czwartek, 31 sierpnia 2017

Przedpremierowo "Najlepszy powód, by żyć" - Augusta Docher


Najlepszy powód, by żyć
Augusta Docher
Wydawnictwo: OMGbooks
Liczba stron: 364
Ocena: 10/10
Premiera: 27 września

Moje wrażenia:


Dominika Bąk w następstwie kłótni rodziców, w tragicznym pożarze doznaje licznych poparzeń ciała. Trafia do szpitala, gdzie zajmuje się nią przystojny lekarz. Okazuje się, że ukochany ojciec musi odbyć karę trzech lat pozbawienia wolności, a matka nie jest tą osobą, za którą ją uważała. Dziewczyna nie widzi powodu, by żyć... Doktor Tomasz ma brata Marcela, który uważany jest za czarną owcę w rodzinie. Czy chłopak, którego wszyscy już dawno skreślili będzie w stanie przywrócić Dominice wiarę w miłość? Czy uleczy jej duszę? Czy Dominika odnajdzie jeden powód, by żyć? Bohaterowie nie mają łatwo, muszą swoje wycierpieć, przejść. Ale czy na końcu tej drogi czeka ich szczęście? Tego nie zdradzę. 

"Życie "tu i teraz" jest całkiem odmienne od tego, które toczyło się "tam i kiedyś". Inne, ale czy gorsze? Nie wiem, co tworzy nasze życie, ale jeśli to ludzie nas otaczający, to tu jest lepiej mimo cierpienia, bólu i wciąż pojawiających się nowych wyzwań."

Bohaterów polubiłam już z pierwszymi zdaniami. Są barwni, różnorodni, wyraziści. Pierwszoosobowa narracja pozwala na jeszcze bliższe zżycie się z nimi. Główna bohaterka będzie musiała zmierzyć się z bólem, cierpieniem, wstydem, pogodzeniem się ze swoim wyglądem, tęsknotą, wybaczeniem, zaufaniem, rozczarowaniem. To wszystko i samemu czytelnikowi się udziela. Natomiast Marcel Leśniewski to ciekawa, złożona osobowość. Z jednej strony to taki luzacki typ, a z drugiej potrafi być opiekuńczy i troszczący się o drugą osobę. Raz go lubimy, by za chwilę zirytowało nas jego zachowanie. Jego powiedzonka i teksty niejednokrotnie sprawiały, że na mojej twarzy gościł uśmiech. Przez dłuższy czas trudno było przewidzieć w jakim kierunku pójdzie jego postać. 

"Żyjemy sobie: ojciec lekarz, uznany, szanowany, ochy i achy, wiecznie w świecie, na sympozjach, odczytach i wykładach, matka - strażniczka domowego ogniska, pierworodny idący w ślady ojca i ja, jedyny wrzód na gładkiej dupie mojej cudownej rodzinki."

Nie zabrakło odważnych miłosnych scen, które zostały potraktowane ze smakiem. Wątek miłosny nie jest nadmiernie wyeksponowany. Tu zupełnie co innego jest istotniejsze. Mianowicie to, co się wydarzyło i w jaki sposób zmieniło Dominikę oraz jej trudna walka o siebie. Dlatego nie jest to typowe new adult. Zresztą, w moim odczuciu autorka doskonale poradziła sobie w tym gatunku.

Autorka zadbała także o fachowe nazewnictwo medyczne, wszystkie terminy związane z leczeniem po oparzeniu. Powieść czyta się błyskawicznie. Zasługą tego jest dynamiczna akcja nie pozwalająca na zaczerpnięcie nawet małego haustu powietrza. Tu nie ma miejsca na jakikolwiek przestój czy nudę. Tu nic nie jest proste, ani oczywiste. Niejednokrotnie zostałam wystrychnięta przez autorkę na dutka. Niby już coś tam ułożyłam w głowie, by w jednej chwili zburzyć mój ogląd na bohatera, daną sytuację czy wydarzenie. Z opisywanych wydarzeń bije autentyzm, prawda, nic nie jest na siłę przedstawione, nagięte. Wszystko zgrabnie łączy się w całość. 

Chyba największym przesłaniem tej książki jest to, że tak naprawdę nie liczy się to, jak wyglądamy, czego nam brakuje, a to jacy jesteśmy w środku. Najważniejsze jest wnętrze człowieka. Nie można kochać za wygląd, powierzchowność, bo to i tak z czasem minie. Kocha się za charakter i nasze czyny. To one nas definiują.

"- Nie kocha się za to, czego brakuje, tylko za to, co jest."

Pełno tu tajemnic, sekretów, które podsycają naszą ciekawość co będzie dalej na kolejnych kartach książki. Jestem usatysfakcjonowana tym, że wszystkie wątki zostały wyjaśnione. I jakże było moje wielkie zaskoczenie, gdy na ostatniej stronie okazało się, że będzie kontynuacja. Nie wiem czego się po niej spodziewać. Mam tylko nadzieję, że się nie zawiodę i zostanie utrzymany poziom tej części.    

"Najlepszy powód, by żyć" to historia, z której wyziera ból, cierpienie i smutek, ale i po cichutku wkrada się nadzieja i miłość. Przepadłam w czeluściach fabuły. Już od pierwszej strony moje serce i dusza zostały porwane, zawładnięte tą historią do reszty. Jestem zaskoczona ogromem bardzo skrajnych emocji i uczuć, jakie zaserwowała mi Augusta Docher. Łzy i śmiech towarzyszyły mi naprzemiennie. A jaki jest Wasz najlepszy powód, by żyć?
   



Zamów książkę już dziś TUTAJ


Za możliwość przeczytania książki i zostania ambasadorką dziękuję 




poniedziałek, 28 sierpnia 2017

ZAPOWIEDŹ: "Najlepszy powód, by żyć" Augusta Docher



Miło mi poinformować, że zostałam ambasadorką książki "Najlepszy powód, by żyć" Augusty Docher.

27 września premierę będzie miała książka "Najlepszy powód, by żyć" Augusty Docher (autorka wydaje również pod pseudonimem Beata Majewska) - polskiej pisarki, która zadebiutowała powieścią pt. "Eperu"– I tomem trylogii o Wędrowcach. W 2016 roku ukazał się tom II cyklu pt. Habbatum. Opublikowała także powieść obyczajowo-erotyczną "Anatomia uległości" oraz komedię romantyczną: "Konkurs na żonę" oraz "Bilet do szczęścia". Mama i żona, mieszka w urokliwej miejscowości na południu Polski. Kocha podróże, spotkania z czytelnikami i dobrą lekturę. 


Opis fabuły:

Wszystko trwało ułamek sekundy. Błysk ognia i nagle jestem w ognistej kuli. Dociera do mnie, że się palę. Jestem żywą ludzką pochodnią.

