poniedziałek, 17 października 2016

Dziecko last minute - Natasza Socha




Dziecko last minute
Cykl: Matki, czyli córki (tom 2)
Natasza Socha
Wydawnictwo: Pascal
Liczba stron: 352
Ocena: 10/10


Nota wydawcy:
Kalina ma 46 lat i jest w ciąży z mężczyzną, którego poznała zaledwie kilka tygodni temu. Nieodpowiedzialność? Kryzys wieku średniego? A może późne macierzyństwo jest najpiękniejsze - jak wakacje last minute, nieplanowane, pełne niespodzianek i zaskakujących zwrotów akcji? 

Życie głównych bohaterów zostaje wywrócone do góry nogami - niepokój miesza się ze szczęściem, rodzinne relacje zmieniają się na zawsze, a byli partnerzy nie powiedzieli jeszcze ostatniego słowa... Dziecko last minute to druga (po Hormonii) część serii Matki, czyli córki - opowieści o nie zawsze łatwych związkach, ukrytych pretensjach, ale też różnych wcieleniach miłości, którą po prostu trzeba umieć dostrzec. 


Moja opinia:

Nie czytałam pierwszej części serii "Matki, czyli córki" noszącej tytuł "Hormonia", ale to w niczym mi nie przeszkadzało. Bez przeszkód można czytać bez znajomości poprzedniego tomu. Otrzymałam ogromną dawkę emocji, jakich się zupełnie nie spodziewałam. Pojawiło się rozbawienie, empatia, współczucie, złość i irytacja. To nie jest kolejna schematyczna opowieść z happy endem. Tu jest prawdziwość, realizm zarówno w postaciach, jak i wydarzeniach. 

Autorka podejmuje temat późnego macierzyństwa. Główna bohaterka Kalina zachodzi w ciążę w wieku 46 lat, można powiedzieć, że w ostatnim momencie. Dlatego "last minute" w tytule ma tu swoje uzasadnienie. Późne macierzyństwo jest dla Kaliny trudne, staje przed wieloma dylematami, gdzie niepokój miesza się ze szczęściem. Tu ciąża pokazana jest nie jako sielanka, jaką znamy z reklam. I mimo, iż dziecko Kaliny kochane jest od pierwszej chwili, to oprócz radości przynosi jej również lęk, nieustające nudności, zgagę, stan przedcukrzycowy, a jakby tego było mało, nietaktowne uwagi otoczenia czy nawet brak wsparcia u własnej matki. Obserwujemy trud bycia w ciąży, zarówno zdrowotny, jak i psychiczny. 

Mimo iż w "Dziecku last minute" poruszane są trudne sprawy, to nie zabrakło czarnego humoru sytuacyjnego i odrobiny autoironii. Cięte riposty wprawiały mnie w szaleńczy śmiech.

"W codziennym życiu, szarym i dość nijakim, tanie romanse sprzedają się równie dobrze jak kiedyś cukier na kartki, a dzisiaj kasza jaglana."

Postacie zostali wykreowani niezwykle barwne. Za ich sprawą widzimy jak kłamliwi, dwulicowi, przebiegli i złośliwi potrafią być ludzie. Denerwujące było to, że zarówno Kosma, jak i Kalina nie potrafili być asertywni. Nie umieli zdobyć się na odmowę byłemu partnerowi, co prowadziło do tego, że psuły się ich relacje z obecnymi partnerami. Najbardziej zaskoczył mnie Kosma. Wielką przyjemnością było obserwowanie jak zmienia się w odpowiedzialnego i wspierającego partnera, który służy wiedzą i pomocą w zakresie ciąży, połogu i wychowania dziecka. W tych jego staraniach i przygotowaniach do tego ważnego wydarzenia, była dla mnie najprawdziwszą komedią. Po prostu boki zrywać! Ale i mężczyźni w prawdziwym życiu mogliby brać z niego przykład, bo zazwyczaj cały trud macierzyństwa spoczywa na barkach kobiety.

"Żaden mężczyzna nie pozostanie obojętny na takie starania, nawet jeśli chwilowo kocha inną kobietę. Mężczyźni są wzrokowcami, a im bardziej coś im się podoba, tym chętniej na to patrzą. A im częściej patrzą, tym silniej pragną tego dotknąć. A już kiedy dotkną, to chcieliby również posiąść. To prosty mechanizm, który rozumie każda kobieta. Na szczęście nie każda potrafi go wykorzystać."

Powieść obfituje w zaskakujące zwroty akcji, wychodzą na jaw rodzinne tajemnice, które będą bezpośrednio dotyczyć głównej bohaterki, ale nic więcej nie zdradzę, aby nie psuć Wam zabawy. Emocje kipią zarówno z samych bohaterach, jak i w czytelniku, cały czas coś się dzieje, więc nie ma czasu na nudę. A finał... powiem tylko tyle, że mocno szokuje. 

"Mój nastrój nadal tańczy rock and rolla. Są dni błogie i pełne wewnętrznego spokoju. Są noce, podczas których budzę się i pytam samą siebie: czy to się nigdy nie skończy? A może tak jest lepiej? Może ciąża powinna trwać jeszcze dłużej, a dziecko przyjść na świat dopiero wtedy, gdy miną wszelkie wątpliwości? Choć pewnie w takiej sytuacji wiele dzieci siedziałoby w brzuchu po kilka lat."

I jeszcze nie sposób nie wspomnieć o cudownej rozczulającej okładce. Po prostu oczu od niej nie można oderwać.

Bardzo cieszę się, że mogłam przeczytać tę książkę, kiedy przez nasz kraj przetacza się ogólnonarodowa debata o macierzyństwie, odpowiedzialności, aborcji, prawie wyboru kobiety. Powieść Nataszy Sochy jest więc w tej chwili na czasie, a i myślę że i w przyszłości nie jeden raz będziemy powracać do tego tematu. 

Byłam przygotowana na cukierkową opowieść, a dostałam coś zupełnie innego, dającego do myślenia. Czytając odczuwałam pewien niepokój, bo czas macierzyństwa wciąż jest jeszcze przede mną. Uświadomiłam sobie, że ciąża to nie tylko czas błogosławieństwa, ale i czas poświęceń oraz wielu trudów z nim związanych.   


Za możliwość przeczytania książki bardzo dziękuję Autorce i Wydawnictwu Pascal




3 komentarze:

  1. Muszę w końcu zapoznać się z twórczością tej autorki. Dotąd czytałam tylko "Awarię małżeńską", którą Socha napisała razem z Magdaleną Witkiewicz. Teraz chcę przeczytać coś wyłącznie tej autorki :)

    OdpowiedzUsuń
  2. Bardzo lubię tę autorkę, a szczególnie jej "Rosół z kury domowej" :) "Hormonię" oraz "Dziecko last minute" mam już na swojej półce i obie tylko czekają, żeby je przeczytać.

    OdpowiedzUsuń
  3. Świetna analiza, zwłaszcza dotycząca bohaterów. Jestem zachęcona do czytania na 100% :)

    OdpowiedzUsuń