środa, 18 stycznia 2017

Stan nie! błogosławiony - Magdalena Majcher


Stan nie! błogosławiony
Magdalena Majcher
Wydawnictwo: Pascal
Liczba stron: 384
Ocena: 10/10

Nota wydawcy:
Ciepła opowieść o niespodziewanym macierzyństwie i trudnych życiowych wyborach.

Pola jest szczęśliwa – właśnie skończyła 28 lat, realizuje się zawodowo, ma kochającego męża. Poukładane życie do góry nogami wywracają dwie kreski… na teście ciążowym. A przecież nie tak to sobie wyobrażała! W dodatku, lekarze podejrzewają, że dziecko może mieć wadę genetyczną.
Musi dokonać najbardziej dramatycznego wyboru w życiu kobiety. Wyboru, którego musi dokonać samodzielnie. Czy uda jej się pokochać rosnące w niej życie?

"Dante mawiał, że z raju zostały nam gwiazdy, niebo i oczy dziecka. Zanim oczy swojej Iskierki ujrzy Pola, stanie przed najtrudniejszą decyzją w swoim życiu. Magdalena Majcher napisała powieść o miłości, która jest w stanie pokonać wszystko. Bo przecież matki nigdy się nie poddają."
Natasza Socha

Moje wrażenia:

"Cokolwiek się stanie, wy sobie poradzicie, bo patrzycie w tym samym kierunku."

Po debiucie Magdaleny Majcher powieścią "Jeden wieczór w Paradise" wysoko zawiesiłam poprzeczkę autorce. Zresztą i sama autorka wysoko sobie ją zawiesiła. Czy dała radę przeskoczyć? Moje obawy okazały się niepotrzebne, bo książka jest rewelacyjna. Wyraźnie widać, że autorka rozwija się. Efekt pracy w postaci książki "Stan nie! błogosławiony" przerósł moje oczekiwania.

Ciąża. Dla jednych stan błogosławiony, radosny czas oczekiwania na nowe życie, dla innych już niekoniecznie. I z tym drugim przypadkiem będziemy mieli do czynienia w niniejszej powieści.

Poznajemy początkującą pisarkę - Polę, która spełnia swoje marzenia. Gdy nieoczekiwanie kobieta zachodzi w ciążę, jej świat wywraca się do góry nogami. Jest podejrzenie, że dziecko będzie miało wadę genetyczną. Pola staje przed trudnym wyborem: urodzić czy nie? Ale czy tu każdy wybór będzie tym właściwym?


"Jakąkolwiek podejmą decyzję, będą musieli liczyć się z utratą bądź poważną chorobą dziecka. W takich sytuacjach nie istniały dobre rozwiązania."   

A jakby tego było mało, całą tę sytuację podsycać będzie matka kobiety - Bożena, która nie potrafi zrozumieć ani uszanować odmiennego zdania i poglądów na pewne sprawy, docenić niczego, co robi i co osiągnęła jej córka. A przecież to właśnie matka powinna być tą osobą, która nas wspiera, docenia i mówi, że jest z nas dumna. Autorka poruszając problem relacji dorosłej córki z matką, pokazuje nam, jakie bezpośrednie przełożenie ma ona na całe życie Poli. Jej wybory są ściśle związane z rodzicielką, a nie tym, czego pragnie sama Pola. Nie potrafiłam zrozumieć ani polubić matki Poli. 


"Kiedy tylko próbuję żyć z nią normalnie, w zgodzie, ona wyjeżdża z tymi mądrościami i stara się ułożyć moje życie wedle swojego scenariusza."

Jakub, mąż Poli to mężczyzna niemal idealny - odpowiedzialny, oddany, lojalny, czuły - nie sposób go nie polubić, a nawet pokochać. Podobnie jest z babcią Anielą, która również skradła moje serce. To kobieta ciepła, troskliwa, wyrozumiała, po prostu przemiła osoba, prawdziwy skarb. Oby w prawdziwym życiu więcej takich osób.


"... babcia dawała jej to, czego nigdy nie otrzymała od matki - wiarę i wsparcie."

Bohaterowie są wyraziści, wiarygodni, z którymi można się utożsamić (zwłaszcza jeśli posiada się własne dzieci). Myślę, że z główną bohaterką świetnie bym się dogadała, bo mamy podobne poglądy w wielu kwestiach. Oczarowała mnie także relacja Poli i Jakuba. Mianowicie to, w jaki sposób potrafili się wspierać, rozumieli się, wspólnie dążyli do wytyczonego celu. Widzimy jak w związku ważna jest rozmowa. Tak powinno właśnie wyglądać małżeństwo. 