Dominika budzi się po kilku dniach.
Wie, że to był wypadek, a ukochany ojciec wcale nie chciał jej zabić.
Teraz, kiedy on jest w więzieniu, ona leży w szpitalu i walczy o życie.
Chociaż właściwie, to inni walczą za nią, ponieważ ona się już poddała.
Ale to, co miało być końcem, okazuje się być początkiem…

Przewrotny los stawia na jej drodze ambitnego młodego lekarza, który dostrzega w niej coś więcej niż tylko pacjentkę. Gdy on będzie leczył jej ciało, jego brat Marcel, czarna owca szanowanej rodziny, spróbuje uleczyć jej duszę.
Tylko czy to jest w ogóle możliwe? Czy pęknięte serce potrafi jeszcze kochać?
I czy ktoś, kto ma tyle powodów, by się zabić, odnajdzie ten jeden, by żyć?


Ruszyła już przedsprzedaż! Promocyjna cena obowiązuje do dnia premiery KLIK


Recenzja niebawem
Będzie również konkurs :)
Jesteście zainteresowani tą powieścią?



Przedpremierowo "Za głosem serca" - Monika Gut-Bartosiak


Za głosem serca
Monika Gut-Bartosiak
Wydawnictwo: Novae Res
Liczba stron: 289
Ocena: 7/10

Moje wrażenia:

Podczas losowania par na bal studencki, Robert Dobanowski wyciąga los Olimpii Stanisławskiej - uznanej za szkolną brzydulę. Lecz w dniu balu wydarzy się coś niespodziewanego. Po tym jednym wieczorze dla obojga już nic nie będzie takie samo... Czy tak arogancki typ, jakim jest Robert, może się zmienić? Kto stanie na drodze do szczęścia tej dwójki? Czy w wyniku pewnej intrygi i nieporozumienia ich drogi rozejdą się na zawsze? 

"Nie wyobrażał sobie, że mógłby na tak ważnej imprezie pojawić się z kaszalotem przy boku. Zawsze dużą wagę przywiązywał do wyglądu kobiety, spotykał się z najpiękniejszymi. Miał do tego pełne prawo, wszak sam nie zaliczał się do potworów. Dlatego wylosowana brzydula nie zasługiwała na jego zainteresowanie żadną miarą. Robert kochał piękno i wręcz brzydził się ludzką szpetotą."

Bohaterowie zostali dobrze wykreowani, są z krwi i kości, mają swoje wady i zalety. Zazwyczaj w książkach spotykam się z bohaterkami, które są piękne, albo można uznać je za ładne. Tymczasem tu jest zupełnie na odwrót. Olimpia to tzw. brzydkie kaczątko wśród murów szkolnych, jak i poza nimi. Sprawia wrażenie zasadniczej, gburowatej, nieprzystępnej, a z drugiej strony to inteligentna, ciepła, skromna, troskliwa, opiekuńcza dziewczyna z niskim poczuciem własnej wartości. Nadmiernie kontroluje swoje emocje, nie pozwalając dojść im do głosu, uciekając w pisanie romantycznych opowiadań. Jej postać jest pełna sprzeczności i dlatego przez te wszystkie cechy jest nam bardzo bliska, z łatwością można się z nią utożsamić. Z kolei jeśli chodzi o Roberta, to chce pokazać ojcu, że jest coś wart, kiedy dostanie pakiet kontrolny akcji klubu "Corona". Jednak nie jest to takie proste. Ojciec obawia się oddać władzę w ręce syna, gdyż uważa go za lekkomyślnego bawidamka. I nie ma tu nic z przesady. Jak na dwudziestoośmiolatka to nadal zachowuje się jak młokos. Traktuje kobiety przedmiotowo i nie wierzy w miłość. 

Wątek miłosny nie zdominował powieści, choć jest wiodący. Sceny miłosne są nieprzesadzone, przedstawione ze smakiem. Autorka zadbała o inne elementy fabuły, które umiejętnie tworzą spójną całość. Są trudne relacje rodzicielskie, temat alkoholu czy narkotyków. Książka pełna jest zaskakujących zwrotów akcji. Język, jakim została napisana książka jest prosty, czasem dosadny, idealnie odwzorowujący ten, jaki można spotkać u studentów. Dialogi są cięte, niekiedy zabawne. Czyta się naprawdę z przyjemnością. Jednak książka nie jest pozbawiona wad, niektóre wątki aż proszą się o rozwinięcie. Chciałabym np. lepiej przyjrzeć się relacji Roberta z ojcem. 

Monika Gut-Bartosiak uświadamia nam, że na krzywdzie innych nie można stworzyć szczęśliwego związku. Zakochana kobieta jest zdolna do wszystkiego, co wyraźnie widać w przypadku bohaterów tej książki. Drugą sprawą jaką pokazano jest to, że nigdy nie jest za późno na naprawienie błędów oraz to, jak mylne są często pozory.   

"W życiu każdego człowieka zdarzają się takie chwile, kiedy pragnie naprawić swoje błędy i zmienić dotychczasowe postępowanie. Nie zawsze jest to pragnienie słuszne, ale zasługuje na podziw."

"Za głosem serca" to powieść o pierwszej, prawdziwej miłości, dorastaniu, popełnianiu błędów, zaufaniu, pozorach, zazdrości, żalu, nienawiści, wybaczeniu. To także książka o tym, że każda kobieta na swój sposób jest piękna. Musi jedynie to piękno w sobie dostrzec, podkreślić i pozwolić, by inni je również zauważyli.  


Za możliwość przeczytania książki dziękuję Wydawnictwu Novae Res


piątek, 25 sierpnia 2017

Wszystkie twoje marzenia - Agata Czykierda-Grabowska


Wszystkie twoje marzenia
Agata Czykierda-Grabowska
Wydawnictwo: OMGBooks
Liczba stron: 384
Ocena: 9/10

Moje wrażenia:


Marzenia... każdy z nas zapewne posiada. Jedni większe, inni mniejsze. Większość z nas dąży do ich realizacji. To one napędzają nas do działania, uskrzydlają i sprawiają, że nasze życie jest dużo barwniejsze. Czym byłoby życie bez marzeń?  

Kamil niedawno rozstał się z dziewczyną, przyjeżdża do Warszawy na studia, zamieszkuje w akademiku. Maja to dziewczyna, którą rodzice trzymają pod "kloszem", a która chce korzystać z życia i w maksymalny sposób spełniać swoje marzenia. Wprowadza się do tego samego akademika co Kamil. Poznają się w momencie, gdy Maja chce wrzucić swój stary samochód do Wisły. Energiczna dziewczyna fascynuje chłopaka, ale jednocześnie stawia wyraźną granicę: ma jej obiecać, że nigdy się w niej nie zakocha. Poza tym Maja skrywa pewną tajemnicę, która nie pozwala jej głęboko angażować się w związek. Tej dwójce towarzyszy lęk przed miłością i zranieniem. Czy miedzy nimi może istnieć tylko przyjaźń? A może jest szansa na miłość? Czy przyjaźń między kobietą a mężczyzną jest możliwa? 

"Kochał ją. Tak jak się kocha po raz pierwszy i po raz ostatni. Tak jak się kocha tylko raz."

