poniedziałek, 10 października 2016

Nieobecna - Agnieszka Olejnik


Nieobecna
Agnieszka Olejnik
Wydawnictwo: Czwarta Strona
Liczba stron: 350
Ocena: 10/10



Nota wydawcy:
Dwie bliźniaczki, Julia i Julita, prowadzą osobliwą grę: zamieniają się ubraniem, zmieniają makijaż i fryzurę, żeby przejąć tożsamość tej drugiej.

Julita jest beznadziejnie zakochaną singielką, która pragnie stabilizacji i rodzinnego ciepła.

Julii na pozór niczego nie brakuje, żyje otoczona luksusem, z własną gosposią i ogrodnikiem. Ma męża i syna, ale niestety jej życie pozbawione jest miłości… Męża traktuje przedmiotowo, a synem niemal wcale się nie interesuje.

Julita często odwiedza Julię i zajmuje jej miejsce, opiekując się siostrzeńcem, podczas gdy Julia spotyka się z kochankami. W ten sposób obie znajdują szczęście i spełnienie. Do czasu. W trakcie jednej z tych osobliwych zamian Julia i jej kochanek zostają znalezieni martwi. Wszyscy są przekonani, że zginęła jej siostra… Do czego doprowadzi skradziona tożsamość?

Najnowszy kryminał Agnieszki Olejnik to pełna niepokoju historia sióstr, które przekroczyły dozwolone granice.


Moja opinia:

Tym razem Agnieszka Olejnik oddała nam w ręce thriller z wątkiem kryminalnym i bogatym studium psychologicznym, czym mnie mocno zaskoczyła. Wcześniej były to powieści obyczajowe i młodzieżowe, więc tym bardziej moja ciekawość sięgała zenitu. 

"Po raz pierwszy nie było jej i zrozumiałam, że już nie będzie. Teraz jestem ja, siostrzyczko. I mam zamiar poukładać sobie wszystko, zamierzam być szczęśliwa. Oszukiwałaś mnie, zabierałaś mi to, czego pragnęłam, co było dla mnie ważne? Teraz ja będę oszukiwać. Nie zrobię nikomu krzywdy, nie, przecież nie jestem tobą. Po prostu wezmę sobie to, co stało się niczyje. Wezmę to, co było twoje. Przykro mi, nieobecni tracą."

Pomysł na fabułę z motywem zamiany żyć jest genialny i w pełni przez autorkę wykorzystany. Przystępując do czytania zastanawiałam się czy, gdy miałabym bliźniaka, czy nie wykorzystywałabym sytuacji dla własnych celów i korzyści? Czy choć na jeden dzień nie chciałabym zamienić się z nim tożsamością? Jest to niezwykle kuszące, ale konsekwencje z tego płynące mogłyby być nieodwracalne. A jak było w przypadku bohaterek "Nieobecnej", której jedna z sióstr przejmuje życie drugiej? Czy wszystko poszło po jej myśli? O tym już musicie przekonać się sami. Ale gwarantuję Wam, że przeżyjecie tę historię równie mocno jak ja.   

Książka przeraża tym, jak nieobliczalna potrafi być ludzka natura. Jak często zakładamy "maski" udając kogoś innego. Autorka doskonale nakreśliła bliźniaczki pokazując co je dzieliło, ale też jak wiele miały ze sobą wspólnego. Obserwujemy ich odmienne myśli, uczucia, potrzeby i zachowania. Pokazała jak odkrywanie prawdziwego oblicza bliskiej nam osoby jest niezwykle trudne, które przynosi ból i cierpienie. Postaci drugoplanowe również są wyraziste i odgrywają ważną rolę w opowiedzianej historii. 

"Wykorzystana, oszukana, zdradzona. Podwójnie. Po stokroć." 

Dużym zaskoczeniem było dla mnie to, że pani Agnieszka pokazała się w zupełnie nowej odsłonie, bo przedstawiła tym razem seks jako perwersyjny, a nie jak dotąd jako czuły. 

Autorka konsekwentnie buduje napięcie, gra na naszych uczuciach, a wątki zapętla w sposób, który nie pozostawia czasu na nudę. Tę książkę nie tyle się czyta, co przeżywa. I to całym sobą, ze skrajnymi emocjami, nie dowierzając w to, co czytamy. Przenika nas na wskroś. Pojawia się tajemnica, niepokój, elektryzujący strach, zagrożenie, namiętność. Ale oprócz mrocznych elementów, nie brak też uśmiechu, wzruszenia i nadziei na lepsze jutro.

