wtorek, 21 maja 2019

Podaruj mi jutro - Ilona Gołębiewska


Tytuł: Podaruj mi jutro 
Cykl: Dwór na Lipowym Wzgórzu (tom 1)
Autor: Ilona Gołębiewska 
Wydawnictwo: Muza
Ilość stron: 480
Premiera: 15.05.2019 r.
Ocena: 9/10

Dwór na Lipowym Wzgórzu należy do rodziny Horczyńskich niemal od dwustu lat. Stanowi także wielką atrakcję dla turystów odwiedzających Podlasie. Jego właścicielką jest Aniela, słynna malarka. Zmęczona światowym życiem postanawia osiąść w rodzinnych stronach. Zakłada na Lipowym Wzgórzu Akademię Sztuk Anielskich, której pomysł narodził się dzięki lokalnej legendzie o aniołach. Czy zyska poparcie kobiet z rodziny Horczyńskich, czyli Sabiny, Klary i Lilianny? 

Przyjazd redaktora prowadzącego program „Maluchem przez Polskę”, niesforna przyjaciółka podbijająca internet motywującymi filmikami, odkrycie podziemnych korytarzy we dworze, poszukiwanie przez Anielę ukochanego Witka, który przed laty zniknął bez wieści… Wszystko to sprawia, że życie mieszkańców dworu pełne jest atrakcji, humoru, ale czasem także trosk. 

Zmartwieniem Anieli jest również konflikt Horczyńskich i ich sąsiadów Gajowiczów. W czasie wojny na Czarnym Szańcu doszło do pogromu oddziału partyzantki, w którym zginęli członkowie obydwu rodzin. Czy odnalezienie dzienników z czasów wojny pozwoli Anieli oczyścić dobre imię ojca, którego podejrzewano o zdradę? 

 "Rzecz jednak zadziwiająca, jak ludzkie życie może się zmienić dosłownie w jednej chwili. To jego największa tajemnica. Czas biegnie, ludzie przemijają, świat się zmienia, a wciąż nie ma odpowiedzi na najbardziej nurtujące pytania."

"Podaruj mi jutro" to moje pierwsze spotkanie z twórczością Ilony Gołębiewskiej, której książki zachwalało i polecało mi wielu znajomych blogerów. Dlatego cieszę się, że w moje ręce trafiła jej najnowsza powieść otwierająca cykl Dwór na Lipowym Wzgórzu

Autorka na podstawie opowiedzianej historii, przypomina o skutkach decyzji, jakie podejmujemy. Niekiedy nasze decyzje wpływają na losy całej rodziny w wymiarze pokoleniowym. Przekonuje, że zawsze warto stawiać czoła przeciwnościom losu, bo ten, kto nie próbuje, nigdy nie dowie się czy nie stracił czegoś cennego, okazji by być szczęśliwym. Pisarka udowadnia, że zawsze powinniśmy starać się podążać za głosem serca, otaczać się życzliwymi ludźmi i realizować swoje życiowe pasje.

"Upływający czas i brak nadziei potrafi zabić nawet największe uczucie. Jednak prawdziwa miłość, płynąca z czystego serca, wierna i trwała, nie ugnie się nigdy pod naporem ludzkich cierpień i problemów."

To, co od razu rzuca się w oczy, to mnogość bohaterów. Początkowo może nas lekko przytłaczać ich ilość, ale są tak różnorodni, że bardzo szybko poznajemy kto jest kim. Poza tym wypadają bardzo wiarygodnie. Zostali obdarzeni cechami, które pozwalają nam poczuć do nich nić sympatii. Z niektórymi chętnie skosztowałabym nalewki lipowej. Wątek choroby jednej z bohaterek, sprawia że książka tchnie realizmem. Widzimy, że obok radości, tak jak i w prawdziwym życiu, toczą się ludzkie dramaty. Autorka przypomina tym samym, jak ważne jest dbanie o nasze zdrowie, robienie regularnych badań, zanim na wszystko będzie już za późno.  

