakujących zwrotów akcji, wyróżnia się małymi tąpnięciami, które powodują, że serce czytelnika niejednokrotnie przyspieszy.

"Miłość szeptem mówiona" to zaskakujący debiut. Zostałam kupiona przepiękną okładką, ale treść okazała się niemniej piękna. Śmiałam się, złościłam i płakałam. Tak, przez ostatnich kilkadziesiąt stron stale płakałam - wachlarz emocjonalny jest ogromny. To poruszająca i boleśnie prawdziwa powieść o sile przyjaźni i miłości, o konsekwencjach podjętych decyzji, rodzinnej tajemnicy, godzeniem się z odejściem bliskiej osoby, odkrywaniu samego siebie. Jeśli macie ochotę na miłość z wszystkimi jej odcieniami - ta lektura spełni Wasze oczekiwania.




Za egzemplarz do recenzji dziękuję Wydawnictwu: Novae Res




sobota, 11 sierpnia 2018

Miłość w czasach dyskontów - Daniel Koziarski


Tytuł: Miłość w czasach dyskontów
Autor: Daniel Koziarski
Wydawnictwo: Novae Res
Ilość stron: 396
Ocena: 9/10

Oliwia ma trzydzieści siedem lat. Po średnio udanym doświadczeniu emigracyjnym na Wyspach zdążyła dorobić się w Polsce narzeczonego, pracy w korporacji i mieszkania na kredyt. Na jej życiu ciążą jednak trudne doświadczenia z przeszłości, które nie pozwalają cieszyć się kolejnymi osiągnięciami i zbliżającym się wielkimi krokami ślubem. 

Oliwia zdaje sobie sprawę, że tak naprawdę wciąż przed czymś ucieka, a jej życie zatrzymało się wiele lat temu, pewnego styczniowego dnia.

"Kiedy w ogóle następuje moment, którego nie wolno przegapić?"

Twórczość Daniela Koziarskiego w moim odczuciu zalicza się do tej ambitniejszej literatury. Autor podejmuje się problemów społecznie ważnych, aktualnych, jednocześnie zmuszając czytelnika do wielu refleksji i postawienia sobie pytań o życie, związki, miłość, uczucia. Nie daje przy tym jasnych odpowiedzi. Tu już każdy z nas musi wyciągnąć odpowiednie wnioski. 

Przewrotny, wymowny i sugestywny tytuł bardzo mnie zaintrygował. Moje próby jego interpretacji boleśnie zderzyły się z tym, co otrzymałam po skończeniu lektury. Sama fabuła zaskoczyła mnie tym, ile otrzymałam stanów emocjonalnych. Po drodze prześledziłam różne stadia zakochania głównej bohaterki oraz przyjaźń damsko-męską. Autor nie pominął także istotnych innych tematów, jak chociażby śmierć bliskiej osoby, samotność w tłumie czy wpływ rodziców w życie dorosłych już dzieci.

"- Przeszłości nie można zmienić, ale czasami można do niej wrócić."

Historia ta uświadamia, że każdy z nas kreuje swoją rzeczywistość. To my sami decydujemy o swoim życiu i tylko od nas zależy, jakie ono będzie. Wszystkie decyzje, jakie podejmujemy niosą ze sobą pewne konsekwencje. Jednym razem mają pozytywny wymiar, ale gdy popełnimy błędy, wypowiemy niewłaściwe słowa, skutkuje to konsekwencjami, z którymi trzeba się zmierzyć. Z pewnością z niejedną taką decyzją Oliwii nie zgodzimy się, nie będziemy w stanie jej zrozumieć. Ale jestem przekonana, że nie jedna z nas odnajdzie w głównej bohaterce część siebie. Osobiście zaskoczyło mnie to, że autor tak wiernie potrafił oddać kobiecy stan psychiczny, uczucia, wątpliwości, rozterki. Wszystko to sprawiło, że z dużym zaciekawieniem przypatrywałam się jej historii. Główna bohaterka stale przed czymś ucieka. A to przed złymi wspomnieniami, a to przed rodziną, macierzyństwem czy odpowiedzialnością za swoje życie. W jej życiu pojawiają się i znikają mężczyźni. Każdy z nas chce kochać i być kochanym. Oliwia również. Często uczucia poszukujemy i lokujemy nie tam, gdzie trzeba. Miłość nierzadko okazuje się towarem deficytowym. Wtedy sięgamy po substytuty, coś co bardzo szybko okazuje się być czymś bez większej wartości, po prostu byle jakie.