Lektura "Nieobecnej" skłania do refleksji i zastanowienia się nad tym, czy na pewno żyjąc życiem kogoś innego, czulibyśmy się lepiej? Wywołuje mnóstwo emocji zarówno tych negatywnych, jak i pozytywnych. Wciąga, ekscytuje i intryguje. Polecam fanom kryminału, jak i powieści obyczajowej. 


piątek, 7 października 2016

Chwast - Iwona Banach


Chwast
Iwona Banach

Wydawnictwo: Zysk i S-ka
Liczba stron: 223
Ocena: 8/10













Nota wydawcy:

"Chwast" to mocny, wyrazisty tekst debiutującej pisarki, Iwony Banach.

W wykreowanym w powieści świecie nie ma łatwych rozwiązań, nie ma miejsca na banalne sprawy. To książka prawdziwa do bólu, gryząca. A jednak w tym świecie jest także miejsce dla nadziei na lepsze jutro, na lepsze "potem".



Moja opinia:

To moje pierwsze spotkanie z prozą Iwony Banach. Biorąc do ręki "Chwast" tak naprawdę nie miałam pojęcia z czym będę miała do czynienia. Przyznam, że trochę się tej książki obawiałam. Ale czy słusznie? O tym dalej.

Otrzymałam książkę, która wzbudza wiele emocji i stawia szereg pytań. Kim jesteśmy? Ile warte jest nasze życie? Czym jest nadzieja? Jak zachowujemy się, gdy napotkamy na przeciwności losu? Czy zawsze  potrafimy docenić drugiego człowieka niezależnie od przeszkód? Zmusiło mnie to niejednokrotnie do zastanowienia się nad powyższymi aspektami życia.

W książce dzieje się naprawdę sporo, nie ma czasu na nudę. Mamy tu poruszony problem zniechęcenia, depresji, myśli samobójczych, znieczulicy społecznej, wyobcowania, molestowania seksualnego, aborcji, choroby. To ciężkie i trudne, ale interesujące tematy. Autorka pokazuje jak różne są ludzkie zachowania w obliczu tak poważnych spraw.

"Bo człowiek boi się niewiadomego, nawet jeżeli żyje w piekle, woli znane piekło od nieznanego raju."

Książka jest bardzo klimatyczna. Na początku nie wiedziałam dlaczego tytuł nosi nazwę akurat "chwast", ale wszystko się wyjaśnia, kiedy zostaje ujawniona okrutna prawda. Tym chwastem jest dziewczynka nazwana "ludzkim chwastem" tylko dlatego, że jest inna, upośledzona. Ale dla mnie tym chwastem powinien być Michał i jego mamuśka. Ale o tym za chwilę.

Duże wrażenie zrobiła na mnie historia Hanny, która miała trudne dzieciństwo i młodość, a na domiar złego jest poniewierana, zaszczuta, poniżana, odarta z poczucia własnej wartości, z prawa do bycia człowiekiem, z prawa do własnego zdania, myśli i uczuć. A to wszystko za sprawą tyrana jakim jest jej mąż Michał. I jakby tego było mało, jest jeszcze teściowa z piekła rodem, która również swoje dokłada. Ukojenie swojej zbolałej duszy znajduje w upośledzonej córce, której bezgranicznie się oddaje. Wszystko się zmienia, cała ta jej gehenna, gdy bohaterka dowiaduje się, że zostało jej zaledwie niecałe trzy miesiące życia.  

"Nagle dowiadując się, że umieram, przestałam bać się żyć."

Wreszcie postanawia coś zrobić, zmienić w swoim życiu, ale to, co zaplanowała... zdradzę, że będzie naprawdę mocne. To co spotkało Hannę i cały ten ogrom jej cierpienia jest dla mnie niewyobrażalny. Nie mieści mi się w głowie, że można być aż tak podłym, okrutnym, nieczułym.    

"Życie to nie jest rozbita szklanka. Tego się nie da kupić."