"Nauczyła się traktować życie jak nieustającą podróż, z mnóstwem zakrętów skrywających nowe wyzwania, ale i tragedie, które stawiają do pionu. Tajemnica życia leży w poszukiwaniu piękna, chociaż okoliczności nie zawsze sprzyjają. Ogromnie boli myśl o tym, że być może nie będzie już kolejnych dni. Choroba jest jak matematyczne równanie, długo trzeba się natrudzić, by poznać jego wynik. Otwiera oczy na wiele spraw, pozwala dostrzegać drobiazgi, uczy pokory, zmusza do rozliczenia się z samym sobą."    



Pani Ilona pięknie opisała kobiecą przyjaźń. Dodajmy, przyjaźń między kobietami w różnym wieku. Tym, co szczególnie mnie poruszyło, było również pokazanie, że warto pomagać nieznajomym nam osobom nie oczekując nic w zamian. W dzisiejszych czasach, gdzie czasem trudno o zaufanie, to cenne zjawisko. 

Autorce udało się stworzyć historię, która mimo zawiłych dziejów, jakie przewijają się przez karty powieści, potrafi wciągnąć czytelnika od pierwszej do ostatniej strony. To książka, która czaruje magią urokliwych zakątków Podlasia. Plastyczny język i odpowiednio dobrana narracja sprawiają, że aż chce się trafić w te spokojne miejsce, by wszystko to poczuć na własnej skórze.

"Podaruj mi jutro" to intrygująca, tajemnicza i przejmująca opowieść o miłości, która przetrwa największe zawirowania, o przyjaźni, sile kobiet, próbie zaakceptowania tragicznej przeszłości, rodzinnych sekretach, wybaczaniu, przeznaczeniu, potrzebie bycia kochanym i poszukiwaniu szczęścia. Wielowątkowa historia niezwykłych kobiet z rodziny Horczyńskich dostarcza niezapomnianych emocji i przeżyć. Jestem pewna, że długo jej nie zapomnę. Jesteście ciekawi jakie jeszcze tajemnice skrywają stare mury dworu na Lipowym Wzgórzu? Zapraszam zatem do lektury, a ja niecierpliwie wyczekuję kolejnego tomu.





Za egzemplarz do recenzji dziękuję Wydawnictwu Muza



sobota, 18 maja 2019

W pogoni za milionami - Xavier de Montepin


Tytuł: W pogoni za milionami
Autor: Xavier de Montepin
Wydawnictwo: Dragon
Ilość stron: 368
Ocena: 8/10

Nora Garrel jest młodziutką, piękną i bogatą hrabianką. Zakochuje się z wzajemnością w młodym, przystojnym lekarzu – Lucjanie Darby, dziedziczy spadek po zmarłym ojcu i wydaje się, że nic nie stanie na drodze do jej szczęścia. A jednak… Odziedziczone miliony są powodem nieszczęść, które jak lawina spadają na Norę i jej ukochanego. Zmuszona do poślubienia hrabiego Noirville, w dniu ślubu traci męża i zostaje wdową. Nie wie, że motorem wszelkiego zła jest jej przyrodnia siostra, pragnąca za wszelką cenę odebrać jej cały majątek. Wspólnie ze swoim narzeczonym i jego bratem knuje intrygę za intrygą. Chciwość popycha złoczyńców do kolejnych zbrodni, za które niewinnie trafiają do więzienia Nora i Lucjan.

"Miłość bywa często podejrzliwa i niesprawiedliwa."

"W pogoni za milionami" to powieść autorstwa Xaviera de Montepina jaką miałam okazję poznać. Ponownie zachwycona jestem kunsztem autora, z jakim prowadzi intrygę i jakie stosuje rozwiązania fabularne. 

XIX-wieczny Paryż został przez autora dobrze odzwierciedlony, jednak w porównaniu do "Kwiaciarki" nie widać tu już takiego nacisku na ukazanie przepaści pomiędzy warstwami społeczno-obyczajowymi. Montepin postanowił skupić się bardziej na samej intrydze. Jednocześnie dzięki dobremu nakreśleniu psychologicznemu bohaterów, możemy poznać ich motywy działania. I to nie tylko tych złych, ale i dobrych. Ludzka zachłanność, pazerność, chęć zemsty i wzbogacenia się za wszelką cenę prowadzi niektórych do zbrodni. Widzimy do czego zdolni są posunąć się, by zdobyć fortunę. Bez skrupułów idą po trupach, by wzbogacić się na cudzej krzywdzie. 