"Teraz na każdego mężczyznę, który znajdował się w orbicie jej zainteresowań, patrzyła jak na potencjalnego kochanka lub męża, choć sama wiedziała, że kryje się w tym jakaś absurdalna przesada wynikająca trochę z poczucia stagnacji i niemocy."


Pisarz udanie zahacza o autentyczne wydarzenia, jakie miały miejsce - atak na Word Trade Center, zamachy w londyńskim metrze, śmierć papieża Jana Pawła II, brexit w Wielkiej Brytanii czy problem emigracji. Ta ostatnia kwestia została dużo szerzej pokazana. Niechęć, wrogość, a wręcz agresja względem imigrantów czy uchodźców jest niejako zjawiskiem akceptowanym społecznie. Wątek, w którym przyjaciel Oliwii doświadczył tego wszystkiego zrobił na mnie spore wrażenie. Nie powinniśmy myśleć stereotypowo, wrzucać wszystkich do jednego worka, oceniać przez pryzmat tego,  kto z jakiego kraju pochodzi, jaki ma kolor skóry czy jakiego jest wyznania.

Nie mogę powiedzieć żeby czytało mi się lekko. Ma to związek z chronologią wydarzeń, w związku z czym trzeba odpowiednio się skupić, by się nie zgubić w gąszczu tego, co się dzieje. Jednak po pewnym czasie przyzwyczajamy się do takiej narracji i jest lżej, zwłaszcza że każdy przeskok czasowy opatrzony jest odpowiednią datą.

"Miłość w czasach dyskontów" to wieloznaczna, poruszająca powieść o smutnym, gorzkim wydźwięku obrazująca ludzką egzystencję. To lektura z mądrym przesłaniem, w której ściera się coś bezcennego z czymś tanim. I wreszcie to książka o poszukiwaniu miłości, swojego miejsca w świecie, błędnych decyzjach, trudnych relacjach rodzinnych i samotności, która dotyka mimo otaczających nas ludzi.



Za egzemplarz do recenzji dziękuję Wydawnictwu: Novae Res


środa, 8 sierpnia 2018

Nauczyciel tańca - Anna Dąbrowska


Tytuł: Nauczyciel tańca
Autor: Anna Dąbrowska
Wydawnictwo: Lira
Ilość stron: 400
Ocena: 10/10


33-letni Dominik uwielbia taniec, ale co dziwne i intrygujące, nie lubi być dotykany. Dlatego też decyduje się na krump. W opuszczonej fabryce wraz z grupą przyjaciół spotyka się, by wspólnie w ten sposób pozbywać się negatywnych emocji. Dominikowi nie są obce bieda, chłód czy brak miłości. Sprawia wrażenie silnego, ale czy rzeczywiście taki jest? Dzieciństwo spędził po części w domu dziecka, a po części w rodzinie zastępczej. Co stało się, że zastępczy rodzice go oddali? Z kolei Kaja w wieku 25 lat straciła dom i rodziców, ale uratowała młodszą siostrę, Sarę. Od tamtych dramatycznych wydarzeń minęły dwa lata, ale pomimo terapii Sara nie wypowiedziała ani jednego słowa. Czy taniec będzie tym, co pomoże dziewczynie uporać się z  trudną przeszłością?

"Zdarzają się piosenki, w których treść wydaje się stanowić naszą opowieść. Doszukujemy się w nich wskazówek, jak żyć, a jeśli ich nie znajdujemy, włączamy piosenkę od nowa, wierząc, że przegapiliśmy słowa najważniejszej zwrotki."

