środa, 26 lipca 2017

Dwoje nie do pary. Rzęsy i nonsensy - Olivia S.


Dwoje nie do pary
Olivia S.
Wydawnictwo: Novae Res
Liczba stron: 242
Ocena: 8/10

Moje wrażenia:


Czy miłość do grobowej deski istnieje? Pewnie każdy choć raz się nad tym zastanawiał. To główne pytanie przyświecające tej książce. A czy można jednoznacznie na nie odpowiedzieć?  

Bohaterka i jednocześnie narratorka książki (nazwę ją O) to mieszkanka wielkiego miasta W, która opisuje swoje codzienne życie, które wiedzie u boku męża nazywanym R. To kobieta nowoczesna, która odnosi sukcesy, jak i życiowe porażki. Mąż nieustannie powtarza jej, że będą na zawsze i że kocha ją taką jaką jest. Między małżonkami, jak to w życiu, dochodzi do poważnych kłótni, by za chwilę oddać się gorącemu seksowi.
  
"Zachowanie równowagi w braniu i dawaniu to chyba najkrótsza i najtrafniejsza recepta na trwały związek."

To niby lektura wpisująca się w powieść obyczajową, ale przypomina mi dziennik, bowiem mamy do czynienia z zapisem w większości własnych doświadczeń autorki. Przynajmniej takie można odnieść wrażenie.

Jesteśmy społeczeństwem rozwodników, wystarczy tylko się rozejrzeć. Autorka dobitnie pokazuje, że nie ma sprawdzonej recepty na udane szczęśliwe, pożycie. Skupia się na relacjach w związku, na zaufaniu, doszukuje się wad i zalet zarówno kobiet, jak i mężczyzn.

"... ja jestem jak mango, a on jak banan - rośliny na zupełnie innych drzewach, ale zrządzeniem losu współtworzymy jeden gęsty koktajl."

Dialogi są tak naturalne, że ma się wrażenie, że przysłuchujemy się tym rozmowom siedząc gdzieś z boku. Tu w zasadzie wszystko w tej książce wydaje się takie prawdziwe, realistyczne. W tej codzienności możemy upatrywać odzwierciedlenia samych siebie. Bo i czyż nie my sami podobnie się nie zachowujemy? Przyziemność nas otacza - jemy śniadanie, robimy zakupy, urządzamy mieszkanie, opiekujemy się partnerem podczas jego choroby, chodzimy na imprezy czy kochamy się.  

Olivia S. nie boi się tematów tabu, mówi jak jest, a przy tym nie ocenia, nie narzuca nam swojego zdania, jednocześnie wszystko podaje z niewymuszonym humorem. Pisze o rozwodach, seksie, miłości, zdradach, męskim egoizmie, przemijaniu i pragnieniu bycia młodym. Odkrywa się przed nami, pokazując swoje emocje, przeżycia, obawy, słabości, przyzwyczajenia, myśli, uczucia. Wykłada wszystko wraz z pikantnymi szczegółami pożycia małżeńskiego. Wielu czytelników pewne wnioski, poglądy i rozważania głównej bohaterki mogą oburzać, może się z nimi nie zgadzać. Ale ilu ludzi, tyle różnych spojrzeń na związek.  

"Nie ma co się łudzić - związek to wzajemne zaspokajanie swoich potrzeb."

Książka zmusza do analizy, do bliższego przyjrzenia się własnemu związkowi. Jestem pewna, że znaczną część z czytających zmusi do zmian, do popracowania nad naszymi relacjami. Osobiście na wiele rzeczy spojrzałam pod innym kątem i wysunęłam własne wnioski, a przy tym bawiłam się świetnie. 

"Dwoje nie do pary. Rzęsy i nonsensy" to powieść odważna, napisana bez cenzury, która wprowadza w dobry pozytywny nastrój. Mimo iż autorka przytacza zabawne sytuacje z życia codziennego, egzystencji współczesnej kobiety i samych związków, to jest to przede wszystkim książka o miłości, w której związek został rozłożony na czynniki pierwsze. Mając tę lekturę, żadne poradniki nie będą już Wam potrzebne. 


Za możliwość przeczytania książki dziękuję Wydawnictwu: Novae Res



niedziela, 23 lipca 2017

Wesoła rozwódka - Iwona Czarkowska


Wesoła rozwódka
Iwona Czarkowska
Wydawnictwo: Replika
Liczba stron: 352
Ocena: 8/10

Moje wrażenia:


Niedawno miałam okazję czytać "Damę z kotem" Iwony Czarkowskiej, która zrobiła na mnie pozytywne wrażenie. Czy tym razem było podobnie? Wesoła rozwódka... hmm trochę dziwne, prawda? Gdy ujrzałam ten tytuł od razu skojarzył mi się ze starym czarno-białym filmem z Fredem Astairem i Ginger Rogers w rolach głównych. Ale to tylko z tytułu. 

Alicja Kalicka wiedzie na pozór szczęśliwe życie do chwili, gdy pewnego dnia w progu jej mieszkania staje kochanka męża, na dodatek spodziewająca się jego dziecka. Magda wyprowadza się do kawalerki najlepszej przyjaciółki, składa pozew o rozwód i rozpoczyna nowe życie. Od tego momentu postanawia wszystkim udowodnić, że kobieta po rozwodzie wcale nie musi zalewać się łzami. Może być wesoła i z perspektywą spoglądać na to, co jeszcze przed nią. Nowe życie rozpocznie od pomocy innym kobietom, które doświadczyły podobnego zawodu. 

"Paweł zawsze mówił, że jest naiwna. Chyba miał rację. Podobno była ostatnią osobą, która dowiedziała się, że ukochany mąż ją zdradza."

Bohaterowie są wyraziści, zarówno ci pierwszo-, jak i drugoplanowi, każdy z nich został obdarzony wadami i zaletami. Ze wszystkimi można znaleźć wspólny język. Wyjątkiem jest Paweł, który tak mnie wkurzał, że miałam ochotę złapać go za fraki i porządnie przetrzepać mu skórę. 

Rozwód to zawsze jakaś życiowa porażka. Ale Iwona Czarkowska w swojej książce pokazuje, że można przekuć ją w sukces, wyjść na prostą z wysoko podniesioną głową. Dzięki przyjaciółkom, ich wsparciu, Alicja zyskuje wiarę we własne siły i możliwości. Rozkręca biznes, ale jaki biznes! Tego nie zdradzę, musicie sami się dowiedzieć, a będziecie zaskoczeni równie mocno jak ja. Może i ta rzeczywistość opisana przez autorkę jest zbyt kolorowa, ale dzięki takiemu spojrzeniu można wyciągnąć coś dla siebie, wszystko zależy od nas samych. 

"Kto powiedział, że kobieta porzucona przez męża jest samotna?

Pomysł na fabułę okazał się interesujący, trafny i fajnie poprowadzony. Humor wręcz zalewa karty tej powieści, a przy tym w żaden sposób nie jest wymuszony. Komizm sytuacyjny i perypetie głównej bohaterki należy potraktować z przymrużeniem oka i po prostu oddać się przyjemności z lektury. Momentami śmiałam się do rozpuku. Niektóre wydarzenia zakrawają na absurd i ironię, jak chociażby gipsowy krasnal w domu. Osobiście lubię czasem wziąć do ręki taką książkę, która w skuteczny sposób mnie rozbawi i zrelaksuje. A ta lektura jest wręcz idealna na lato. Poza tym czyta się przyjemnie i szybko ze względu na przystępny styl i język, jakimi została napisana. 

