niedziela, 31 lipca 2016

"Jeszcze żyję..." Joanna Tlałka-Stovrag (Serca, które czują tak samo)


Jeszcze żyję... 
Joanna Tlałka-Stovrag
Wydawnictwo: Branta
Liczba stron: 168
Ocena: 10/10
  
Nota wydawcy: 
Prawdziwa, wzruszająca historia dwojga młodych ludzi - dziewczyny z Krakowa i chłopaka z Sarajewa. Bohaterowie tej opowieści, wbrew wielu przestrogom i przeciwnościom - bo ona katoliczka, a on muzułmanin, walczyli o uczucie. To historia o miłości, rozłące, nadziei i wojnie. Tragizm wojny na Bałkanach nie został tu przedstawiony poprzez świat fikcji, jest realny, a przez to bliski każdemu człowiekowi.Ich losy zainteresowały kiedyś Waldemara Milewicza - legendę polskiego dziennikarstwa - który nakręcił o nich film. Teraz oni na kartach tej książki wspominają jego. Lektura dla młodszego i starszego pokolenia, którą czyta się jednym tchem.Autorka - Joanna Stovrag - jest tłumaczką języka chorwackiego, bośniackiego i serbskiego. W czasie wojny na Bałkanach towarzyszyła Waldemarowi Milewiczowi jako tłumacz w wyjazdach organizowanych przez TVP.


Moja opinia:  

"Serca, które czują tak samo, z czasem stają się jednym głosem."

Są takie książki, które bardzo ciężko ocenić, bo jak można oceniać czyjeś życie? Kto ma do tego prawo, jak nie sama autorka, która to wszystko przeżyła?

Czy dwoje młodych studentów - katoliczki z Krakowa i muzułmanina z Sarajewa - może być razem mimo dzielących ich różnic kulturowych i religijnych? Przekonajcie się o tym czytając tę książkę. 

To opowieść, którą napisało samo życie, o wielkim uczuciu, które miało swój początek w barwnym, wielokulturowym Sarajewie - wówczas było to miasto dialogu, miasto o wyjątkowej tolerancji i poszanowania inności i zrozumienia, gdzie dzielono się wspólnymi wartościami, wyciągano do innych dłoń, gdzie mosty łączyły, a nie dzieliły. Obok siebie żyli Chorwaci, Serbowie, Muzułmanie, Żydzi, Cyganie, wyznawcy różnych religii. Jednak od tego czasu wiele się zmieniło... Dzięki tej lekturze możemy poznać przeszłość i kulturę Bośni, a także byłej Jugosławii. Widzimy jak zmienili się ludzie i miejsca, oraz to, co zostało po wojnie.

O wojnie na Bałkanach słyszał chyba każdy z nas, ale trudno zrozumieć i pojąć jej tragizm oglądając jedynie migawki w dziennikach telewizyjnych. Wiele osób nie orientowało się, ani nadal niestety nie orientuje się, dlaczego wojna w Bośni i Hercegowinie w ogóle wybuchła. Niektórzy dziennikarze nawet nie próbowali wytłumaczyć opinii publicznej, o co w tej wojnie tak naprawdę chodzi i na czym polegał konflikt na Bałkanach. Kto jest odpowiedzialny za tę wojnę? Ja sama tak naprawdę niewiele wiedziałam o tym konflikcie, którego skutki trwają do dziś. Wydaje się, że te sprawy zawsze będą aktualne. Tu mamy opowiedziane to, co się tam działo w sposób niezwykle przejrzysty i przystępny, z perspektywy zupełnie innej niż przedstawiano to w telewizji, bo z perspektywy kogoś, kto to wszystko przeżył, widział na własne oczy i nie traktował jak kolejną wojnę.  

"Przecież Sarajewo jest najbardziej wymieszanym narodowościowo miastem na świecie, ale równocześnie najbardziej tolerancyjnym miejscem na ziemi. Przecież tam jest najwięcej mieszanych małżeństw, a bośniaccy Serbowie od wieków mieszkają w tych samych domach z bośniackimi Chorwatami czy bośniackimi Muzułmanami. Tam się nic złego nie może wydarzyć." 

Wojna rozdzieliła dwoje kochających się ludzi. Joanna została w Krakowie, zaś jej przyszły mąż został wcielony do armii, gdzie walczył w Sarajewie. Jednak Joanna na swej drodze spotykała wielu wspaniałych, życzliwych ludzi, którzy wykazali się bezinteresowną pomocą w kontaktach z ukochanym. Tymi osobami byli m.in. Konstanty Gebert, Wojciech Tochman czy legenda polskiego dziennikarstwa - Waldemar Milewicz, który jest mi znany, bo urodził się w Dobrym Mieście, w którym sama mieszkam. Pamięć o nim jest jeszcze żywa, warto pamiętać takie osoby. Wspaniała postać, która poniosła śmierć w wyniku zamachu bombowego w Iraku w mieście Latifijja. Dodam, że Milewicz nakręcił film dokumentalny o bałkańskiej miłości głównych bohaterów. 

"Jeszcze żyję i wierz mi, że Ty jesteś tą, która pomaga mi to wszystko przetrwać."