"Właśnie te drobne gesty decydowały o powodzeniu ich małżeństwa. Ukradkowe spojrzenia, komplementy oraz magiczna moc słowa "dziękuję", o której tak często zapominali ich przyjaciele i znajomi."

Magdalena Majcher nie ocenia bohaterów, nie umoralnia, ale gdzieś tam na boku, przemyca swoją receptę na udany, szczęśliwy związek. Położyła bardzo duży nacisk na psychologiczną stronę postaci. Dzięki temu możemy lepiej ich poznać, zrozumieć, przeżywać wszystko wraz z nimi.

Autorka zastosowała ciekawy zabieg "powieści w powieści". Główna bohaterka pisze książkę, która jest dla niej niejako formą autoterapii. Taki element jeszcze dobitniej obrazuje ogrom bólu i cierpienia, jaki od wielu lat nosi w sobie Pola. 

Spodziewałam się, że książka będzie bardziej optymistyczna, natomiast otrzymałam powieść, w której głównie towarzyszy smutek. Ale to nie jest wadą lektury, wręcz przeciwnie. Dzięki temu widzimy, że życie to nie tylko same radości, a opowiedziana historia wydaje się być autentyczna, bliższa, bo która z nas, kobiet nie przeżywa podobnych dylematów? Dylematów, których nikt z nas nie powinien nigdy w życiu podejmować. Mimo, iż poruszane są trudne tematy, to nie jest to przytłaczająca lektura. W książce nie ma niepotrzebnego lukru, zbędnych słów, wszystko jest po coś. Ta książka tak mnie pochłonęła, że zupełnie zapomniałam o otaczającym mnie świecie, wszystko inne zeszło na dalszy plan, zaczęłam żyć problemami bohaterów. Autorce udało się stworzyć historię prawdziwą, niebanalną, taką która pozostawia nas z wieloma pytaniami oraz próbą odpowiedzi na nie.

Wielu z nas w tej powieści odnajdzie cząstkę siebie. W wielkim napięciu śledziłam, to co zaraz się wydarzy, przeżywałam wszystko wraz z bohaterami, kibicując im w ich życiowych zmaganiach.  

Zachwycił mnie dopracowany warsztat pisarski autorki. Lekkość pióra, plastyczne opisy, naturalne dialogi, wyważona acz dynamiczna akcja i niezwykła dbałość o szczegóły - ciąża, badania prenatalne, choroby genetyczne. Zaowocowało to lekturą, od której nie sposób się oderwać. A jeśli dodam do tego podjęty wątek aborcji, o której ostatnio w naszym kraju jest dość głośno - może skłonić to do wielu dyskusji czy kontrowersji. Wspomnę jeszcze, iż zarówno tytuł, jak i przepiękna okładka celnie trafiają w treść książki.

"Stan nie! błogosławiony" Magdaleny Majcher jest słodko-gorzką opowieścią przepełnioną emocjami. To wielowątkowa, nieszablonowa, mądra, życiowa i trudna opowieść zmuszająca do wielu refleksji. Powieść o niespodziewanym macierzyństwie, o związanych z nim dylematach, strachu, niepewności, o niezaspokojonych potrzebach, empatii, ale przede wszystkim pięknej miłości. Dodaje otuchy i nadziei tym, którzy zmagają się z podobnymi problemami. Myślę, że jej prawdziwą wartość docenią dojrzalsi czytelnicy. A moralno-etyczne dylematy przepełnią Was emocjami, o których długo nie będziecie mogli zapomnieć. Ja z pewnością do tej książki wrócę jeszcze nie jeden raz.


Za możliwość przeczytania książki serdecznie dziękuję Magdalenie Majcher i Wydawnictwu Pascal



niedziela, 15 stycznia 2017

Przedpremierowo "Dziewczyna z daleka" - Magdalena Knedler


Dziewczyna z daleka
Magdalena Knedler
Wydawnictwo: Novae Res
Liczba stron: 380
Ocena: 10/10
Premiera: 15.02.2017

Moje wrażenia:

"... człowieka najbardziej bolą wspomnienia. Zwłaszcza pamięć  o osobach, które się kochało i które odeszły na zawsze."

Tym razem Magdalena Knedler zabrała mnie w poruszającą podróż do przeszłości po przedwojennej Wileńszczyźnie i skutej lodem Syberii. W podróż, w której miłość, zdrada, dawne tajemnice i zbrodnie wojenne odegrają znaczącą rolę. A wyprawa ta szczególnie może być bliska naszym dziadkom, tym którzy na własnej skórze doświadczyli podobnego piekła, tak jak bohaterka "Dziewczyny z daleka".