Podsumowując, "Wesoła rozwódka" to powieść, która skrzy humorem i  z całą pewnością poprawi samopoczucie każdego czytelnika. Daje wiarę i nadzieję na to, że zawsze można zacząć od nowa i że rozwód to jeszcze nie koniec świata, a być może początek czegoś nowego, lepszego.   


Za możliwość przeczytania książki dziękuję Wydawnictwu Replika


środa, 19 lipca 2017

Przedpremierowo "Kelner" Przemysław Garczyński


Kelner
Przemysław Garczyński
Wydawnictwo: Novae Res
Liczba stron: 224
Ocena: 8/10
Premiera: 11 sierpnia

Moje wrażenia:

Coraz więcej blogerów decyduje się na napisanie i wydanie własnej książki. Przemysław Garczyński to twórca serwisu 3telnik.pl. Podczas wyboru tej książki, nie wiedziałam, że jej autorem będzie znany mi bloger. Natomiast pierwsze na co zwróciłam uwagę, to jej okładka. Siekiera z ręką ociekające krwią - to robi wrażenie. Następnie był opis, który tylko podsycił moją ciekawość, a później gdy już wzięłam ową powieść do ręki, wszystko potoczyło się błyskawicznie. Niniejsza lektura może i nie jest wielka objętościowo, ale zapewniam Was, że na tych ponad dwustu stronach sporo się wydarzy. 

Już od pierwszych stron autor mocno uderza. Jest zbrodnia i trup - kibic Legii Warszawa, którego znajduje emerytowany woźny - Eugeniusz Chorwat. Śledztwa podejmują się policjanci z poznańskiej Komendy Wojewódzkiej oraz ich warszawski partner - Wojciech Gót. Im dalej, tym wszystko się plącze, nic nie jest jasne, przybywa niewiadomych. Dłuższy czas nie wiadomo kim jest morderca, a kim ofiara. I co ma wspólnego memento z Boskiej Komedii Dantego Alighieri: "Porzućcie wszelką nadzieję, wy, którzy tu wchodzicie." z miejscem zbrodni? W międzyczasie zostaje zamordowana Dinara (córka znanej artystki), przyjaciółka byłej dziewczyny Jakuba, Dominiki, co jeszcze bardziej gmatwa fabułę. Czy policjantom uda się rozwikłać tę i inne zagadki? I co z tym wszystkim ma wspólnego historia Wikingów?

"W głębi ducha czuł, że w pogoni za mordercą umyka im ofiara, a to przecież ona (a w tym przypadku on) jest najważniejszym elementem tej układanki." 

Postacie są nietuzinkowi, zostali dobrze wykreowani, zwłaszcza Wilczek. Dialogi miedzy poszczególnymi bohaterami są naturalne, niekiedy ociekają humorem, co osobiście bardzo lubię. Równowaga pomiędzy opisami a dialogami została zachowana. Lekki, prosty, plastyczny język i styl sprawiają, że czyta się przyjemnością. Akcja mknie niczym piłka wprost do bramki. Nie ma niepotrzebnych przestojów, dłużyzn.

To, co mi się spodobało, to dopuszczenie tak blisko śledztwa rzecznika prasowego w postaci Izabeli Malak. W realu tak to nie wygląda. Ten element wypadł udanie. Z takim wątkiem jak do tej pory w książkach jeszcze się nie spotkałam. To oryginalne posunięcie. Swoja drogą, Malak to bardzo interesująca postać.    

Zagadka kryminalna okazała się interesująca. Nic nie jest takie, jakim się początkowo wydaje. Bohaterowie prowadząc swoje śledztwo, niejednokrotnie odwołują się do literatury, muzyki, filmów, programów telewizyjnych, utartych powiedzonek, polityki czy znanych osób. Ważną rolę odgrywają tu także technologie naszych czasów, takie jak: smartfony, laptopy, internet, facebook. Autor wyraźnie zaznaczył, że to wszystko w znaczny sposób pomaga w prowadzeniu śledztwa. 

"Czy wątek sportowy jest wpleciony w główny motyw, czy może stanowi przykrywkę?" 

Autor dobrze, w ciekawy i sugestywny sposób oddał miasto Poznań, jego ulice, ważne miejsca. Dało się nawet wyczuć pewną ironię w tym, jak Poznaniacy postrzegają Warszawę i jej mieszkańców. Poza tym mamy liczne wtrącenia gwary poznańskiej.    

Muszę jeszcze wspomnieć o tytule, który zmylił mnie, bo z prawdziwym kelnerem ma on niewiele wspólnego, ale to pod koniec książki się wyjaśnia. Nic więcej nie zdradzę, to musicie sami odkryć. Natomiast zakończenie, a właściwie ostatnie zdania mocno mnie zaintrygowały, sugerując, że to jeszcze nie koniec tej historii.

"Nie o taką Polskę walczyli, nie o taki finisz im chodziło. "

"Kelner" to oryginalny kryminał z elementami komedii i powieści obyczajowej, w której sport, pseudokibice, historia Wikingów, literatura, samotność, trudne śledztwo, tworzą zagmatwaną i intrygującą zagadkę kryminalną. Debiut interesujący, udany, nawet bardzo, ale ze strony autora czekam na jeszcze większe wow, mam nadzieję, że czymś mnie zaskoczy. Z niecierpliwością będę wyglądać kolejnych książek Przemysława Garczyńskiego. 




Za możliwość przeczytania książki i napisania do niej rekomendacji dziękuję Wydawnictwu Novae Res


niedziela, 16 lipca 2017

Koncert cudzych życzeń - Izabella Frączyk


Koncert cudzych życzeń
Cykl: Stajnia w Pieńkach (tom 1)
Izabella Frączyk
Wydawnictwo: Prószyński i S-ka
Liczba stron: 320
Ocena: 9/10

Moje wrażenia:


Magda wiedzie na pozór szczęśliwe życie i małżeństwo. Jej mąż to typowy maminsynek. Żyje pod dyktando matki Leontyny, która potrafi umiejętnie grać na emocjach syna. Do tego od jakiegoś czasu steruje życiem Magdy i chce by ta spełniała jej fanaberie. Jej intrygi i kłamstwa... oj nie chciałabym mieć takiej teściowej. Narobiła długów i ma plan, by synowa je spłaciła sprzedając otrzymaną po babci w spadku stadninę koni w Pieńkach, która jak się okazuje jest zadłużoną ruiną. W pewnym momencie Magda mówi dość, bierze życie w swoje ręce i zaczyna wszystko od nowa wyjeżdżając na wieś. Dla kobiety będzie to wielkie życiowe wyzwanie. Czy podoła i rozkręci biznes? A co z prywatnym życiem? Tego wszystkiego dowiecie się na kartach niniejszej powieści.

"Do tej pory nie miałam marzeń, od dawna żyłam cudzymi. Na dodatek w przekonaniu, że nie stać mnie na własne, bo nie jestem ich godna."

Z bohaterami z łatwością można znaleźć wspólny język, utożsamić się, zwłaszcza z Magdą. Ich problemy wydają się naszymi problemami. Bardzo podobało mi się to, że w końcu Magda przeciwstawiła się mężowi i teściowej oraz sposób w jaki to zrobiła. Jej przemiana jest interesująca. Z szarej myszki stała się kobietą odważną, która w końcu zaczyna wiedzieć czego chce.   