Bohaterowie są realni, z pewnością można takich spotkać w prawdziwym życiu. Postać Kamila i Mai wzbudzili moją sympatię. W ich relacjach nie ma sztucznego zachowania, co sprawia, że wszystko wydaje się prawdziwe, realne. Wraz z nimi przeżywałam wydarzenia jakie miały miejsce, ich problemy i rozterki. Po prostu ta para mnie urzekła. Może i Kamil był trochę wyidealizowany, ma cechy, których tak doszukujemy się w naszych mężczyznach - jest dobry, kochający, troskliwy, inteligentny, potrafiący cieszyć się z najdrobniejszych rzeczy. Ale czyż i taki Kamil również nie chodzi po polskich ulicach? Bohaterowie drugoplanowi również zapadają w pamięć, mają swoje miejsce w powieści, bez nich na pewno fabuła byłaby uboższa. 

"Człowiek nie może składać się z samych zalet. Musi mieć skazy i słabości."

Autorka porusza szereg tematów, nie zawsze przyjemnych, jak chociażby walka z chorobą czy strata najbliższej osoby. Interesujący jest również wątek nadopiekuńczości rodziców, a niekiedy nawet zakrawający na obsesję. Czasami warto dać dzieciom trochę luzu, wolności, zaufać, pozwolić na spełnianie marzeń. Muszą sami przeżyć swoje życie, nawet gdyby mieli popełniać błędy. Stójmy obok, wspierajmy i w razie potrzeby podajmy pomocną dłoń.

"Można znać kogoś całe życie i tak naprawdę nie wiedzieć, kim ten ktoś jest. Można też znać kogoś niecałe dwa miesiące i poznać go jak własną kieszeń."

Pojawiające się sceny miłosne nie trącą wulgarnością, wręcz przeciwnie, są delikatne, nasycone czystymi uczuciami i emocjami. Sprawia to, że aż chce się czytać takie fragmenty. 

"Wiedział, że czasem śmiech nie oznacza radości. Jest tylko maską, pod którą można się skryć."

Książka została napisana przyjemnym, lekkim językiem i stylem. Opisy są barwne, a dialogi skrzą humorem. Pomiędzy jednymi a drugimi została zachowana równowaga. Akcja płynie wartko, zaskakując czytelnika w najmniej spodziewanym momencie.    

"Wszystkie twoje marzenia" to powieść wzruszająca, zabawna, lekka i prosta. Ale, co ciekawe, w tej prostocie kryje się pewna mądrość. To książka w głównej mierze o marzeniach, przyjaźni, miłości, stracie, codzienności, pełna ciepłych uczuć, urocza, trochę przesłodzona. Wciąga od pierwszej strony, intryguje i wzbudza wiele emocji. Idealna na lato.

    

środa, 23 sierpnia 2017

ZAPOWIEDŹ: "Nigdy nie poddam się!" Helena Waszniewska - pod patronatem medialnym Sza! Teraz czytam





Miło mi poinformować, iż mój blog Sza! Teraz czytam objął patronatem medialnym książkę: "Nigdy nie poddam się! Heleny Waszniewskiej. To pierwszy tom cyklu: Udomowiona.


Opis:

Nigdy! Nie poddam się to studium psychiki Alicji – kobiety, żony i matki – samotnej w małżeństwie i rodzinie.
Szczegółowy opis kolejnych etapów życia, relacji międzyludzkich i wydarzeń, które doprowadziły do dramatycznego kroku osobę delikatną, wrażliwą, pełną uczuć, pragnącą zadowolić wszystkich wokół, upatrującą w tym spełnienia osobistych ambicji i marzeń o idealnym życiu, miłości i szczęściu.


Recenzja już niebawem. Spodziewajcie się również konkursów :)
Jesteście zainteresowani tym tytułem?


wtorek, 22 sierpnia 2017

Jak powietrze - Agata Czykierda-Grabowska


Jak powietrze
Agata Czykierda-Grabowska
Wydawnictwo: OMGBooks
Liczba stron: 480
Ocena: 9/10 

Moje wrażenia:

Spotkali się zwykła dziewczyna i zwykły chłopak, których połączyła niezwykła miłość. Oliwię i Dominika dzieli wszystko. Ona studentka z zamożnej rodziny z Żoliborza. On wychowany w domu dziecka, mieszka na Pradze w obskurnej kamienicy i musi zajmować się młodszym rodzeństwem. Nie może pozwolić sobie na rozrywki i marzenia tak znamienne dla ludzi w jego wieku. Poznają się w skutek niegroźnego wypadku samochodowego spowodowanego przez Oliwię. Zawierają umowę, że Dominik nie powiadomi policji, a ona odbierze jego rodzeństwo z przedszkola. Między nimi zaczyna rodzić się uczucie. Czy taka miłość ma szansę przetrwać? Czy można zapomnieć o bolesnej przeszłości? I czy da się żyć bez powietrza? 

"Nie trzeba znać kogoś całe życie, żeby go poznać. Czasami wystarczą trzy tygodnie. Czasami wystarczy jedno spojrzenie."

Bohaterowie zostali ciekawie, plastycznie, i co najważniejsze, realistycznie zbudowani. Każdy z nich posiada indywidualne cechy. Popełniają błędy, miewają chwile słabości, przez co wydają się nam bliżsi, prawdziwi, tacy mieszkający obok po sąsiedzku. Bardzo ich polubiłam. Oliwia zyskała moją sympatię swoją zadziornością i zaradnością, a Dominik opieką nad rodzeństwem, czułością i współczuciem. Choć Dominik na pierwszy rzut oka może nie wyróżniać się niczym szczególnym, ot taki zwykły chłopak, ale poznając go coraz bardziej, zyskuje w naszych oczach. Oliwia przy Dominiku czuje, że wreszcie żyje, poznaje jak powinno wyglądać prawdziwe uczucie, tak zgoła inne jakie do tej pory znała obracając się w bogatym, pełnym pozorów świecie. Natomiast Dominik przy Oliwii odnajduje spokój i poczucie bezpieczeństwa. Natomiast subtelne sceny miłosne, jakie się pojawiają są dopełnieniem całości. 

"Przy niej jego zmartwienia były mniejsze albo zupełnie znikały. To było niesamowite, jak drugi człowiek sprawia, że twoje życie staje się łatwiejsze." 

Ojciec dziewczyny i rodzeństwo chłopaka również są wyraziści. Bez nich fabuła na pewno nie byłaby tak zajmująca. Jeśli zaś chodzi o inne postacie drugoplanowe, to wypadli ciut słabiej. Chciałabym ich lepiej poznać. Ale to drobne niuanse, nie wpływające na ogólny odbiór książki. To co najważniejsze jest dobrze dopracowane. 

Autorka wspaniale pokazała miłość i zażyłość pomiędzy Dominikiem a jego młodszym rodzeństwem. Trudne dzieciństwo chłopaka i jego starania w kierunku, aby rodzeństwo uchronić od tego, co on sam musiał przejść jest godne podziwu. Drugą sprawą było ciekawie nakreślone relacje Oliwi z ojcem. Obserwowanie jak na nowo ta dwójka uczy się żyć razem, a nie tylko obok siebie, jest czymś, co niewątpliwie podnosi walory powieści.  