Anna Dąbrowska jest autorką, po której książki mogę sięgać w ciemno. Do dziś w pamięci siedzi mi "W rytmie passady", gdzie motywem przewodnim był taniec. Nie mogło być więc inaczej, musiałam poznać "Nauczyciela tańca". I o ile w poprzedniej powieści autorki poznałam taniec, jakim była kizomba, to tu pojawił się krump. Nigdy wcześniej nie słyszałam tej nazwy i było to dla mnie bardzo interesujące. Taniec ten pozwala wyrzucić z siebie ból, bezsilność, gniew, rozpatrz, po prostu wszystkie nagromadzone negatywne emocje. Coś niesamowitego! Czy może być bardziej oryginalny motyw na wyrzucenie z siebie złości? Ja takiego nie znam, a Wy? Dominik bał się odrzucenia i zranienia. Bał się pokochać, nigdy nie dopuścił do siebie zbyt blisko kobiety. Dlatego właśnie żył tylko dla tańca i dzięki niemu.

"Ten taniec uczył dystansu do siebie i uczył śmiać się z własnej nieudolności."

Bohaterowie, jakich stworzyła pisarka są wyraziści, mają mocno rozbudowany rys psychologiczny. Dzięki temu możemy w pełni ich zrozumieć, poznać ich myśli i uczucia. Na uwagę zasługują nakreślone pomiędzy nimi relacje. Wraz z nimi wszystko przeżywamy, dzielimy ich ból i powoli odnajdujemy nadzieję na szczęśliwą przyszłość. 12-letnia siostra Kai, Sara zaskoczyła mnie swoją mądrością. Widziała więcej niż ktokolwiek mógłby przypuszczać. Od razu ją polubiłam. Podobnie było z przyjacielem Dominika Eddiem. On z kolei ujął mnie humorem i honorowym zachowaniem. Taka właśnie powinna być prawdziwa, szczera przyjaźń.

"Czasami należy tak zrobić, by nie ominąć swojego szczęścia na prostej drodze."

Gdy tylko zaczęłam czytać, zauważyłam, że nie będę miała do czynienia z banalną historią. Wszystkie wątki, wydarzenia, jak i sposób ich poprowadzenia są oryginalne. Autorka ponownie sprawiła, że jej powieść głęboko zagnieździła się w mojej głowie a przede wszystkim w sercu. Sercu, które otrzymało ogromną dawkę niezapomnianych emocji i przeżyć.

"Nauczyciel tańca" to urzekająca powieść o miłości i przyjaźni ponad wszystko. Książka o tym, że można osiągnąć coś wbrew napotykanym przeciwnościom. Że dzięki miłości i dla miłości można się zmienić. Wystarczy tylko uwierzyć. Pani Ania sięgnęła w głąb mojej duszy i poruszyła struny, które zwykle staram się trzymać w ryzach, nie pozwalając, by wymknęły się spod kontroli. Chłopak z dzielnicy rapu zakładający kaptur, by stwarzać pozory zawładnął całym moim sercem. Gorąco polecam! 




niedziela, 5 sierpnia 2018

Zapomnij o mnie - K.N. Haner (przedpremierowo)


Tytuł: Zapomnij o mnie
Autor: K.N. Haner
Wydawnictwo: Kobiece
Ilość stron: 408
Premiera: 30 sierpnia
Ocena: 10/10

Przeprowadzka do Nowego Jorku jest dla 28-letniego Marshalla szansą na odcięcie się od dawnego życia i błędów, które popełniał w młodości. Nowa praca, nowe miejsce, nowe życie. Kiedy Marshall dowiaduje się, że para studentów szuka współlokatora, nie zastanawia się długo i w ten sposób poznaje piękną Sarę.

Dziewczyny nie odstraszają tatuaże i groźny wygląd Marshalla, wręcz przeciwnie, zaczyna go prowokować i budzić w nim uczucia, których nie wzbudziła w nim dotąd żadna kobieta. Okazuje się jednak, że Sara skrywa wiele sekretów i że wkrótce wciągnie Marshalla w niebezpieczną grę.

Odkrywając kolejne tajemnice Sary, chłopak szybko zrozumie, że dziewczyna jest na krawędzi i że potrzebuje pomocy. Jednak w tej grze pozorów i sekretów nie będą sami.