"Życie właśnie boleśnie przygięło jej kark. Tak mocno, że nie miała siły się podnieść. Jak dotychczas świetnie opanowała sztukę chowania głowy w piasek, tymczasem w aktualnym stanie ducha bardziej by się jej przydała umiejętność wstawania z kolan."

Wątek koni stanowi tło, nie przesłania reszty fabuły, choć już na samym początku główna bohaterka będzie musiała poradzić sobie z porodem tego zwierzęcia. Pojawiający się ciekawy wątek kryminalny z dwoma trupami sprzed lat dodał powieści smaczku. Prawdziwą gratką był dla mnie wątek z farmą strusi pod Olsztynem, bo sama mieszkam niedaleko. Kolejną sprawą była "sprzedaż" samochodu przez Magdę, co wręcz rozbawiło mnie do łez. Rewelacja! Oprócz tego pojawia się temat nadużywania alkoholu i zdrady, co sprawi, że krew w żyłach zawrze. Natomiast zakończenie okazało się niezwykle intrygujące i zachęcające do poznania dalszych losów bohaterów. 
  
Z książki wyraźnie bije przesłanie, że nie należy żyć dla kogoś, a dla siebie. Czasem potrzebny jest zdrowy egoizm i umiejętność powiedzenia nie. Nie można dawać się przez całe życie wykorzystywać. Każdemu z nas należy się coś od życia. A Magda w pewnym momencie o tym zapomniała. O swoich marzeniach, planach, pragnieniach.  

Akcja toczy się wartko, cały czas coś się dzieje, coś nowego się pojawia mimo iż fabuła nie jest skomplikowana. Czyta się bardzo przyjemnie, co jest zasługą lekkiego stylu i prostego języka, jakimi posługuje się autorka. Jedynie małym minusem jest zbyt często powtarzanie imienia głównej bohaterki w miejscach, gdzie przykładowo wiadomo kto jest wypowiadającym daną kwestię czy myśl. Ale to tylko sprawa czysto kosmetyczna nie wpływająca na ogólny odbiór książki. 

"Koncert cudzych życzeń" to ciepła powieść o życiu, które zaskakuje, o przyjaźni, zaufaniu i próbie rozpoczęcia wszystkiego od nowa. Napawa optymizmem i wiarą w lepsze jutro. Polecam!

Za możliwość przeczytania książki dziękuję Autorce
         






czwartek, 13 lipca 2017

"Szkoła żon" i "Pensjonat marzeń" Magdalena Witkiewicz


Szkoła żon 
&
Pensjonat marzeń
Magdalena Witkiewicz
Wydawnictwo: Filia
Liczba stron: 500
Ocena: 9/10

Moje wrażenia:


 "Szkoła żon" 

Świeżo rozwiedziona Julia podczas opijania w klubie z przyjaciółkami rozwodu wygrywa trzytygodniowe zaproszenie do luksusowego SPA o nazwie "Szkoła Żon". Kobieta straciwszy wiarę w miłość, decyduje się na wyjazd. W mazurskiej głuszy poznaje kilka innych kobiet. Będzie to niezapomniana przygoda (a nawet coś więcej) życia dla każdej z nich. Po powrocie nic już nie będzie takie samo. A tytułowa Szkoła żon to idealne miejsce dla kobiet, które chcą złapać wiatr w żagle i poczuć się szczęśliwe. Znajdą tam wszystko, czego potrzebują i pragną. Szkoła nauczy je zdrowego egoizmu, dbania o siebie, o zaspokojenie swoich potrzeb, a dopiero potem partnera. Uczy by same ze sobą czuły się dobrze i zaczęły inaczej traktować swoją osobę. Kobieta, która trafi do tego miejsca nabierze pewności siebie i stanie się otwarta na to, co nowe. I do takiej szkoły trafiają Julia, Jadwiga, Michalina i Marta, gdzie między kobietami zawiązuje się przyjaźń. Ze szkoły wyjdą silniejsze, odmienione i wiedzące czego chcą od życia, a raczej czego już nie chcą.

"Wiesz moja mama mówiła mi, że nic nie dzieje się bez przyczyny. Jeżeli coś się dzieje, to tylko po to, by pociągnęło za sobą jakieś sznurki, które poruszą to, co musi i tak nas spotkać. I coś w tym chyba jest." 

Dużym plusem było dla mnie to, że bohaterkami nie są tylko młode dziewczyny (jak to zazwyczaj bywa w erotykach). Tu spotykamy bohaterki w każdym przedziale wiekowym. Różni je nie tylko wiek, ale i wygląd, doświadczenie życiowe czy plany na przyszłość. Ale jest coś, co je wszystkie łączy - każda pragnie szczęścia, a w dotychczasowym życiu doznała zdrady, braku miłości i zrozumienia. Bardzo łatwo można się z nimi utożsamić, znaleźć którąś podobną do siebie. 

W książce nie brak śmiałych opisów scen erotycznych, ale podanych ze smakiem. I mimo iż jest to powieść erotyczna, zawiera w sobie ważne przesłanie, które jeśli tylko będziemy chcieli, to je dostrzeżemy. My, kobiety mamy nie tylko obowiązki domowe, małżeńskie i rodzicielskie, ale i prawa, z których powinnyśmy śmiało korzystać. Potrzebujemy od życia chwili dla siebie, oddechu, egoizmu, przysłowiowych swoich pięciu minut, zwłaszcza teraz, w tak zabieganym świecie. Bo szczęśliwa kobieta to szczęśliwa żona i matka. Czytając to wszystko, aż chciałoby się znaleźć w takim miejscu. Życie jest tylko jedno, więc dlaczego by z niego nie korzystać?

Powieść zarówno odważna, jak i romantyczna, napisana lekkim, przystępnym językiem, więc czyta się bardzo przyjemnie i szybko.

Dostałam moc pozytywnej energii, bawiłam się świetnie. Lektura wzruszyła mnie i zmusiła do przewartościowania kilka rzeczy w swoim życiu. Książka motywuje do zmiany swojego życia na lepsze, do zawalczenia o szczęście. "Szkoła żon" to powieść dla każdej kobiety, żony i nie żony. Jestem pewna, że dzięki niej każda z Was dostrzeże swoją wartość i potrzeby. 
    

 "Pensjonat marzeń" 

Zaczynając czytać ten tom, najbardziej ucieszył mnie fakt, że nie czytałam oddzielnych części, a od razu za jednym razem obie. To świetny pomysł wydawnictwa. 

W "Pensjonacie marzeń" powracają znane nam bohaterki ze "Szkoły żon". Polubiłam je wszystkie, dlatego ciekawa byłam, jak potoczą się ich dalsze losy. Ale oprócz dobrze już nam znanych postaci, pojawią się nowe, więc na nudę nie można narzekać, bo dzieje się naprawdę dużo. Bohaterki już wiedzą, że ich los zależy tylko i wyłącznie od nich samych. Tym razem same stworzą szkołę na Kaszubach o nazwie "Pensjonat Marzeń". Nie obejdzie się przy tym bez problemów, przeszkód, ale jak to mawiają, w przyjaźni siła. Razem można wszystko osiągnąć. Autorka bardzo fajnie pokazała tę babską przyjaźń, solidarność i wzajemne wsparcie.  

"Jakie to dziwne, że na zewnątrz człowiek ma stare opakowanie, a w środku jest tą samą młodą, uśmiechniętą kobietą. Dziwne i trochę niesprawiedliwe..."

Erotyki w tym tomie jest zdecydowanie mniej, a ta, która się pojawia, utrzymana jest w tonie z poprzedniej części, bez niepotrzebnych dziwnych nazw czy zwrotów. 