Natasza Silsterwitz wiedzie spokojne życie, które wcześniej jej nie oszczędzało. Teraz pragnie jedynie już umrzeć, lecz będzie musiała jeszcze na koniec zmierzyć się z tajemnicą z przeszłości. Lena Rajska, jej wnuczka pisze reportaże o przestrzeniach wony. Po dziesięciu latach podróżowania po świecie przyjeżdża do babci, by odpocząć przed wyprawą na Syberię, do Workuty. Chce porozmawiać z tamtejszymi ludźmi i przygotować materiał do kolejnego reportażu. Spokój obu kobiet burzy pojawienie się młodego mężczyzny, którego znajdują nieprzytomnego pod krzakiem w ogrodzie. Tym mężczyzną okazuje się być Artur Adams - Anglik, którego celem jest rozwiązanie zagadki sprzed lat. 

"Dlaczego tu był i czego oczekiwał? Co wiedział? Dlaczego babcia pod jego wpływem zachowywała się tak dziwnie? Jaka tajemnica ich łączyła? Kim była para ze zdjęć? Jakie znaczenie miała stara piersiówka, na widok której Natasza prawie padła trupem?"

Natasza bardzo niechętnie wraca do tamtych wydarzeń, które jak się okazuje przepełnione są winą, bólem i samotnością. Czy wyjawienie tajemnic przyniesie jej ulgę? Wiadomo, że wspomnienia i rozliczenie z przeszłością nie zawsze są łatwe, ale mogą dać spokój ducha. 

"To wszystko było takie nowe, a jednocześnie tak dobrze znane. Strach, samotność, zimno. Dawno pogrzebane emocje, które teraz zdawały się intensywne, żywe i bolały jak świeżo odniesione rany. (...) Wszystko do niej wróciło. Wspomnienia, emocje, poczucie winy i wyrzuty sumienia. Ból, którego nie dało się uśmierzyć. Chciała umrzeć, teraz, zaraz."     

Trzeba przyznać, że Magdalena Knedler bardzo zgrabnie lawiruje pomiędzy teraźniejszością a przeszłością. Doskonale pokazała jak dramatyczna przeszłość wpływa na teraźniejszość. Ten dramatyzm jest namacalny, niemal czujemy, jakbyśmy sami byli w centrum tych wydarzeń. A przecież wojna wydaje się nam czymś tak odległym i nierealnym. Tajemnica w tej powieści towarzyszy nam już od pierwszych do ostatnich stron. Byłam niezwykle ciekawa, jaki sekret skrywa Natasza. Bo jak wiemy, okres II wojny światowej i ludzi, których to dotknęło, ma tak wiele niewyjaśnionych tajemnic, które jeszcze długo (o ile w ogóle) pozostaną przez nas nieodkryte. A stopniowe odkrywanie tajemnicy Nataszy było dla mnie niezwykle wciągające.

"Czy to, co wydarzyło się przed wieloma laty w innym świecie i dotyczyło tych, którzy umarli, mogło mieć jakieś znaczenie dla żyjących obecnie? Ona sama wierzyła przecież, że przeszłość determinuje teraźniejszość i przyszłość. A to, co się stało, już się nie odstanie i ma niszczącą moc. Wraca na każdym kroku, szarpie za żołądek i skuwa serce lodem." 

Autorka pokazuje, że na nasze życie mają wpływ wybory, jakie dokonujemy, a ich skutki możemy poznać dopiero po latach... Nie poprzestaje na tym, co było kilkadziesiąt lat temu, ale i nawiązuje do aktualnych problemów, które dzieją się tuż obok, jak chociażby do konfliktu w Syrii. Widzimy, że wojna niejedno ma oblicze, a jej skutki są trudne do wyobrażenia.

Zachwycona jestem kreacją postaci, zwłaszcza główną bohaterką - Nataszą. Jest charyzmatyczna, zimna, mało subtelna, taka "żelazna dama", ma mocny charakter, a jej cięty język niejednokrotnie wprawił mnie w zdumienie i rozbawienie. Towarzyszy jej miłość i zemsta - uczucia, które są równie silne. A miłość niekiedy może doprowadzić do tragedii. Wszak, jak to mówią: od miłości do nienawiści jeden krok. Ale więcej nie zdradzę. Natomiast Lena została przedstawiona jako kobieta niezdecydowana. Powiem tylko tyle, że koło niej będzie kręciło się dwóch mężczyzn. Tu pojawia się wątek miłosny, który jest świetnym dopełnieniem fabuły. 

"Zachowywała się irracjonalnie, miotała między jednym mężczyzną a drugim, przy czym żadnego z nich tak naprawdę nie znała."