Czy dziewczyna, która rozpaliła jego ciało, zdobędzie też jego serce?

"Byliśmy z góry przegrani, a mimo to ja nadal chciałem walczyć."

Muszę powiedzieć, że jestem w pewien sposób zszokowana tą historią. Z drugiej strony nie spodziewałam się, że mogę wynieść z niej tyle wartościowych rzeczy. I to najbardziej mnie w tej powieści zaskoczyło. Chyba każdy z nas wie, jak czasem trudno poradzić sobie z trudnymi przeżyciami z przeszłości lub emocjami. Bohaterowie pokazują nam, że można przezwyciężyć przykre doświadczenia i z nadzieją iść do przodu.

"Nigdy na nikim nie zależało mi tak bardzo jak na niej. Poświęcenie podobno jest jednym z etapów przebaczenia. Ja chciałem pomóc jej, a ona, nawet jeśli nie była tego świadoma, mogła sprawić, że poczułbym się w końcu wolny. Rozgrzeszony. I kochany."

Uwielbiam w książkach narrację z punktu widzenia mężczyzny. Tu z taką właśnie mamy do czynienia. No a jak facet, to wiadomo że będzie konkretnie, ale oczywiście miejsce na uczucia również się znajdzie, bo to najważniejsze, prawda? Przynajmniej ja tak mam. Bardzo, ale to bardzo polubiłam Marshalla, choć czasami powodował u mnie rozstrój nerwowy... Uciekając przed przeszłością i bojąc się przyszłości stara się żyć tu i teraz, jednocześnie obwiniając się i myśląc, że nie zasługuje na nic dobrego przez to co zrobił, gdy był młodym chłopakiem, a z drugiej strony marząc o miłości, szczęściu i spokoju. Ogólnie wszyscy bohaterowie zostali wspaniale wykreowani, zarówno ci pierwszego, jak i drugiego planu. Są podobni do nas, posiadają wady i zalety, dokonują niewłaściwych wyborów. Historia ta jednak uświadamia czytelnika, jak ważne jest to, by wyciągnąć właściwe wnioski i spróbować naprawić popełnione błędy. 

"Była jak wiatr. Wymykała mi się z rąk, i choć czułem ją, to nie mogłem jej złapać i zatrzymać przy sobie."

Dłużej podczas lektury zatrzymałam się przy tym jak ciekawie ujęty został wątek dotyczący tego, jak postrzegani są ludzie z przeszłością kryminalną. Jak łatwo osądzają takie osoby inni i jak trudno im zdobyć zaufanie, szacunek czy zatrudnienie. Nie można przekreślać osoby nie znając wszystkich okoliczności danego zdarzenia. Ona i tak musi do końca życia zmagać się z tym, co zrobiła. To jest dla niej największą karą za popełniony błąd.

Autorka wystrzegła się nadmiernych, niepotrzebnych opisów, natomiast skupiła się na zbudowaniu akcji, która, co tu dużo mówić, intryguje, niepokoi i trzyma w napięciu od początku do końca. Zaskakujące zwroty akcji i liczne tajemnice sprawiają, że chce się, aby ta historia trwała i trwała, nie można oderwać się nawet na chwilę.

Na uwagę zasługuje cudowna okładka, a wiecie jak mają sroki okładkowe? To pierwsze, co je chwyta za serce, a raczej wpada w oko. A jeśli dołożyć do tego przewrotny, choć idealnie odzwierciedlający treść tytuł, otrzymujemy zgrabną całość, którą po prostu trzeba przeczytać.

Bardzo lubię gatunek, jakim jest New Adult. A ta książka jest jego kwintesencją. Chciałabym poznać więcej powieści tego rodzaju w wykonaniu Kasi Haner.

"Zapomnij o mnie" to powieść, w której uczucia i emocje grają pierwsze skrzypce. To książka o sile miłości, prawdziwej przyjaźni, marzeniach, o zmaganiu się z przeszłością, o której chce się zapomnieć, o poczuciu bezpieczeństwa, trudnych relacjach rodzinnych i wykorzystaniu seksualnym w związku. Powiem Wam krótko - to lektura perfekcyjna od pierwszej do ostatniej strony! 