Przedstawiona przez autorkę historia pokazuje, że mimo życiowych niepowodzeń, nie można się poddawać, trzeba walczyć o swoje szczęście. Trzeba pamiętać o tym, że w życiu nigdy nie jest za późno na zmiany. Magdalena Witkiewicz utwierdziła mnie w przekonaniu, że co by nie napisała, potrafi zdobyć tym moje serce. 

"Pensjonat marzeń" to lektura niezwykle optymistyczna, lekka, zmysłowa, romantyczna, o marzeniach, miłości, przyjaźni, a przede wszystkim o kobietach. Moje wycieczki do "Szkoły żon" i "Pensjonatu marzeń" uważam za bardzo udane. Wam również je polecam! 

  

poniedziałek, 10 lipca 2017

Dobroć nieznajomych - Katrina Kittle


Dobroć nieznajomych
Seria: Kobiety to czytają!
Katrina Kittle
Wydawnictwo: Prószyński i S-ka
Liczba stron: 512
Ocena: 9/10

Moje wrażenia:

To już kolejna powieść z serii "Kobiety to czytają" jaką miałam okazję czytać. O tych książkach rzeczywiście aż chce się rozmawiać, bowiem poruszane w nich problemy są bliskie każdej kobiecie. 

Sarah Laden to młoda wdowa wychowująca dwóch synów. Stara się jak może, aby zapewnić im normalny, pełen ciepła dom. Pewnego dnia w przypływie impulsu pod swój dach przyjmuje ciężko doświadczonego przez los chłopca. Jordan to cichy, wyobcowany kolega ze szkoły syna Sarah, Danny'ego. Wszystko w ich poukładanym dotąd życiu się komplikuje, gdy na jaw wychodzą mroczne sekrety z przeszłości. 

Lekki tytuł może sugerować, że będziemy mieli do czynienia z czymś optymistycznym, przyjemnym. Ale wcale tak nie jest. Wręcz przeciwnie. Autorka postanowiła zmierzyć się z trudnym tematem, jakim jest pedofilia, molestowanie, kazirodztwo, przemoc. Do tego dołożyła skomplikowane relacje rodzinne, uprzedzenia i brak zaufania. W moim odczuciu autorka ze wszystkimi tymi tematami poradziła sobie świetnie. 

"I kto skazał na taki los jego - pozwolił mu przeżyć straszliwe zbrodnie przeciwko jego ciału i duszy, dojść do siebie, rozkwitnąć, po to tylko, by potem obarczyć go czymś takim? To było nieludzkie, chore."

Wszystkie opisane wydarzenia możemy poznać z czterech punktów widzenia - z perspektywy Danny`ego, Sarah, Nate`a i Jordana. W zasadzie każdy z bohaterów poniósł stratę, która w znaczny sposób zmieniła jego życie. Jednak największe wrażenie zrobiło na mnie to, kiedy to Jordan był narratorem. To nad wiek dojrzały chłopiec. Wraz z nim odczuwałam nie tyle strach, co nawet przerażenie. Katrina Kittle wiarygodnie i ze szczegółami pokazała to, co dzieje się w głowie krzywdzonego dziecka. Czytając przeżywałam wszystko wraz z Jordanem. Emocje niejednokrotnie brały górę i musiałam robić sobie przerwy, aby to wszystko jakoś przetrawić, poukładać. Ciężko czyta się takie książki, kiedy jest się samemu wrażliwym na takie zło, na dodatek w stosunku do bezbronnego dziecka. Tylko bestia, nie człowiek, jest zdolna do takich niecnych, zwyrodnialczych czynów. Podczas lektury mnóstwo pytań kotłowało się w mojej głowie. Bo ile jest takich historii jak ta wokół nas? Ile zła dzieje się za zamkniętymi drzwiami, za ścianą? Złość, nienawiść, żal, smutek, współczucie - to tylko mała część emocji i odczuć w trakcie lektury, jakie mi towarzyszyły. Ta powieść wyczerpała mnie emocjonalnie. 


"Żywimy głębokie przekonanie, że przestępcy (...) to potwory, a potwora przecież rozpoznamy na pierwszy rzut oka, prawda?"      
  
"Dobroć nieznajomych" to powieść mocna, poruszająca, wzbudzająca wiele emocji o rodzinie, strachu, winie, sile przebaczenia, miłości i przyjaźni. To książka, która tak łatwo nie da o sobie zapomnieć. Zmusza do refleksji i chwili zatrzymania się, do rozejrzenia się wokół. Uwrażliwia na to, co dzieje się wokół nas. Sprawia, że dokładniej zaczynamy przyglądać się naszemu otoczeniu. Jest impulsem do działania, by nie przyglądać się biernie na krzywdę niewinnych. 



Wyniki konkursu z "Reemisją" Izabeli Milik

Czas na wyłonienie zwycięzcy rozdawajki, gdzie do zdobycia była "Reemisja" Izabeli Milik pod moim patronatem medialnym. 



Książka wędruje do:

Kasia K.

Gratuluję :)

Podeślij mi swoje dane adresowe na maila: iza.81@o2.pl 

A wszystkich pozostałych zapraszam na fanpage bloga, gdzie niebawem kolejny konkurs z "Reemisją".  



piątek, 7 lipca 2017

W rytmie passady - Anna Dąbrowska


W rytmie passady
Anna Dąbrowska
Wydawnictwo: Zysk i S-ka
Liczba stron: 392
Ocena: 10/10

Moje wrażenia:


Poznajcie Julitę, uczennicę warszawskiego liceum. Dziewczyna nie jest typową nastolatką. Nie spotkacie jej na imprezie, nie ujrzycie na randce z chłopakiem, ani w towarzystwie przyjaciół. Jest zagubiona, nikomu nie ufa, a jej zachowanie związane jest z wydarzeniami z przeszłości. Jednak pewnego dnia otrzymuje propozycję, która może odmienić jej życie. Musi jedynie (a może aż) zatańczyć w konkursie kizomby. 

Z kolei Marcel to przystojny, pewny siebie tancerz i instruktor. Gdy dowiaduje się o chorobie matki, postanawia również wystartować w konkursie tańca, by ewentualną wygraną przeznaczyć na pomoc rodzicielce. Julitę i Marcela dzieli przepaść, która wydaje się nie do pokonania. Ale czy aby na pewno?

Zanim dowiedziałam się o tej książce, nie wiedziałam o istnieniu tańca, jakim jest kizomba. I właściwie co to ta tytułowa passada? Mocno mnie to zaintrygowało i po prostu musiałam poznać tę powieść.

"(...) czasami szczęście można znaleźć na wyciągnięcie ręki. Szczęścia nie mierzy się miarą centymetrów, pieniędzy i wieku. Szczęście mierzy się ilością uśmiechów i rytmem bicia naszych serc, przypominającym tempo tańczenia passady."
  
Najbardziej ucieszył mnie fakt, że mogłam śledzić całą akcję z perspektywy obojga bohaterów. To pozwoliło mi na bliższe poznanie ich myśli, uczuć i emocji. A wierzcie mi, ich spojrzenie na wiele wydarzeń jest zgoła odmienne, przez co jest bardzo interesująco. Zostali dopracowani w najdrobniejszym szczególe. Przyjemne było obserwowanie tego, jak ciekawą przechodzą metamorfozę, to jak siebie nawzajem poznają i jak rodzi się między nimi uczucie. Czytając niejednokrotnie zastanawiałam się, czy tacy mężczyźni jak Marcel istnieją w realu? Chłopak miał do Julii i jej, mogłoby się wydawać irytującego zachowania, nieograniczone pokłady cierpliwości. No ideał po prostu. Choć jeśli wziąć pod uwagę to, co przeszła ta dziewczyna, nikogo nie powinno dziwić jej zachowanie i lęki wobec innych ludzi. 

