poniedziałek, 31 października 2016

Calder. Narodziny odwagi - Mia Sheridan


Calder. Narodziny odwagi
Cykl: A Sign of Love (tom 1)
Mia Sheridan
Wydawnictwo: Septem
Liczba stron: 376
Ocena: 10/10


Nota wydawcy:
Nie bój się walczyć o marzenia!
Kiedy dziesięcioletni Calderpo raz pierwszy zobaczył ośmioletnią Eden, nie przeczuwał, że ich losy na zawsze splecie niewidzialna nić. Ale z pewnością wiedział, że jego uczucia nie zyskają aprobaty społeczności, w której przyszło mu żyć. Jako syn członków apokaliptycznej sekty o surowych zasadach moralnych nie powinien nawet marzyć o dziewczynce, która... miała zostać żoną przywódcy tej sekty. Sęk w tym, że ani Calder, ani Eden nie mogą tak po prostu zrezygnować z marzeń. Odważny chłopak i zdeterminowana dziewczyna postanawiają walczyć o własną godność, o prawo do decydowania o swoim życiu, wreszcie o swoją miłość.
Wyrusz z nimi w tę podróż, zobacz, jak próbują odnaleźć własne miejsce w świecie i nadać nowy sens życiu.
Calder. Narodziny odwagi to opowieść o walce dobra ze złem, o strachu i męstwie oraz o ponadczasowej prawdzie, że światło miłości potrafi rozświetlić największe mroki...


Moja opinia:

Chyba jeszcze nie miałam okazji czytać książki, której fabuła oscylowałaby wokół sekty. Jest to więc dla mnie pewien powiew świeżości w literaturze. Za to należą się brawa dla autorki.

Część opisująca działalność sekty przedstawiona została z wielką szczegółowością. Przywódcą apokaliptycznej sekty jest fanatyczny Hektor, według którego jest to religia, a on jest jej Bogiem. Jego decyzje są niepodważalne. Mieszkańcy podzieleni są na uprzywilejowanych i tych normalnych. Wielka Rada ma bieżącą wodę, pralkę, telefon, wszystkie dostępne dobra cywilizacji. Natomiast robotnicy nie mają nic, wierzą w każde słowo przywódcy. I co dziwne nawet się przeciw takiemu podziałowi nie buntują. Było dla mnie trudne do zrozumienia dlaczego pozwalają się tak traktować? Jedynym, który decyduje się wyłamać ze wspólnoty jest Calder. Stopniowo zauważa i wyklucza absurdy oraz nieścisłości w religii, w którą wierzył. Tym bardziej, że do głosu dochodzi silne uczucie, jakim jest miłość do Eden. Ona z kolei od dawna nie godzi się z przyjętym stanem rzeczy. Nie wie jednak co mogłaby w tej sprawie zrobić. Jednak odwzajemniona miłość dodaje jej odwagi, aby zawalczyć o swoje.  

"Nie mogłem oderwać od niej wzroku. Była urzekająca, cudowna. I niech bogowie mi wybacza, ale ziarno miłości, które we mnie zakiełkowało; ziarno, którego przyrzekałem nie pielęgnować, i tak rosło z każdą chwilą. Mógłbym przysiąc, że czuję, jak jego aksamitne kosmyki poruszają się we mnie, rosną i oplatają żywotne części tego kim byłem. Nie potrafiłem ich powstrzymać. Usidliła mnie. Ja byłem polem, a ona powojem. Zawładnęła mną. Tak po prostu. A może nie tak po prostu? Może rozkwitała we mnie od lat? Ale w owej chwili nie potrafiłem nazwać tego inaczej.
Ona nie jest twoja – szepnąłem w myślach…"

Bohaterowie są świetnie wykreowani, autentyczni, różni. I to nie tylko główni, ale i drugoplanowi. Wraz z Calderem i Eden przeżywałam ich rozterki, współczułam i kibicowałam ich uczuciu. Niebezpieczeństwo, które czyhało na nich na każdym kroku, powodowało że czułam niepewność i niepokój co do ich przyszłości. Autorka z jednej strony pokazała nam ogromną siłę manipulacji i zła, z drugiej zaś strony udowodniła, że miłość i marzenia są naszą największą siłą w walce z przeciwnościami losu. 

Narracja prowadzona jest z perspektywy zarówno Caldera, jak i Eden, dzięki czemu możemy lepiej zrozumieć ich postępowanie. Jeśli chodzi o styl to muszę powiedzieć, że jest urzekający. Bo tak pięknie pisać o uczuciach nie każdy potrafi. Dialogi są ciekawe, dopracowane, momentami skrzące dowcipem.

"Calder. Narodziny odwagi" to niezwykła historia uczucia, które wymaga od bohaterów wiele poświecenia. To książka o walce światłości z ciemnością, o ponadczasowej prawdzie, tęsknocie, ryzyku, strachu, ale przede wszystkim o odwadze. Mii Sheridan udało się stworzyć powieść, która porusza i wciąga w wir wydarzeń, i która pomimo przeciwności losu, jakie na swojej drodze spotykają Eden i Calder, budzi nadzieję.


sobota, 29 października 2016

Uratuj mnie - Anna Bellon


Uratuj mnie
Cykl: The Last Regret (tom 1)
Anna Bellon
Wydawnictwo: OMGBooks
Liczba stron: 352
Ocena: 10/10


Nota wydawcy:
Normalne życie Mai skończyło się, gdy zginął jej ukochany brat. Pogrążyła się w żałobie, zerwała kontakty z wszystkimi przyjaciółmi. Liczyły się tylko książki i muzyka.

Prawdziwe życie Kylera może się dopiero zacząć. Gdy skończy liceum, przestanie się przeprowadzać, zmieniać szkoły, gdy uwolni się od toksycznego ojca. Na razie jedyną ucieczką pozostaje muzyka. I prowokowanie otoczenia napisami na koszulkach.

„A później nauczyłam się wszystkiego od nowa. Pojawił się ktoś, kto przebił się przez wzniesiony przeze mnie mur. Wziął go szturmem i nie pozwolił mi się z powrotem za nim schować. Wszedł w moje życie, śpiewając lekko zachrypniętym głosem o dziewczynie ulotnej jak papierosowy dym”.

W nowej szkole Kyler poznaje Maię. I postanawia się z nią zaprzyjaźnić. Ale czy dziewczyna, która odtrąca od siebie wszystkich, jest na to gotowa? Czy Kyler ma w sobie tyle siły, by nie odpuścić?
I czy to na pewno przyjaźń?

„Uratuj mnie” to pierwsza część serii „The Last Regret”, opowiadającej o grupie przyjaciół z liceum, którzy zakładają zespół rockowy. Książka w zmienionej wersji była publikowana na Wattpadzie, gdzie uzyskała ponad milion odsłon.


