Strony

piątek, 28 lutego 2020

Ścigany - Katarzyna Michalak


Tytuł: Ścigany
Autor: Katarzyna Michalak
Wydawnictwo: Między Słowami
Ilość stron: 320
Ocena: 9/10

Danka i Hubert to dwoje życiowych straceńców. Byli przekonani, że nic dobrego ich nie czeka. Aż spotkali siebie.
Danka pomogła mu, kiedy ranny i ścigany przez policję uciekał przez bieszczadzkie bezdroża. Uwierzyła w jego niewinność, choć był poszukiwany za zabójstwo. 
Był taki jak ona. W oczach miał gniew, w duszy mrok, a w sercu głęboką ranę po wielkiej miłości. I jeszcze większej krzywdzie.
Hubert sprowadził na nią same kłopoty. Aby go chronić musiała znosić poniżenie i oddać się innemu mężczyźnie. Ale oddała mu tylko ciało. Serce zamroziła już dawno. Nie miała nic do stracenia i na niczym ani na nikim jej nie zależało. Nie można jej było przekupić ani zastraszyć.
Tylko miłość była w stanie to zmienić. I namiętność, tak silna, że pali wszystko, co stanie jej na drodze.

"Miłość, przyjaźń czy zwykła sympatia to nie handel wymienny. Nie żadne: "ja ci dałem tyle, więc ty daj mi równie dużo". Liczą się uczucia: lojalność, oddanie, wierność, czułość, poświęcenie..."

Historia, jaką zaserwowała nam pani Kasia może miejscami wydawać się nieprawdopodobna, ale to przecież fikcja literacka i głównym celem książki jest danie czytelnikowi czegoś, co sprawi, że będzie chciał brnąć dalej z jej bohaterami, a przy tym świetnie się bawić. Mnie fabuła porwała, a jednocześnie otrzymałam duże emocje. Była tragedia, niesprawiedliwość, okrucieństwo, przeszkody do pokonania, cały czas się coś działo, co chwilę byłam czymś zaskakiwana, niczego nie mogłam być pewna. Zresztą jak i sami bohaterowie.

Do gustu przypadł mi zamysł Katarzyny Michalak, by połączyć wartką akcję i ciekawy spisek z subtelnie rodzącym się uczuciem między parą głównych bohaterów. Przyglądamy się jak buduje się między nimi zaufanie i więź. Podobał mi się sposób, w jaki przekomarzali się ze sobą Danka i Hubert. Pani doktor posiada naprawdę cięty język. Ale najbardziej zaskoczyła mnie swoim poświęceniem, by ratować Huberta... Kobieta potrafi wiele znieść, pozna co to prawdziwy strach, upodlenie, ból.

"- Wstawaj! Tylko powoli! - warknął do skulonej pod drzewem kobiety, celując z potężnego glocka między jej szeroko otwarte oczy.
Ona zaś... zamiast poderwać się na równe nogi z rękami w górze i błagać o litość... roześmiała się.
- A jak nie wstanę to, co? Zastrzelisz mnie? Nie ma sprawy! Śmiało!"

Na uwagę zasługuje wyraźnie przedstawiona przeszłość bohaterów i jej wpływ na nich samych, jacy teraz są. Dzięki temu możemy dużo lepiej zrozumieć ich zachowanie i wybory.

"Dzisiaj… coś nie działa? Na śmietnik. Żona zbrzydła po porodzie? Rozwód. Mąż się nie sprawdza jako głowa rodziny? Będzie następny. Ludzie stali się leniwi i wygodni. Zamiast poświęcić odrobinę wysiłku na odbudowanie zamku z piasku, pozwalają, by porwała go fala, i czekają, aż ktoś zbuduje go za nich."

Jedynie tym razem mam małe ale co do kilku zwrotów, jakich nadużywa autorka. "Li", "nań" czy "dlań" nie bardzo wpisują się we współczesny język. Jednak nie jest to coś, co jakoś specjalnie przeszkadzałoby podczas czytania.

"Ścigany" to powieść o dwojgu zagubionych ludziach, którym los odebrał bliskie osoby i którym wydaje się, że nie mają już nic do stracenia. To trzymająca w napięciu książka, w której ścierają się niesprawiedliwość, poniżenie, okrucieństwo, szantaż, rozpacz, samotność, nienawiść, przyjaźń, miłość i namiętność. Sprawdźcie kto jest wrogiem, a kto przyjacielem. Warto! A już niebawem przedstawię Wam "Drania". 



wtorek, 25 lutego 2020

Pani Władza - Ada Nowak [Przedpremierowo]


Tytuł: Pani Władza
Autor: Ada Nowak
Wydawnictwo: Lipstick Books
Ilość stron: 320
Ocena: 7/10