"Miłość jest niedorzeczna i przez to niepowtarzalna."

Scena miłosna, jaka się pojawia, jest pięknie przedstawiona. Bez zbędnej wulgarności, z uczuciem. Kolejnym wątkiem, który zasługuje, aby o nim wspomnieć jest choroba matki Marcela. Ujęła mnie więź pomiędzy tą dwójką. Chłopak rezygnuje ze swoich marzeń, aby pomoc kobiecie. Bardzo kibicowałam mu w jego staraniach.

"Bałem się śmierci matki, bałem się pustki, która po niej pozostanie. Obawiałem się, że będzie umierała cierpiąc katusze. Bałem się też bezcelowości swojego życia, bałem się miłości, która potrafiła zgnieść serce na miazgę."
     
Zakończenie sprawiło zaś, że łzy płynęły po moich policzkach niepohamowanym strumieniem. Nie tego się spodziewałam, nie tak miało być... Moje serce zostało roztrzaskane na milion kawałków. Jeszcze długo będę musiała je sklejać. Być może do następnej powieści pani Ani, która pewnie ponownie je złamie.     

Muszę wspomnieć tu jeszcze o samym tańcu. Byłam szalenie ciekawa, w jaki sposób autorka go przedstawi. Czy poczuję ten rytm, klimat? Tę namiętność? Wyszło wspaniale, nawet lepiej niż się spodziewałam. A przecież nie tak wcale łatwo oddać to wszystko słowami, bez wizualizacji. Tę bliskość, naturalność i subtelny dotyk. A mimo to odniosłam wrażenie jakbym znajdowała się na sali i oddawała się temu zmysłowemu tańcowi.  

Książka zawiera mnóstwo barwnych, plastycznych opisów, co sprawia, że czyta się naprawdę z wielką przyjemnością. Rozgrywające się wydarzenia przedstawione są w realistyczny sposób. Anna Dąbrowska nie narzuca nam wszystkiego od razu, umiejętnie stopniuje napięcie. Dzięki temu kolejne kartki przewraca się z wielkim napięciem i zaciekawieniem.   

Już od pierwszych stron czułam się jakbym wkroczyła na parkiet i rozpoczęła swój własny taniec. Zostałam porwana przez bohaterów, poruszona do granic możliwości oraz zmuszona do refleksji i głębokich przemyśleń nad tym, co tak naprawdę jest w życiu najważniejsze. Ta historia zawiera ogromny ładunek emocji, pochłonęła mnie, zassała, i nawet teraz, już po skończeniu lektury trudno mi się otrząsnąć. Po prostu roztrzaskała mnie emocjonalnie!

"Jest taki taniec, który nazywa się życiem. Nigdy nie wiesz, jak potoczy się twoja historia."

"W rytmie passady" to wielowątkowa powieść pełna miłości, pasji, poświęcenia, niepewności jutra i odnajdywania samego siebie. To książka z gatunku New Adult, więc idealnie odnajdzie się w niej młodzież, która dopiero poznaje swoje uczucia, pierwsze miłości i towarzyszące jej emocje. Tę powieść przeżywa się całym sobą. Polecam gorąco! 

Te dwa wykonania kizomby najbardziej mi się podobają, sami tylko spójrzcie ile w tym tańcu pasji. 





poniedziałek, 3 lipca 2017

Przedpremierowo "Replika" - Lauren Oliver


Replika
Lauren Oliver
Wydawnictwo: Moondrive (Otwarte)
Liczba stron: 400
Ocena: 9/10
Premiera: 5 lipca

Moje wrażenia:

To, co najbardziej zaskoczyło mnie, gdy wzięłam do ręki tę książkę, to jej podwójna okładka. Z czymś takim jeszcze się nie spotkałam. Wnętrze jest oryginalnie skonstruowane, że można czytać na trzy sposoby. Osobiście musiałam się zastanowić z jakiej strony "ugryźć" tę powieść. Postanowiłam zacząć od Gemmy. 

Gemma to zakompleksiona dziewczyna, która od zawsze była bardzo chorowita i sporo czasu spędziła w szpitalach. Nie ma przyjaciół, szkolne koleżanki jej dokuczają, a rodzice przejawiają wobec niej nadopiekuńczość. Gdy pojawia się możliwość wyjazdu na wycieczkę na Florydę, Gemma widzi w tym szansę na oderwanie się od swoich problemów i zasmakowania życia. Niestety w ostatniej chwili rodzice zakazują jej wyjazdu. Dziewczyna podsłuchując ich rozmowę dowiaduje się o tajemniczej klinice w Heaven, która znajduje się niedaleko docelowego miejsca wycieczki.  Gemma ucieka z domu, by sprawdzić o co w tym wszystkim chodzi. Będzie ryzykować swoje życie, ale czy to ryzyko się opłaci? I czy pozna wszystkie odpowiedzi na nurtujące ją pytania? Tam poznaje Lirę. Co się stanie, gdy obie staną oko w oko? Co łączy obie dziewczyny? Która z nich to człowiek, a która to klon?


"Sekret wyszedł na jaw. Była dziwolągiem i potworem. Teraz już nie miała co do tego wątpliwości." 

Gemma i Lira to dwie, ale tylko z pozoru różne dziewczyny. Gemma ma rodziców, Lira nie ma nikogo. Gemma ciągle choruje, Lira obawia się, że choroba w końcu ją dopadnie. Obie można polubić, jednakże to z Gemmą bardziej się zżyłam. Obie są silne, chciałyby móc decydować o sobie samej, posmakować wolności, ale każda na swój własny sposób. Gemma na początku jawiła mi się jako osoba słaba, później pokazała, że jest silną dziewczyną, która walczy o odkrycie prawdy kosztem swojego życia.  


"Zapytałaś mnie, czego chcę. Powiem ci, czego nie chcę. Nie chcę spędzić reszty życia w ten sposób, nie chcę, by ktoś mi mówił, co mam robić, co mam jeść, kiedy spać, kiedy korzystać z łazienki. Mam już dość bycia szczurem laboratoryjnym."  

Natomiast drugoplanową postacią, która od pierwszej chwili wzbudziła moją sympatię był Pete. Uwielbiam jego specyficzny humor.

Pojawia się również delikatnie zarysowany wątek miłosny, a raczej dwa kiełkujące uczucia. Przyjemnie obserwowało się, jak i w jakim kierunku autorka poprowadziła tę część fabuły.

Akcja mknie bardzo szybko, po drodze pełno zaskakujących zwrotów akcji. Książka jest nieprzewidywalna, przewracając kolejne kartki, nie wiemy co się za chwilę wydarzy. Czyta się w wielkim napięciu. Zakończenie okazało się niewiarygodne, tego się nie spodziewałam.

Gdy poznałam historię Gemmy, musiałam natychmiast poznać historię Liry. I mimo, iż już wiedziałam, jak to się wszystko potoczy, zupełnie mi to nie przeszkadzało, gdyż mogłam zajrzeć do tych wydarzeń od drugiej strony. W niektórych momentach kilka scen się powtarza, ale w dalszym ciągu jest to interesujące, bo byłam ciekawa jak to wszystko wygląda z punktu widzenia Liry. A dzięki temu mogłam poznać jej myśli i odczucia. Gdybym jeszcze raz miała czytać tę książkę, pewnie zrobiłabym to w ten sam sposób. I co ważne, decydując się na Gemmę, znajdziecie więcej szczegółów i niedopowiedzeń.