"Jeśli dwoje ludzi szczerze się kocha, to nic nie może im stanąć na drodze."

To co charakteryzuje tę powieść, to barwny styl i język, co przekłada się na przyjemność czytania. Nie brak zaskakujących zwrotów akcji i intryg, które dostarczają emocji i wzruszeń. Humor również się pojawia. Jedynie to, czego mi zabrakło, to brak podziału na rozdziały, przez co trudno na początku do tego przywyknąć, ale wraz z tym jak zaczęła pochłaniać mnie fabuła, przestało mi to zupełnie przeszkadzać. 

"Jak powietrze" to ciepła, lekka powieść o miłości, o mierzeniu się z trudną przeszłością, szukaniu bliskości, dorastaniu, ważnych wyborach i akceptacji tego, co zsyła los. Książka z przesłaniem, że każdy z nas potrzebuje miłości jak powietrza. Może i banalne, ale jakże prawdziwe. Jestem pewna, że książka przypadnie do gustu każdej miłośniczce romansu.    




sobota, 19 sierpnia 2017

Grzech pierworodny - Anna Szafrańska


Grzech pierworodny
Anna Szafrańska
Wydawnictwo: Novae Res
Liczba stron: 392
Ocena: 10/10

Moje wrażenia:


"Chcę, żebyś wiedziała, kto ma drugą połowę twojego serca."

"Grzech pierworodny" to kontynuacja "Widma grzechu", o którym niedawno Wam pisałam. 

Nel Augustyniak i Gilbert Kraszewski powracają, próbując zapomnieć o traumatycznych wydarzeniach, jakie miały miejsce w finale części pierwszej. Po nieszczęsnej imprezie dziewczyna znajduje się na językach uczniów elitarnego liceum. Na szczęście może liczyć na Gilberta i przyjaciółkę Olgę. Podobnie jak w poprzednim tomie, tak i tu mamy tajemnice. Co skrywają obie rodziny zakochanych? Czy ich uczucie przetrwa? Wygra miłość czy lojalność?

"Zdarza się, że grzechy przeszłości z biegiem lat zostają wymazane, dzięki czemu można spokojnie patrzeć w jasne światło przyszłości."

Kreacja bohaterów niczym nie odbiega od tego, który już zdążyłam poznać. Są wyraziści, charakterystyczni, z krwi i kości, do których można bardzo szybko się przywiązać i z którymi trudno jest się rozstać, gdy kończy się czytać książkę. Moim ulubieńcem w dalszym ciągu jest zbuntowany, tajemniczy Gilbert. Ogromnie ucieszył mnie fakt, iż autorka przybliżyła jego przeszłość, bo to był jeden z elementów, który najbardziej mnie intrygował. A to, co ten chłopak przeszedł... tego kompletnie się nie spodziewałam. Natomiast jeśli chodzi o Nel, to widać jak wielka zmiana zaszła w tej dziewczynie. W końcu zaczęła myśleć również o sobie, a nie tylko o innych. I mimo, iż nie wszystkie jej decyzje były rozsądne i właściwe, to trzeba pamiętać, że to wciąż nastolatka i ma prawo do popełniania błędów. A z drugiej strony, czy i my sami w imię miłości nie poświęcilibyśmy wszystkiego? 

"Widziałam, słyszałam i czułam. Odzyskałam dzięki niemu zmysły."

Jeśli zaś chodzi o przyjaciółkę Nel, Olgę, to w dalszym ciągu jest szczera i oddana, nawet więcej, dopiero teraz tak naprawdę może pokazać na czym polega przyjaźń. Chyba każdy chciałby mieć taką osobę blisko siebie. Autorka pięknie przedstawiona to uczucie. Ten wątek dobitnie pokazuje, że w dzisiejszych trudnych czasach jest jeszcze miejsce na przyjaźń szczerą i prawdziwą.       

W wielkim napięciu obserwowałam wszystkie rozgrywające się wydarzenia (a uwierzcie mi, jest co śledzić) oraz walkę bohaterów z przeszłością. Ciekawym posunięciem było wplecenie wątku sensacyjnego, co sprawiło, że powieść nabrała jeszcze większego kolorytu. A to jaką odwagą wykazała się Nel w starciu z pewnym starszym panem... to musicie po prostu przeczytać. Mnie ta dziewczyna zaimponowała. Natomiast sceny miłosne napisane zostały z wielkim wyczuciem i smakiem. O ile w pierwszym tomie dostaliśmy jedynie lekki zarys rodzącego się uczucia pomiędzy głównymi bohaterami, tak tu  jest kilka odważniejszych scen. 

"Naznaczył cię... Masz dowód, że jesteś jego..."

Styl, jakim została napisana książka jest bardzo lekki, plastyczny, dzięki czemu czyta się szybko i przyjemnie. Została zachowana równowaga pomiędzy opisami a dialogami. Historia wciąga od pierwszej do ostatniej strony. Akcja nie zwalnia nawet na moment, co chwilę jesteśmy czymś zaskakiwani.
  
"Grzech pierworodny" to wzruszająca i emocjonująca powieść o zakazanej miłości pełnej namiętności i pasji oraz przyjaźni, która przetrwa wszystko. Honor, lojalność, tajemnica, zdrada - to tylko część tego, co znajdziecie na kartach niniejszej książki. Polecam gorąco!
    
      

środa, 16 sierpnia 2017

Widmo grzechu - Anna Szafrańska


Widmo grzechu
Anna Szafrańska
Wydawnictwo: Lucky
Liczba stron: 336
Ocena: 10/10

Moje wrażenia:


Nel Augustyniak to wzorowa uczennica elitarnego liceum, gwiazda szkolnego kółka teatralnego i przewodnicząca szkolnego samorządu. To również kochająca córka, siostra i przyjaciółka. W tak poukładane, idealne życie wkrada się totalny chaos, gdy poznaje zbuntowanego, tajemniczego Gilberta Kraszewskiego. Chłopak kompletnie nie pasuje do świata Nel. Dzieli ich niemal wszystko, jednak zakochują się w sobie. Rodzice zabraniają dziewczynie spotykać się z chłopakiem. Przypomina mi to współczesną wersję historii Romea i Julii. Poza tym pojawia się pewna tajemnica, której nikt nie chce wyjawić dziewczynie. Czy to uczucie przetrwa? Co wygra - serce czy rozum?

"Miłość rządzi się swoimi prawami. Nieważne jak bardzo staramy się zdusić ją w zalążku, uciszyć, nie dopuścić do głosu, i tak znajdzie siłę, by pokazać, że maleńkie ziarenko jest w stanie wypuścić mocne pędy. Bałam się, co się stanie, gdy te kwiaty zakwitną."