Jeśli miałabym wskazać jakieś minusy to to, że autorka wielokrotnie stosuje powtórzenia tych samych zdań wypowiadanych przez Hannę - może to lekko irytować, ale nie na tyle, aby zaniechać do lektury. Drugą rzeczą jest to, że pod koniec fabuła zwalnia tempo - tu przydałoby się trochę podkręcić akcję.

A co do okładki, jest nijaka, ale dekadę temu takie właśnie one były. Chociaż z drugiej strony... może mniej znaczy więcej? Ale jak to mówią: "nie oceniajmy książki po okładce" w tym przypadku sprawdza się w stu procentach. Zawartość zrekompensuje nam to z nawiązką. 

Po lekturze "Chwastu" odnoszę wrażenie, że autorka chciała obudzić w nas jakby czujność, abyśmy dostrzegali wołanie o pomoc, bo być może gdzieś obok nas dzieje się zło. Nie bądźmy obojętni i nie przymykajmy oczu na ludzką krzywdę.

Powieść mądra, ważna, dosadna, prawdziwa, przepełniona bólem i cierpieniem, ale gdzieś tam głęboko dająca nadzieję. Bardziej wrażliwe osoby mogą mieć z nią pewne problemy, bo wręcz aż wprowadza w stan melancholii, przygnębienia, smutku, wzruszenia. Męczy duszę i sumienie. Niemniej jednak polecam.  



Za możliwość przeczytania książki dziękuję Autorce.


środa, 5 października 2016

Dzień cudu - Wioletta Sawicka


Dzień cudu
Wioletta Sawicka
Wydawnictwo: Prószyński i S-ka
Liczba stron: 464
Ocena: 10/10


Nota wydawcy: 
Czasem trzeba prawie umrzeć, by zacząć żyć na nowo.
Pewnej nocy los na drodze Piotra stawia Hankę. Ratuje jej życie i czuje się za nią odpowiedzialny. Hanka początkowo jest nieufna, powoli otwiera się przed Piotrem. 
Skrajnie różni, a potrzebni sobie. Ona z bagażem trudnych doświadczeń i piętnem śmierci, on niedoceniony z porażającą niemocą twórczą. Zawierają układ. On jej pomoże wymyślić sposób by mogła odejść na swoich warunkach, a w zamian zyska temat na książkę. Hanka sporządza listę marzeń, które chciałaby zrealizować przed śmiercią.
Każdy dzień z Piotrem dla Hanki to dzień cudu.  



Moja opinia: 

"Od dziś będziemy mieszkać tam we trójkę. Mój mąż, ja i rak. Rak należy tylko do mnie. Mój mąż jeszcze nie wie, że ma konkurenta."

Czytając opis "Dnia cudu" ani chwili nie zastanawiałam się nad tym, aby sięgnąć po tę powieść. Gdybym tego nie zrobiła, nie wiedziałabym jak wiele tracę.

Gdy w wieku zaledwie dwudziestu pięciu lat nasze życie się kończy, chciałoby się krzyczeć. No bo jak to? To już? Przecież mając tyle lat, człowiek nawet na dobre nie zacznie żyć. Nierzadko wiemy kim jesteśmy, co chcemy w życiu osiągnąć... Gdy Hanka dowiaduje się, że ma nieuleczalny nowotwór pnia mózgu, jej całe życie wywraca się do góry nogami. W jednej chwili cały jej świat przewartościowuje się. Dzieje się to za sprawą jej najbliższych, ale i samej siebie. Zamyka się w sobie, odgradza od innych murem nie do przebicia. A jakby tego było mało, mamy tu do czynienia z bolesną przeszłością Hanki związaną z wielokrotnymi bolesnymi zawodami i rozczarowaniami doznanymi ze strony jej najbliższych, od których nie zaznała miłości. Kolejny raz widzimy, jak ogromne znaczenie na przyszłość ma to, co dzieje się w dzieciństwie.  

"Są słowa, które ranią, ale są też takie, których brak boli najbardziej. Ja nigdy nie usłyszałam tego ani od matki, ani od ojca. Nie było ich na to stać. Na to jedno, jedyne słowo. Przez to jestem kaleką."