Problematyka poruszana przez Lauren Olivier jest aktualna. Uważam że pomysł na fabułę to strzał w dziesiątkę. Przeraża mnie wizja przyszłości (a może to już się dzieje?), jaką przedstawiła autorka. W dzisiejszym świecie wielu naukowców modyfikuje geny i nigdy nie możemy być pewni, czy już nie powstał klon człowieka.  

Tajemnice, zagadki, kłamstwa, intrygi, eksperymenty przeprowadzane po cichu, wirusy - to wszytko tworzy interesującą i emocjonalną powieść, która zaskoczy w najmniej spodziewanym momencie. "Replika" zmusza do wielu refleksji i przemyśleń, do odpowiedzenia sobie na kilka istotnych kwestii związanych z istotą człowieczeństwa i moralnością. Zastanawiające jest dla mnie to, że nie poznałam odpowiedzi na wszystkie pytania, więc może będzie ciąg dalszy tej historii... To powieść o samoakceptacji, o walce o własne ja i wolność. Książka inna niż wszystkie, świeża, oryginalna. Polecam nie tylko młodzieży, ale i starszemu czytelnikowi. Jestem pewna, że na niektóre kwestie i problemy zupełnie inaczej spojrzycie niż młodsze pokolenie.   
     




Za możliwość przeczytania książki dziękuję



piątek, 30 czerwca 2017

Miłość. Wydanie drugie poprawione - Anna Gratkowska


Miłość. Wydanie drugie poprawione
Anna Gratkowska
Wydawnictwo: Replika
Liczba stron: 400
Ocena: 9/10

Moje wrażenia:


Każdy z nas pragnie kochać i być kochanym, ale niestety nie każdemu będzie dane doświadczyć tego uczucia. Jednak warto próbować, poszukiwać, nie tracić nadziei. Czasem tak bardzo pragniemy znaleźć kogoś, kto by nas kochał, a tymczasem nie zauważamy tego, który jest tuż za rogiem. Gonimy za niedoścignionym, wyimaginowanym, a możemy przegapić naszą szansę na dobry związek. Tak właśnie jest w przypadku bohaterów tej książki. Czy prawdziwa miłość przeszła im koło nosa, a może zawalczyli?  

Alicja - zagubiona, roztargniona, niepoprawna romantyczka, która pragnie spotkać miłość swojego życia. Pewnego dnia poznaje Januarego, który robi na niej piorunujące wrażenie. Czy coś będzie z tej znajomości? 

"Och, Alicjo, Alicjo, gdyby i tobie przytrafiła się podobna historia! Gdyby i na ciebie ktoś tak popatrzył! Bo czy wszystkie romantyczne historie musiały przytrafiać się innym? Czy tylko w twoim wykonaniu szukanie drugiej połówki było serią spektakularnych potknięć i minidramatów?"

Jest jeszcze niepewny siebie, z nadwagą trzydziestoletni Ignacy, który jest znawcą kobiecych dusz po sześćdziesiątce. Mieszka z despotyczną i nieznoszącą sprzeciwu matką, która nie pozwala mu dorosnąć. Skrycie kocha się w Alicji. Czy odważy się na wyznanie swoich uczuć? I czy w końcu uwolni się spod kurateli rodzicielki?

"Tak, zakochał się w sąsiadce z naprzeciwka. To było banalne i, prawdę mówiąc, byle pisarzyna mógł wymyślić podobną historię. On, zakompleksiony grubas, ona - świetna laska, a po drodze jakiś trzeci nie do pary. "  

Ciekawą postacią okazała się ekscentryczna i bezkompromisowa feministka Marcelina, przyjaciółka Alicji. Stwarza wokół siebie pozory, ale skrywa bolesną przeszłość, z którą przyjdzie się jej zmierzyć. 

Bohaterowie są wyraziści, różnorodni, mają swoje wady i zalety przez co wydają się nam tacy swojscy, bliscy dzięki czemu łatwo można zrozumieć ich motywy postępowania. Zdecydowanie więcej ich dzieli, aniżeli łączy. Każdy z nich inaczej postrzega związek i dla każdego z nich ma on inne znaczenie. Z postacią głównej bohaterki i jej licznymi perypetiami z pewnością utożsamią się inne podobne kobiety. Choć dla tych twardo stąpających po ziemi, taki nadmiar romantyzmu może być uciążliwy. Mnie osobiście absolutnie to nie przeszkadzało.

Anna Gratkowska w interesujący sposób przedstawiła miłość, pokazując ją z rożnych perspektyw. Przypomina również, że miłość trzeba budować na szczerości, inaczej to nie ma najmniejszego sensu. Czytając uświadamiamy sobie, że i my sami mamy podobne doświadczenia, marzenia i plany. Dlatego to wszystko jest tak bardzo realne i bliskie każdemu z nas.  

Myślałam, że będzie to lektura tylko i wyłącznie optymistyczna, ale zostałam mile zaskoczona. Autorka bowiem nie unika trudnych tematów. Skutkowało to tym, że w jednym momencie się śmiałam, by po chwili zostać zmuszoną do refleksji. 

Na uwagę zasługują plastyczne opisy, prosty język, błyskotliwe dialogi i nieszablonowe rozwiązanie poszczególnych wątków. Nic nie jest napisane na siłę czy w jakiś sposób przerysowane. To wszystko razem sprawia, że czyta się bardzo przyjemnie.  

"Miłość. Wydanie drugie poprawione" to lekka wielowątkowa powieść, która bawi, zaskakuje i wzrusza. To książka o poszukiwaniu miłości (o jej blaskach i cieniach), szczęścia, o samotności, trudnej przeszłości i oczekiwaniach względem drugiej osoby. Polecam!   




Za możliwość przeczytania książki dziękuję Wydawnictwu Replika


wtorek, 27 czerwca 2017

Przedpremierowo "Bilet do szczęścia" Beata Majewska


Bilet do szczęścia (tom 2)
Beata Majewska
Wydawnictwo: Książnica 
Liczba stron: 288
Ocena: 10/10
Premiera: 5 lipca


Moje wrażenia:


Pierwszą część oceniłam bardzo wysoko, ale okazało się, że ta jest jeszcze lepsza, a mnie zabrakło skali ocen. Przystępując do tej lektury, byłam bardzo ciekawa jak autorka poprowadziła postać Hugona, czy jego osoba będzie potrafiła się zmienić? Zakończenie "Konkursu na żonę" dało na to leciutką nadzieję...

Łucja po tym jak została zmanipulowana przez Hugona, czuje się oszukana, wykorzystana, a na dodatek spodziewa się jego dziecka. W pierwszej chwili chce zerwać kontakty z mężczyzną, ale choroba babki sprawia, że dziewczyna na czas jej rekonwalescencji postanawia pozostać w jego mieszkaniu. Tymczasem Hajdukiewicz odkrywa, że naprawdę pokochał Łucję. Będzie próbował naprawić popełnione błędy. Tylko czy Łucja ponownie mu uwierzy i zaufa? 

"Co sprawiło, że dał się porwać miłości? Przecież tak się pilnował. Od lat nawigował przez życie, unikając okazji do jej spotkania, a tu takie fiasko? Jak to możliwe, że się zakochał? Nieopatrznie. Bezmyślnie. I mocno, jak nigdy wcześniej."  