Osobiście nawet nie jestem w stanie wyobrazić sobie, jak ciężką próbę musiał przejść związek Joanny i Seja (Seada). Wojna, odległość, narastające trudności... podziwiam desperację, upór i siłę Joanny, że potrafiła walczyć o to, co kochała. Ja sama nie wiem, czy w takim obliczu sytuacji, miałabym tyle hartu ducha, aby tak walczyć. Ale na takie uczucie warto czekać, choćby i całe lata niepewności. Im się udało, mimo przeciwności losu, jakie stawiło im na drodze życie. Najważniejsze wrażenie zrobił na mnie opis niezwykle uporczywych starań Joanny o nawiązanie kontaktu w uwięzionym w oblężonym Sarajewie narzeczonym, niebezpieczna wyprawa do zablokowanego miasta i ślub w wojennych warunkach. 

"Ja sobie do końca z wszystkiego nie zdawałam sprawy. Byłam zakochana i tylko to dla mnie się liczyło. Ale widziałam, jak Sejo jest zdenerwowany. Szliśmy ulicą, a on cały czas się rozglądał, zastanawiając się, z której strony grozi nam niebezpieczeństwo. Po ślubie przyjaciele chcieli zrobić nam kilka zdjęć. Ale on cały czas powtarzał – szybciej, szybciej – bo kilka osób stojących w jednym miejscu mogło być świetnym celem dla snajpera. Podobnie było podczas naszego „wesela”. Żeby nikt nie zobaczył, że w domu jest grupka osób, musieliśmy szczelnie zasłonić firanki." 

Autorka zaskoczyła mnie bezpośrednim, prostym i łatwym w odbiorze językiem, ale jednocześnie mocnym w przekazie. Nie ma tu przerysowanych opisów, wszystko jest tak, jak należy, wszystko jest po coś. Sama historia miłosna została napisana pięknie, naturalnie, z wielką czułością, bez zbędnych wulgaryzmów, bez naciągania.   

Książka opatrzona jest licznymi zdjęciami, gdzie w tle widać zniszczenia i prawdziwy obraz wojny.

Książka o niewielkiej objętości, ale ogrom emocji, jaki został w niej zawarty, aż trudno w to wszystko uwierzyć i ogarnąć. Książka wywarła na mnie wielkie wrażenie, tym bardziej że jest to prawdziwa historia. To piękna, wzruszająca opowieść o dążeniu do realizacji marzeń, o triumfie miłości, której realizację pokrzyżowała bezsilność i strach w obliczu wojny na Bałkanach. Takie książki są nam bardzo potrzebne w dzisiejszych czasach. W czasach nietolerancji, zagrożeń terrorystycznych, konfliktów zbrojnych. Wygrała miłość, przegrała nienawiść - i bardzo chciałabym, aby zawsze tak wszystkie mniejsze i większe konflikty się kończyły. 

Widać że książka została napisana sercem, i tak też trzeba ją czytać, z wielką uwagą i zaangażowaniem. Wypatrujcie jej w księgarniach, bo jest planowane jej wznowienie lub szukajcie w bibliotekach:
https://w.bibliotece.pl/407239/Jeszcze+%C5%BCyj%C4%99...

Dodam iż na okładce widnieje Mostar - znany w Mostarze budynek, zniszczony w czasie wojny. 

Joanna Tlałka-Stovrag – rodowita krakowianka, ukończyła slawistykę na Wydziale Filologicznym Uniwersytetu Jagiellońskiego, z zawodu i zamiłowania zajmuje się przekładem i nauczaniem języków słowiańskich; od kilkunastu lat jest tłumaczem przysięgłym języków: chorwackiego, bośniackiego i serbskiego; pracowała jako pilot wycieczek zagranicznych. W czasie wojny na Bałkanach towarzyszyła Waldemarowi Milewiczowi jako tłumacz w wyjazdach organizowanych przez TVP; współautorka przewodnika turystycznego "Chorwacja", który po sukcesie na polskim rynku ukazał się w Czechach, oraz "Słownika pisarzy świata". Obecnie pracuje nad kolejną powieścią, ale tym razem nad fikcją literacką, osadzoną w krajach nad Adriatykiem oraz w Krakowie.

A tu możecie posłuchać piosenki "Sarajevo" J. Nohavicy, w wykonaniu Michała Łanuszki, która to idealnie oddaje klimat i losy bohaterów tej opowieści:




Za możliwość przeczytania książki dziękuję Autorce.


4 komentarze:

  1. Myślę, że każdy, kto przeczyta recenzję, sięgnie po książkę. Recenzja jest bardzo zachęcająca. Jest piękna! Piękna, bo piękna i piękna, bo profesjonalna. Dotknęła Pani chyba każdej ważnej rzeczy. Od treści, przez ideę, po formę i wrażenia, i osobiste przemyślenia. Mnie się podoba podkreślenie prostego języka. Prosty język to - w dzisiejszym świecie- komplement dla autora. Kiedy większość sili się na szokującą, często niepotrzebną oryginalność, napisać książkę prosto i normalnie, to jest wyzwanie.
    Czasami "chodzę" po blogach, także literackich. Pani blog mnie zauroczył. Jest taki "czysty i przejrzysty". Zna pani książki i kocha. I potrafi o nich pisać. Właśnie tak prosto i trafnie. I z sercem. I z dobrym warsztatem. Gratuluję!
    Danuta Gajewska

    OdpowiedzUsuń
  2. Dziękuję bardzo Pani Danuto, to dla mnie wielki komplement. Ale dodam, że ja dopiero uczę się recenzować książki, gdzie mi do najlepszych, do tych, co naprawdę robią to zawodowo, profesjonalnie... :)

    OdpowiedzUsuń
  3. Recenzja przepiękna. Idealnie oddałaś esencję tej powieści.

    OdpowiedzUsuń