Dużo zmienia się w życiu naszej bohaterki, gdy sporządza listę marzeń oraz podpisuje pewien pakt z czterdziestoletnim byłym policjantem Piotrem. Ale czy uda się go zrealizować? Tego oczywiście nie zdradzę. Powiem tylko tyle, że sprawy mocno się skomplikują. 
"Razem ze mną biegnie mój rak. Jesteśmy już złączeni ze sobą aż do śmierci, stanowimy jedność jak jin i jang, awers i rewers tej samej monety. Ja nie mogę istnieć bez niego, on żywi się mną... Będę tańczyć chocholi taniec w rytm jego muzyki."

Autorka w sugestywny sposób przedstawiła nam poszczególne etapy po diagnozie choroby, jakie musi przejść Hanka. Tu każda sekunda, słowo, gest, mają zwielokrotnione znaczenie. Obserwujemy żal, rozpacz, niezrozumienie. A w tle tego wszystkiego pojawia się również subtelny wątek miłosny.  

"Mój rak miał mnie. Kochał mnie tak samo mocno, jak ja go nienawidziłam."

Zakończenie mocno mnie zaskoczyło. Spodziewałam się zupełnie innego, ale to chyba dobrze, bo to niesie w sobie przesłanie, że tak naprawdę nic nas nie ogranicza jeśli chodzi o marzenia. Marzmy i spełniajmy nasze marzenia, bo tylko od nas samych zależy czy będziemy szczęśliwi. Wykorzystujmy każdą chwilę najmocniej jak się da, nie trwońmy niepotrzebnie życia na głupoty, szkoda czasu.


"Za bardzo bałam się przeszkód, by wcześniej je uwolnić. Teraz raptem wszystko się przewartościowało. Przekonałam się, że nie wolno stawiać granic swoim marzeniom. Powinny zawsze je przekraczać. Gdyby to ode mnie zależało, do siedmiu grzechów głównych dopisałabym ósmy, grzech zaniechania. Jest dużo bardziej niewybaczalny niż cała reszta. Gdyby życie było spowiednikiem, nie dostałabym rozgrzeszenia. Za dużo przepuściłam między palcami i prawie wszystko mi umknęło."

Narracja z punktu widzenia dwójki głównych bohaterów - Piotra i Hanki - jest bardzo dobrym i trafnym zabiegiem. Lubię mieć wgląd w myśli, uczucia i życie danego bohatera, i tym samym lepiej zrozumieć co nim kieruje w danej sytuacji. Język jest prosty, plastyczny. Wszystko jest po coś, ma swoje znaczenie, nic nie jest naciągnięte czy przekombinowane.

Pokochałam Hanię i Piotra - no bo jak nie można? Niby historia choroby jakich wiele, ale dla mnie to coś więcej. Zakończenie tej historii rozwaliło mnie totalnie. Płakałam, płakałam, płakałam... Dawno książka nie wywołała we mnie aż takich emocji. 

Powieść mądra, wyjątkowa, wzruszająca, smutna, melancholijna, przygnębiająca o przyjaźni, miłości, dojrzewaniu do przemiany i pogodzeniu się z tym, co nieuchronne. Przepełniona wielkim bólem i cierpieniem, gdzie pojawia się patologia, odrzucenie, poczucie osamotnienia, depresja. Wioletta Sawicka oczarowała mnie swoim ciepłym, płynącym z serca słowem. Dajcie się skusić, a na pewno nie pożałujecie.


  

poniedziałek, 3 października 2016

Nieszczęścia chodzą stadami - Agata Przybyłek


Nieszczęścia chodzą stadami
Cykl: Nie zmienił się tylko blond (tom 2)
Agata Przybyłek
Wydawnictwo: Czwarta Strona
Liczba stron: 372
Ocena: 9/10



Nota wydawcy:
Halina, matka Iwonki – bohaterki znanej z „Nie zmienił się tylko blond” – nie może pogodzić się z wyprowadzką córki oraz wnuków z domu. Lekarstwem na złe samopoczucie starszej pani ma okazać się przyjazd jej córki chrzestnej – Martusi. Dziewczyna wraca do Sosenek po kilku latach pobytu w Anglii. Przywozi ze sobą dwójkę dzieci: kilkuletnią Marysię i trzymiesięcznego Krzysia.