Klara trafia do firmy z branży finansowej, której prezesem jest Jan. On szuka asystentki, a ona widzi w tym szansę na zdobycie doświadczenia, może awans. I choć szef od pierwszej rozmowy deklaruje, że będzie oczekiwał od asystentki pełnego zaangażowania, całkowitej dyspozycyjności – nic nie budzi jej podejrzeń. Natomiast sam Jan zdaje się wywoływać w niej całkiem ekscytujące uczucia: ciekawości, podziwu, fascynacji. Fascynacja kobiety szefem otwiera furtkę do romansu. Jednak Jan ma specyficzne upodobania – podnieca go bondage. Czy dziewczyna będzie skłonna podjąć się nowej erotycznej przygody? I jak to wpłynie na jej pozycję w firmie?

"Pani Władza" jest debiutem Ady Nowak, która postanowiła wydać tę powieść pod pseudonimem. Dziwna to była książka, ale i w pewnym sensie inna, pociągająca... Owszem, czyta się szybko, język jest prosty, ale wolałabym, aby wątki wiązania aż w takim stopniu nie dominowały nad innymi elementami fabuły. Chciałabym, aby autorka większą uwagę poświęciła męskiemu bohaterowi. Jan Korn to tajemniczy, małomówny, skryty, bezwzględny, zimny facet. Byłam ciekawa co też może siedzieć w jego głowie. 

Z kolei Klara wzbudzała we mnie mieszane uczucia. Z jednej strony drażniło mnie jej zachowanie względem innych oraz ślepe poddanie się nieznanemu człowiekowi. Staje się arogancka, wyniosła, bezczelna, pewna siebie, uważająca się za kogoś lepszego. Wkurzył mnie jej stosunek do przyjaciółki.

"Miała wrażenie, coraz silniejsze, że właśnie tu jest jej miejsce. A nie w obskurnym mieszkaniu na Muranowie, z ciemną, brudną klatką schodową i Anetą, zakochaną wibratorze za dwieście złotych."

Jednak z drugiej strony, w pewnym sensie ją podziwiałam. Podziwiałam jej przemianę (może i zbyt szybką, ale jednak), siłę, że godząc się na ten układ, potrafiła tyle wytrzymać i... przejąć stery. To coś nowego w gatunku, jakim jest erotyk. Autorka pokazuje jak wielką władzę dają pieniądze (jak łatwo można przywyknąć do luksusu), ale i jak łatwo można zatracić swoje "ja" w pogoni za nimi. Władza może dawać satysfakcję, ale czy może dawać poczucie szczęścia?

"Była stworzona do piastowania władzy. Władza - to było jej drugie imię." 

Nie znajdziemy tu typowego BDSM, ale pojawia się obsesja na punkcie lin i wiązania. Poznamy shibari, czyli starojapońską sztukę erotycznego krępowania ciała za pomocą sznura. Gdy do tej techniki dołączymy emocje, wówczas nazywamy to kinbaku. I to głównie wokół tego oscyluje fabuła niniejszej lektury. Jeśli więc nie jesteście otwarci na takie eksperymenty (choćby tylko na kartach książki), nie zachęcam abyście zaczynali przygodę z tą powieścią.

"Przecież ona wie, jak potrafi wiązać Korn. I nie chodzi o shibari. On mnie związał czymś niewidzialnym, przywiązał mnie do siebie i przepadł, a ja czuję, jakby ktoś szarpał mnie z całej siły za obrożę (...)"

Nie znalazłam to żadnego humoru. Ta książka jest nasycona smutkiem i chłodem. Sądząc po tym jaki finał miała ta historia, myślę że w kontynuacji możemy spodziewać się trochę innego kierunku i może więcej... uczuć między bohaterami. 

"Pani Władza" to erotyk przesiąknięty wielkimi ambicjami, bogactwem, fantazjami, pożądaniem, pragnieniem seksualnym, oczekiwaniem, zniewoleniem. Ale przede wszystkim jest to lektura o odkrywaniu siebie, swojego ciała oraz wyzwoleniu. Czy odważycie się wejść do zakazanego świata zmysłów?