Grzeczna dziewczyna i zły chłopak - niby schematycznie, ale Anna Szafrańska w interesujący i inny sposób niż dotychczas znane mi przedstawiła tę historię. Autorka w sugestywny sposób nakreśliła relacje pomiędzy bohaterami, ich problemy, pragnienia, a przy tym uniknęła nadmiernie przesłodzonych scen, co jest wielkim atutem książki. Postacie zdecydowanie nie są przewidywalni. Cechuje ich różnorodność i indywidualizm. Są dopracowani, wydają się prawdziwi, z krwi i kości, mają zarówno wady, jak i zalety. Choć Kraszewski wcale idealny nie był, podbił moje serce. Uwielbiam takich bohaterów. 

"W jego oczach zobaczyłam paletę emocji. Ilekroć widziałam jego oczy, zawsze były puste, dzisiaj nawet odrobinę mniej mroczne, a teraz... Zaciekawienie. Zainteresowanie. Aprobata. I... pożądanie. tego byłam bardziej niż pewna..."  

Moją sympatię zdobyła również przyjaciółka Nel, Olga, która swoją osobą skutecznie wprawiała mnie w dobry nastrój. Anna Szafrańska stawia swoich bohaterów przed wieloma wyzwaniami, dzięki którym będą się zmieniać, dojrzewać, uczyć podejmować trudne życiowe decyzje. Na wiele rzeczy spojrzą z innej perspektywy. To samo dzieje się i z samym czytelnikiem. I my czytając wyciągamy pewne wnioski, zmieniamy decyzje. Ale najciekawsze dla mnie było to, że niby już jakąś tam wizję każdego z bohaterów zdążyłam sobie w głowie stworzyć, a autorka w jednym momencie potrafiła zupełnie wywrócić moje dotychczasowe myślenie o nich, dając im cechy, jakich bym się nie spodziewała.    

"Uważnie obserwował każdy centymetr mojego ciała, jakby chciał, żeby wyrył mu się w pamięci." 

Nic w tej książce nie jest naciągnięte, wyidealizowane czy przerysowane. Dialogi są błyskotliwe, cięte, naturalne, co sprawiało, że przyjemnie się to wszystko czytało. Na uwagę zasługuje również styl, jakim została napisana książka. Jest bardzo lekki, przyjemny. Język, jakim posługują się nastolatkowie jest wiarygodny. Nie brak zaskakujących zwrotów akcji, które przysparzają o szybsze bicie serca. Z ogromną niecierpliwością przewraca się kolejne kartki, chcąc wiedzieć co będzie dalej. Zakończenie zaś daje duże pole manewru, więc już teraz biorę się za drugą część.   

"Widmo grzechu" to powieść o więzach rodzinnych, prawdziwej przyjaźni, wchodzeniu w dorosłość oraz pierwszej miłości pełnej wzajemnej fascynacji i tajemnic, która rozgrzeje niejedno serce. To historia, która może mieć swoje odzwierciedlenie w realnym życiu, która zarówno bawi, jak i wzrusza. Polecam gorąco!


niedziela, 13 sierpnia 2017

Przedpremierowo "Anita" - Ewa Popławska


Anita
Ewa Popławska
Wydawnictwo: Novae Res
Liczba stron: 175
Ocena: 7/10
Premiera: 29 sierpnia

Moje wrażenia:


S. - bo tylko taki inicjał dane nam będzie poznać - to brutalny, stanowczy, o wyostrzonych zmysłach introwertyk. Nie odczuwa strachu, wątpliwości czy wyrzutów sumienia. Zabijanie sprawia, że czuje się wyjątkowy, jakby był panem życia i śmierci. Jego życie płynie od zlecenia do zlecenia, jednak do momentu, kiedy poznaje pracownicę banku Anitę. To kobieta twarda i nieposłuszna, której odwaga wielokrotnie mnie zadziwiała. 

"Nigdy nie należy lekceważyć kobiet, tylko one są zdolne do wszystkiego."

Pewnego dnia na oczach Anity zabija jej brata sadząc, że to jej kochanek, choć i tak miał go zabić, bo dostał takie zlecenie. Od tego wydarzenia ta dwójka będzie musiała uciekać, bo na celownik weźmie ich policja, ale przede wszystkim inni zabójcy ze starej bandy, zwłaszcza jeden - Marino. Czy po czymś takim między tą dwójką jest jeszcze szansa na uczucie? Czy da się wybaczyć? Szokiem było dla mnie to, kim jest zleceniodawca. Ten wątek aż kusi się o rozbudowanie. Chętnie poznałabym motywy, to co nim kierowało.    

"(...) zastanawiałam się, czy moje życie do końca będzie opierać się już tylko na dwóch stanach: poczuciu panowania nad innymi i strachu."

Bohaterowie okazali się wyraziści, dobrze wykreowani. Pierwsze skrzypce gra tu oczywiście S. Natomiast postać Anity budzi mieszane uczucia. Bała się a jednocześnie była od S. uzależniona. Mamy tu świetny przykład toksycznej, trudnej miłości, może nawet syndrom sztokholmski. Momentami trudno było mi zrozumieć jej postępowanie. Może wynika to z tego, że ja nigdy nie znalazłam się w tak ekstremalnej sytuacji. Ciekawą postacią jest również żona Marina - Jaśmina. Odegra ona niebagatelną rolę, ale jaki będzie miała w całej tej historii udział, tego już będziecie musieli dowiedzieć się sami.

"(...) czuliśmy wyjątkowe przyciąganie. Nie wiem czy było ono spowodowane tym, że tak bardzo się sobie podobaliśmy, czy faktem, iż nie pozwalaliśmy sobie na nic trwałego - pozostawaliśmy dla siebie zakazanymi owocami."

To, co osobiście najbardziej mnie samą zaskoczyło, to to, że kibicowałam głównemu bohaterowi, w pewnym momencie nawet mu współczułam, a przecież to człowiek zły, zabijający z zimną krwią. Ewa Popławska wysnuwa pytania, gdzie jest granica, po której przekroczeniu człowiek staje się wyłącznie złem? Jak i po co żyć?

"Zabijając, nauczyłem się obserwować agonię: szybkie zatarcie spojrzenia i ledwo słyszalny krzyk duszy. Pewnie uważacie, że opisując to, posuwam się za daleko. I tak wszyscy skończymy w szponach nudnej śmierci. Trafimy do piachu - czy tego chcemy czy nie."

Język, jakim operuje autorka jest prosty, choć miejscami nie pozbawiony wulgaryzmów. Opisy robią duże wrażenie, są sugestywne, szczegółowe, ma się wrażenie, że niemal czuje się to wszystko na własnej skórze. Główny bohater zwraca się bezpośrednio do czytelnika. Dzięki takiemu zabiegowi, jesteśmy jeszcze bliżej jego samego i rozgrywanych wydarzeń. Dialogi są naturalne, niekiedy podszyte ironią. Według mnie niektóre wątki mogłyby zostać szerzej rozbudowane, co uczyniłoby tę książkę jeszcze bardziej interesującą. Akcja mknie w ekspresowym tempie, nawet na moment nie można odetchnąć, wyczekując finału. Jeśli zaś właśnie chodzi  o zakończenie, to takiego się nie spodziewałam, zostałam przez autorkę zaskoczona.