Pojawienie się Artura, spowodowało przełom w relacjach Nataszy i Leny. Dały dojść swoim emocjom do głosu. A i w samym Arturze zaszyły zmiany osobowości, coś w nim pękło, wyszedł ze swojego bezpiecznego kokonu i pokazał, że i on ma emocje.     

W książce znajdziemy wiele odwołań do literatury i sztuki. Mimo tak trudnej tematyki, nie zabrakło humoru i komizmu sytuacyjnego. Dialogów jest niewiele, ale to zupełnie nie przeszkadza w szybkości i przyjemności czytania. Autorka zastosowała narrację zarówno pierwszoosobową, jak i trzecioosobową. To doskonały zabieg, dzięki któremu możemy lepiej wczuć się w bolesne przeżycia głównej bohaterki. Pani Magdalena jak zwykle zadbała o piękny, bogaty język. Warstwa psychologiczna, obyczajowa i historyczna jest wyważona. Wszystko zgrabnie łączy się w spójną całość. Widać, że pani Magda jest wielką pasjonatką historii oraz to, że rzetelnie podeszła do napisania niniejszej książki. 

To poruszająca, przejmująca i klimatyczna opowieść, która dla młodego czytelnika może być niezwykłą lekcją historii, a dla starszego powrotem do ciężkich, dramatycznych, brutalnych i bolesnych wspomnień. Mnie osobiście skłoniła do wielu refleksji. Pani Magda dostarczyła mi wielkich emocji, na które zupełnie nie byłam przygotowana. Emocji żywych, nieprzekłamanych i nienaciąganych. To jedna z lepszych, o ile nie najlepszych książek, jakie ostatnimi czasy miałam okazję czytać.   


Za możliwość przeczytania książki dziękuję Wydawnictwu Novae Res


czwartek, 12 stycznia 2017

Z teściową za pan wróg - Izabela Milik


Z teściową za pan wróg
Izabela Milik
Wydawnictwo: Novae Res
Liczba stron: 308
Ocena: 9/10

Nota wydawcy: 
OLA STOI U PROGU SZCZĘŚCIA. PRZEKRACZA TEN PRÓG, A ZA NIM CZEKAJ NA NI TEŚCIOWIE!

Czy dobre chęci z obu stron wystarczą, by życie małżonków i teściów popłynęło zgodnie i szczęśliwie? Jakie rafy na nich czekają? Co może okazać się barierą nie do pokonania? A wreszcie: jakie są konsekwencje zaniechań, błędów i złej woli?

Autorka stara się odpowiedzieć na te pytania, ukazując losy pary młodych ludzi – Oli i Rafała. Nie są nikim wyjątkowym. W ich problemach wielu z nas znajdzie odbicie swoich własnych, bo stworzenie rodziny jest zadaniem skomplikowanym. Trzeba pogodzić marzenia, oczekiwania i potrzeby nie tylko tych dwojga, ale także ich najbliższych

Moje wrażenia:

"Rafał nawet nie zauważył kiedy kolejny raz niewinna wymiana zdań wymknęła się spod kontroli i przerodziła się w burzliwą kłótnię. Temat był jak zawsze ten sam. Niezmienny od lat. Ohydna żółć stale podtruwająca ich rodzinne źródełko. Ukochana mamuśka!"

Poznajemy Olę i Rafała, młode małżeństwo, które zmaga się podobnie jak wiele par - z teściową. Chyba żadna kobieta nie lubi, gdy teściowa niemal w każdym aspekcie życia stara się przeforsować swoje racje, wprowadzać swoich pomysłów - od kulinariów, kwestii finansowych po wychowywanie dzieci. Nie mogłam zrozumieć Rafała, który mimo iż z własną matką nie wszystko układa mu się idealnie, to zawsze staje po jej stronie, tłumacząc że ta robi wszystko dla dobra synowej. Wiadomo, matka jest jedna, ale mimo wszystko powinien jednak w niektórych sytuacjach stanąć po stronie żony. Ale jakby tego było mało, Ola musi przeleżeć całą ciążę, a w opiekę nad nią angażuje się teściowa. To dla Oli już za wiele. Popada niemal w depresję. Jak znaleźć w tym wszystkim "złoty środek", który pozwoliłby na poprawne relacje? Jak wypracować kompromis między własnymi oczekiwaniami, a rzeczywistością?  

"Przecież nie powiem mu, że nie da się z tym babsztylem wytrzymać, bo to jego matka - pomyślała, zdając sobie sprawę, że czym innym jest, jeżeli on sam komentuje zachowanie swoich rodziców, a czym innym słuchanie krytyki z jej ust."