PS 
Aha, i na pewną żółtą kaczuszkę już nie będziecie tak samo patrzeć. 😁


Za egzemplarz do recenzji dziękuję Wydawnictwu Lipstick Books


Testament Ariany - Françoise Bourdin [Zapowiedź i fragment powieści]



Już 11 marca 2020 r. premiera powieści "Testament Ariany" Françoise Bourdin, która ukarze się nakładem Wydawnictwa Dragon. Mam dla Was opis i pierwszy rozdział książki.

~~~


OPIS:

Ariana przez całe życie walczyła o odzyskanie rodzinnej posiadłości. Powrót do domu, w którym spędziła dzieciństwo, stał się jej obsesją. Po jej śmierci rezydencję otrzymuje w spadku bratanica Anna. To ona jako jedyna z całej rodziny zdawała
się rozumieć Arianę i jej dziwactwa. Po odczytaniu testamentu krewni Ariany są oburzeni – wszyscy liczyli na spadek po ciotce. Z kolei mąż Anny chce jak najszybciej pozbyć się kłopotliwego dziedzictwa. Dom wymaga remontu, a koszty jego utrzymania są wysokie. Poza tym Paul obawia się zyskanej przez żonę niezależności…

Anna nieoczekiwanie staje przed trudnym wyborem – przyjąć spadek, którego wszyscy jej zazdroszczą, czy sprzedać posiadłość i ratować swoje małżeństwo?