"Anita" to powieść, w której morderstwa, porwania, pościgi, chęć zemsty i miłość w tle to tylko część tego, co serwuje nam Ewa Popławska. To wszystko tworzy interesującą i intrygującą mieszankę sensacji i romansu. Debiut udany i wart uwagi.   


Za możliwość przeczytania książki dziękuję Wydawnictwu Novae Res



piątek, 11 sierpnia 2017

Wszystkie moje zmartwychwstania - Iwona Małgorzata Żytkowiak


Wszystkie moje zmartwychwstania 
Iwona Małgorzata Żytkowiak
Wydawnictwo: Replika
Liczba stron: 336
Ocena: 9/10

Moje wrażenia:


Rodzina powinna być najważniejszą wartością w naszym życiu. Ale czy tak zawsze jest? Zadaniem rodziny jest kochanie się, wspieranie, rozmawianie ze sobą. Tego wszystkiego zabrakło między bohaterami w najnowszej powieści Iwony Żytkowiak. 

Magda po samotnym dzieciństwie i nieudanym małżeństwie ponownie wychodzi za mąż. Małżonkowie nauczyli się żyć w rutynie, bez namiętności, obok siebie. Czasem u kobiety pojawia się pragnienie przeżycia czegoś więcej, jakiegoś szaleństwa, miłości, ale Magda spycha te tęsknoty gdzieś na dno serca. Całą tę stagnację burzy fakt, że ich siedemnastoletnia córka jest narkomanką. Rodzina w jednej chwili staje przed wieloma wyborami, decyzjami, które jak się później okaże, nie wszystkie będą tymi właściwymi.

"Nauczyłam się żyć bez szaleństwa i emocji. Takie klasyczne "odtąd - dotąd", wszystko w ramach, w normie."

Autorka poruszając temat narkomanii, nie podaje nam gotowego przepisu na to, jak poradzić sobie ze słabościami. To my sami musimy dojść do pewnych wniosków. Córka uciekając w narkotyki, chciała zwrócić na siebie uwagę rodziców, której każdy młody człowiek tak potrzebuje. Miłość, ciepło, zrozumienie - tego jej z ich strony zabrakło. Bardzo było mi żal tej dziewczyny.  

Każda z postaci jest interesująca, prawdziwa i każda ma coś do powiedzenia. Z łatwością można się z którymś z nich utożsamić, odnaleźć cząstkę siebie. Autorka nakreśliła ich w sposób, który pozwala nam poznać ich emocje, myśli i wygląd.       

Największe wrażenie zrobił na mnie portret psychologiczny głównej bohaterki. Obserwujemy jej osobę, jej wszystkie cechy, z wadami i zaletami. Początkowo odniosłam wrażenie, że jest kobietą opanowaną, wręcz pedantyczną, która musi mieć wszystko pod kontrolą. Jednak wraz z upływem stron, coraz bardziej zmieniał mi się jej obraz. Okazała się być kobietą wrażliwą, mającą marzenia, pragnącą od życia czegoś więcej. Z jednej strony wzbudzała we mnie litość i współczucie, ale z drugiej złościła mnie. Sama wiedząc jak samotne było jej dzieciństwo, które odcisnęło na niej swoje piętno, to samo funduje swojej córce. Czy uda się jej naprawić te relacje? I czy miłość i szczęście są jeszcze dla niej? 

"Troje ludzi w jednym domu. Każde z nas miało swoją nazwę - rolę wyznaczoną przez odwieczne prawa - matka, ojciec, córka. Mąż i żona. Co z tego wynikło dla nas?"

Książka została napisana barwnym językiem, co przełożyło się na sugestywne opisy. Ciekawa drugoosobowa narracja to coś, co w tej powieści zaskoczyło mnie chyba najbardziej. Nie znajdziemy co prawda nagłych zwrotów akcji, ale dzieje się naprawdę sporo.  Z książki bije ogromny smutek. Tu nie ma miejsca na humor, jedynie na końcu powiało lekko nadzieją na lepsze jutro.   

Iwona Żytkowiak stworzyła powieść wiarygodną, odważną i wymagającą, która zmusza czytelnika do wielu przemyśleń i refleksji. Nie można czytać jej z rozpędu, tu trzeba zatrzymać się, zastanowić nad poszczególnymi wątkami.

"Wszystkie moje zmartwychwstania" to powieść o trudnych relacjach rodzinnych - tych małżeńskich i rodzicielskich - o uzależnieniu od narkotyków i samotności wśród bliskich. To książka z przesłaniem, by mądrze, dobrze i w pełni znaczenia tego słowa żyć. 


czwartek, 10 sierpnia 2017

Literacki Debiut Roku

Niedawno odbyła się VI edycja konkursu Literacki Debiut Roku organizowanego przez Wydawnictwo Novae Res. Do ścisłego finału zakwalifikowało się siedem powieści. Jury w składzie: red. Marzena Bakowska, prof. Marcin Gałbecki, red. nacz. Wojciech Gustowski, dr Paweł Kozielski, pisarka Agnieszka Lingas-Łoniewska, prof. Anna Ryłko-Kurpiewska oraz red. Krzysztof Szymański podczas uroczystej gali wyłoniło zwycięzcę. W tym roku zwyciężyła Danuta Chlupová tekstem pod tytułem "Blizna". Książka ukaże się już na Międzynarodowych Krakowskich Targach Książki pod koniec października.

Pod poniższym linkiem znajdziecie wszystkie informacje na temat tego konkursu: 
http://literackidebiutroku.pl/

A tu możecie zerknąć na film z tegorocznej gali:




Co sadzicie o debiutantach na polskim rynku wydawniczym?



poniedziałek, 7 sierpnia 2017

Piękne złamane serca - Sara Bernard


Piękne złamane serca
Sara Bernard
Wydawnictwo: Insignis
Liczba stron: 350
Ocena: 7/10

Moje wrażenia:


Kolejny raz w moje ręce trafiła książka typowo młodzieżowa. A czy mnie zachwyciła? Czy starszy czytelnik również znajdzie w niej coś dla siebie?

Caddy i Rosie - przyjaciółki, które różni niemal wszystko. Ale, co ciekawe, te różnice tylko je do siebie zbliżają. Rossie to pewna siebie, przebojowa i zabawna dziewczyna. Natomiast Caddy to jej przeciwieństwo, chciałaby być taka jak jej przyjaciółka. W ich życie wkracza piękna, dzika i nieokiełznana Suzanne, która skrywa pewną tajemnicę. Co stanie się, gdy przeszłość dziewczyny wyjdzie na jaw? Jak nastolatki poradzą sobie z mnożącymi się kłopotami? I czy przyjaźń Caddy i Rosi przetrwa? Tego wszystkiego dowiecie się w trakcie lektury.

"Wiem, że gdzieś tam czekają na mnie dobrzy ludzie, którzy chcą i mogą być dobrzy dla MNIE. Po prostu muszę ich odnaleźć."