Kiedy Halina odkrywa, że chłopiec jest czarnoskóry, robi wszystko, by nie dowiedział się o tym żaden mieszkaniec wsi i … żeby chrześnica jak najszybciej wyprowadziła się z jej domu. Starsza pani każe usunąć wszelkie „luksusy”, zarządza cowieczorne wyłączanie prądu, karmi Martusię zdrowym, prostym jedzeniem (czytaj: głodzi). Brzmi tragicznie? Niekoniecznie!

„Nieszczęścia chodzą stadami” to najzabawniejsza kobieca powieść!

Los uśmiecha się do tego, kto się śmieje. Zwłaszcza, jeżeli pomogą przyjaciele, a właściwie ten jeden przyjaciel, który z czasem zaczyna być kimś więcej…


Moja opinia:

Czy zdarzyło się Wam powiedzieć, że nieszczęścia chodzą parami, a stadami? Bo tu z takimi właśnie będziemy mieli do czynienia. 

"... Zna pan takie powiedzenie, że nieszczęścia chodzą parami? W mimo przypadku to już chyba stada..."

Autorka w wiarygodny sposób przedstawiła nam portret zagubionego we współczesnym świecie młodego pokolenia. Wciąż szukamy, nie wiemy kim tak naprawdę jesteśmy, kim chcemy być. Mamy tu poruszony temat potrzeby poczucia bezpieczeństwa, wzorców wyniesionych z domu, pragnienia miłości, przynależności czy takiej zwykłej ludzkiej bliskości.

"... Musiała wrócić do źródeł, by móc płynąć dalej wolna od całego brudu, który przypałętał się do niej po drodze..." 

Agata Przybyłek w bardzo realistyczny sposób nakreśliła nam społeczność na polskiej wsi. Pokazała ich mentalność, strach przed tym, co inne i obce, plotki, wścibstwo, gdzie każdy wie o każdym wszystko, gdzie nie ma anonimowości.

Pojawia się mnóstwo humoru zarówno sytuacyjnego, jak i słownego. Zwłaszcza nieokiełznana Halina jej teksty i zachowania sprawiały, że uśmiech nie schodził mi z twarzy.

Kreacja bohaterów jest charakterystyczna i wyrazista. Trudno ich nie polubić. Szczególnie do gustu przypadła mi Marta.   

Nie mogę tu nie wspomnieć o małym niedopatrzeniu, który pojawia się dwukrotnie. Rodzice Martusi nie żyją od 20 lat, a ona mieszka u ciotki i wuja, a tu jeden z bohaterów mówi do niej: "twój ojciec przyjedzie tutaj z Andrzejem" (zamiast "twój wujek"). Drugie co razi to brak w wielu miejscach przecinków. Ale to tylko drobne błędy i mimo tych niuansów książka jest bardzo dobra.  

Tytułowe nieszczęścia zmuszają do refleksji nad tym, co tak naprawdę wpływa na nasz los i decyzje oraz do tego jaki wpływ ma przeszłość i dramatyczne wspomnienia na teraźniejszość.

"Nieszczęścia chodzą stadami" to powieść po trosze ironiczna, zabawna, a po trosze wzruszająca. To książka o głęboko zakorzenionych w nas stereotypach, lęku przed innością. I wreszcie to powieść o poszukiwaniu własnej tożsamości i swojego miejsca w świecie. Jeśli nie znacie "Nie zmienił się tylko blond", nic nie szkodzi, bo jest to odrębna historia, a Iwonka (bohaterka pierwszej części) pojawia się tu tylko na chwilę.  




sobota, 1 października 2016

Nic oprócz strachu - Magdalena Knedler


Nic oprócz strachu
Cykl: Komisarz Anna Lindholm (tom 1)
Magdalena Knedler
Wydawnictwo: Czwarta Strona
Liczba stron: 563
Ocena: 10/10



Nota wydawcy:
Jeszcze nigdy strach nie był tak namacalny.

Szwecja. Miasto Ystad. To tutaj mieszka komisarz Anna Lindholm. Tu toczy się jej kariera policyjna oraz poukładane życie prywatne, u boku kochającego męża. Pewnego dnia jednak harmonia znika, bo dwie życiowe ścieżki Anny zaczynają się niebezpiecznie splatać…

Vidar – mąż Anny, ulega wypadkowi, w wyniku którego przestaje chodzić. Niedługo potem policjantka otrzymuje list z więzienia, z którego dowiaduje się, że zdarzeniu winny jest Narcyz – seryjny morderca, którego doprowadziła do skazania. Faktów jednak nie udaje się potwierdzić, bo Narcyz umiera otruty.