~~~


ROZDZIAŁ PIERWSZY 

A więc wszystko dostanie Anna? 
Tak, wszystko. Gdybym komuś innemu zapisała imbryczek do herbaty lub świecznik, zostałoby to potraktowane jako przejaw czarnego humoru. – Ariana Nogaro machnęła niedbale ręką, jakby chciała odpędzić niesforne dziecko, a na jej twarzy zarysował się uśmiech. – Anna to niezwykła kobieta – stwierdziła. – Od zawsze wolałam ją od pozostałych członków rodziny, a człowiek w moim wieku ma prawo do szczerości w kwestii uczuć. Podjęłam decyzję! 
Ale przecież ma pani jeszcze trzech bratanków i bratanicę – przypomniał cierpliwym tonem notariusz. 
Mam też brata i bratową. I co z tego? Dobrze pan wie, że rodziny się nie wybiera. Oni wszyscy, z wyjątkiem Anny, w ogóle się dla mnie nie liczą. – Na jej wychudzonej i pooranej zmarszczkami twarzy duże, jasne oczy zachowały jeszcze resztki blasku, co sprawdzała codziennie rano w lustrze. Wykorzystała to, mierząc notariusza wzrokiem. – No – powiedziała ironicznie – niechże pan nie robi takiej zagniewanej miny, przecież nie chodzi o pana. Kiedy odczyta im pan mój testament, nie pana będą atakować. Zresztą sądzę, że niczego nie oczekują, bo nigdy nie dałam im do zrozumienia, że cokolwiek odziedziczą. Jestem ciotką Arianą, starą wariatką… 
Wstała i przeszła kilka kroków w kierunku smaganego deszczem okna. Przez długą minutę obserwowała, jak krople wody przesuwają się, łączą ze sobą, tworząc strumyki, i spływają po szybie. Silny wiatr krążył wokół budynku, wywołując jęk zniszczonych futryn. 
Pierre – powiedziała, nie odwracając się – jest pan moim przyjacielem, prawda? Tak często podpisywałam w pańskiej kancelarii różne papierki, które zmieniają bieg życia, że może panu przebieg mojego wyda się logiczny, lecz moja rodzina nic z tego nie zrozumie. Jeśli zajdzie taka potrzeba, proszę im wyjaśnić, że moim jedynym celem było odnalezienie utraconego raju. Poszukiwania te, oczywiście z góry skazane na niepowodzenie, pozwoliły mi jednak przez ponad pół wieku odnajdywać sens życia. 
A jednak – zauważył – przed chwilą powiedziała pani, że była to przegrana sprawa. 
Przegrana, lecz wspaniała! Wzięłam odwet, wróciłam tutaj. 
Aby żyć wspomnieniami? 
Można tak powiedzieć. Zabawa już dawno się skończyła, światła pogasły, a moja młodość odeszła, lecz ja znowu jestem u siebie. U siebie. Moja ziemia, moje ściany, moja tożsamość, kawałeczek horyzontu, który należy do mnie. 
Może odczucia Anny będą całkiem inne? – zaryzykował. 
To nie ma znaczenia. Nie zobaczę tego, bo mnie już tu nie będzie. Nie sądzę, żeby człowiek rozpaczał, będąc sześć stóp pod ziemią lub w niebie. – Zrobiła w tył zwrot i wróciła na fotel. Jedynie światło dwóch lamp z krzywo założonymi kloszami oświetlało pokój, pozostawiając sporą jego część w mroku.  – Jestem chora – oznajmiła bez emfazy. – I proszę mi wierzyć, że nigdy nie będę chora obłożnie. Obiecałam to sobie. Szpital to dla mnie koszmar, a lekarze to osły. Przedłużają ci życie wbrew zdrowemu rozsądkowi. Często staje się to aż nieprzyzwoite. Ale nie chcę też umrzeć tutaj, jakby co, byłoby to niemiłe dla Anny… Czy dostrzega pan ten mój dylemat, przyjacielu? 
Myślała kilka chwil, ważąc wszystkie za i przeciw. 
W pewnym okresie nie ukrywano śmierci, modlono się w jej obecności, czuwano przy zmarłych. Dzisiaj staramy się, aby zmarli jak najszybciej zniknęli nam z oczu, albo też robi się im makijaż, by „dobrze wyglądali”. Boimy się śmierci, zasłaniamy ją, ukrywamy. Co za idiotyzm! W proch się obrócimy, to jedna z niewielu rzeczy, której wszyscy możemy być pewni. 
Ariano – szepnął notariusz – zbyt wiele pani o tym mówi. Sporządzenie testamentu ściągnęło na panią czarne myśli. 
Wręcz przeciwnie, ulżyło mi, że wszystko uporządkowałam. Podczas bezsennych nocy będę mogła sobie wyobrażać, że Anna mieszka tutaj. Z jej charakterem. I pod warunkiem, że postawi na swoim… – Zdenerwował ją grymas wątpliwości rysujący się na twarzy notariusza, lecz zdecydowała, że nie będzie zwracać na niego uwagi. – Kiedy mnie odwiedza, a przypominam, że jest jedyną osobą, która znajduje czas dla swojej starej ciotki, jej obecność jest dla mnie zawsze cudownie ożywcza. Nigdy mi nie współczuje, rozmawiamy, jakbyśmy były w tym samym wieku. Nie proponuje, że zrobi mi zakupy, nie radzi, bym odpoczęła, nie pyta, czy wzięłam lekarstwa, jednym słowem, unika tych wszystkich bredni, które serwuje się starszym. Wystarcza jej rozmowa o tym i owym, następnie zjadamy ciastka, które przynosi mi za każdym razem… Wie, że przepadam za słodyczami. W podziękowaniu proponuję jej kieliszeczek porto, a ona udaje, że to docenia. To jej jedyne ustępstwo. A poza tym… – Pochylona do przodu, pomachała palcem wskazującym przed twarzą notariusza, który słuchał jej z uśmiechem na ustach. – A poza tym lubi mojego psa! 
Roześmiali się razem jak starzy wspólnicy, którymi zresztą byli. Pies, o którego chodziło, to pięćdziesięciokilogramowy brytan, łagodny i uczuciowy, który jednak przerażał gości. 