Moja opinia:


Sięgając po "Uratuj mnie" zupełnie nie wiedziałam, czego mogę się spodziewać, ale i też na nic szczególnie się nie nastawiałam. Może to i dobrze, bo podeszłam do tej lektury na spokojnie. Ale ten pozorny tylko spokój szybko został zburzony przez to, co otrzymałam. Książka okazała się niezwykłą historią, która spowodowała, że wróciłam na moment do czasów szkoły średniej, a co za tym idzie, młodzieńczych przyjaźni, miłości, dylematów, problemów.

"Wszedł w moje życie, śpiewając lekko zachrypniętym głosem o dziewczynie ulotnej jak papierowy dym."

Poznajemy dwójkę głównych bohaterów - Mai i Kylera, którzy jednocześnie są narratorami, dzięki czemu wszystko odczuwamy ze zdwojoną siłą. Maia to pełna smutku i żalu dziewczyna, która zapomniała już jak smakuje prawdziwe szczęście. Zresztą podobnie jest z Kylerem, który pragnie spokoju i szczęścia, a strach i gniew mu na to nie pozwalają. Razem tworzą piękną przyjaźń, która choć nie zawsze jest łatwa, a na drodze spotykają ich liczne niepowodzenia, potrafią zbudować stabilny most.

"A później nauczyłam się wszystkiego od nowa. Pojawił się ktoś, kto przebił się przez wzniesiony przeze mnie mur. Wziął go szturmem i nie pozwolił mi się z powrotem schować. Wszedł w moje życie, śpiewając lekko zachrypniętym głosem o dziewczynie ulotnej jak dym papierosowy."

Bohaterowie mają wyrazistą osobowość, są nietuzinkowi, wypadają bardzo realistycznie. Każdy z nich posiada własny bagaż doświadczeń. Nie sposób ich nie polubić i zrozumieć. Bardzo się do nich przywiązałam. Żyłam z nimi, cierpiałam i cieszyłam się z ich drobnych sukcesów.

"Wiedziałem jednak, że The Last Regret na zawsze będzie częścią mnie. A zawsze to bardzo długo."

Wątki zostały ciekawie poprowadzone, język jest plastyczny, przyjemny w odbiorze, z ciętymi ripostami, miejscami delikatny, miejscami wulgarny, ale wszystko w granicach dobrego smaku.  W zasadzie wszystko jest idealnie wyważone, zrozumiałe, nie ma niczego pisanego na siłę. Rozmiar czcionki, odstępy między wierszami, czy marginesami, brak literówek i innych błędów - wszystko jest tak jak trzeba. A jakby tego było mało, autorka serwuje nam sporo muzyki w tle, która poruszy każde serce. Muzyka bowiem odgrywa tu znaczącą rolę, gdyż jest dla Mai lekarstwem na zranione serce. Opowiedziana historia wciąga i nie pozwala odetchnąć nam choćby na chwilę. Wraz z bohaterami śmiałam się i smuciłam. Aż dziw bierze, że tak dobra książka wyszła spod pióra tak młodej osoby. Z wielka niecierpliwością czekam na kontynuację. 

"Pewnych słów nie trzeba mówić na głos, nie trzeba ich wykrzykiwać, żeby zostały usłyszane. One po prostu zawieszają w przestrzeni między ludźmi. I trwają."

Rockowa okładka jest świetna, jest jeszcze jednym bodźcem do sięgnięcia po tę książkę. Zapowiada młodzieńczy bunt, pierwszą szaloną miłość i słodko-gorzką wolność. 

"Bo przyjaciele nie są tylko od pocieszania, gdy użalasz się nad sobą. Są od kopnięcia cię w tyłek kiedy chcesz się poddać."

To powieść o pięknej, powoli rodzącej się szczerej miłości, o przyjaźni, o walce z demonami przeszłości, o sile słowa i poszukiwaniu własnego miejsca na ziemi. Przepełniona jest smutkiem, melancholią, brakiem bliskiej osoby, ale z drugiej strony pokazuje, że jeśli czegoś mocno pragniemy, możemy to osiągnąć. Że nie ma rzeczy niemożliwych. Książka wzrusza i rozczula, a pojawiający się moment grozy przyprawia o szybsze bicie serca.

Czy "Uratuj mnie" to lektura tylko dla młodzieży? Zdecydowanie nie. Zachęcam do sięgnięcia po nią każdego, niezależnie od wieku. Każdego kto stracił wiarę w siebie, w prawdziwą przyjaźń, kto potrzebuje pozytywnego bodźca do dalszego życia. Anna Bellon zagrała na moich emocjach niczym na instrumencie. I gwarantuję Wam, że z Waszymi emocjami będzie podobnie. 



czwartek, 27 października 2016

Niepamięć - Jolanta Kosowska


Niepamięć
Jolanta Kosowska
Wydawnictwo: Novae Res
Liczba stron: 480
Ocena: 9/10


Nota wydawcy:
Niepamięć… To dar czy przekleństwo?
Jak to jest obudzić się w zupełnie innym świecie? Nie pamiętać swojego imienia, nazwiska, nie mieć żadnych wspomnień, żadnego punktu zaczepienia w przeszłości? Czy można żyć w poczuciu braku tożsamości, w rzeczywistości, której nijak nie jest się w stanie zrozumieć?
Śpiączka podzieliła życie Katarzyny na dwie części. W pierwszej kochała i była kochana, o jej uczucia rywalizowało dwóch mężczyzn. W drugiej uczy się żyć od nowa. W pewnym sensie ma szansę na drugie życie, jest jakby stworzona na nowo, taka sama, a zarazem zupełnie inna. Stopniowo powracają pojedyncze wspomnienia, lecz są one niespójne i nielogiczne, nie układają się w całość. Obrazy z przeszłości mieszają się z teraźniejszością, luki w pamięci uzupełniane są konfabulacjami, niepewności towarzyszy narastający lęk, przeradzający się w paniczny strach.
Czy Katarzyna przypomni sobie poprzednie życie? A może to drugie życie wydaj jej się lepsze?  


Moja opinia:

Z twórczością Jolanty Kosowskiej spotkałam się niedawno za sprawą książki "Deja vu", która to zrobiła na mnie bardzo dobre wrażenie. Tym razem w moje ręce trafiła "Niepamięć", debiut autorki, który doczekał się wznowienia.

Czy można z dnia na dzień nic nie pamiętać? Nie pamiętać swojego imienia, nazwiska, rodziny przyjaciół? Czy można zapomnieć kogo się kocha? To musi być straszne doświadczenie.

"Pierwsza miłość nigdy nie rdzewieje. Ona zawsze będzie ta najważniejsza, ta święta... Nic, co później, nie jest już takie. Wszystko jest jak podróbka, nędzny falsyfikat tego pierwszego uczucia. Przy nim wszystko inne jest blade i bez wyrazu. Potem zawsze się już tylko porównuje."