Autorka poruszając bardzo często spotykany problem relacji na linii teściowa-synowa, teściowa-zięć, sprowokowała mnie do wielu refleksji, z których tak do końca nie zdawałam sobie sprawy. Muszę powiedzieć, że powieść Izabeli Milik mocno mną wstrząsnęła.

Bohaterowie zostali dobrze wykreowani. Są wyraziści, ale i tacy zwyczajni, można się z nimi utożsamić, bo to, co ich spotkało zdarza się i w prawdziwym życiu. Wiele ich cech znalazłam i u siebie.

Fabuła jest interesująca, a akcja mknie wartko, dynamicznie. Zakończenie jest niezwykle zaskakujące. Przyznam, że nie o takim myślałam, ale to również w pełni mnie satysfakcjonuje. Zmusza do tego, aby przyszłe, ale i teraźniejsze teściowe zastanowiły się nad swoim postępowaniem, bo niedomówienia, błędy i niewyjaśnione problemy mogą doprowadzić do niejednej tragedii. Trzeba dać żyć dzieciom swoim życiem, nie wtrącać się, a jeśli poproszą (prędzej czy później tak się dzieje) służyć dobrą radą. Książka potrafi wzruszyć, ale i nie brak w niej zabawnych dialogów czy sytuacji. Zwłaszcza w pamięci utkwił mi wątek, gdzie teściowa pod pretekstem podlewania kwiatków podgląda syna i synową w intymnej sytuacji. Dla mnie to już za wiele. Jak tak można postępować? Czy jej wścibstwo nie zna granic?  


"... Z jednej strony czuję się zupełnie skrępowana, a z drugiej strony to rodzice człowieka, którego kocham, i zwyczajnie nie chcę ich zrazić do siebie, a to nieuchronne, bo widzę, że nie wiedzą co to takt, i są odporni na aluzje. Tak jakbym postawiła nogę na ruchomych piaskach."

"Z teściową za pan wróg" to świetny debiut, od którego trudno było mi się oderwać, przeczytałam jednym tchem. Lekki styl i prosty, zrozumiały język sprawił, że czytało mi się niezwykle przyjemnie. Ale powiem, że nigdy w życiu nie chciałabym znaleźć się na miejscu Oli.


Za możliwość przeczytania książki dziękuję Wydawnictwu Novae Res


poniedziałek, 9 stycznia 2017

Przedpremierowo "Księga snów" - Nina George


Księga snów
Nina George
Wydawnictwo: Otwarte
Liczba stron: 424
Ocena: 9/10
Premiera: 01 lutego 2017

Nota wydawcy: 
Życie człowieka to suma wyborów.
Dokonuje ich w każdej sekundzie.
Ale czy wie, jakie naprawdę będą ich skutki?
Czy może sprawić, by zły wybór doprowadził do szczęśliwego zakończenia?

Henri. Reporter wojenny. Żył w ciągłym zagrożeniu, jednak najbardziej przerażał go stały związek i założenie rodziny. Ratuje tonącą dziewczynkę, ale sam zapada w śpiączkę.
Eddie. Redaktorka w wydawnictwie. Kiedyś związana z Henrim. Jej ustabilizowane życie burzy informacja, że uczynił ją odpowiedzialną za podejmowanie wszystkich decyzji dotyczących jego leczenia.
Sam. Wyjątkowo inteligentny i wrażliwy trzynastolatek. Łatwo rozpoznaje uczucia innych, a emocje opisuje za pomocą kolorów. Marzy o tym, aby w końcu poznać ojca, którego losy śledził przez całe życie.

Przeszłość i teraźniejszość, rzeczywistość i marzenia, prawda i to, co się prawdą wydaje, splatają się w jedną historię. Ścieżki trójki bohaterów krzyżują się w krainie snów, gdzie zacierają się granice, a wspomnienia dają drugą szansę na życie.

Moje wrażenia:

Niniejsza książka jest zamknięciem cyklu powieści, w których Nina George podejmowała problem nieskończoności. Wcześniej był to "Lawendowy pokój" i "Księżyc nad Bretanią".

Akcja "Księgi snów" toczy się na przestrzeni 46 dni. Tyle czasu Henri przebywał w śpiączce. Autorka oddała głos trójce bohaterów. Narracja z różnych punktów widzenia, jeszcze bardziej pozwala nam zbliżyć się do świata Henriego, Eddie i Sama. Postaci wrzynają się w głowę, nie dając o sobie zapomnieć.