Kiedy zobaczyła go po raz pierwszy, nie krzyknęła jak ten idiota, mój brat: „Ugryzie cię albo co najmniej przewróci, oszalałaś, słowo daję!”. Nie, Anna jest człowiekiem innego pokroju. Stwierdziła, że zwierzak jest ładny, robi wrażenie i że będę z nim bezpieczna. Jej zdaniem jest lepszy niż alarm. W rzeczywistości Goliat, pomimo swojej niesłychanej żarłoczności, to przede wszystkim wspaniały towarzysz. 
Lubi pani Annę, ponieważ ona lubi psy? – zdziwił się notariusz. 
To jeszcze jeden plus dla niej. Ale oczywiście są rzeczy ważniejsze. Ma silną wolę. Fantazję i niesamowitą osobowość. To wszystko, czego pozostali nie mają. Mój brat i jego żona spłodzili dzieci równie banalne jak oni sami! 
Jest pani surowa. 
Nie mam już czasu, żeby bawić się w kurtuazyjne kłamstwa. 
Notariusz przyglądał jej się przez chwilę z podziwem, przed którym nie umiał się obronić. Ariana wiedziała, że uważa ją za osobę niezwykłą i to nie dlatego, że jest staruszką, lecz dlatego, że była niezwykła. Dowód na to stanowiła jej burzliwa przeszłość. Nie ulegając słabości, pokonała wszystkie przeszkody na swojej drodze, nie była Panią Byle Kto. 
Ariano, powinna pani ocenić konsekwencje swojej decyzji. Tego rodzaju testament może spowodować… wybuch w pani rodzinie. Widziałem już w mojej kancelarii ludzi, którzy znieważali się wzajemnie z powodu mniejszego majątku. Nawet w przypadku dobrze podzielonych spadków zazdrość wychodzi na światło dzienne, urazy wypływają na powierzchnię. Można by powiedzieć, że tam, gdzie chodzi o pieniądze, nie ma miejsca ani na miłość, ani na szacunek. 
A więc jest to dobry sposób, aby odkryć prawdę na temat uczuć, jakie do siebie żywimy, prawda? 
Ciągnął, ignorując jej cynizm: 
Może oddaje pani Annie niedźwiedzią przysługę? Jej priorytety niekoniecznie muszą być… takie jak pani. Opinia jej męża także będzie miała znaczenie. 
Zrobi, co zechce – ucięła oschle Ariana. 
Zapadła między nimi cisza aż do chwili, gdy Ariana powiedziała cicho: 
Słyszy pan ocean? 
Nadstawił uszu, po czym skinął głową. 
Dzisiejszego wieczoru zdaje się być bardzo wzburzony. 
Kiedy byłam dzieckiem, uwielbiałam patrzeć, jak grube grzbiety spienionych fal rozbijają się na piasku. Ojciec nauczył nas, że należy być ostrożnym. W takie dni nie pływaliśmy, poprzestawaliśmy na przyglądaniu się. Teraz jestem ograniczona tylko do tego, wiek oraz stan zdrowia pozwalają mi jedynie patrzeć, a więc patrzę, ile mogę. Na szczęście udaje mi się jeszcze chodzić na krótkie spacery, widzę wtedy plażę z daleka lub wałęsam się aż do sosnowego lasu. Marzę tam o dawnych dobrych czasach, kiedy pozyskiwano żywicę… 
Zawsze z niesłychaną nostalgią wymawiała nazwę tej czynności. Kiedy mogła już wykupić rodzinną posiadłość oraz nieznaczną część lasu, żywicowanie było już faktycznie zakończone. Od lat osiemdziesiątych nie pozyskiwano żywicy, a całe drewno z lasów Gaskonii było przeznaczone dla przemysłu papierniczego. Za jaką ułudą goniła, chcąc odzyskać to miejsce? To prawda, że dzięki sośnie, kiedyś nazywanej „złotym drzewem”, jej ojciec się wzbogacił. Stało się tak, gdyż posiadał wtedy duży obszar lasu. Złe zarządzanie majątkiem, nieustające konflikty z zatrudnionymi przy zbiorze żywicy robotnikami oraz dosyć kosztowne gusta całkiem go jednak zrujnowały. Gdy Ariana kończyła osiemnaście lat, sprzedał ziemię, a potem dom. Przygnębiające były te ostatnie urodziny w na wpół ogołoconych z mebli pokojach. Pięćdziesiąt pięć lat później Ariana nadal zachowała o tym bolesne wspomnienie. Niektórzy goście wycofali się pod różnymi pretekstami, bufet okazał się nader skromny, bo nie można było wezwać tego masarza, co zwykle, a jej koledzy i koleżanki z prywatnej szkoły, w której spędziła wszystkie lata nauki, patrzyli na nią z pogardliwym współczuciem. W niewielkim świecie właścicieli lasów było powszechnie wiadomo, że rodzina Nogaro straciła swoje wpływy, gdyż ojciec zbankrutował. Ach, jak przygnębiające było to słowo! Landyjska burżuazja lat pięćdziesiątych bez litości odrzucała wszystkich, którzy nie należeli do jej środowiska. Ariana poczuła się wykluczona i nieszczęśliwa. Dla wychowanej w luksusie i beztrosce młodej dziewczyny były to wstrętne odczucia.  
Tamtego wieczoru, skulona na łóżku, gdy sen nie nadchodził, przysięgła sobie, że weźmie odwet. Przyrzeczenie to ponowiła, stojąc przed ciężarówką do przeprowadzek. Ze ściśniętym sercem patrzyła, jak to, co pozostało z dawnego życia rodziny Nogaro, zgromadzono w naczepie, podczas gdy jej ojciec ostatnim smutnym spojrzeniem obejmował fasadę ich domu. „Wrócę tu” – pomyślała tak intensywnie, że aż łzy napłynęły jej do oczu. To przyrzeczenie – czy może wyzwanie – miało niewielkie szanse na spełnienie, jednak Ariana zrobiła z niego swoje życiowe credo i doprowadziła do jego realizacji. 
Kiedy rodzice zamieszkali w Biarritz, ten idiota, mój brat, okazał się całkiem zadowolony! Miał dopiero jedenaście lat, więc nowe miejsce przypadło mu do gustu. Olśnił go miejski ruch, bo nigdy nie lubił odosobnienia naszego dawnego domu. Podobała mu się nawet ciasna willa, w której mieszkaliśmy stłoczeni. Można powiedzieć, że wreszcie był w swoim żywiole. Ja zaś czułam się unicestwiona. 