Książka podzielona jest na dwie części. W pierwszej z nich poznajemy Michała i Romana - dwóch lekarzy, którzy kochają tą samą dziewczynę. I tu zaczyna się komplikować, bo są oni również przyjaciółmi. Druga część toczy się w Chorwacji, gdzie poznajemy Katarzynę, która cierpi na zanik pamięci oraz szalonego dziennikarza, korespondenta wojennego z Kosowa Alena. Wydarzenia jakimi jesteśmy świadkami na początku ciężko ze sobą poskładać, ale na końcu wszystko wskakuje na swoje miejsce.  
"Nic do niczego nie pasuje. Nic z niczym nie układa się w całość. Plątanina ludzi, miejsc, czasu, przestrzeni, ciąg niezrozumiałych wydarzeń, bezsensownych, niewytłumaczalnych obrazów… Przerażenie narasta z godziny na godzinę. Niepamięć, to przeklęte słowo, to niemoc, która mnie więzi."

Powieść trudno przypisać do jakiegoś konkretnego gatunku, mamy tu bowiem sensację, thriller, romans, powieść obyczajową i psychologiczną. Osobiście uwielbiam taką mieszankę gatunkową. Wszystko w tej książce dopracowane jest w najdrobniejszym szczególe. Pełno tu plastycznych opisów miejsc i krajobrazów (zwłaszcza Chorwacji). Bardzo interesujące i wciągające okazało się osadzenie akcji w środowisku medycznym.

Bohaterowie są zwyczajni, ludzcy, tacy jak my, podejmują trudne decyzje, popełniają błędy, mają swoje słabości, problemy, ale i robią wspaniałe rzeczy. Są barwni, wielowymiarowi, nie sposób się z nimi nudzić. I choć kibicowałam jednemu, ten drugi również podbił moje serce. Za to należą się wielkie brawa dla autorki. 

Emocje towarzyszą już od pierwszych stron podczas czytania i trzymają do samego końca. Kontrowersyjne zakończenie w pełni mnie usatysfakcjonowało.

Bardzo dobrym posunięciem było stworzenie wielu narratorów i przeplatających się wątków, dzięki czemu mamy lepszy wgląd w to, co każdy z bohaterów myśli, czuje. Ale z drugiej strony wymaga to czasu i skupienia w trakcie czytania, bo można się pogubić. 

Lektura "Niepamięci" boleśnie uświadomiła mi, że nic w życiu nie jest pewne, że w jednej chwili można stracić całe swoje życie. Ale z drugiej strony również to, żeby zawsze walczyć o siebie i o to, co i kogo kochamy, bo nikt inny za nas tego nie zrobi. Natomiast gestów nie zastąpimy niewypowiedzianymi słowami zawieszonymi w próżni. W ten sposób nie domyślimy się czyjejś miłości, uczuć. Mówmy o swoich uczuciach i pokazujmy, że kochamy. 

"Wspomnienia to wspaniała rzecz. Tego nikt nie może nikomu zabrać. Na to, co było, teraźniejszość nie ma żadnego wpływu. Przeszłość żyje własnym życiem gdzieś w środku, wewnątrz nas."

To książka, która jest studium ludzkiej psychiki, pamięci, upływu czasu, roli teraźniejszości i przeszłości. To przejmująca powieść o miłości, przyjaźni, szczęściu, tęsknocie, zazdrości, chorobie, poświęceniu, sekretach, a wszystko to w chorwackim klimacie. Nigdy w Chorwacji nie byłam, a po przeczytaniu tej książki i pięknych plastycznych opisów tych miejsc, gdzie rozgrywają się wydarzenia, nabrałam wielkiej ochoty, aby na własne oczy zobaczyć Split, Dubrovnik, Korczulę, Hvar, Jeziora Plitwickie czy twierdzę w Omisu. Może kiedyś... Polecam! 



Za możliwość przeczytania książki bardzo dziękuję Autorce.

wtorek, 25 października 2016

Zbrodnie pozamałżeńskie - Daniel Koziarski i Agnieszka Lingas-Łoniewska


Zbrodnie pozamałżeńskie
Daniel Koziarski
Agnieszka Lingas-Łoniewska
Wydawnictwo: Novae Res
Liczba stron: 368
Ocena: 9/10


Nota wydawcy:

Na początku była miłość. Potem była zbrodnia.
Marcin, piłkarz u szczytu formy, staje przed szansą zrobienia wielkiej kariery. Jednak radość z sukcesów na boisku przyćmiewają jego problemy małżeńskie. Alicja, pracownica naukowa, zdaje się nie zauważać ani osiągnięć męża, ani jego potrzeb i skupia się na swoich sprawach. Marcin, zazdrosny o Adama, przyjaciela Alicji z uczelni, uruchamia niebezpieczne kontakty, żeby dać nauczkę rywalowi. Ale sytuacja komplikuje się, kiedy Adam najpierw przepada bez wieści a potem zostaje odnaleziony martwy.

Tymczasem sąsiedzi Marcina i Alicji, wzięty adwokat Arek i zajęta domem oraz wychowywaniem dziecka – Marta, również przechodzą przez trudny okres swojej małżeńskiej relacji. Arek nie ma świadomości, że jego trzymana pod kloszem, nieszczęśliwa żona, zaczyna odreagowywać frustrację, zdradzając go z Damianem, studentem. Sam zaś Arek odkrywa w sobie wielopoziomową fascynację pracującym u niego aplikantem Maciejem, który zdaje się skrywać jakąś mroczną tajemnicę.

„Zbrodnie pozamałżeńskie” to opowieść o oddalaniu się od siebie, ryzyku i o konsekwencjach wyborów, których nie jest się w stanie przewidzieć, ale też o desperackiej walce o powrót do normalności i stabilizacji w skrajnych życiowo sytuacjach.

Książka w oryginalny sposób łączy w sobie pełne emocji wątki obyczajowe z kryminalnymi, zaskakując niespodziewanymi zwrotami akcji i nieoczekiwanym zakończeniem.





Moja opinia:


Po powieściach Agnieszki Lingas-Łoniewskiej wiem, że mogę spodziewać się ogromnej, skrajnej dawki emocji. Natomiast twórczości Daniela Koziarskiego nie znam, ale zrobiłam mały research i wiem, że w swoich książkach używa ciętego, bezkompromisowego języka, a do tego lubuje się w socjopatycznych postaciach. Dlatego tym bardziej byłam ciekawa, co może wyniknąć z tego duetu - czy wrażliwość i cięty język mogą współgrać, i czy będzie to na tyle interesujące, aby lektura pozostawiła po sobie jakieś głębsze emocje, odczucia i przemyślenia? Po przeczytaniu tej książki wiem jedno: Agnieszka Lingas-Łoniewska pokazała zupełnie inną twarz. A czy ta odsłona się mi podoba? Zdecydowanie tak! 