Henri ratując tonącą dziewczynkę, sam ulega wypadkowi. Potrąca go samochód, na skutek czego zapada w śpiączkę farmakologiczną. Eddie to jego była, której ze strachu przed związkiem i założeniem rodziny nigdy nie powiedział, że ją kocha. 

"- Kocham cię, pragnę, na zawsze i jeszcze dłużej, w tym życiu i wszystkich kolejnych.
- A ja ciebie nie."

Natomiast Sam to 13-letni syn Hariego, którego nigdy nie poznał. Miało to nastąpić w dniu, kiedy wydarzył się wypadek. Bardzo chciałam, aby ojciec i syn w końcu się poznali. Ale czy zdążyli... tego musicie dowiedzieć się sami. Sam cierpi na synestezję - chorobliwą nieśmiałość i nadwrażliwość. Odbiera rzeczywistość nietypowo, dostrzega barwy dźwięków, głosów i muzyki. Nie potrafi patrzeć ludziom w oczy. Ma przy tym wysoki iloraz inteligencji. Mówi o sobie, że jest synidiotą, który nie potrafi poradzić sobie z intensywnością życia, z natłokiem odczuć i wrażeń. Jeszcze nie spotkałam się z tym zjawiskiem w literaturze. Dlatego wielkie brawa dla autorki, bo jest to coś świeżego.   

Pojawiają się jeszcze postaci drugoplanowi, ale są oni tylko tłem do rozgrywających się wydarzeń. Chciałabym lepiej poznać męża Eddie, czy matkę Sama. Autorka tylko zahacza o te postaci.
  
Nasze życie składa się z wyborów, decyzji, które nie zawsze są właściwe. Ale to one nas kształtują, decydują o tym, kim się stajemy. Mimo iż Henri nie chciał Eddie, to upoważnił ją do decydowania o jego życiu i śmierci. Wydaje mi się, że zrobił to z powodu, że nie miał tak naprawdę nikogo bliskiego na kim by mu zależało, tak jak na Eddie. Choć na początku sam przed sobą bał się do tego przyznać.   

"Moja miłość była silniejsza niż potrzeba bycia kochaną. Jednak ją odrzucił, a to było gorsze niż jego obojętność. (...) Nie chciał mnie, ale wypisał mi to upoważnienie. Jestem za niego odpowiedzialna w razie wypadku. Ze mną można umierać. Ale nie żyć."

Autorka zmusza nas do zastanowienia się nad problemem prawdy i kłamstwa, na temat tego, gdzie przebiega jej granica. Zarówno Henri, jak i Eddie nie potrafią zdobyć się wobec siebie na szczerość. Tu w zasadzie każdy z bohaterów zataja jakąś prawdę, nawet Sam, który przed matką ukrywa, że całe dnie i noce spędza w szpitalu u ojca. Poznaje tam też nieprzytomną Madelyn, przy której również czuwa i którą zaczyna darzyć pierwszym młodzieńczym uczuciem. Ale czy to uczucie będzie mogło się spełnić... tego nie zdradzę.   

"... czasem życzę nam obojgu, żebyśmy choć jeden raz potrafili zdobyć się wobec siebie na szczerość. (...) zawsze mamy jakiś wybór. Nic się nie dzieje tak po prostu. Każdy podejmuje decyzje. Można skłamać albo powiedzieć prawdę. Można zachować się jak dupek albo nie."

Autorka stawia wiele egzystencjalnych pytań, dotyczących strachu przed utratą bliskiej osoby, umierania, śmierci, żałoby tych, którzy zostają. Każdy z nas boi się śmierci, przemijania, tego co nieznane. Ten lęk spowodowany jest tym, że boimy się zostać sami, bez poczucia bezpieczeństwa bliskiej nam osoby. Zawsze uważamy, że jest na to za wcześnie. Nina George wychodzi naprzeciw tym obawom, tworząc równoległą rzeczywistość - pomiędzy niebem a ziemią, w której zacierają się granice. Mnie samą skłoniło to do zastanowienia się nad tym, czy w chwili śmierci będę czuła, że żyłam pełnią życia? Czy wykorzystałam dane mi wszystkie szanse? 

Autorka oprócz tematu śpiączki, snów i ich wpływie na nasze życie, nawiązuje również do świata literatury, która gdzieś między wierszami, w sposób naturalny co chwilę wypływa. Czytając miałam wrażenie, że zacierała się mi gdzieś granica pomiędzy tym, co jest snem, wspomnieniami, a tym, co rzeczywiste, ale na końcu wszystko nabrało właściwych wymiarów i znaczenia. 

"Zgubiłam się, krążąc między Henrim i Wilderem, między dawnym i teraźniejszym życiem."