"- Zbrodnie i morderstwa bez końca - myślała z rozpaczą. - Jestem przeklęta od chwili, w której przyszłam na świat."

Pojawiający się wątek miłosny jest jedynie tłem do innych wydarzeń i sytuacji, jakie mają miejsce. Jest delikatny, ledwie muśnięty. Opiera się w zasadzie na kilku krótkich spotkaniach i liścikach pomiędzy Norą a Lucjanem. Z jednej strony to zaleta, ale z drugiej fajnie byłoby pokazać więcej iskry między parą zakochanych. 

Powieść obfituje w zaskakujące zwroty akcji, choć też zdarzają się wątki, które łatwo przewidzieć. Mimo iż czytelnik od samego początku wie kto i co, to historia ta została tak podana, że chce się poznać jej finał. Dzieje się naprawdę sporo, więc na pewno nie będziecie się nudzić. Mnie ta książka wciągnęła od pierwszej do ostatniej strony. 

Intryga, fortuna, miłość, zbrodnia - to wszystko i wiele więcej czeka na kartach "W pogoni za milionami". Polecam!


Za egzemplarz do recenzji dziękuję Wydawnictwu Dragon



piątek, 17 maja 2019

Bella Donna - Nadia Szagdaj [Zapowiedź]



Lubicie kryminały retro? Jeśli tak, to świetnie, bo już 5 czerwca 2019 r. premierę będzie miała powieść "Bella Donna" Nadii Szagdaj wydanej nakładem Wydawnictwa Dragon. To piąty tom cyklu "Nowe śledztwa Klary Schulz".   

~~~

Rok 1914. Podczas wernisażu wystawy znanego malarza Adolfa Ludemanna w Breslau dochodzi do mrożącego krew w żyłach incydentu. Zamiast najnowszego obrazu mistrza, oczom publiczności ukazuje się makabryczny widok – pomalowane krwią płótno, do którego ktoś przymocował fragmenty ludzkiego ciała… 

Klara Schulz, która wyjechała do nadmorskiego miasteczka Leba, by ukoić ból po stracie męża, odnajduje na plaży okrutnie okaleczone zwłoki. Okazuje się, że brakujące części ciała znalazły się na obrazie w Breslau, a ofiara to sam Ludemann. Kobieta od razu angażuje się w śledztwo. Sprawy nie ułatwia jej niespodziewane uczucie do młodszego mężczyzny…



Dodam, iż nie trzeba znać poprzednich części, ale Wydawnictwo zapowiada wznowienie i tamtych tytułów. 
Skusicie się na tę książkę? 😊



środa, 15 maja 2019

Niebezpieczna gra - Emilia Wituszyńska [Premierowo]


Tytuł: Niebezpieczna gra
Autor: Emilia Wituszyńska
Wydawnictwo: Kobiece
Ilość stron: 312
Premiera: 15.05.2019 r.
Ocena: 10/10 

Kobieta jest jak broń. Nie wolno się nią bawić.

Weronika to jedna z najlepszych policjantek w wydziale kryminalnym stołecznej policji. Jej karierę przerywa dramatyczna akcja, w której traci partnera. Od tej chwili jej życie całkowicie się zmienia. Nieoczekiwanie kobieta dostaje zadanie, które wykonać może tylko ona.

W Wilanowie znaleziono zwłoki kandydata na urząd premiera, a jedynym świadkiem zdarzenia jest znany i zabójczo przystojny aktor Przemysław Rej. Niestety gwiazdor nic nie pamięta, a dopóki sprawa nie zostanie wyjaśniona, mężczyzna potrzebuje całodobowej ochrony.

Aby nie wzbudzać podejrzeń, Weronika i Rej muszą udawać parę. Wkrótce okaże się, że mężczyzna nie mówi całej prawdy, a na jaw wychodzą kolejne sekrety. Oboje zostają wplątani w niebezpieczną grę, w której stawką będzie nie tylko życie.

"Koniec był nieuchronny. Żyjemy i umieramy. Każdemu z nas zapisane jest inne zakończenie."

"Niebezpieczna gra" to debiut Emilii Wituszyńskiej łączący w sobie kryminał z romansem. Od razu powiem, ze nie spodziewałam się aż tak świetnego debiutu, przy którym będę się tak dobrze bawić. 