Mamy tu historię dwóch sąsiadujących ze sobą małżeństw - Alicji i Marcina oraz Marty i Arka. Marcin to zawodowy piłkarz, który dostaje szansę na wyjazd z Polski i grę w niemieckiej kadrze. Jego żona Alicja, nie jest z tego powodu zadowolona, bo planuje skończyć książkę i napisać doktorat. Dla niej najważniejsze jest wykształcenie, którym nie może pochwalić się jej mąż. Wszystko komplikuje się jeszcze bardziej, gdy Alicja wdaje się w dziwną relację ze swoim przyjacielem Adamem. Marcin w przypływie zazdrości postanawia dać rywalowi nauczkę, ale sprawy wymakają się spod kontroli i to, co miało być ostrzeżeniem, zmienia się w zbrodnię. Natomiast w drugim małżeństwie tylko z pozoru jest idealnie. Arek to prawnik, który zaniedbuje dom i żonę. I jakby tego było mało, Marta zaczyna interesować się Maciejem, nowym aplikantem w kancelarii.      
"Gniew, który ewoluuje w nienawiść, jest potężną siłą…"

Autorom udało się wykreować bohaterów z wiarygodnymi portretami psychologicznymi, którzy tak jak i my nie są idealni. Obserwujemy ich motywy, priorytety i przyczyny postępowania. Dużym zaskoczeniem było dla mnie to, że z jednej strony wzbudzali moje zrozumienie i współczucie, by w następnej chwili czuć do nich niechęć a nawet potępienie. Przez to są jeszcze bardziej interesujący i niejednoznaczni. W zasadzie mogę powiedzieć, że wszyscy bohaterowie cechowali się podłością, okrucieństwem, zakłamaniem.  Niezwykle trudno było mi ich ocenić a nawet polubić. Stworzenie takich postaci to wielka sztuka. Autorzy przedstawili nam studium małżeństwa rozkładając je na czynniki pierwsze, uświadamiając nam, jak brak rozmowy, miłości i zaufania potrafi zrujnować każdy związek. Widzimy również jaką rolę w związku odgrywa kobieta i mężczyzna.

"Czasem po prostu trzeba było wytrwać w jakiejś decyzji, a nie komplikować sprawę zgubnym hamletyzowaniem."

Intryga, zbrodnia, brutalna prawda, namiętność, brak uczucia, zdrady, poniżanie, samotność, egoizm, zależność finansowa, zmiana orientacji seksualnej i nieprzewidywalne zakończenie - czego chcieć więcej? Wszystkie poruszane problemy przerażają swoim realizmem. 

"Nie tylko mówmy, ale i słuchajmy, bo to w słuchaniu bardziej wyraża się miłość do drugiego człowieka, w dawaniu mu kolejnych szans na odkrycie naszej miłości, tak jak Bóg nigdy nas nie skreślił, mimo że my jego miłość tak często odrzucamy."

Narracja prowadzona jest z perspektywy dwóch par małżeńskich, dzięki czemu możemy poznać ich motywy postępowania oraz emocjonalne rozterki. Język również przystępny. A czy poznałam, kto był autorem poszczególnych fragmentów? Myślę, że w niektórych przypadkach udało się mi to. 

"Zbrodnie pozamałżeńskie" to powieść obyczajowa z wątkiem kryminalnym oraz wnikliwym i interesującym studium natury ludzkiej. Choć w tytule mamy zbrodnię, to typowo klasycznego kryminału tu nie znajdziemy. Pomysł na fabułę wydaje się być banalny, ale jego wykonanie jest niesztampowe i zaskakujące. Zresztą cała książka jest przewrotna i niejednoznaczna. Lektura uświadamia, że człowiek jest zdolny do wszystkiego, a niekiedy wystarczy mała iskra, aby obudzić w nas mroczne oblicze.

Powieść emocjonuje, zmusza do refleksji i... dezorientuje. Tak, to chyba najwłaściwsze słowo. A dlaczego? Sami przeczytajcie, a poznacie odpowiedź. 


Za możliwość przeczytania książki dziękuję Autorom.


niedziela, 23 października 2016

Sekrety księżniczki - Jean Sasson


Sekrety księżniczki
Jean Sasson
Wydawnictwo: Znak Literanova
Liczba stron: 400
Ocena: 8/10


Nota wydawcy:
PRAWDZIWA OPOWIEŚĆ SAUDYJSKIEJ KSIĘŻNICZKI O SILE I SŁABOŚCI ARABSKICH KOBIET.

Być kobietą dziś w Arabii Saudyjskiej – co to właściwie znaczy?

Choć w świecie islamu tajemnice są pilnie strzeżone, księżniczka Sułtana przerywa milczenie.

Roksanę mąż oblał kwasem tylko dlatego, że wyszła z domu bez pozwolenia. Dla pięknej Jemenki Italii uroda stała się przekleństwem. Nieustraszona Fiery zrobiła wszystko, żeby zdobyć stopień naukowy. Maha, buntownicza córka księżniczki Sułtany, w tajemnicy wspierała uchodźców z Syrii.

Te kobiety łączy jedno – żyją tu i teraz na Bliskim Wschodzie.

Są wśród nich niewinne ofiary przemocy. Są też bohaterki, które nie boją się walczyć o swoje prawa. Księżniczka Sułtana z królewskiego rodu Saudów zdradza światu ich wstrząsające sekrety.

Sekrety księżniczki to niezwykle aktualna opowieść o współczesnych muzułmankach, ich postawach, wyborach, losie. Jean Sasson, amerykańska dziennikarka i przyjaciółka Sułtany, odważnie ujawnia mroczne kulisy życia w świecie arabskim, aby ocalić kobiety przed szalejącą przemocą.


Moja opinia:

"Dobry muzułmanin musi pilnować sekretów."

Książka rozpoczyna się tymi słowami, które mają niezwykle wymowny charakter. "Sekrety księżniczki" to kontynuacja "Łez księżniczki", której co prawda nie czytałam, i na początku było mi trudno zagłębić się w treść.

Kultura islamu kojarzy mi się głównie wielką religijnością i brakiem szacunku dla kobiet. Ale, co ciekawe tak samo tę kulturę postrzegają kobiety Bliskiego Wschodu. Sułtana mocno angażuje się w ochronę praw kobiet, wykazała się dużą odwagą, aby głośno o tym mówić.

"Urodziłam się w Arabii Saudyjskiej. Moja rodzina rządzi tym krajem. Jestem Saudyjką kochającą swoją ojczyznę. Nie mogę jednak zaprzeczyć, że w bardzo wielu sprawach pozostajemy w tyle za współczesnością. Transformacja jest od dawna potrzebna i mocno spóźniona. Próbowałam odegrać pewną rolę w zmianie, która musi nastąpić w moim kraju, od wielu już bowiem lat anonimowo, lecz systematycznie alarmowałam świat w związku z nadużyciami, jakich ofiarami pada wiele Saudyjek, nawet należących do rodziny królewskiej. W niektórych sprawach odniosłam sukces, w innych poniosłam porażkę."

Jak sama księżniczka mówi, że w kulturze arabskiej podstawową cechą jest umieć milczeć i nie wyjawiać sekretów, ale dla dobra świata i świadomości musiała powiedzieć o tych sprawach.