Za egzemplarz do recenzji dziękuję Autorce i Wydawnictwu Kobiece


środa, 1 sierpnia 2018

Do zakochania jeden rok - Joanna Szarańska (premierowo)


Tytuł: Do zakochania jeden rok
Cykl: Kronika pechowych wypadków (tom 2)
Autor: Joanna Szarańska
Wydawnictwo: Czwarta Strona
Ilość stron: 328
Premiera: 1 sierpnia
Ocena: 9/10

Zojka nareszcie znalazła wymarzoną pracę w redakcji i liczy na odrobinę spokoju. Ale wszystko, co dobre, szybko się kończy… 
Gdy początkująca dziennikarka goni za newsami, do których jeszcze nie dotarł konkurencyjny tygodnik, gorący temat trafia się bardzo blisko. Za blisko! Zaginięcie ukochanej babci sprawi, że Zojka nie cofnie się przed niczym. Zostanie klientką biura matrymonialnego, napadnie mrugającego donżuana, a nawet spróbuje… karpackiej kuchni! W poszukiwania zaangażuje się również aspirant Chochołek, który po cichu liczy na to, że przy okazji znajdzie swoją drugą połówkę. Zojkę czekają randki w ciemno z całą galerią osobliwych podrywaczy z Wadowic, bo jej babcia przed zaginięciem podobno kogoś poznała…

Pierwsza część "Kroniki pechowych wypadków" sprawiła, że pokochałam zwariowaną Zojkę i otaczających ją ludzi. Dlatego tym bardziej byłam ciekawa, co też takiego autorka zgotowała im tym razem. A muszę powiedzieć Wam, iż dzieje się niemało. Jesteśmy świadkami wielu, zarówno komicznych, jak i powodujących niepokój wydarzeń. 

Babuni Łyczakowej się nudzi i narzeka że nic się nie dzieje. A jak tej konkretnej babuni się nudzi, to można spodziewać się wszystkiego, łącznie ze sławetną już siekierą, której nie zawaha się użyć. Tym razem jednak postanowi rozmnażać Zojkę! Wyobrażacie to sobie? Czy jej plany dojdą do skutku? Bo przecież zaginie, ale wnuczka zrobi wszystko, byle tylko ją odnaleźć. 


"(...) na cholerę ci agencja matrymonialna? - Młoda kobieta uniosła bułkę do ust i ugryzła pierwszy kęs. Staruszka wzruszyła ramionami.
- No wiesz... Ksiądz proboszcz głosił z ambony. Trzeba się rozmnażać. (...)
- Babuniu, ty zamierzasz się rozmnażać? - zapytała niespokojnie.
- No, coś ty zdurniała? Myślisz, że ja do setki zliczyć nie umiem?
- Nie, tylko... - Zawstydzona Zojka ponownie nadgryzła bułkę.
- Ale mogę rozmnażać ciebie - dokończyła zadowolona z siebie staruszka. (...)
- Rozmnażać mnie? A co to ja jestem? Sadzonka pomidora? - oburzyła się." 

Tymczasem przypadkowe spotkania i spięcia pomiędzy Zojką a Kordeckim wywoływały u mnie niejednokrotnie falę niepohamowanego śmiechu. A jak wiadomo: kto się czubi, ten się lubi. Ja przynajmniej będę mocno trzymała za tę dwójkę kciuki, by w końcu przejrzeli na oczy i... ale to może kiedy indziej.

Cała historia napisana została przyjemnym w odbiorze stylem (dodam iż bardzo charakterystycznym dla pisarki) i językiem. Barwne, żywe dialogi powodują uśmiech na twarzy czytelnika. Opisy bardzo obrazowo przedstawiają to, co spotykamy na kartach powieści. W żadnym wypadku nie nudzą. Mimo zwariowanych perypetii głównej bohaterki, tego pozornego chaosu, fabuła w każdym elemencie jest spójna. 