Ogromnie ucieszył mnie fakt, iż w tej części mogłam poznać "drugą twarz" Hugona. A czy lepszą? Jak myślicie? O ile w poprzednim tomie mnie wkurzał, tak tu go nawet pokochałam. Jeśli zaś chodzi o Łucję, to przykre doświadczenia sprawiły, że troszeczkę wydoroślała.     

Autorka już od pierwszych stron zainteresowała mnie fabułą i trzymała w napięciu do samego końca. W pierwszej części było kilka pobocznych wątków, które tu zostały ciekawie rozwinięte. Wprowadza to sporo zamieszania i pewnej świeżości. Bardzo ciekawiła mnie dawna miłość Hugona, Nicole oraz to, co sprawiło, że ta dwójka rozstała się. Ładnie również rozwinięta została kwestia związana z rodzicami Hajdukiewicza. Nie zabrakło powiedzonek babci Zofii. Kobietę pokochałam już wcześniej i nie wyobrażam sobie, aby i tu miało nie być tej postaci. Ponownie otrzymałam odpowiednio skonstruowaną dawkę emocji, wzruszeń i humoru. To, co sprawia, że powieść wręcz pochłania się, to lekki, przyjemny język i styl.   

"Wsiadłem do twojego życia, jak pasażer na gapę. A ty zamiast dać mi karę za brak biletu, dałaś mi całą siebie..."

Beata Majewska kolejny raz przypomina nam o tym, co jest w życiu najważniejsze, że nawet największe pieniądze świata nie gwarantują szczęścia. Trzeba ze sobą rozmawiać, nie można zatajać, przemilczać pewnych faktów, bo one i tak prędzej czy później ujrzą światło dzienne. Podczas lektury niejednokrotnie zastanawiamy się, gdzie przebiega granica pomiędzy kłamstwem a zatajeniem? Czy starając się pomóc, działając w dobrej wierze, nieświadomie uzyskujemy przeciwny rezultat? Ważna jest również umiejętność przebaczania i proszenia o wybaczenie, by dalej z czystym sumieniem ruszyć do przodu. Ale czy wszystko można wybaczyć?

"Bilet do szczęścia" to słodko-gorzka, poruszająca powieść o sile przebaczenia, oraz że nigdy nie można tracić nadziei na to, że nawet z najbardziej beznadziejnej sytuacji można wyjść obronną ręką. To książka, która skłania do refleksji i przemyśleń. Wróciłam z bardzo interesującej podróży. Polecam i Wam, nie zwlekacie, przygoda gwarantowana!  




Za możliwość przeczytania książki dziękuję Wydawnictwu i Autorce




sobota, 24 czerwca 2017

Gałęziste - Artur Urbanowicz


Gałęziste
Artur Urbanowicz
Wydawnictwo: Novae Res
Liczba stron: 462
Ocena: 8/10


Moje wrażenia:


Jakiś czas temu zainteresował mnie niniejszy tytuł, byłam go ciekawa, ale nie złożyło się, abym go przeczytała. Nie do końca jest to mój gatunek i tematyka, miałam spore obawy przed rozpoczęciem czytania, ale dzięki propozycji autora postanowiłam dać tej książce szansę. I nie żałuję, bo kolejny raz mile się zaskoczyłam. "Gałęziste" to debiut powieściowy Artura Urbanowicza.

Karolina i Tomek - para studentów z Warszawy, która postanawia spędzić czas Wielkanocy na Suwalszczyźnie. Ich związek przechodzi kryzys, a ten wyjazd ma im pomóc w rozwiązaniu problemów. Podczas podróży zabierają nieoczekiwanych pasażerów. Do tego wszystkiego dojdzie choroba jednego z bohaterów, a poza tym zaczną dziać się dziwne, niepokojące incydenty... Bohaterowie będą musieli zmierzyć się z tajemniczą siłą. Czy znajdą sposób, aby się od niej uwolnić? 

"Jeszcze się zdziwisz. Zdziwisz się, co jeszcze tutaj zobaczysz i co przeżyjesz. Zdziwisz się, jaka jest tego inwencja. Odwoła się do twoich najgłębszych, najbardziej zakorzenionych lęków, o których nawet nie miałeś pojęcia i przed którymi nie masz żadnych szans się obronić."

Stworzeni bohaterowie zostali nakreśleni w wiarygodny sposób. Są z krwi i kości, budzą skrajne emocje, niekiedy irytują, innym razem wzbudzają sympatię. Zarówno ci pierwszo- jak i drugoplanowi nakręcają spiralę obaw i niepewności, która zaczyna udzielać się i czytelnikowi. Mają odmienne poglądy na życie i w zasadzie dzieli ich wszystko. Możemy poznać ich światopogląd, motywacje lub ich brak. Karolina postawiła na psychologię, chrześcijaństwo, aktywność, intuicję, wiarę w ludzi i niesienie pomocy. Tomek zaś na matematykę, ateizm, bierność, logikę i koncentrację na sobie. 

Mroczny las i to, co kryje, to coś, co zawsze wzbudza w ludziach niepokój. Nie inaczej jest w tej powieści. Już sam prolog, pierwsze zdania sprawiły, że poczułam dreszcz niepokoju, a im dalej, tym to uczucie się potęgowało. Przybywało zwrotów akcji i niespodzianek. Mimo sporej objętości czyta się dość szybko. Zasługa to płynnej narracji i interesującym opisom, zwłaszcza Suwalszczyzny, które wyraźnie budują mroczny, niepokojący, tajemniczy klimat. Trzeba przyznać, że książka napisana jest bardzo obrazowo. Z jednej strony to duża zaleta, ale z drugiej zbyt długie i złożone zdania mogą męczyć. Do mnie zawsze krótsze zdania dobitniej trafiają, a sama akcja wydaje się żwawiej posuwać. 

 "To miejsce to gniew. Gniew jest tym miejscem."

Tym, co mocno przebija się, to wulgaryzmy i perwersja. Tych bardziej wrażliwych czytelników może odstraszać czy zniechęcać do lektury, ale uważam że akurat są one w tej książce potrzebne i zostały we właściwy sposób użyte. 

Pojawiają się elementy paranormalne, które okazały się dla mnie największym zaskoczeniem. Nie przepadam za tego typu rzeczami w książkach, ale tu przenikanie się świata realnego z nierzeczywistym dość interesująco wypadło, więc ten element był dla mnie do zaakceptowania. Poza tym autor odwołuje się do miejscowych legend, baśni, wierzeń i demonów, co buduje specyficzną swojskość i klimat.

To powieść z wyraźnie wysuwającym się przesłaniem, że ideałów nie ma, trzeba docenić to, co posiadamy. Natomiast otaczającą nas naturę powinniśmy szanować. Zwłaszcza teraz ten aspekt jest ważny, gdy wokół nas wszystko się bezmyślnie niszczy i wycina.   

"Gałęziste" to poruszająca, o psychodelicznej atmosferze powieść grozy. Arturowi Urbanowiczowi udało się mnie zmanipulować. Polecam czytać tę książkę najlepiej w lesie, dzięki czemu jeszcze mocniej odczujecie tę aurę grozy, tajemniczości i niebezpieczeństwa. Tylko koniecznie w towarzystwie. Ja bym nie odważyła się na samotną wyprawę z nią do lasu... Po tej lekturze już nigdy nie spojrzę na las w ten sam sposób co do tej pory. Każdy, nawet najmniejszy szmer, szelest będzie wywoływał we mnie gęsią skórkę. A Wy, odważycie się wejść do "Gałęzistych"? 