W powieści obok wątku kryminalnego, obserwujemy stopniowo rozwijającą się relację między głównymi bohaterami. Dla mnie ta powieść jest w pewnym sensie czymś świeżym, gdyż nie przypominam sobie, abym czytała książkę, której bohaterami byliby policjantka i aktor. Muszę przyznać, że z miejsca polubiłam Weronikę. To nie jest kolejna nieśmiała, naiwna bohaterka. Przeciwnie, to odważna, pewna siebie, wiedząca czego chce, nieustępliwa, zadziorna, ostra kobieta. Te cechy z pewnością przydają się w pracy w policji. Z kolei kobieciarz Przemek... polubiłam tę jego, że tak powiem "wredotę". Zresztą sami się przekonajcie w czym rzecz. Fajnie obserwowało się cięte riposty między parą głównych bohaterów. Ich początkowa wzajemna niechęć przeradza się w coś więcej, a my dostajemy cały wachlarz niezapomnianych emocji. 

"Czuła, że to, co się między nimi dzieje, jest niebezpieczną grą i nie ma nic wspólnego z zagrożeniem, jakie wokół nich krąży."

Autorka doskonale rozplanowała sobie wszystkie elementy powieści. Tu niczego nie ma za mało czy za dużo. Czytelnik zdecydowanie nie może narzekać na nudę, gdyż się dzieje się sporo, zwłaszcza w drugiej połowie książki. Fabuła obfituje w liczne tajemnice, zagadki, niewidzialne poszlaki, mnożące się pytania. Jest miejsce na zaskakujące zwroty akcji, jak i chwile, by złapać oddech. W całość zgrabnie wkomponowany został dobry humor. Pojawiają się liczne wulgaryzmy, ale nie wpływają one na negatywny odbiór całości. Wręcz przeciwnie, pasują do charakterów bohaterów i sytuacji, w jakich się znajdują.

"To niebezpieczna gra, w której nie mamy szans na wygraną."

Warto również zauważyć zadanie sobie przez autorkę trudu pozyskania informacji na temat tajników pracy w policji. Dzięki temu historia ta zyskuje na wiarygodności, a przy okazji jest dodatkowo ciekawa z punktu widzenia kogoś, kto interesuje się tym zagadnieniem.

"Niebezpieczna gra" to intrygująca powieść o odwadze, zaufaniu, przyjaźni, walce o lojalność i miłość, a także walce z własnymi uzależnieniami i słabościami. To książka o niebezpiecznej grze o życie, którą można wygrać tylko łącząc wspólne siły. Polecam Wam tę książkę gorąco!


Za egzemplarz do recenzji dziękuję Wydawnictwu Kobiecemu



poniedziałek, 13 maja 2019

Pewnej zimy nad morzem - Iwona Banach [Patronat medialny]


Tytuł: Pewnej zimy nad morzem 
Autor: Iwona Banach
Wydawnictwo: Lucky
Ilość stron: 320
Ocena: 9/10


Senne nadmorskie miasteczko tuż przed Bożym Narodzeniem staje się areną niepokojących wydarzeń. Dwa ciała, które mogą należeć do tej samej ofiary, to dopiero początek… Przystojny policjant Marek rozpoczyna skomplikowane śledztwo. Dzielnie wspiera go w tym urocza Majka. Czy wspólnie uda im się wyjaśnić zagadkę? I czy wśród całego tego zamieszania znajdzie się miejsce na rodzące się uczucie? 

Autorka niewątpliwie posiada zmysł obserwacyjny otaczającego ją świata i ludzi. Świat, jaki kreśli przed czytelnikiem, choć podszyty jest humorem, jest żywcem wyjęty z naszej codzienności. Iwona Banach posiada ciekawe podejście do kryminału. Jej proza nacechowana jest ironią, oryginalnym, a jednocześnie trafnym spojrzeniem na wiele spraw, które mogą być również i naszym udziałem. A przy okazji przyglądamy się różnym absurdom ludzkich zachowań. Jestem pewna, że będziecie zaskoczeni tym, w jakim stopniu okażą się one dla Was znajome... 

"Wiedza to ważna rzecz, ważna, dobra i przydatna, czasami jednak nie bardzo wiadomo, co z nią zrobić."