Nie wiem jak Wy, ale ja zawsze zwracam uwagę na posłowia w książkach, o ile takowe są zawarte. To, jakie napisała autorka jest cudowne. Można odnieść wrażenie, iż siedzi się z nią na ławeczce, popija pyszną herbatkę i zajada ciasto z kruszonką. Ciepło wręcz emanuje z każdego zdania i z ciężkim sercem zamyka się książkę, że to już koniec. 

"Do zakochania jeden rok" to komedia omyłek na najwyższym poziomie, w której znajdziecie zaskakującą zagadkę kryminalną i oczywiście bohaterów poszukujących swojej drugiej połówki. Jeśli jesteście ciekawi co stało się z babunią, kto otrzymał przydomek troglodyty i czy rozmnażanie Zojki dojdzie do skutku - zajrzyjcie do Lipówki. Ja z przyjemnością zawitam tam ponownie. 



Za egzemplarz do recenzji dziękuję Wydawnictwu Czwarta Strona



wtorek, 31 lipca 2018

Dom na wrzosowej polanie - Halina Kowalczuk


Tytuł: Dom na wrzosowej polanie
Autor: Halina Kowalczuk
Wydawnictwo: Lucky
Ilość stron: 320
Ocena: 8/10

Zdrada męża i utrata pracy to wydarzenia, które mogą przewrócić życie do góry nogami. Tak właśnie dzieje się w przypadku Aliny. Jej nowe życie rozpoczyna się w malowniczej wiosce u podnóża Tatr, gdzie ma szansę zacząć wszystko od nowa. Nieświadomie wkracza do krainy legend i niezwykłych historii z przeszłości, stając się ich częścią. Spotyka też niezwykłego mężczyznę. Marcin ukrywa jednak przed nią tajemnicę, która może zaważyć na ich wspólnej przyszłości…
Czy kolejny mężczyzna ją zdradził i okłamał?
Czy grozi jej niebezpieczeństwo?
Czy stara legenda znajdzie swoje zakończenie?

"Czasami bywa tak, że musimy doznać przykrości, szoku, niepowodzeń, aby potem doświadczyć czegoś odwrotnego. Ból duszy powoduje, że zaczynamy doceniać to, co mamy..."

Autorka stworzyła bohaterów z ciekawymi charakterami, mającymi wady i zalety, popełniającymi błędy. Od początku zaintrygowała mnie postać Marcina, który ma dziwny sposób bycia i życia. Jest tajemniczy i przez większą część książki zastanawiamy się dlaczego zachowuje się w ten, a nie inny sposób. Sporo emocji wyzwoliła we mnie również postać Aliny. Czasami miałam ochotę wytargać ją za włosy! Początkowo za naiwność względem męża (a jak się okazuje, mąż ma nie jedną, a dwie kochanki, a może i więcej, kto wie?), a potem za brak zaufania do Marcina. Jest jeszcze Alicja, ale to już zupełnie inna para kaloszy... Krętaczka, oszustka, no po prostu kobieta bez honoru i jakichkolwiek zasad!

"Ale paranoja: żona podwozi narzeczoną męża, kiedy ten zabawia się z kochanką. Hahaha - zaśmiała się, ale gorycz, która w tym śmiechu rozbrzmiewała, była bardzo wyrazista, tak samo jak łzy, które wypełniły jej oczy."

Halinie Kowalczuk udanie wyszło wplecenie w fabułę podhalańskich legend. Zanim zabrałam się za czytanie myślałam, że nie za bardzo te wątki mogą mnie zaciekawić, gdyż raczej wystrzegam się książek z takimi elementami, ale bardzo pozytywnie zostałam zaskoczona. Magia nie przytłacza, w żaden sposób nie przysłania pozostałych istotnych wydarzeń. Najbardziej zaaferowała mnie legenda o Klotyldzie znad Wilczej Polany. 

"Zawsze do jakiegoś przedmiotu dopasowuje się opowieść, baśń. Lubię to, uważam, że to bardzo wzbogaca każdą kulturę."