Mamy tu nakreślone wydarzenia polityczne i społeczne nie tylko w Arabii, ale też w innych krajach Bliskiego Wschodu. Sułtana Al Su'ud przybliża nam losy arabskich kobiet, które są jej tak bliskie. Kraje te zdominowane są przez mężczyzn, a kobiety żyją jako druga kategoria i tak też są traktowane. Zdane są na wolę swoich "opiekunów" prawnych którzy decydują praktycznie o wszystkim. Prawo nie chroni kobiet nawet wtedy, gdy padają ofiarami przemocy. W powszechnej opinii przyjęło się, że to one odpowiadają za to, co je spotkało, a co najbardziej szokuje to to, że prawdziwi sprawcy pozostają bezkarni. Dziewięcioletnie dziewczynki wydaje się za mąż, kobiety oblewa kwasem, fizycznie i psychicznie okalecza się rodziny uchodźców z terenów objętych walkami. Arabia Saudyjska jest jedynym krajem na świecie, gdzie kobietom nie wolno prowadzić auta. Bez pozwolenia mężczyzny nie wolno kobiecie wyjść na ulicę. Nie wolno im też z nimi rozmawiać. Takich przykładów można by mnożyć bez końca. Same zakazy, a praw żadnych.

To trudna lektura, ale wartościowa. My, ludzie zachodu chyba nigdy nie będziemy w stanie w pełni zrozumieć kultury arabskiej, panujących tam zwyczajów, prawa. Mnie samą napawa ona jakimś lękiem, strachem, buntem. I bynajmniej nie chodzi tu wcale o ksenofobię czy rasizm. Po prostu wynika to z różnic kulturowych i związanych z nimi zachowań.


czwartek, 20 października 2016

Niewolnica ISIS - Thierry Oberlé, Dżinan


Niewolnica ISIS
Thierry Oberlé, Dżinan 
Wydawnictwo: Editio
Liczba stron: 192
Ocena: 8/10


Nota wydawcy:

Piekło to za mało…

Wojna musiała prędzej czy później dotrzeć do niewielkiej jazydzkiej wioski u podnóża góry Sindżar w północnym Iraku. Osiemnastoletnia Dżinan i członkowie jej rodziny od dawna zdawali sobie sprawę z zagrożenia, jakie niosła ze sobą ekspansja Państwa Islamskiego na pobliskich terenach. Gotowi do drogi, wciąż opóźniali jednak wyjazd w bezpieczniejsze miejsce. Nie mogli uwierzyć w to, że ich spokojny, położony na uboczu kawałek świata może zniknąć z powierzchni ziemi. Łudzili się, że obronią ich stacjonujący nieopodal kurdyjscy peszmergowie. Niestety, w kluczowym momencie Kurdowie zostawili jazydów własnemu losowi, a kawalkada uciekających cywilów była łatwym łupem dla zwyrodnialców w mundurach ISIS. 


To właśnie wtedy zaczął się dramat Dżinan i innych jazydzkich kobiet. Rozdzielenie z rodziną, bicie, poniżanie, tortury i seksualne niewolnictwo — tylko tego mogły się spodziewać od swoich oprawców. Osiemnastoletnia bohaterka tej książki przetrwała i uciekła z tego piekła dzięki swojej odwadze i determinacji, w imię miłości do męża. Nie wszystkie jazydki miały tyle szczęścia.

Dżinan i Thierry Oberlé, reporter francuskiego dziennika „Le Figaro”, poznali się przypadkiem na początku zimy 2014 roku. Dżinan opowiedziała wówczas Thierry’emu swoją historię. Za prostotą i precyzją jej słów krył się wewnętrzny dramat. Była „ocalałą z piekła”. Miała osiemnaście lat, ale wyglądała na więcej. Była mężatką. Sprzedano ją dwóm „bojownikom” — policjantowi i imamowi, była więziona i torturowana. Zmuszono ją do przejścia na islam, podobnie jak pozostałe niewolnice. Dżinan miała szczęście. Udało jej się uciec. Jej „odrodzenie” możliwe stało się między innymi dzięki tej książce, powstałej z myślą o niej samej i o wszystkich kobietach, które spotkał podobny los, także i tych, które przypłaciły swoje przejścia życiem.


Moja opinia:


Wydaje się mi, że nigdy wcześniej nie słyszałam o Jazydach. Otóż Jazydzi to kurdyjski naród, który zamieszkuje pogranicza Iranu, Iraku, Syrii, Armenii, Gruzji i Turcji. Wierzą, że Bóg stworzył świat, ale jego dalsze losy przekazał w "zarządzanie" siedmiu aniołom. Ta religia w znaczny sposób różni się od islamu, przez co Jazydzi są ofiarami w rękach islamistów.   

"Dla dżihadystów chrześcijanie to pół-ludzie. Ale my jazydzi to tylko robactwo."

"Niewolnica ISIS" to opowieść o kobiecie imieniem Dżinan, o dramacie, jakiego doświadczyła. Postanowiła opowiedzieć tę historię francuskiemu reporterowi Thierry’emu Oberlé, który zapisał jej wspomnienia a następnie wydał w postaci tej książki. 

Dla mnie niewyobrażalne wydają się rzeczy, które dzieją się w dzisiejszych czasach, jakich doświadczyła lub też świadkiem była ta kobieta. Niepojęte jest, że religijni fanatycy w imię swojej wiary zdolni są do mordowania, znęcania się nad innymi, gwałcenia, bicia, zmuszania kobiet do picia wody gotowanej ze zdechłymi myszami, wystawiania ich na słońce bez kropli wody, czy rażenia prądem. Od dziecka wpaja się im, że za zabijanie niewiernych czeka ich nagroda po śmierci. Za nic mają życie zarówno innych, jak i swoje. Kobiety traktowane są jak zwykły towar - mężczyzna wchodzi do sklepu, wybiera, płaci marne grosze, a jak mu się znudzi wymienia na nowy. 

"Niedobrze jest być ofiarą porwania i gwałtu we wschodnim społeczeństwie. Kodeks honorowy jazydów skazuje nas na zmowę milczenia, wstyd, wygnanie, a w niektórych przypadkach nawet na zwykłą fizyczną eliminację. Gwałt to u nas temat tabu. Nasze zwyczaje zakazują nam przyjęcia innej religii. Rodzimy się i umieramy jazydami." 

Dżinan zaimponowała mi odwagą i determinacją, jakimi musiała się wykazać, by uciec z rąk oprawców, gdzie była bita, torturowana, poniżana, obrażana, zmuszana do przejścia na islam, omal nie umarła z nieleczonego zapalenia nerek. Na szczęście uniknęła gwałtu, a co za tym idzie, wykluczenia ze społeczności, ponieważ jazydzi uważają zgwałconą kobietę za zhańbioną. Ale tej odwagi starczyło jej również, gdy zdecydowała się opowiedzieć to wszystko, czego doświadczyła, będąc niewolnicą. Dobrze że tego nie przemilczała. Trzeba o takich rzeczach mówić. Nie można udawać że nas to nie dotyczy.

"Jeśli sama nie opowiem mojej historii, kto ją opowie za mnie? Jeśli nie ujawnię prawdy, część winy spadnie na mnie."

Język, jakim operuje autor jeszcze bardziej przybliża nas do narratorki, czujemy jakbyśmy razem z nią przechodzili przez to niewyobrażalne piekło. Poza tym wszystkie niezrozumiałe pojęcia oraz słowa używane w ojczystym języku Dżinan są wyjaśnione, co ułatwia czytanie. 

