piątek, 11 sierpnia 2017

Wszystkie moje zmartwychwstania - Iwona Małgorzata Żytkowiak


Wszystkie moje zmartwychwstania 
Iwona Małgorzata Żytkowiak
Wydawnictwo: Replika
Liczba stron: 336
Ocena: 9/10

Moje wrażenia:


Rodzina powinna być najważniejszą wartością w naszym życiu. Ale czy tak zawsze jest? Zadaniem rodziny jest kochanie się, wspieranie, rozmawianie ze sobą. Tego wszystkiego zabrakło między bohaterami w najnowszej powieści Iwony Żytkowiak. 

Magda po samotnym dzieciństwie i nieudanym małżeństwie ponownie wychodzi za mąż. Małżonkowie nauczyli się żyć w rutynie, bez namiętności, obok siebie. Czasem u kobiety pojawia się pragnienie przeżycia czegoś więcej, jakiegoś szaleństwa, miłości, ale Magda spycha te tęsknoty gdzieś na dno serca. Całą tę stagnację burzy fakt, że ich siedemnastoletnia córka jest narkomanką. Rodzina w jednej chwili staje przed wieloma wyborami, decyzjami, które jak się później okaże, nie wszystkie będą tymi właściwymi.

"Nauczyłam się żyć bez szaleństwa i emocji. Takie klasyczne "odtąd - dotąd", wszystko w ramach, w normie."

Autorka poruszając temat narkomanii, nie podaje nam gotowego przepisu na to, jak poradzić sobie ze słabościami. To my sami musimy dojść do pewnych wniosków. Córka uciekając w narkotyki, chciała zwrócić na siebie uwagę rodziców, której każdy młody człowiek tak potrzebuje. Miłość, ciepło, zrozumienie - tego jej z ich strony zabrakło. Bardzo było mi żal tej dziewczyny.  

Każda z postaci jest interesująca, prawdziwa i każda ma coś do powiedzenia. Z łatwością można się z którymś z nich utożsamić, odnaleźć cząstkę siebie. Autorka nakreśliła ich w sposób, który pozwala nam poznać ich emocje, myśli i wygląd.       

Największe wrażenie zrobił na mnie portret psychologiczny głównej bohaterki. Obserwujemy jej osobę, jej wszystkie cechy, z wadami i zaletami. Początkowo odniosłam wrażenie, że jest kobietą opanowaną, wręcz pedantyczną, która musi mieć wszystko pod kontrolą. Jednak wraz z upływem stron, coraz bardziej zmieniał mi się jej obraz. Okazała się być kobietą wrażliwą, mającą marzenia, pragnącą od życia czegoś więcej. Z jednej strony wzbudzała we mnie litość i współczucie, ale z drugiej złościła mnie. Sama wiedząc jak samotne było jej dzieciństwo, które odcisnęło na niej swoje piętno, to samo funduje swojej córce. Czy uda się jej naprawić te relacje? I czy miłość i szczęście są jeszcze dla niej? 

"Troje ludzi w jednym domu. Każde z nas miało swoją nazwę - rolę wyznaczoną przez odwieczne prawa - matka, ojciec, córka. Mąż i żona. Co z tego wynikło dla nas?"

Książka została napisana barwnym językiem, co przełożyło się na sugestywne opisy. Ciekawa drugoosobowa narracja to coś, co w tej powieści zaskoczyło mnie chyba najbardziej. Nie znajdziemy co prawda nagłych zwrotów akcji, ale dzieje się naprawdę sporo.  Z książki bije ogromny smutek. Tu nie ma miejsca na humor, jedynie na końcu powiało lekko nadzieją na lepsze jutro.   

Iwona Żytkowiak stworzyła powieść wiarygodną, odważną i wymagającą, która zmusza czytelnika do wielu przemyśleń i refleksji. Nie można czytać jej z rozpędu, tu trzeba zatrzymać się, zastanowić nad poszczególnymi wątkami.

"Wszystkie moje zmartwychwstania" to powieść o trudnych relacjach rodzinnych - tych małżeńskich i rodzicielskich - o uzależnieniu od narkotyków i samotności wśród bliskich. To książka z przesłaniem, by mądrze, dobrze i w pełni znaczenia tego słowa żyć. 


3 komentarze:

  1. Lubię takie ambitniejsze i mocne książki. To tytuł z pewnością dla mnie :)
    Pozdrawiam,
    Subiektywne Recenzje

    OdpowiedzUsuń
  2. Widzę, że to lektura dla mnie :)

    OdpowiedzUsuń
  3. Piękna, wartościowa proza.

    OdpowiedzUsuń