Dialogów jest niewiele, ale to w żaden sposób nie przeszkadza w odbiorze i płynności podczas czytania.

Na pochwałę zasługuje piękna, klimatyczna, melancholijna, szata graficzna, jaką została obdarzona książka. Idealnie nawiązuje do tego, co kryje się w środku. Tytuł również w pełni oddaje treść. 

Niezwykle przytłaczająca to lektura. To powieść, która nie daje spokoju, chociaż tak spokojnie się przez nią "płynie". Budzi dylematy moralne, skłania do zastanowienia się nad tym, jak mało wiemy o sobie nawzajem. Mnogość cierpienia i niepewności, z jakimi muszą zmagać się bohaterowie - zwłaszcza nastoletni chłopiec - udziela się czytelnikowi. Śmierć wydaje się nieunikniona. A co dalej? Tu chyba sami musimy stworzyć własną rzeczywistość, gdzieś tam pomiędzy niebem a ziemią, pomiędzy bytem a niebytem... Gdzieś, gdzie jeszcze tli się nadzieja na życie.

"Tak długo szukałem właściwej drogi życia, ale jej nie znalazłem. Żadna nie okazała się idealna, bez względu na to, co robiłem."  

Jeśli nie boicie się książek, które nie do końca dobrze się kończą, które nie są optymistyczne - sięgnijcie po "Księgę snów". 


Dziękuję Wydawnictwu Otwarte za udostępnienie egzemplarza do recenzji



piątek, 6 stycznia 2017

Trawers - Remigiusz Mróz


Trawers
Cykl: Trylogia z komisarzem Forstem (tom 3)
Remigiusz Mróz
Wydawnictwo: Filia
Liczba stron: 600
Ocena: 10/10


Nota wydawcy:
Finał bestsellerowej trylogii z komisarzem Forstem autorstwa Remigiusza Mroza, najgorętszego nazwiska polskiego kryminału

Wszystkie pożary zgasły. Zostały tylko zgliszcza.

Grupa uchodźców miała zostać w Kościelisku tylko przez trzy dni. Wójt zakwaterował ich w sali gimnastycznej, czekając, aż rząd znajdzie dla nich stałe miejsce pobytu.

Wszystko zmieniło się, gdy przypadkowy turysta został odnaleziony martwy na szlaku prowadzącym na Czerwone Wierchy.

Odcięto mu opuszki palców, wybito wszystkie zęby, a w ustach umieszczono syryjską monetę. Czy Bestia z Giewontu powróciła? A może to któryś z uchodźców jest winny? Rozpoczyna się nagonka medialna, a wraz z nią śledztwo prowadzone przez Dominikę Wadryś-Hansen.

Tymczasem Wiktor Forst wsiąka coraz bardziej w więzienny świat, zupełnie nieświadomy tego, że na wolności jest ktoś, kto liczy na jego ratunek…


Moje wrażenia:


Przyszedł ten czas, kiedy trzeba pożegnać się z komisarzem Forstem i pięknym, choć niebezpiecznym majestatem gór. Autor zakończył poprzedni tom tak, że ogromnie byłam ciekawa dalszych losów Wiktora.

Bestia z Giewontu nadal jest nieuchwytna, ale Wiktor Forst zrobi wszystko, aby doprowadzić sprawę do końca - schwytać Bestię i odnaleźć Olgę Szrebską. Ale sprawca również nie odpuści, dopóki całkowicie nie zniszczy komisarza. I jakby tego było mało, Forst przebywając w więzieniu, wpada w nałóg narkotykowy. Tak więc dzieje się naprawdę sporo, czasu nie ma na nudę. Akcja mknie z prędkością porównywalną do TOPR-owców poszukujących zaginionego.

"Wywoła pożar, bez dwóch zdań. Ale czy powinien się tym przejmować? Czy będzie jeszcze co gasić? Przypuszczał, że nie. Z jego życia i tak zostały już tylko zgliszcza."

Autor stworzył nie tylko świetny kryminał, ale również powieść o bogatym tle społeczno-obyczajowym. W szczery i bezkompromisowy sposób porusza wciąż aktualny temat imigracji, czego może być przykład stosunku Polaków wobec Syryjczyków. Otwiera nam tym samym oczy na istotne problemy współczesnego świata. Skupia się na tym, by pokazać obie strony medalu, przedstawić argumenty obu stron. Sprawia to, że powieść wydaje się bardziej realna, ale i zmusza to nas w jakiś sposób do refleksji nad własnymi przekonaniami i dążeniami. 