Książka niewielkich rozmiarów, napisana prostym językiem, który podkreśla dramatyzm opowiedzianej historii. Książka wstrząsa i daje do myślenia, zwłaszcza w świetle ostatnich wydarzeń na świecie. Niełatwo było mi ją czytać, ze względu na emocje, jakie ze sobą niesie. Bestialstwa islamskich terrorystów chyba nikt normalny nigdy nie zrozumie i nie zaakceptuje. Miejmy tylko nadzieję, że to się kiedyś skończy.

"Niewolnicę ISIS" polecam tym, których interesują dzieje wojen religijnych i losy ludzi, którzy mimo swojej niewinności stają się ofiarami fanatyków.



Za możliwość przeczytania książki dziękuję Wydawnictwu Editio.


środa, 19 października 2016

Bez pamięci - Martyna Kubacka


Bez pamięci
Martyna Kubacka
Wydawnictwo: Lucky
Liczba stron: 288
Ocena: 10/10


Nota wydawcy:
"(…) jutro jest jak nowy rozdział powieści naszego życia i tylko od nas zależy, czy będziemy kontynuować wątek z poprzedniej strony, czy zdecydujemy się na nieoczekiwany zwrot akcji."


Kasia budzi się w pięknym, nieznanym domu…

Dowiaduje się, że miała wypadek, a przystojny prawnik, który się nią opiekuje, jest jej narzeczonym. Czy jednak może mu zaufać? Co w tej historii jest prawdą, a co kłamstwem? Dziewczyna ze wszystkich sił stara się przypomnieć sobie swoją przeszłość i nie zdaje sobie sprawy z tego, że grozi jej poważne niebezpieczeństwo…

Pomiędzy dwojgiem ludzi, których los zetknął wbrew ich woli, rodzi się fascynacja i miłość. Czy uczucie będzie wystarczająco silne, żeby pokonało przeszłość i zmieniło przyszłość?

„Bez pamięci” to romantyczna opowieść o zaskakującej miłości, z fascynującym wątkiem kryminalnym w tle.


Moja opinia:


Nie znam debiutanckiej książki Martyny Kubackiej "Bezczelna", więc nie wiedziałam czego tak naprawdę mogę się spodziewać po tej. Książka urzekła mnie już samym intrygującym tytułem. Nie inaczej było z zawartością.

Wspomnienia są bardzo ważnym elementem życia. Bez nich czujemy się zagubieni, mamy wrażenie, że czegoś nam brakuje. A czy zastawialiście się, jak to jest obudzić się pewnego dnia i nie pamiętać kompletnie niczego? Nie wiedzieć kim jesteśmy i kim są otaczający na ludzie? Jak trudno wówczas zaufać nieznajomemu, który mówi nam, że jest naszym narzeczonym. To przeraża, ale coś takiego spotkało bohaterkę "Bez pamięci" Kasię.

"Przerażająca pustka. Czarna dziura. Paraliżujący spazm strachu przeszył każdy zakamarek mojego ciała."

Historia została opowiedziana zarówno z perspektywy Kasi, Piotra i pomocy domowej Marty. Dzięki naprzemiennej narracji możemy dokładniej spojrzeć na daną sytuację, poznać problem z kilku perspektyw. Ale nie wszystko od razu, autorka umiejętnie stopniuje ujawnienie prawdy. Jest w tym prawdziwa mistrzynią, wie co zrobić, abyśmy nie mogli odłożyć książki choćby na chwilę.

To powieść obyczajowa z ciekawym wątkiem kryminalnym. Pełno w niej tajemnic, niedomówień, przekrętów, wzajemnych zależności, wielkich pieniędzy, władzy. Nie brak też humoru, a nawet ironii, jakie dostarczają nam Marta i Fred. Fabuła jest ciekawa i nieprzewidywalna, a akcja mknie w zastraszającym tempie. Zakończenie natomiast wbija w fotel, wywołuje szok i niedowierzanie.

Bohaterowie zostali dobrze wykreowani, są wyraziści, autentyczni, każdy ma coś na sumieniu, łączy ich wspólna tajemnica, którą jak już poznamy wywoła w nas mocne osłupienie. Kochają,  pożądają, tracą nadzieję, podejmują niewłaściwe decyzje i gubią się. A Fred zrobił na mnie największe wrażenie.

"Gdyby wszyscy ludzie byli idealni, to świat byłby strasznie nudny. To nasze wady oraz słabości czynią nas wyjątkowymi i to dzięki nim różnimy się od siebie, jesteśmy ciekawi i oryginalni. Bez wad bylibyśmy kompletnie bez wyrazu… takie nieskazitelne, ale szarobure klony."

Autorka pokazuje, jak ważna jest pomoc najbliższych. Ważne jest, abyśmy potrafili po tę pomoc sięgnąć. Bo poszukując prawdy o sobie i innych, walcząc z przeszłością i o przyszłość nie zawsze uda się to w pojedynkę. 


"Nie zawsze jesteśmy w stanie poradzić sobie z własnymi problemami w pojedynkę. Czasami warto schować dumę do kieszeni i poprosić kogoś o pomoc, o radę albo przynajmniej o to, aby nas wysłuchał i podtrzymał chociaż przez chwilę przygniatający nasze barki ciężar."

Wątki miłosne są wysmakowane, w sam raz, nieprzesłodzone i nie epatujące wulgarnością. Nie zdominowały powieści. To duży plus. 

Jeśli mam wskazać na jakieś drobne minusy, to mogą lekko drażnić użyte zdrobnienia typu: Małpeczka, Myszka i inne infantylne określenia. Natomiast pseudonim jaki dostał Fred przebił wszystko. Wyłapałam również kilka niedopracowanych zdań i zwrotów, które można było usunąć na etapie korekty. Ale nie wpływa to na moją ogólną ocenę. 

Martyna Kubacka zaserwowała mi tak skrajne emocje, jakich się nie spodziewałam - napięcie, podekscytowanie, podniecenie, obawa, nadzieja - to wszystko sprawiło, że książkę pochłonęłam w mgnieniu oka, zdecydowanie za szybko. 

Jeśli szukacie książki pełnej humoru, doprawioną szczyptą pikanterii, tajemnicy, sensacji i wzruszenia - sięgnijcie po "Bez pamięci".


poniedziałek, 17 października 2016

Dziecko last minute - Natasza Socha




Dziecko last minute
Cykl: Matki, czyli córki (tom 2)
Natasza Socha
Wydawnictwo: Pascal
Liczba stron: 352
Ocena: 10/10


Nota wydawcy:
Kalina ma 46 lat i jest w ciąży z mężczyzną, którego poznała zaledwie kilka tygodni temu. Nieodpowiedzialność? Kryzys wieku średniego? A może późne macierzyństwo jest najpiękniejsze - jak wakacje last minute, nieplanowane, pełne niespodzianek i zaskakujących zwrotów akcji? 