Ariana była ładną dziewczyną – choć troszkę chłopczycą, do jej ulubionych rozrywek należało dotychczas bieganie po sosnowym lesie i rzucanie się w fale oceanu – i szybko zrozumiała, co leży w jej interesie. Postawiła nagle na pełną wdzięku kobiecość, która niezawodnie przyciągała spojrzenia… oraz konkurentów. Niespełna rok później poślubiła starszego od siebie mężczyznę, posiadającego spory majątek. Pierwszy krok ku osiągnięciu celu. Za nim przyszły następne. 
Pierre, musi pan wiedzieć, że to nie była kwestia pieniędzy. 
Notariusz znowu poczuł sceptycyzm. Wszystkie trzy małżeństwa Ariany – dwukrotnie rozwiedzionej, raz owdowiałej – bezsprzecznie ją wzbogaciły. 
Nie, pieniądze były tylko środkiem. Dążyłam do celu, którego trzymałam się rękami i nogami. Przez ten czas, gdy wytyczałam swoją drogę, nasz dawny dom był wielokrotnie sprzedawany i kupowany. Nikomu się w nim nie podobało, więc przechodził z rąk do rąk. Śledziłam sprawę z daleka i czekałam, aż nadejdzie odpowiednia pora. 
Wcześnie zaczęła radzić się Pierre’a Laborde’a, młodego notariusza z Dax. Chociaż nie skończyła studiów, miała wrodzony talent do robienia interesów. W każdym razie swoich interesów. 
Kiedy wreszcie odkupiłam dom, brat powiedział z typową dla siebie oryginalnością: „Słowo daję, jesteś wariatką!”. 
Proszę nie czynić ciągle wyrzutów Gauthierowi – zaprotestował Laborde. – Umiejętność zadowalania się tym, co się ma, jest cnotą. 
Doprawdy? 
Kpiła jeszcze, lecz ta uwaga ją dotknęła. Jeśli o nią chodziło, nigdy nie czuła się zadowolona, z wyjątkiem tego dnia, gdy wreszcie trzymała w ręku pęk kluczy do posiadłości Nogaro. Czy to z braku wyobraźni, czy z powodu zaniedbania kolejnych właścicieli zostawiono tę łatwą do zapamiętania nazwę. 
Gauthier pokierował swoim życiem najlepiej, jak potrafił – przyznała. – Założył rodzinę, lubił swój zawód, a dziś żyje sobie spokojnie na emeryturze. Tym lepiej dla niego. Ale nie podoba mi się, że wciąż traktuje mnie, jakbym była niespełna rozumu. 
Nie zrozumiał pani postępowania. 
To oczywiste, on nic nie rozumie. To, że odkupuję nasz dom z czasów dzieciństwa, mogło wydać mu się wspaniałe albo przynajmniej zabawne, a jednak był tym wyłącznie skonsternowany. Wie pan, co powiedział, kiedy oznajmiłam mu, jaką zapłaciłam cenę? 
„Słowo daję, jesteś…”. 
Tak, wariatką. Nigdy za bardzo nie wiedział – lub też nie chciał wiedzieć – że mam pieniądze. Ani tym bardziej, co z nimi robię. Ponieważ zawsze żyłam oszczędnie, zajęta gromadzeniem kwoty potrzebnej na ten zakup, być może sądził, że jestem bez grosza. Albo że jestem skąpa! 
Na wspomnienie wojowniczej radości, jaką poczuła w dniu podpisania umowy, błogi uśmiech zagościł na jej twarzy. Po wyjeździe sprzedających Pierre wyjął szampana. Niepokoiło go, czy Ariana – skoro osiągnęła swój cel – nie pogrąży się w nudzie bądź melancholii. Serdecznie roześmiała się na tę myśl. Nudzie? Na Boga, nie! Przejęcie posesji zajmie ją przez jakiś czas. Choć samotna, nie potrzebowała nikogo, by cieszyć się z powrotu do domu. Zresztą brata zaprosiła dopiero po miesiącu, kiedy już urządziła swój dawny pokój. 
Obszedł pokoje, robiąc wielkie oczy, jakby nigdy tu nie mieszkał. Potem oświadczył, że ta „buda” to prawdziwe „koszary”. Próbowałam przywołać nasze wspomnienia z dzieciństwa, lecz on niemal wszystko zapomniał. Nie odczuwał żadnych emocji, nic oprócz zrozpaczonego osłupienia. Co do jego żony, nie ma o czym mówić. Gdybym kazała jej zwiedzić muzeum horroru, okazałaby takie samo niezadowolenie. Potem kolejno przychodzili moi bratankowie, każdy osobno, lekko zaintrygowani, trochę nadąsani, w każdym razie w żaden sposób niezainteresowani, i oczywiście tylko Anna uznała dom za nadzwyczajny. Więc czego pan chce? Co zasiałeś, to i zbierać będziesz. Nie czuję się wobec nikogo zobowiązana. 
Ogarnięta nagłym zmęczeniem, westchnęła głęboko i usadowiła się wygodnie w fotelu. 
Pójdę już – wyszeptał Pierre. – Potrzebuje pani czegoś? 
Nie. – Zaśmiała się szyderczo. – Mam niewiele potrzeb i to jest moją siłą! 
A jednak przy tym słabym oświetleniu wyglądała mizernie i notariusz zastanawiał się, jak bardzo jest chora. Nie mógł jej o to zapytać, bo ich zażyłość nie sięgała aż tak głęboko. 
Starannie ułożył dokumenty w teczce i pożegnał się, obiecując, że niebawem znów przyjedzie. Obietnica, której zdecydował się dotrzymać, ponieważ darzył Arianę Nogaro szczególną sympatią. 
• 
Anna po raz ostatni sprawdziła uzyskane wyniki, po czym włączyła drukarkę. Chociaż lubiła cyfry, dzisiaj dość się napracowała, już więcej nie mogła. Wyjęła kartki z podajnika, spięła spinaczem i wsunęła do dokumentacji klienta. 
– Jedna rzecz z głowy – mruknęła. 
Dzień dobiegał końca. Niebawem miał wrócić Paul. Weszła do kuchni i machinalnie zerknęła na dwór. Oświetlająca malutki ogródek latarnia zapalała się automatycznie wraz z zapadnięciem zmroku, rzucając nieco światła na żwirowaną alejkę, dwa prostokąty trawnika i biały płotek. Posadzone wzdłuż ścian krzewy róż latem kwitły obficie, lecz teraz, pod koniec zimy, widać było tylko nagie ciernie. Niebawem Paul je przytnie. 