Książka napisana została prostym językiem, akcja mknie wartko, strony wręcz się pochłania. Tym bardziej, że wyczuwalny jest niepowtarzalny, niemal magiczny, osnuty tajemniczą, nieco mroczną nicią legend, podań i duchów. W zachwycający sposób zostało nakreślone piękno gór, Tatr i Bystrego Potoku oraz gościnność lokalnej społeczności. Nie zabrakło odrobiny humoru, jak chociażby ucieczka Aliny przed baranem Tadziem. Pojawiło się również kilka intymnych scen opisanych naprawdę z dużym wyczuciem i smakiem.

Zakończenie jest niejako baśniowe i zdaję sobie sprawę, że nie każdemu przypadnie do gustu. Dla mnie jest do przyjęcia, gdyż jest w pewien sposób inne niż większość ze względu na niecodzienny udział w nim wilków. Ale nie będę Wam za dużo zdradzać... 

"Dom na wrzosowej polanie" to powieść o zazdrości, ludzkiej pazerności na dobra materialne, nadziei na nową, szczerą miłość i lepsze jutro. To książka, która odziera z pozorów, pokazując jak różne oblicza może mieć jedna osoba. I wreszcie to lektura, która przypomina, że nic nie jest nam dane raz na zawsze oraz że dobro zawsze zwycięża. Polecam!

Za egzemplarz do recenzji dziękuję Wydawnictwu Lucky


sobota, 28 lipca 2018

W cieniu tamtych dni - Magdalena Majcher [przedpremierowo]


Tytuł: W cieniu tamtych dni
Autor: Magdalena Majcher
Wydawnictwo: Pascal
Ilość stron: 368
Ocena: 10/10
Premiera: 1 sierpnia


Mikołaj nigdy nie miał prawdziwej rodziny - matka wyjechała za granicę, kiedy miał kilka lat a ojca nigdy nie poznał. Wychowała go babcia, Emilia - jedyna osoba, która jest mu naprawdę bliska. Kiedy jednak chłopak odkrywa na strychu tajemniczą szkatułkę, okazuje się, że tak naprawdę nic o niej nie wie. Opaska z Powstania Warszawskiego i listy, które nigdy nie zostały wysłane stają się kluczem do poznania tajemnicy, kładącej się cieniem na losach całej jego rodziny...

Co wydarzyło się w życiu Emilii w sierpniu 44?

Kim jest tajemniczy Krzysztof, do którego skierowane były listy?

"Tak wypełniał się los naszego pokolenia. Byliśmy dziećmi tamtego kraju i tamtej epoki. Naszym przeznaczeniem było umrzeć w walce o wolną i niepodległą Polskę."

Tym razem Magdalena Majcher oddała w ręce czytelników powieść zgoła inną, dużo bardziej poważną, bo z historią w tle. Wiedziałam że autorka pisze książkę różniącą się od pozostałych, ale zostałam kompletnie zaskoczona rezultatem, jaki udało się jej osiągnąć. Mam nadzieję, że podobnie jak ja, przyjmiecie ją równie ciepło i pozytywnie.

Nie bez powodu premiera "W cieniu tamtych dni" przypadła na 1 sierpnia. To bardzo ważna data w dziejach Polski. Wówczas miało miejsce Powstanie Warszawskie. W lipcu 1944 r. Warszawa szykowała się do walki, podobnie jak nasza 22-letnia bohaterka Mila. Dziewczyna pełna jest optymizmu, że uda się wypędzić Niemców ze stolicy, wierząca w sen o wolnej w Warszawie.

"Liczyło się tu i teraz. Nie planowaliśmy przyszłości na następne lata, a nawet miesiące. Istotne były tylko najbliższe godziny, a ja wierzyłam, że te przyniosą upragnioną zmianę."