Mamy tu do czynienia z komedią kryminalną, więc nie zabraknie mniej lub bardziej absurdalnych momentów, które niemal wyrwą nas z butów. Ale oprócz tego znalazło się miejsce na nutę romansu między bohaterami, a raczej płatnej miłości. Wątek ten skłania czytelnika do refleksji nad istotą miłości. Bo czy miłością można nazwać uczucie, za które trzeba płacić? Ciekawie została również przedstawiona manipulacja silniejszych osobowości względem tych słabszych, którzy chcą przynależeć do grupy, chcą w jakiś sposób się liczyć. I tu nie chodzi tylko o znajomości wirtualne, ale i w prawdziwym życiu.

Bohaterowie są bardzo charakterystyczni, wyraziści i może nieco przerysowani. Żadnego z nich nie pomylimy. Dziubowa, która wierzy w kosmitów, zatrute szczepionki i uzdrawiające piramidy, dla mnie wymiata. Z kolei Stasia niejednokrotnie miałam ochotę ustawić do pionu, ale jest taki prawdziwy w swoim zachowaniu... A poza tym takiego pana Stanisława mam w swoim sąsiedztwie, któremu przeszkadza dosłownie wszystko. Dlatego też było to dla mnie w pewnym sensie dodatkową atrakcją i rozrywką. Niemniej śmiałam się jak wariatka. 😂 A i jeszcze są przecudne koty. To znaczy kot pornograficzny i koty antykoncepcyjne! Coś takiego to tylko Pani Iwona mogła wymyślić. 😂 Humor sytuacyjny i słowny są pierwszorzędne. Dawno się tak nie ubawiłam!

"Miał szczęście po raz pierwszy w życiu. To były cycki. Martwe, ale jednak cycki."

Autorka miała świetny pomysł na zagadkę kryminalną, która sprawi bohaterom, a i samemu czytelnikowi nie lada zagwozdkę. Zadbała przy tym o każdy najdrobniejszy element. Pełno w jej książce zaskakujących zwrotów akcji, więc nuda z pewnością Wam nie grozi. 

"Pewnej zimy nad morzem" to zabawna, ale i mądra powieść o sprawiedliwości, manipulacji, demonach, które tkwią w każdym z nas. To rewelacyjna rozrywka na wysokim poziomie. Bawiłam się wyśmienicie! Gwarantuję Wam poprawę humoru! 





Za egzemplarz do recenzji i możliwość patronowania dziękuje Wydawnictwu Lucky 


sobota, 11 maja 2019

Coś musi trwać - Joanna Kruszewska


Tytuł: Coś musi trwać 
Cykl: Nic się nie kończy (tom 3)
Autor: Joanna Kruszewska
Wydawnictwo: Replika
Ilość stron: 352
Premiera: 23.04.2019 r.
Ocena: 8/10


Nigdy nie jest za późno, by wyrwać się schematom i podążyć za głosem serca.
Czasem wystarczy popchnąć jedną kostkę, aby zasiać spustoszenie w mozolnie wznoszonej przez lata budowli, gdzie każdy element stał blisko drugiego. Tak właśnie decyzją o przeprowadzce do domku nad morzem nestorka rodziny Bialickich rozpoczęła destrukcję. Rodzina podzieliła się na pojedyncze osoby, a każdy żył tylko swoim życiem, zamykając do niego dostęp pozostałym. Każdy też pielęgnował w sobie całkiem solidne pokłady żalu i utwierdzał się we własnych racjach.
W takiej atmosferze Marta będzie musiała zadecydować, co jest dla niej naprawdę ważne. Czy jej związek z Krzysztofem ma szansę przetrwać? Jak ułożą się jej relacje z siostrą? Czy Marta i jej babcia pożałują swojej decyzji o wyjeździe?

"Coś musi trwać" To już niestety ostatnie spotkanie z bohaterami cyklu "Nic się nie kończy". Muszę przyznać, że przez ten czas bardzo zżyłam się z postaciami i z niecierpliwością wyczekiwałam na tę część, by poznać finał tej historii.