Zacznę od tego, że bohaterki wydały mi się trochę przerysowane. Według mnie największą dojrzałością i oceną sytuacji wykazała się Rosie. Ja w wieku bohaterek tej książki nie myślałam o tego typu rzeczach, jakie chodzą po głowach dziewczyn i które wcielają w życie. Przeraża mnie taka młodzież, przeraża to, że dla 16-letniej dziewczyny utrata dziewictwa to priorytet. Tak łatwo można się zagubić, stoczyć. Obce mi były imprezy, używki, chłopaki. Wiem, niektórzy pewnie powiedzą: czasy się zmieniają. Może i jest w tym ziarno prawdy, ale wiele zależy od wychowania, od wpajania odpowiednich wartości, a przede wszystkim od rozmowy.

"Pomaganie komuś, kto stracił kontrolę nad życiem, nie polega na przystawaniu na wszystko, tylko na mówieniu: NIE" 

Akcja, co prawda, toczy się szybko, ale jakoś nie do końca mogłam odnaleźć się w tej historii. Tak jak pisałam wyżej, pewnie to moje dojrzalsze spojrzenie na pewne kwestie poruszane w niniejszej książce. Oczekiwałam jakiegoś większego zaskoczenia, czegoś co wywołałoby we mnie większe emocje. Nic nie można zarzucić stylowi czy językowi. To samo dotyczy opisów czy dialogów, które są barwne i dopracowane. Dużym atutem jest zakończenie tej historii. Nie ma tu klasycznego happy endu, co tym bardziej podkreśla prawdziwość tej książki, bo życie nie jest ani proste, ani oczywiste. 

Ta książka z pewnością bardziej przypadnie do gustu nastolatkom, gdyż one inaczej odbierają otaczającą je rzeczywistość. Potrafią wszystko idealizować, wierzą że wszystko jest takie, jak postrzegają. Doświadczony człowiek wie, że nie zawsze to, co na pierwszy rzut oka widzi, jest takie naprawdę. Z wiekiem wyzbywamy się ideałów, dostrzegamy szarości życia. Niemniej jednak i dorosłym polecam tę powieść, bo z pewnością i oni coś w niej wartościowego znajdą.

To książka z przebijającym się ostrzeżeniem, przesłaniem, zarówno dla samej młodzieży, jak i dla rodziców. Caddy ma zaniżone poczucie własnej wartości. Ile takich dziewczyn jest wokół nas? Z pewnością wiele. Mam nadzieję, że młodzież, która zdecyduje się sięgnąć po tę książkę, wyciągnie z tej historii odpowiednie wnioski i nie popełni tych samych błędów co bohaterowie tej powieści. 

"Może wszyscy do pewnego stopnia mamy wybór, jak chcemy ukształtować swoją osobowość. Mogłam być odważna. Mogłam być ryzykantką. Mogłam być osobą sprawiającą kłopoty."

"Piękne złamane serca" to powieść o przemocy domowej, tej fizycznej i psychicznej oraz jej skutkach w wyniku braku reakcji ze strony najbliższych. Przemoc to wciąż jeszcze temat tabu. Dobrze, że pojawiają się książki, które poruszają ten problem. To również książka o złożoności przyjaźni, która ma nie tylko piękne oblicze, ale i jest trująca, toksyczna. I wreszcie to książka o młodzieńczych uczuciach, o popełnianiu błędów, zagubieniu, szukaniu drogi życiowej, poświęceniu, odpowiedzialności.


Za możliwość przeczytania książki dziękuję Wydawnictwu Insignis


       

piątek, 4 sierpnia 2017

Pryncypium - Melissa Darwood


Pryncypium
Melissa Darwood
Wydawnictwo: Genius Creations 
Liczba stron: 370
Ocena: 9/10

Moje wrażenia:


Czy kiedykolwiek zastanawialiście się nad znaczeniem swojego imienia? Czy odgrywa ono jakąś rolę w naszym życiu? Czy odzwierciedla charakter człowieka? Czy jest integralną częścią nas samych? A może to my sami jesteśmy odpowiedzialni za własne czyny? Osobiście podczas lektury "Pryncypium" cały czas zastanawiałam się nad tym, co wpływa na moją osobowość. Lokum - czyli impulsy ciała, Ipsum - czyli to, co przekazuje psychika, a może Nomen - czyli ukryte znaczenie imienia? 
  
"Nomen, Ipsum, Lokum, oto czym jesteśmy. Oto czym jest człowiek. Pierwsze nie może istnieć bez drugiego, drugie bez trzeciego, a trzecie bez pierwszego. Ważne jest, by cała trójca żyła ze sobą w zgodzie, wówczas nic lepszego nie może nas spotkać."   

Zoltan jest potężnym, bogatym członkiem starożytnej tajnej organizacji, która stoi na straży praw "Pryncypium i strzegącej wiedzy o Nominach. Jest przy tym arogancki, ironiczny, pewny siebie, a do tego skrywa pewną tajemnicę, posiada dar, ale jaki... tego już musicie dowiedzieć się sami. Aniela zaś to uczciwa, stanowcza, wrażliwa, pogodna, młoda choć już doświadczona przez los dziewczyna, która po śmierci ojca stara się zapewnić swoim najbliższym byt i uratować rodzinne gospodarstwo. W przyszłości pragnie prowadzić praktykę weterynaryjną. Dzieli ich wszystko - od statusu społecznego po osobowość i wyznawane wartości. Jednak jest coś, co ich łączy. To wspólna historia. Co się stanie, gdy tę dwójkę połączy uczucie? Czy pomimo różnic będą w stanie być razem? 

"Nikt przecież nie jest do cna zły, każdy ma w sobie odrobinę dobra, choć bywa że ukrywa je na samym dnie serca."

Postaci są wyraziści, z barwnymi osobowościami, w żaden sposób ich zachowanie nie jest sztuczne. Między głównymi bohaterami iskrzy, ciągle sobie dogryzają, a ich dialogi są cięte, doprawione odpowiednia dozą humoru. 

"A ile razy człowiek razy może sklejać na nowo swoje serce?"

Pełno w tej powieści burzy uczuć, namiętności, zmysłowości, nietrafionych decyzji i pomyłek oraz nuty fantastycznego świata. Połączenie tego nierealnego świata z rzeczywistym wyszło udanie i bardzo intrygująco. Wątek tajnej organizacji dodał fabule elementu tajemnicy, a czytając zagłębiamy się w ten świat ze strony na stronę coraz bardziej. Natomiast jeśli chodzi o wątek septyki i znaczenia imion, to Melissie Darwood należą się brawa za wielką wyobraźnię i oryginalny motyw, z którym jak do tej pory w książkach jeszcze się nie spotkałam. Polecam Waszej uwadze wątek z odbieraniem porodu owcy, który jest rewelacyjny i jestem pewna, że i Wam się spodoba.    