"(...) Polska zapomniała o tym, jak jej obywatele kilkadziesiąt lat temu rozpierzchli się po całej Europie, szukając ratunku, pomocy i miejsc, w których mogli walczyć z okupantem. Zapomniała o tym, jak wyglądają ludzie pozbawieni kraju. I stała się państwem wstydu."

Choć to kryminał, to na końcu nie obyło się bez wzruszenia. Nie spodziewałam się, że Mróz spowoduje, iż łezka w oku się zakręci. Nie pamiętam, żebym podczas lektury jakiegokolwiek kryminału płakała. Brawo! Zakończenie natomiast totalnie wbija w fotel!

Największym zaskoczeniem było dla mnie pojawienie się Joanny Chyłki i Kormaka, bohaterów innej serii. Chyłka i Forst na kartach jednej powieści? Nie wierzycie czy to możliwe? Musicie to przeczytać i się przekonać, jak udanie to wyszło! Pojawienie się tej dwójki dodało dodatkowego smaczku powieści i było zbawienne dla samego Forsta, który odsiaduje wyrok.

To najmroczniejsza i najstraszniejsza część trylogii. Nie mogę doczekać się jej ekranizacji, ale zanim obejrzycie film na dużym ekranie, koniecznie najpierw przeczytajcie. A tak na marginesie w roli Forsta chętnie zobaczyłabym Marcina Dorocińskiego, natomiast Bestii - Borysa Szyca lub Piotra Stramowskiego.


Tu o Ekspozycji
A tu o Przewieszeniu


poniedziałek, 2 stycznia 2017

Przewieszenie - Remigiusz Mróz


Przewieszenie
Cykl: Trylogia z komisarzem Forstem (tom 2)
Remigiusz Mróz
Wydawnictwo: Filia
liczba stron: 464
Ocena: 10/10



Nota wydawcy:
Podhalem wstrząsa seria wypadków w górach. Początkowo czarna passa wydaje się jedynie ciągiem pechowych zdarzeń, jednak śledczy ostatecznie odkrywają związek między ofiarami. Każe on sądzić, że ktoś morduje turystów na szlakach.
Dochodzenie prowadzi komisarz Forst. Szybko zdaje sobie sprawę z tego, że zabójstwa powiązane są ze sprawą, nad którą pracował z Olgą Szrebską. Zaczyna tropić mordercę, zbierając okruchy informacji, które ten zdaje się z premedytacją zostawiać.
Kiedy zbliża się do rozwiązania sprawy, doganiają go upiory z przeszłości. Wiktor Forst będzie musiał stawić czoła nie tylko człowiekowi, którego ściga, ale także ludziom gotowym zrobić wszystko, by go pogrążyć.


Moje wrażenia:

"(...) Nie zapominać - powiedział. - Nie wybaczać krzywd, za które nie ma przedawnienia."

W tej części autor nie szczędzi komisarza Forsta. Spadają na niego wszystkie nieszczęścia tego świata. Wartka akcja i zwroty akcji trzymają w napięciu już od pierwszej strony. Nie ma zbędnych przestojów, czego w kryminałach nie znoszę.

Bohaterowie są żywi i niezwykle oryginalni. Forst nadal jest zgryźliwy, bystry, uczuciowy, uparty i niepokorny, co w charakterze jego pracy jako policjanta może być zarówno zaletą, jak i wadą.

Poszczególne rozdziały są pisane z perspektywy komisarza Forsta, Wadryś Hanses, Agaty Osicy i oprawcy, czyli "Bestii z Giewontu". Dzięki takiemu zabiegowi poznajemy nie tylko zamiary, ale i sposób myślenia mordercy. To dość rzadko spotykany zabieg i muszę przyznać, że przypadł mi on do gustu. 

Szczypta humoru, którą autor przemyca pomiędzy brutalnymi scenami - dla mnie rewelacja. Zwłaszcza podszyte ironią dialogi pomiędzy Forstem, a jego przełożonym Edmundem Osicą. 

Podobało mi się to, że autor pokazał dwa oblicza polskich gór, jakimi są Tatry - z jednej strony widzimy ich majestat i piękno, z drugiej zaś niebezpieczeństwo, które grozi ludziom, którzy nie przestrzegają bezpieczeństwa. 

A zakończenie jest takie, że... och jak Pan, Panie Remigiuszu mógł? Szok i niedowierzanie. Ostatnie zdanie po prostu wbiło mnie w fotel. I jak tak można kończyć książkę? Panie Mrozie, tak pogrywać z czytelnikiem?

"Przewieszenie" to brudny, mroczny i niezwykle klimatyczny kryminał. A jaki będzie finał pościgu za Bestią? To już "Trawers" pokaże. 


Tu o Ekspozycji