Anna natomiast zaczyna otrzymywać od tajemniczego nadawcy cytaty z utworów Oscara Wilde’a… Ból w odróżnieniu od przy­jem­ności nie no­si maski. 

Pierwsza część trylogii z komisarz Anną Lindholm to epicki kryminał z rozbudowaną warstwą obyczajową na miarę Camilli Läckberg.



Moja opinia:

To moje pierwsze spotkanie z prozą Magdaleny Knedler i od razu udane. Już duże wrażenie zrobiła na mnie sama okładka książki. Mówi się, żeby nie oceniać książki po okładce, ale w tym przypadku - jaka okładka taka książka. 

Dużo miejsca autorka poświęciła psychice bohaterów, którzy analizują motywy postępowania przestępców, poznania powodów, dla których gotowi są zabić, doszukują się źródeł zła. Ogólnie wszystkie postaci zostali dobrze i ciekawie wykreowani. Knedler skupia się nad realizmem świata przedstawionego, co tym bardziej podoba się mi, bo nic nie jest sztuczne czy przesadzone. 


Wewnętrzne dramaty Anny Lindholm są wiarygodne, prawdziwe, bo przecież w trudnych chwilach chyba większość z nas, kobiet przeżywa takie wewnętrzne rozterki. W jej głowie wciąż obserwujemy gonitwę myśli - raz jest porządek, innym razem chaos; raz jest niezwykle szczegółowa, innym razem nie zauważa najprostszych rzeczy. Bardzo specyficzna postać, ciekawa jestem, jak rozwinie się jej osoba w dalszych częściach. 



"Wciąż czegoś żądał, a ona nie potrafiła odmówić. Zawsze znajdował mocne argumenty. Z początku jej uczucia były bardzo zróżnicowane, nawet sprzeczne. Teraz nie zostało nic oprócz strachu. Wiedział, co robił. Był w tym mistrzem."

Pojawiają się liczne zbrodnie, manipulacja, kłamstwa, intrygi, zaskakujące zwroty akcji. Mamy mocno rozbudowaną stronę obyczajową (co osobiście bardzo lubię w kryminałach), nutę romantyzmu, warstwę psychologiczną, trochę dobrego humoru (zwłaszcza za sprawą fińskiej gosposi Lempi, która mam nadzieję, jeszcze powróci w kolejnej części) i oczywiście dreszczowca.

Jest miłość, oddanie, zazdrość, nienawiść i najniższe ludzkie instynkty - czego więc chcieć więcej? Dobrze zarysowane postacie. To wszystko sprawia, że ciężko oderwać się od lektury. Bardzo podobało się mi też to, że jest sporo odniesień do literatury, w tym do twórczości Oscara Wilde’a. I muszę chyba nadrobić "Portret Doriana Graya", który w tej powieści dodał odrobinę tajemniczości. 


Wszystkie miejsca, jakie pojawiają się w książce wydały się mi niemal namacalne, czuć było ten klimat. Zarówno szwedzkie Ystad, jak i nasz Hel jawiły się mi jako zamknięte i chłodne miejscowości - autorka zadbała o to w surowych opisach. Natomiast Wenecja urzekła mnie swoimi pięknymi zakątkami i ciepłym klimatem. 


Z wielką przyjemnością czytało mi się tę książkę. Autorka wodziła mnie za nos, kusiła, intrygowała i na każdym kroku podrzucała mylne tropy. 


"Nic oprócz strachu" to lektura mądra, inteligentna, obowiązkowa dla każdego miłośnika kryminału. 




czwartek, 29 września 2016

Niebo w kruszonce - Monika Oleksa


Niebo w kruszonce
Monika Oleksa
Wydawnictwo: Zysk i S-ka
Liczba stron: 484
Ocena: 9/10


Nota wydawcy:

Renata to kobieta za ladą. Lubi swoją pracę – przyzwyczaiła się do niej, podobnie jak do codzienności – oswojonej i przewidywalnej. Gdy pewnego dnia mąż oświadcza jej, że zamierza wyjechać do pracy za granicę, cały uporządkowany świat Renaty rozpada się, a czarne myśli zaczynają krążyć nad głową. Jak poradzi sobie bez Staszka, który dotąd zawsze przy niej był? Jak przyjmą to ich córki? Renata będzie musiała się nauczyć codzienności bez męża, co wcale nie będzie łatwe…


Pachnąca drożdżowym ciastem z kruszonką historia prowadzi nas przez życie Renaty, Kasi, Emilii i Melanii, pozwalając podpatrzeć, jak przez dziurkę od klucza, fragmenty ich życia. W nich to czytelnik niejednokrotnie odnajdzie siebie i natrafi na pytania, na które każda z bohaterek próbuje odpowiedzieć po swojemu.