Skusicie się na tę powieść? 😉


niedziela, 23 lutego 2020

Dama Paxtona - Agnieszka Siepielska


Tytuł: Dama Paxtona
Cykl: Sinners & Reapers (tom 1)
Autor: Agnieszka Siepielska
Wydawnictwo: NieZwykłe
Ilość stron: 276
Ocena: 9/10

Nikki Preston postanawia uciec od obłudy, która na co dzień ją otacza. W tym celu dziewczyna przyjeżdża do miasteczka Prescott, w którym przed laty spędzała wakacje. Chce zamieszkać w domu odziedziczonym po dziadkach. Jej entuzjazm szybko gaśnie, gdy dowiaduje się, że tereny otaczające posiadłość zostały wykupione i obecnie są własnością klubu motocyklowego Sinners&Reapers. Klubu, którego wiceprezesem jest koszmar jej dzieciństwa – Paxton Hays. Paxton i jego klubowi bracia pojawili się w miasteczku, żeby założyć tam swój oddział i rozkręcić nowy interes. Aby wszystko poszło zgodnie z planem, potrzebują terenów należących do Nikki. Dla Paxtona klub oraz bracia są najważniejsi, nikt ani nic tego nie zmieni, a już z pewnością nie dziewczyna, która zalazła mu za skórę, kiedy jeszcze byli dziećmi. Ale czy na pewno?

"Dławię się żalem nad straconą szansą na prawdziwe, szczęśliwe życie. Nad nim, nad sobą, nad nami. Nad tym, że to koniec. Bo uczucia to nie wszystko, a wyrządzonych krzywd nie da się cofnąć..."

"Dama Paxtona" jest pierwszym tomem serii o motocyklistach, gdzie znajdziemy rollercoaster emocji składający się z układów, intryg, kombinatorstwa, tajemnic, miłości, nienawiści, niespodzianek. W tej książce chyba największą niespodzianką było dla mnie pojawienie się tytułowego Rhysa z debiutanckiej powieści autorki. 

A jak już jesteśmy przy bohaterach, to jest ich całkiem sporo. Jednak każdy z nich czymś się wyróżnia, więc na pewno żadnego nie pomylicie. W zasadzie każdy z nich ma coś na sumieniu, coś co powoduje, że czytelnik ma wobec nich mieszane uczucia. Ale nie zrozumcie mnie źle. Nie chodzi mi o to, że są źle wykreowani, czy coś. Po prostu nie podobało mi się ich zachowanie, zwłaszcza Paxtona (to jak traktował kobiety), ale i Niki, Celii czy Mirandy. Jak przeczytacie tę książkę pewnie podzielicie moje zdanie.

Para głównych bohaterów dostarcza nam nie lada rozrywki. Ich relacja to takie hate-love (z tym, że dominuje to pierwsze). Pax i Nikki to dwa mocne charaktery. Ich słowne przepychanki, cięte riposty i sarkazm napędzają tę książkę do przodu, nie pozostawiając miejsca na nudę. Niby nie potrafią być razem, ale oddzielnie jest jeszcze gorzej. Każde walczy o palmę pierwszeństwa, władzę i może o coś jeszcze... Przyjemnie patrzyło się na to, jak wraz z upływem czasu dojrzewali. Podczas lektury towarzyszyć Wam będzie napięcie, zniecierpliwienie, złość, radość.

"Złamał mnie, bezsprzecznie. Z osoby cieszącej się każdym dniem, każdą chwilą i każdym szczegółem życia stałam się cieniem człowieka."