Życie głównych bohaterów zostaje wywrócone do góry nogami - niepokój miesza się ze szczęściem, rodzinne relacje zmieniają się na zawsze, a byli partnerzy nie powiedzieli jeszcze ostatniego słowa... Dziecko last minute to druga (po Hormonii) część serii Matki, czyli córki - opowieści o nie zawsze łatwych związkach, ukrytych pretensjach, ale też różnych wcieleniach miłości, którą po prostu trzeba umieć dostrzec. 


Moja opinia:

Nie czytałam pierwszej części serii "Matki, czyli córki" noszącej tytuł "Hormonia", ale to w niczym mi nie przeszkadzało. Bez przeszkód można czytać bez znajomości poprzedniego tomu. Otrzymałam ogromną dawkę emocji, jakich się zupełnie nie spodziewałam. Pojawiło się rozbawienie, empatia, współczucie, złość i irytacja. To nie jest kolejna schematyczna opowieść z happy endem. Tu jest prawdziwość, realizm zarówno w postaciach, jak i wydarzeniach. 

Autorka podejmuje temat późnego macierzyństwa. Główna bohaterka Kalina zachodzi w ciążę w wieku 46 lat, można powiedzieć, że w ostatnim momencie. Dlatego "last minute" w tytule ma tu swoje uzasadnienie. Późne macierzyństwo jest dla Kaliny trudne, staje przed wieloma dylematami, gdzie niepokój miesza się ze szczęściem. Tu ciąża pokazana jest nie jako sielanka, jaką znamy z reklam. I mimo, iż dziecko Kaliny kochane jest od pierwszej chwili, to oprócz radości przynosi jej również lęk, nieustające nudności, zgagę, stan przedcukrzycowy, a jakby tego było mało, nietaktowne uwagi otoczenia czy nawet brak wsparcia u własnej matki. Obserwujemy trud bycia w ciąży, zarówno zdrowotny, jak i psychiczny. 

Mimo iż w "Dziecku last minute" poruszane są trudne sprawy, to nie zabrakło czarnego humoru sytuacyjnego i odrobiny autoironii. Cięte riposty wprawiały mnie w szaleńczy śmiech.

"W codziennym życiu, szarym i dość nijakim, tanie romanse sprzedają się równie dobrze jak kiedyś cukier na kartki, a dzisiaj kasza jaglana."

Postacie zostali wykreowani niezwykle barwne. Za ich sprawą widzimy jak kłamliwi, dwulicowi, przebiegli i złośliwi potrafią być ludzie. Denerwujące było to, że zarówno Kosma, jak i Kalina nie potrafili być asertywni. Nie umieli zdobyć się na odmowę byłemu partnerowi, co prowadziło do tego, że psuły się ich relacje z obecnymi partnerami. Najbardziej zaskoczył mnie Kosma. Wielką przyjemnością było obserwowanie jak zmienia się w odpowiedzialnego i wspierającego partnera, który służy wiedzą i pomocą w zakresie ciąży, połogu i wychowania dziecka. W tych jego staraniach i przygotowaniach do tego ważnego wydarzenia, była dla mnie najprawdziwszą komedią. Po prostu boki zrywać! Ale i mężczyźni w prawdziwym życiu mogliby brać z niego przykład, bo zazwyczaj cały trud macierzyństwa spoczywa na barkach kobiety.

"Żaden mężczyzna nie pozostanie obojętny na takie starania, nawet jeśli chwilowo kocha inną kobietę. Mężczyźni są wzrokowcami, a im bardziej coś im się podoba, tym chętniej na to patrzą. A im częściej patrzą, tym silniej pragną tego dotknąć. A już kiedy dotkną, to chcieliby również posiąść. To prosty mechanizm, który rozumie każda kobieta. Na szczęście nie każda potrafi go wykorzystać."

Powieść obfituje w zaskakujące zwroty akcji, wychodzą na jaw rodzinne tajemnice, które będą bezpośrednio dotyczyć głównej bohaterki, ale nic więcej nie zdradzę, aby nie psuć Wam zabawy. Emocje kipią zarówno z samych bohaterach, jak i w czytelniku, cały czas coś się dzieje, więc nie ma czasu na nudę. A finał... powiem tylko tyle, że mocno szokuje. 

"Mój nastrój nadal tańczy rock and rolla. Są dni błogie i pełne wewnętrznego spokoju. Są noce, podczas których budzę się i pytam samą siebie: czy to się nigdy nie skończy? A może tak jest lepiej? Może ciąża powinna trwać jeszcze dłużej, a dziecko przyjść na świat dopiero wtedy, gdy miną wszelkie wątpliwości? Choć pewnie w takiej sytuacji wiele dzieci siedziałoby w brzuchu po kilka lat."

I jeszcze nie sposób nie wspomnieć o cudownej rozczulającej okładce. Po prostu oczu od niej nie można oderwać.

Bardzo cieszę się, że mogłam przeczytać tę książkę, kiedy przez nasz kraj przetacza się ogólnonarodowa debata o macierzyństwie, odpowiedzialności, aborcji, prawie wyboru kobiety. Powieść Nataszy Sochy jest więc w tej chwili na czasie, a i myślę że i w przyszłości nie jeden raz będziemy powracać do tego tematu. 

Byłam przygotowana na cukierkową opowieść, a dostałam coś zupełnie innego, dającego do myślenia. Czytając odczuwałam pewien niepokój, bo czas macierzyństwa wciąż jest jeszcze przede mną. Uświadomiłam sobie, że ciąża to nie tylko czas błogosławieństwa, ale i czas poświęceń oraz wielu trudów z nim związanych.   


Za możliwość przeczytania książki bardzo dziękuję Autorce i Wydawnictwu Pascal




sobota, 15 października 2016

Mniej złości, więcej miłości - Natalia Sońska


Mniej złości, więcej miłości
Natalia Sońska
Wydawnictwo: Czwarta Strona
Liczba stron: 324
Ocena: 10/10


Nota wydawcy: 

Kinga pracuje w redakcji pisma modowego „Pearl”. Jej życie jest idealnie poukładane i pozbawione problemów. Fajna praca i zakochany w dziewczynie po uszy fotograf Daniel są cudownym uzupełnieniem sielanki. Nic nie zapowiada nagłego załamania…


Życie Kingi zmienia się jednak diametralnie, gdy dziewczyna dowiaduje się, że jej ukochany wyjeżdża na międzynarodowy kontrakt do Afryki i zostawia ją na kilka miesięcy. Ale nie jest to jedyna szokująca wiadomość…

Uczucia Kingi zostaną wystawione na ciężką próbę. Będzie musiała znaleźć w sobie odwagę, by stawić czoła przeciwnościom. Na szczęście może liczyć na wsparcie rodziny i niezawodnej przyjaciółki. Czy z taką pomocą Kinga zdoła odnaleźć utracone szczęście i spełnić swoje marzenia?

„Mniej złości, więcej miłości” to historia o przyjaźni, uczuciach, rodzinnych więziach, nierozwikłanych zagadkach, niedopowiedzeniach i ogromnym poświęceniu. Burzliwe emocje biorą tu górę, złość pojawia się niejednokrotnie, a miłość odgrywa jak zwykle bardzo ważną rolę. 