Moja opinia:


Z czym kojarzy się Wam dom pachnący świeżym, drożdżowym ciastem? Mnie z ciepłem i bezpieczeństwem. Ale czy wszystko w tym domu jest idealne? Jak wiemy nie ma ideałów, czasem potrzebna jest ta kruszonka, która pokruszy się to tu, to tam. I to w tym wszystkim jest najpiękniejsze. Bo prostota jest najpiękniejsza.

Monika Oleksa zabiera nas do Lublina oraz Nałęczowa, gdzie przedstawia nam losy zwyczajnych czterech kobiet, które ma się wrażenie że można spotkać tuż obok, na ulicy, po sąsiedzku, z rożnych domów, które zmagają się z różnymi problemami i troskami. Problemy z córką, emigracja zarobkowa, przemoc w rodzinie, alkoholizm, utrata pracy to tylko przedsmak tego, czego możecie spodziewać po tej lekturze. Jednak pomimo tych codziennych kłopotów autorka pokazuje jak ważne jest, aby potrafić dostrzec pojawiające się najmniejsze radości naszego życia oraz to, jak ważni są ludzie, którzy nas otaczają oraz jak wielki wpływ mają na nasze życie. Obala przy tym wiele stereotypów.

Autorka wykazała się niezwykłą znajomością kobiecej duszy. Obnaża nasze najczulsze struny w sposób, który daje do myślenia.

"Nie ma sensu dążyć do ideału, bo po drodze tylko sam siebie człowiek rozczarowuje. Nie warto też stawiać sobie zbyt wysoko poprzeczek, bo zamartwiając się, jak je przeskoczyć, traci się to, co w życiu naprawdę cenne."

Pojawia się ciekawy wątek miłości dojrzałej, w której bohaterowie próbują odnaleźć się na nowo.

"Czasami w życiu człowieka zdarza się taka miłość, której nie jesteś w stanie do końca wyrzucić ze swojego serca. Czasami jedno uczucie powoduje, że nigdy już nie potrafisz odnaleźć siebie przy boku kogoś innego." 

Akcja toczy się niespiesznie, ale wciąga, porywa w swój w świat bohaterów, który w pewnym momencie traktujemy, jak nasz własny. Dzieje się to za sprawą emocji i wspomnianych wcześniej przeze mnie problemów, jakie wypływają z powieści.

Każde wydarzenie dopracowane jest w najdrobniejszym szczególe. Pełno tu detali, a każde zdanie przepełnione jest poezją, ale poezją nie nachalną, bez zbędnego patosu, która nie nudzi, a daje powieści innego, wyjątkowego wymiaru. Po prostu zostałam oczarowana pięknem języka pani Moniki.

Ciepła, mądra i życiowa opowieść o kobiecości, sile przyjaźni, miłości dojrzałej i determinacji. To również powieść, która zmusza nad do zastanowienia się nad tym, co jest w naszym życiu ważne, nad tym jak wyglądają nasze relacje z najbliższymi. Oraz o tym, by nie zastanawiać się nad tym "co by było gdyby". Polecam każdej kobiecie poszukującej iskierki nadziei w swojej szarej codzienności.

wtorek, 27 września 2016

W cieniu - Diane Chamberlain


W cieniu
Diane Chamberlain

Wydawnictwo: Prószyński i S-ka
Liczba stron: 400
Ocena: 9/10


Nota wydawcy:
Czy można budować szczęście na cierpieniu innych? Czy jest cień nadziei na ukojenie sumienia i odkupienie winy? Czy wśród tylu krzywd jest miejsce na prawdziwą miłość?