Ci z Was, którzy znają poprzednie dwa tomy, wiedzą że główna bohaterka Marta wraz z babcią Haliną mieszkają nad morzem. Poprzez dzielącą ich odległość kontakty z resztą rodziny rozluźniły się, brak im czasu na rozmowy. Między Martą a jej siostrą wyrósł mur, który wydaje się nie do zburzenia. Czy siostry w końcu dojdą do porozumienia? I co z Krzysztofem? Czy jest szansa na to, by naprawić związek?

"- Otoczenie nie ma tu nic do rzeczy. Jeżeli dwoje ludzi żywi do siebie głębokie uczucia, nie ogląda się na nikogo. Widzą tylko siebie nawzajem, reszta zupełnie nie ma znaczenia."

Joanna Kruszewska sporo miejsca poświęciła zagadnieniu rutyny, przyzwyczajenia w związku, do których często dochodzi, gdy pierwsze motylki w brzuchu odfruną, gdy nie będzie między partnerami już tego żaru, co na początku. Autorka stawia szereg pytań na temat istoty miłości i udanego związku.

"Ludzie w pewnym wieku przyzwyczajają się do rutyny, żyjąc u boku drugiej osoby przez dobre kilkadziesiąt lat, poznają jej charakter, oswajają się z osobowością, nie są absolutnie przygotowani na to, że w ułamku sekundy druga połówka stanie się kimś zupełnie obcym."

Bohaterów wiele dzieli, nie potrafią się porozumieć. Wyrządzone krzywdy ciążą coraz bardziej. Dlatego warto zrobić wszystko, aby to naprawić. Szkoda tracić czas na niepotrzebne swary, kłótnie, zacietrzewienie się w swoich racjach. Życie jest zbyt krótkie, aby je niepotrzebnie i bez sensu trwonić. Tu kolejny raz okazuje się, jak ważna jest rozmowa.

Podsumowując całą trylogię, mogę śmiało powiedzieć, że trzyma poziom, jest życiowa - począwszy od bohaterów, a na wydarzeniach i ich problemach skończywszy. Przyglądając się niejako z boku temu wszystkiemu, co miało miejsce na kartach powieści, niejednokrotnie skłaniało to mnie do refleksji, do głębszego zastanowienia się nad moim własnym postępowaniem, jak i moich bliskich. Wyniosłam kilka cennych rad i wskazówek. 

"Różne rzeczy przemijają, wydaje się, że nic nie trwa wiecznie. Coś się kończy, coś zaczyna, coś jednak w naszym życiu musi trwać. Musi być stałym punktem odniesienia. Na czym go budować, jak nie na zrozumieniu i uczuciu najsilniejszym z możliwych?"

Warto jeszcze zwrócić uwagę na okładki całej serii, które idealnie ze sobą współgrają, są przyjemne dla oka i, co najważniejsze, trafnie oddają treść.

"Coś musi trwać" to powieść, która doskonale spina losy bohaterów, pokazując co tak naprawdę liczy się w życiu najbardziej. To rodzina jest tym, co powinno utwierdzić nas w przekonaniu, że warto się starać naprawić popełnione błędy, a przede wszystkim nauczyć się rozmawiać. Polecam Waszej uwadze całą serię!




Za egzemplarz do recenzji dziękuję Wydawnictwu Replika



czwartek, 9 maja 2019

Bańki mydlane - Edyta Świętek


Tytuł: Bańki mydlane
Autor: Edyta Świętek
Wydawnictwo: Replika
Ilość stron: 208
Premiera: 16.04.2019 r.
Ocena: 9/10

Michalina ma wszystko, co jest pożądane w młodym wieku: kochającą rodzinę, trafione studia, pochłaniającą pasję, przyjaciół oraz uroczego chłopaka, Jakuba. Sielankę burzy podejrzenie, że dziewczyna jest w ciąży. Dla niej i Kuby jest to nieodpowiedni moment na zakładanie rodziny. Wkrótce jednak okazuje się, że nie ciąża, lecz złośliwy nowotwór wywraca jej poukładane życie do góry nogami.
Jak odnaleźć się w nowej, okrutnej rzeczywistości, od której nie ma ucieczki?