Bohaterowie, jak i sam czytelnik zastanawiają się czy Powstanie Warszawskie było potrzebne? Czy tysiące ludzi na darmo zginęło? Trudno to rozstrzygnąć, ale właśnie w taki sposób, walcząc z ogromną determinacją, Polacy wyrażali swój bunt, sprzeciw i wołanie o pomoc. Lektura skłania do wielu refleksji i pytań o to, czy my również potrafilibyśmy stanąć do walki? Czy mielibyśmy na tyle odwagi? Jednakże autorka unika osądów, nie sili się na patos czy tani sentymentalizm. Pokazuje jak przeszłość i związana z nią przeżyta trauma może kształtować, determinować teraźniejszość kolejnych pokoleń. To za wybory i błędy naszych przodków niejednokrotnie płacimy my, ich potomkowie. Rodzinne tajemnice mają swoje konsekwencje w przyszłości. Czegoś takiego nie sposób wymazać z pamięci. To pozostaje w człowieku na zawsze. Oby nikt z nas nigdy nie musiał być świadkiem takich wydarzeń.

Zawsze, gdy sięgam po powieść z historią w tle, mam pewne obawy czy będę potrafiła wczuć się w dawne realia, czy zrozumiem bohaterów lub czy zwyczajnie książka mnie nie znudzi. Tu jest wręcz odwrotnie. Wszystko jest nacechowane żywymi, prawdziwymi emocjami, które niejednokrotnie wyciskają z oczu łzy, budzą złość na niesprawiedliwość, ludzką niegodziwość i okrucieństwo. I szczerze powiedziawszy, nie spodziewałam się takiej opowieści. Magdalena Majcher ponownie pozytywnie zaskakuje. Nie wiem co ma jeszcze w zanadrzu, ale jestem pewna, że absolutnie nie zawiodę się. 

"Miłość - czy bywa niewłaściwa? Zdecydowanie więcej szkody może wyrządzić jej brak. Kiedy ludzie kochają, starają się być lepsi, nie tylko dla ukochanej osoby, ale też dla całego świata. W czasach, kiedy zło i nienawiść rozpanoszyły się po całej Europie, bardzo potrzebowaliśmy miłości, bo niosła nadzieję i pozwalała zachować człowieczeństwo."

Historia ta boleśnie uświadamia, że każdy z nas powinien poznać przeszłość swojej rodziny, by móc zrozumieć teraźniejszość i tworzyć przyszłość. Wojna zabierała młodość, szybko trzeba było stać się dorosłym. Dlatego historia ta powinna być dla nas lekcją, że niczego nie powinniśmy odkładać na później, bo możemy nie zdążyć zrealizować tego, co byśmy chcieli zrobić lub powiedzieć. 

Autorka stworzyła żywe, naturalne dialogi. Z kolei jeśli chodzi o opisy, to momentami są naprawdę bardzo drastyczne. Odnosi się wrażenie, iż autorka wiernie oddała tamte wydarzenia, zadbała o każdy istotny szczegół. Niezwykle ciężko czyta się tę historię. I bynajmniej nie chodzi tu o styl, jakim jest napisana książka, gdyż pisarka posiada lekkie pióro. Tu po prostu trudno nie przeżywać tego wszystkiego, co opowiada Emilia. Serce ściskało się na to, że dziecko siostry Emilii cierpiało głód, a ranny, młody powstaniec prosił ją o pierwszy i zarazem ostatni w swoim życiu pocałunek. 

Oczywiście nie byłabym sobą, gdybym nie wspomniała o pięknej, starannie dopasowanej do treści szacie graficznej książki. Idealnie oddaje ducha przeszłości, jak i teraźniejszości. 

"W cieniu tamtych dni" to mądra, przejmująca powieść o wydarzeniach, które na zawsze zapisały się w świadomości Polaków. To książka o poszukiwaniu tożsamości, patriotyzmie, błędach, przyjaźni, porywach serca i wielkiej miłości w czasie wojennej zawieruchy, o tęsknocie, bezsilności oraz trudnych rodzinnych relacjach, które zawsze warto spróbować naprawić. Tę historię powinien poznać każdy.




I już na sam koniec, taka refleksja mnie naszła. Dlaczego na lekcjach historii wpajano nam suche daty, miejsca toczących się wojen? Gdyby tak wszystko poprzeć taką opowieścią jak ta z udziałem Mili, z pewnością byłby to mój ulubiony przedmiot w szkole. 




Za egzemplarz do recenzji dziękuję Autorce i Wydawnictwu Pascal