Mara, przyjaciółka Joelle D’Angelo, podczas narodzin pierwszego dziecka dostaje wylewu, który powoduje nieodwracalne zmiany w mózgu. Zrozpaczona Joelle zwraca się o wsparcie do jedynego człowieka, który rozumie jej ból, Liama, kolegi z pracy i męża Mary. Ich przyjaźń stopniowo przeradza się w coś więcej – coś, przed czym nie sposób uciec. Rozdarta poczuciem winy, Joelle postanawia pomóc Marze za wszelką cenę. Poszukiwania prowadzą ją do zagadkowej uzdrowicielki, która przed laty rzekomo uratowała jej życie. Kobieta również skrywa bolesną tajemnicę i uświadamia Joelle, że bywają uczucia skazane na zgubę oraz takie, które przetrwają wbrew wszelkim przeciwnościom losu.  
  
Moja opinia: 


"Zabawne, że człowiek docenia na starość proste przyjemności z czasów, kiedy dorastał... a będąc dorosłym, traktuje je z doskonałą obojętnością. Nagle, kiedy wiesz, że twoje życie ma się ku końcowi, prostota bierze górę nad wszystkim innym."

Chamberlain porusza w swojej książce problemy natury etycznej (Joelle zachodzi w ciążę z mężem swojej przyjaciółki, która już nigdy nie będzie żoną pełnym słowa tego znaczeniu dla swojego męża, gdyż wylew wywołał nieodwracalne zmiany w jej mózgu), a także temat rasizmu w latach 50 i 60-tych w Stanach Zjednoczonych. Opisuje życie w komunie, gdzie nikt nie miał na nic tzw. parcia, a ludzie żyli w spokoju i harmonii.

"Zawsze będzie miał żonę, którą kocha, ale która już nigdy nie będzie dla niego żoną. Nie będzie przyjaciółką, której mógłby się zwierzyć, ani partnerką, z którą mógłby dzielić radości i zmartwienia. Ani kochanką, która dotknęłaby go tak, jak pragnął być dotykany. Tak wiele stracił."

Szczerze współczułam Lisbeth, wręcz nie mogę wyobrazić sobie, żeby moi rodzice kiedykolwiek potraktowali mnie lub moją siostrę gorzej lub lepiej, aby którąś z nas traktowali inaczej. Dzieci powinny być dla rodziców jednakowo ważne, bez względu na to, ile ich mamy, jakie maja charaktery itp. Lisbeth była pozbawiona przez swoją matkę miłości, uczucia, zainteresowania, mimo że urodziła się zaledwie kilka minut po swojej bliźniaczce. Była dla matki dzieckiem niechcianym. Jedynie ojciec okazywał jej miłość i troskę, którą nie mogła zbyt długo się cieszyć, bo ten umiera. Może zawsze liczyć na siostrę, jej wsparcie i zrozumienie, ale miłości matki nic nie jest w stanie zastąpić. Żyje w cieniu siostry, ale nie ma do niej żalu, bo to nie jej wina. 

Autorka pokazuje, że miłość to nie tylko piękne wyznania, słowa, ale coś znacznie więcej. To niekiedy świadome skazanie się na cierpienie, odkładanie własnych potrzeb i pragnień na bok, na daleką przyszłość, aby tylko uszczęśliwić innych.

Chamberlain urozmaica fabułę książki dodając elementy magii, ale magii która w tym przypadku bardzo dobrze się wpasowuje w treść. Chodzi mianowicie o uzdrowicielkę. Niezależnie od tego czy wierzymy w cuda czy też nie, ten wątek na pewno jest interesujący. Co więcej jest niejako punktem zapalnym do dalszych wydarzeń i zaskakującego zakończenia. 

Bohaterowie zostali dobrze wykreowani, są realni, barwni, mają swoje słabości, przez co są bliżsi nam i z ciekawością śledzimy ich losy. Od samego początku bardzo polubiłam ciepłego mężczyznę, jakim jest Liam, który sam wychowuje dziecko. Rozczulił mnie z jakim oddaniem zajmuje się synem. 

To niezwykle ciepła, wzruszająca książka o miłości, oddaniu, poświęceniu. Przywraca wiarę w to, że na świecie są jeszcze dobrzy ludzie. To dowód na to, że prawdziwa miłość przezwycięży wszelkie przeciwności losu. Wystarczy tylko trochę odwagi, aby wyjść z cienia.