Bohaterka ma na to receptę. W czasie krótkotrwałej poprawy zdrowia realizuje swoje plany i urzeczywistnia pomysły. Czy to wystarczy, aby u kresu życia odczuwać spokój i mieć czyste sumienie? Być może tak, lecz mimo to Michaliny nie opuszcza lęk przed śmiercią. Obawia się osamotnienia oraz… nudy.

"Życie jest bańką mydlaną - mieni się wielobarwnymi tęczami."

"Bańki mydlane" to wznowienie powieści w odświeżonej oprawie. Jak wam się podoba? Bo mi szalenie! Ale niech Was w żadnym razie nie zwiedzie tak bajeczna kolorowa okładka, bowiem zawartość wcale już taka nie jest. Poruszany przez Edytę Świętek temat umierania jest ciężki i bolesny, ale został przedstawiony w taki sposób, iż napawa optymizmem, nadzieją i wiarą, że śmierć nie jest końcem lecz etapem, przez który każdy z nas musi przejść. To początek czegoś nowego. Chyba większość z nas obawia się śmierci. Ja sama zresztą mam związane z tym lęki. Nie wiem czy, gdy nasze życie dobiegnie kresu, jest coś po tej drugiej stronie, czy nasza dusza nadal żyje? Chciałabym wierzyć w to, że gdzieś tam... jest tak jak przedstawia to autorka. Pewnie dla wielu z Was będzie dość sporym zaskoczeniem i być może trudno będzie przyjąć takie rozwiązania, jakie proponuje pisarka ukazując sens umierania.

"Każdy następny dzień był coraz gorszy. Szpitalna sala pogłębiała depresję. Patrząc na biały sufit i kuliste lampy, myślała o tym, że prawdopodobnie już nigdy nie spojrzy na błękit nieba. Rozpaczliwie pragnęła żyć. Bała się zasypiać, ponieważ każdy sen mógł być ostatnim."

Pani Edyta dobrze nakreśliła portret psychologiczny głównej bohaterki, Michaliny. Młoda kobieta w jednej chwili traci wszystko, jednak potrafi znaleźć w sobie siłę, by zawalczyć, znajduje powody, dla których warto żyć. Towarzyszymy jej przy wartościowaniu życia. Dziewczyna musi ustalić priorytety, to co dla niej najważniejsze. Na swój sposób próbuje być szczęśliwa, cieszyć się z małych rzeczy, nadal mieć marzenia.

"Odnosiła wrażenie, że jej choroba rozczłonkowana na miliony opowieści, wepchnięta pod mikroskop ludzkiej wścibskości, pączkuje wypuszczając nowe pędy. Jeszcze gorzej było, gdy ktoś ją odwiedzał i dyskretnie omijał ten temat, udając, że nic się nie dzieje."

Mimo niełatwego tematu, książka nie przytłacza swoim ciężarem, jest pełna optymizmu, ciepła, nadziei i wiary. Jestem zachwycona prostotą konstrukcji powieści. Moim zdaniem książka nie jest za krótka, gdyż zbytnie rozwlekanie tematu dałoby przeciwny efekt do zamierzonego.

Takie książki jak "Bańki mydlane" są potrzebne, by lepiej zrozumieć chorego, to co przeżywa lub też samemu zaczerpnąć odrobinę nadziei na lepsze. Autorka mimo niewielkiej objętościowo książki, potrafiła nagromadzić wielki ładunek emocjonalny, który została w czytelniku swoje piętno. Lektura ta trafiła do mojego serca i na długo w nim pozostanie. 

Warto wspomnieć i docenić szlachetny gest autorki, która zdecydowała się całość swojego wynagrodzenia ze sprzedaży książki przeznaczyć na rzecz hospicjum im. Świętego Łazarza w Krakowie.

"Bańki mydlane" to ciepła, poruszająca, zaskakująca powieść o życiu, które jest kruche i ulotne niczym delikatna bańka mydlana. To książka o pięknie miłości i przyjaźni, o przemijaniu, odchodzeniu, bezsilności, oswajaniu śmierci. To również, a może przede wszystkim lektura dająca nadzieję i przekaz, abyśmy doceniali życie tu i teraz, a nie w obliczu widma śmierci. 




Za egzemplarz do recenzji oraz to, że puszczając bańki mogłam choć przez chwilę poczuć się dzieckiem dziękuję Wydawnictwu Replika