Za możliwość przeczytania książki dziękuję Autorowi Arturowi Urbanowiczowi i Wydawnictwu Novae Res




piątek, 23 czerwca 2017

KONKURS patronacki z "Reemisją" Izabeli Milik



Kochani,

Przychodzę do Was z konkursem, w którym możecie wygrać mój patronat medialny - "Reemisję" Izabeli Milik (recenzja - klik)

Wystarczy, że zgłosicie się w komentarzu. Osoby anonimowe proszę o jakiekolwiek podpisanie się.

Będzie mi miło, jeśli:

- zaobserwujesz mojego bloga
- zostaniesz obserwatorem mojego profilu w google +
- polubisz mój fanpage 
- udostępnisz informację o konkursie


Powodzenia! 


Regulamin:
1. Organizatorem konkursu jest właścicielka bloga: Sza! Teraz czytam
2. Sponsorem nagrody jest wydawnictwo Novae Res, a książkę wysyłam ja.
3. Aby wziąć udział w konkursie należy 
zgłosić się w komentarzu.
4. Konkurs trwa od 23 czerwca 2017 roku do 09 lipca 2017 roku do godz. 23.59
5. Ogłoszenie zwycięzcy nastąpi 10 lipca 2017 roku.
6. Nagrodą jest 1 egzemplarz książki "Reemisja" Izabeli Milik.
7. W konkursie mogą brać udział osoby posiadające blogi oraz anonimowy uczestnicy.
8. Konkurs skierowany do osób posiadających adres zamieszkania w Polsce.
9. Ze zwycięzcą skontaktuję się drogą mailową, o ile zapoda w komentarzu swój adres mailowy.
10. Konkurs nie podlega przepisom Ustawy z dnia 29 lipca 1992 roku o grach i zakładach wzajemnych (Dz. U. z 2004 roku Nr 4, poz. 27 z późn. zm.)


środa, 21 czerwca 2017

Oczy wilka - Alicja Sinicka


Oczy wilka
Alicja Sinicka
Wydawnictwo: Novae Res
Liczba stron: 444
Ocena: 9/10

Moje wrażenia:


Pierwsze co przy wyborze tej książki zwróciło moją uwagę, to hipnotyzujące spojrzenie błękitnych oczu wyzierających z okładki, od której po prostu nie sposób przejść obojętnie. Czuję jakby tymi oczami przeszywał moją duszę na wylot. Drugą sprawą jest intrygujący opis, który jeszcze bardziej podsycił moją ciekawość. To kolejny debiut, jaki miałam okazję poznać. A gdy już zaczęłam czytać... przepadłam!

Mamy świeżo upieczoną absolwentkę studiów licencjackich - Lenę Kajzer, która wyjeżdża do niewielkiego miasteczka o nazwie Głębia, by tam zapomnieć o ciążącej jej przeszłości. Co wydarzyło się cztery lata wcześniej? Jej nowe życie wcale nie będzie spokojne, wręcz przeciwnie. Już pierwszego dnia wjeżdża w tył zaparkowanego samochodu, który należy do tajemniczego właściciela wilczych oczu. To Artur Mangano, który ma opinię kogoś niebezpiecznego. Ale czy w rzeczywistości jest tak niebezpieczny jak go postrzegają? I czy jedno spojrzenie może zmienić całe nasze życie? O tym już musicie przekonać się sami podczas lektury.


"To skąd pochodzimy, to, jaka jest nasza przeszłość, ma większą siłę niż miłosne wzloty."

Choć powieść rozpoczyna się dość schematycznie, to jednak zupełnie mi to nie przeszkadzało. Autorka potrafiła w ciekawy sposób rozwinąć tę historię, poprowadzić fabułę tak, że już po kilku stronach nie byłam w stanie się oderwać. 

Kreacja głównej bohaterki jest fenomenalna! Nie sposób jej nie polubić. Jest nieogarnięta, niezdarna, wrażliwa, zadziorna, szczera. Jej urocze wpadki sprawiły, że śmiałam się do rozpuku. Ale z drugiej strony momentami bałam się, czułam nawet przerażenie przez jej lekkomyślność. Artur również nie pozostaje w tyle. Jest przystojny, wysoki, bogaty, inteligentny, pewny siebie, tajemniczy, zabawny... i jak oprzeć się takiemu facetowi? Razem z Leną tworzą interesujący duet. Iskrzy miedzy nimi, wyraźnie wyczuwalne jest napięcie i przyciąganie. Dokąd ta fascynacja ich zaprowadzi? 


"W tym tajemniczym spojrzeniu dostrzegam lekkość i... bezbronność. Teraz to ja patrzę na jego piękne oczy. Nie widzę już idealnych rysów twarzy, białych zębów i umięśnionej sylwetki, ale dziwną jasność bijącą od zaciekawionych źrenic. Czuję, że wchodzi mi do umysłu, jest coraz głębiej, głębiej."

Sceny miłosne są nawet gorące, ale wszystko zostało podane w sposób wyważony. Sam wątek romansowy jest dość zawiły, ciekawy, więc romantyczne dusze będą usatysfakcjonowane. Natomiast wątek z tajemniczą bronią i to, w jaki sposób ona działa, był czymś oryginalnym, z czym do tej pory w książkach się nie spotkałam. Zresztą takich nowinek jest znacznie więcej, jak chociażby prysznic, którego można porównać do usługi w myjni samochodowej.  

Język i styl są proste w odbiorze, co przekłada się na szybkość i przyjemność czytania. Kilkustronicowe rozdziały, sporo dialogów i plastyczne opisy sprawiają, że przez powieść mknie się w zastraszającym tempie. Akcja zaś jest dynamiczna, cały czas coś się dzieje, nie ma dłuższych przestojów. Narracja pierwszoosobowa z perspektywy Leny satysfakcjonuje mnie, aczkolwiek fajnie byłoby poznać myśli, i odczucia Artura. Wprowadziłoby to interesujące urozmaicenie.  

"Oczy wilka" to powieść naszpikowana tajemnicami, zaskoczeniem, humorem i emocjami. Bardzo udany debiut, z niecierpliwością będę wyglądać kolejnych książek autorki. Mroczny władca zmysłów oczarował mnie. A tymczasem zmykam popatrzeć w te oczy...


Za możliwość przeczytania książki dziękuję Wydawnictwu Novae Res



poniedziałek, 19 czerwca 2017

Zaproszenie na czat z Izabelą Milik na fanpage bloga




Zapraszam Was serdecznie na czat z Izabelą Milik, autorką "Reemisji", którą miałam przyjemność objąć swoim patronatem medialnym. Możecie przepytać autorkę na temat jej twórczości, zainteresowań, pasji itp. Za najciekawsze według autorki pytanie nagroda w postaci egzemplarza "Reemisji". 

Izabela Milik - urodzona w 1976 roku w Tychach. Z wykształcenia ekonomistka. Debiutowała w 2015 roku powieścią "Z teściową za pan wróg". Uważa, że jedno życie to zdecydowanie za mało, pisze więc, aby móc je powielać w nieskończoność.
źródło: http://novaeres.pl


Niżej przypominam recenzję "Reemisji", może pomoże Wam w wymyślaniu pytań.

Będę wdzięczna za puszczenie info dalej :)

Szykujcie pytania, widzimy się we wtorek 20 czerwca o godz. 20 na fanpage bloga: https://www.facebook.com/szaterazczytam/?ref=aymt_homepage_panel