Powieść wywołuje masę intensywnych emocji. Nawet nie spodziewałam się, że ta historia tak mnie wciągnie, napięcie pojawia się od pierwszych stron i towarzyszy do samego końca. Choć muszę przyznać, że początek był dla mnie dość ciężki. Te wszystkie nieznane mi dotąd nazwy (Nomen, Ipsum, Lokum, Laufer) wydawały się nieznane, ale z każdym kolejnym rozdziałem wszystko zaczynało przybierać wyraźne kształty i stawało się jasne. Wszystkie wątki autorka zgrabnie i satysfakcjonująco domknęła. A że to fantastyka, to tym bardziej jestem zaskoczona tym, jakie wrażenie na mnie zrobiła ta lektura. Prowadzona narracja z kilku punktów widzenia (najczęściej są nimi Zoltan i Aniela), pozwala na inne spojrzenie na to samo wydarzenie. Czyta się przyjemnie, co jest zasługą przystępnego stylu, języka i romantycznego klimatu.    

"Pryncypium" to niesztampowa powieść paranormalna skierowana do młodzieży (choć i starszemu czytelnikowi może się spodobać) z nieprzesłodzonym romansem w roli głównej o wpływie i znaczeniu imion w naszym życiu. Polecam!    





wtorek, 1 sierpnia 2017

Wołyń. Bez litości - Piotr Tymiński


Wołyń. Bez litości
Piotr Tymiński
Wydawnictwo: Novae Res
Liczba stron: 488
Ocena: 9/10

Moje wrażenia:


Wołyń i tamtejszy dramat ludzi znane są mi głownie z lekcji historii, a i tak niewiele na ten temat jeszcze wiem. Bestialstwo, barbarzyństwo i napawanie się z krzywdzonych były na porządku dziennym w czasie wojny. Dla mnie takie postępowanie jest niezrozumiałe, po prostu w głowie się coś takiego nie mieści. Nie jestem w stanie wyobrazić sobie piekła przez które ci ludzie musieli przejść. Co takiego zrobili, że spotkało ich coś tak strasznego?  

Fabuła oparta jest na rzeczywistych wydarzeniach. Przedstawia losy polskiego oddziału partyzanckiego z 1943 roku. Stanisław Morowski był jednym z tych, którzy przeżyli wołyńską tragedię. Od momentu, kiedy udało mu się uciec, jego życie to ciągła tułaczka, walka o przetrwanie i bronienie niewinnych ludzi. Nie wie komu może ufać, a kto jest wrogiem. Bóg, honor, ojczyzna, zemsta, chęć wymierzenia sprawiedliwości to główne cele, jakie przyświecają Staszkowi. 

"Banderowscy zaskoczyli nas całkowicie. Czy wiecie, jak to jest z ukrycia bezsilnie patrzeć, jak rozprawiają się z bliskimi? Ja wiem i wierzcie mi, że to straszne uczucie."  

Piotr Tymiński przedstawia wojnę w sposób mocny, szorstki, jak w tytule, bez litości, pokazując jak było w rzeczywistości. Z niezwykłą dla siebie drobiazgowością opisuje wojenne potyczki, bitwy, starcia, zasadzki, zamachy, co dla czytelnika stanowi pożywkę dla wyobraźni. Zadbał również o wojskowe detale, takie jak chociażby: karabiny, amunicję, mausery, stroje. Niekiedy to słownictwo było dla mnie zupełnie obce i cieszy mnie fakt, że mogłam w tym temacie co nieco się dowiedzieć. Widać, że autor ma w tym zakresie sporą wiedzę, co umiejętnie przełożył na karty niniejszej powieści.   

"Oczom nadjeżdżających ukazał się straszny widok. Wioska płonęła, ale nie to powodowało skurcz serca. Najgorszy był najbliższy płot. Z oddali myśleli, że widzą jakieś kukły albo strachy na wróble. "Para" spojrzał przez lornetkę i w nim pierwszym zastygła krew. Trójka kilkuletnich dzieci nabita na żerdkach płotu zwisała, tworząc na tle płonącej zagrody przerażający obraz wyjątkowego okrucieństwa."

Bohaterów jest sporo, jednak autor na pierwszy plan wysuwa jednego - Stanisława, który przyjmuje pseudonimy "Leon" oraz "Czart". Jest zaangażowany w sprawę, której poświęca się bez reszty. Wykazuje się odwagą, walecznością i intuicją, co znacznie pomaga mu w szybkich awansach w partyzanckiej hierarchii. Kieruje się bezwzględnością w swoich decyzjach i działaniach. Niektórym i on może wydawać się bestią, bo ma splamione krwią ręce, jednakże są to słuszne decyzje w walce o przetrwanie. Pewnie i my sami byśmy zrobili to samo, więc nie można nikogo osądzać. Pozostałych bohaterów poznajemy jedynie z nazwisk, pseudonimów czy stopni wojskowych. Kilku z nich chętnie poznałabym bliżej, bo wzbudzili moją ciekawość. 
    
Niestety nie posiadam już żadnego z dziadków, którzy mogliby mi przybliżyć ten okres w dziejach historii Polski. Z tych opowieści pamiętam tylko tyle, jak babcia opowiadała o Ukraińcach, którzy dopuścili się tego mordu. Wyraźnie widać było w niej niechęć do tego narodu. Teraz po latach zastanawiam się, czy ja i inni Polacy powinniśmy żywić do nich nienawiść, mimo upływu tak długiego czasu? Czy coś takiego można wybaczyć? Jedno jest pewne, nie powinniśmy zapominać. Coś tak strasznego pozostaje w człowieku na zawsze. Autor pokazuje także wielkie przywiązanie Polaków do swojej ziemi i tradycji. Czy i my w dzisiejszych czasach tak samo bronilibyśmy swoich dóbr, na które pracowaliśmy całe życie? 

To, co zwróciło moją uwagę, to interesujący sposób ukazania relacji polsko-ukraińskich, niemiecko-polskich i ukraińsko-niemieckich na terenie okupowanego Wołynia. Nie każdy był tym złym, jak mogłoby się wydawać z racji przynależności kraju i walce o swoje racje.

Akcję cechuje dynamizm, nie ma czasu na to, by choć na chwilę złapać oddech. Dla mnie to ogromna zaleta, bo książki z historią w tle potrafią niekiedy mnie znużyć, a tu tego nie było. Cały czas czytałam z zaciekawieniem, choć wymagało to ode mnie większej koncentracji. Tło społeczno-obyczajowe zostało delikatnie nakreślone, a fabuła skupia się właśnie na samej akcji. 

"Wołyń. Bez litości" to książka wstrząsająca, mocna, trudna, jednocześnie dająca nadzieję, a która przypomina krwawy okres w historii Polski. To powieść, która wywołuje ogrom emocji, nie pozostawiając obojętnym na przedstawione wydarzenia. Skłania do refleksji nad okrucieństwem człowieka. Takie książki trzeba czytać, poznać prawdę, by nie zginęła pamięć o zamordowanych, spalonych, zgwałconych. Zachęcam zwłaszcza młodszych czytelników, aby poznali tę straszną historię i wyciągnęli własne wnioski.   

Za możliwość przeczytania książki dziękuję Autorowi i Wydawnictwu Novae Res