Moja opinia:

Spoglądając na piękną okładkę i intrygujący tytuł, zastanawiałam się, co też takiego dostanę w środku. Złość, miłość, a może coś jeszcze innego? 

"Miłość, tak jak życie, często jest przewrotna. Choćbyś nie wiem, jak pewnie czuła się w miłości, ona zawsze może cię zaskoczyć. A ta miłość, która silniejsza jest od kochania, zazwyczaj jest też nieracjonalna. Ale nigdy nie chce źle, zawsze działa w dobrej wierze. Za to ją trzeba cenić, że ona siebie jest w stanie poświęcić."

Autorka z wielką dokładnością i dojrzałością przedstawia relacje międzyludzkie. A że jest tak młodą osobą, tym bardziej chylę czoła. Problemy, jakie opisuje mogą dotknąć każdego z nas. Pokazuje również, że miłość może przyjmować różne oblicza oraz to, że nie należy sądzić po pozorach, zbyt łatwo oceniać drugiego człowieka, bo możemy tym bardzo kogoś skrzywdzić. Rozmawiajmy ze sobą, wyjaśniajmy nieporozumienia. 

"Budowania związku też trzeba się nauczyć, nie można iść na łatwiznę, korzystać z cudzych receptur. To jak ściąganie w szkole. Jeśli spiszesz wszystko ze ściągi, to umiesz tylko w teorii i gdy przychodzi do zastosowania wiedzy w praktyce, rozkładasz ręce."

"Szczęście trzeba pielęgnować. Jak piękny kwiat, który dostajesz w prezencie. Jest zachwycający dopóty, dopóki o niego dbasz. Jeśli wydaje ci się, że szczęśliwsza już być nie możesz, dbaj o to uczucie, bo niepielęgnowane może w każdej chwili zbladnąć, zmaleć." 

"Czasem trzeba przejść wewnętrzną przemianę, by odnaleźć drogę do swojego szczęścia. Szukałam, błądziłam, aż w końcu znalazłam."

Bardzo zgrabnie został wpleciony wątek sensacyjno-kryminalny, dzięki któremu cała historia zyskała na dynamice. Zakończenie natomiast było dla mnie nie lada zaskoczeniem - czegoś takiego zupełnie się nie spodziewałam. I choć muszę przyznać, że liczyłam na inne, to i tak wielkie brawa należą się autorce za to zaskoczenie. Pełno tu sekretów, tajemnic, kłamstw, śledztwa, szpiegów, prowokacji, obław policyjnych - naprawdę sporo się dzieje. Wszystko zgrabnie się łączy, nic nie jest wymuszone czy napisane na siłę. Czytając aż trudno się oderwać, nie poznawszy finału.

Bohaterowie są wyraziści, nietuzinkowi, łatwo ich polubić, utożsamić się z nimi. Moim sercem zawładnął Kamil - z zewnątrz otoczony skorupą despotycznego, oschłego policjanta, a w środku to troskliwy i wrażliwy mężczyzna.

"Mniej złości, więcej Miłości" to piękna, ciepła, wzruszająca, skłaniająca do refleksji powieść o poświęceniu w imię miłości do osób, które kochamy. To także powieść o pięknej przyjaźni, tak bardzo czasem potrzebnej, aby pokonać wszelkie przeszkody, jakie stawia nam życie. I wreszcie to książka o wewnętrznej przemianie, poszukiwaniu szczęścia. 

Dostałam całą paletę emocji. Pani Natalia wie, jak zainteresować czytelnika opowiedzianą historią. A czy znalazłam w tej książce więcej złości, a może miłości? Tego Wam nie powiem, zapraszam do lektury.



Za możliwość przeczytania książki dziękuję Wydawnictwu Czwarta Strona. Tym bardziej dziękuję, gdyż książka gdzieś po drodze zaginęła, a Wydawnictwo książkę wysłało do mnie ponownie. Pełen profesjonalizm!  

  

środa, 12 października 2016

Grzechu warta - Agata Przybyłek


Grzechu warta
Cykl: Nie zmienił się tylko blond (tom 3)
Agata Przybyłek
Wydawnictwo: Czwarta Strona
Liczba stron:374
Ocena: 9/10 


Nota wydawcy:
Agata, córka Iwonki – bohaterki znanej z „Nie zmienił się tylko blond” i wnuczka Haliny z książki „Nieszczęścia chodzą stadami” – wraca do rodzinnego domu na wakacje. Niestety szybko okazuje się, że nie ma tam ani odrobiny prywatności. Postanawia więc zamieszkać u dziadków, by w spokoju rozkoszować się urokami lata. Nic jednak nie idzie tak, jak zaplanowała… Dokąd zaprowadzi Agatę nadmierna kontrola babci Halinki? I gdzie w tym wszystkim miejsce na miłość?


Pełna bezpretensjonalnego humoru, lekka opowieść o dziewczynie, która, chcąc uwolnić się od nadopiekuńczej rodziny, na zawsze zmieniła swoje życie.



Moja opinia:

Agata Przybyłek kolejny raz zaprasza do Sosenek i serwuje przezabawną historię pełną humorystycznych sytuacji, dialogów i intryg.

Babcia Halinka że tak powiem w tej części rozwija skrzydła. Co chwilę byłam zaskakiwana przez nią niebanalnymi pomysłami i przemyśleniami. Trudno było się nie śmiać. Ale gdybym miała nie daj Boże taką babcię... na dłuższą metę, podobnie jak główna bohaterka nie zniosłabym takiego kontrolowania oraz nadmiernej opiekuńczości i prędzej czy później (pewnie prędzej) uciekłabym. 

"(…) coraz bardziej obawiała się myśli, że z powodu babci jej wymarzone wakacje wcale nie będą aż takie cudowne."


Humoru w tej książce pełno - dowcip sytuacyjny, jak i słowny jest niewymuszony i naturalny. 

Wątek miłosny nie jest banalny. Jest subtelny, naturalny i z wielką przyjemnością obserwowałam jak się rozwinie.

Bohaterowie są dobrze wykreowani, są ludzcy, z wadami i zaletami. Bo przecież i w prawdziwym życiu nie ma ideałów.

Ciekawym pomysłem okazała się agencja, w której pracuje Agata. Wiadomo, że takim firm nie ma, ale to było niezwykle interesujące.

Opisy są plastyczne i realistyczne, więc bez większego problemu mogłam wyobrazić sobie te wszystkie miejsca i osoby, o których opowiada autorka.

W książce cały czas coś się dzieje, więc nie ma czasu na nudę. A gdy wszystkie spiski i intrygi wychodzą w końcu na jaw, mogłam powiedzieć, że ubawiłam się wyśmienicie, ta książka jest naprawdę grzechu warta.

Jeśli szukacie książki o miłości, rodzinie i kłamstwach doprawionej dobrym humorem - "Grzechu warta" będzie idealnym wyborem. Polecam całą serię o Sosenkach.