Uważam że motyw przewodni w postaci z gangu motocyklowego został dobrze wyeksponowany. Uwielbiam książki, w których spotykam tego typu wątki. Jednakże nie ma tu szeroko pojętej brutalności, krwi czy morderstw, więc wrażliwsi czytelnicy bez przeszkód mogą oddać się lekturze.

Agnieszka Siepielska przypomina, jak cienka jest granica między nienawiścią a miłością. Czasem wystarczy jedna iskra, by... ale tu już odsyłam Was do zapoznania się z książką.

"Ta kobieta za bardzo wdarła się do mojego świata i to w ciągu zaledwie kilku dni. A może się okłamuję i ona była w nim już od dawna?"

Autorka operuje lekkim piórem, tam gdzie trzeba jest poważnie, a gdzie indziej płaczemy ze śmiechu. Podobał mi się także sposób, w jaki postanowiła zakończyć tę książkę. Idealnie w punkt!

"Dama Paxtona" jest mieszaniną romansu, nuty grozy i sporej dawki humoru. To powieść o podejmowaniu ryzyka, próbie przebaczenia, drugiej szansie, zaufaniu, szczerej przyjaźni. To książka, w której doświadczymy walki o dominację, władzę i uczucia. Co okaże się silniejsze? A może można mieć i jedno i drugie? Sprawdźcie koniecznie!



Tu przeczytacie pierwsze trzy rozdziały książki Klik

Książkę dostępna m.in. na Empik


Za egzemplarz do recenzji dziękuję Wydawnictwu NieZwykłe


piątek, 21 lutego 2020

Niespokojne serca - Agata Sawicka


Tytuł: Niespokojne serca
Cykl: Dwór w Zaleszycach (tom 1)
Autor: Agata Sawicka
Wydawnictwo: Dragon
Ilość stron: 400
Ocena: 9/10

Julianna wiedzie spokojne, poukładane życie, ale nie jest szczęśliwa. Studiuje kierunek, który wybrali dla niej rodzice, i spotyka się z chłopakiem, którego nie kocha. Kiedy zostaje wyrzucona ze studiów, a jej związek się kończy, postanawia pójść za głosem serca i zacząć spełniać swoje marzenia. Mając ze sobą jedną walizkę i dwieście złotych w kieszeni, wyrusza w podróż w nieznane. Trafia do małopolskiej wsi, gdzie pod swoje skrzydła bierze ją nieznajoma staruszka.

Julianna bardzo szybko aklimatyzuje się w nowym miejscu. Nie wie jeszcze, że nie przez przypadek trafiła właśnie tutaj. Stary dwór w Zaleszycach przyciąga ją z magnetyczną siłą, a znaleziony w zrujnowanym domu zeszyt staje się kluczem do tajemnicy z przeszłości…

"Miłość nigdy nie jest idealna. Ludzie nie są idealni. Kochać znaczy być. Trwać. Ciągle kroczyć obok siebie, nawet jeśli droga jest bardzo wyboista. Miłość to po prostu miłość."

"Niespokojne serca" jest pierwszym tomem sagi Dwór w Zaleszycach, w którym mamy przedstawione trzy przepełnione emocjami historie miłosne. Autorka idealnie wyważyła teraźniejszość z przeszłością, ukazując nam losy każdej z par: panicza Wiktora i prostej, wiejskiej dziewczyny Emilii Świerkot; babci Nusi zwanej Danusią i rosyjskiego żołnierza Girszy; Julianny i tajemniczego Henryka. Jednocześnie nie od razu wyjawia nam wszystko na ich temat, podsyca ciekawość stopniowo wprowadzając nas w fabułę, kreśląc jak wygląda codzienne życie mieszkańców Zaleszyc i Bielunia. Wszystko odbieramy niezwykle sugestywnie. Bez problemu możemy wyobrazić sobie nie tylko bohaterów czy sytuacje i wydarzenia z ich udziałem, ale i poszczególne miejsca (jak np. kawiarnię w starym dworku), a na barwnych opisach przyrody kończąc.

Najbardziej urzekło mnie w tej powieści pokazanie przez Agatę Sawicką staropolskiej gościnności. Aż chciałabym znaleźć się w tamtym momencie, w tamtym konkretnym miejscu, moc doświadczyć bezwarunkowej miłości i wzajemnego szacunku, poczuć wiarę w dobro drugiego człowieka. Świat, w którym przyszło nam żyć, nie jest tak piękny i idealny. Każdy patrzy na czubek swojego nosa, pędzi nie wiadomo gdzie i po co? Dlatego tym bardziej przemówiła do mnie rzeczywistość widziana oczami pani Agaty.

"Różne sytuacje, różni ludzie i różne emocje, które żywimy mogą na nas niekorzystnie wpływać. Ale to od nas zależy, co z tym ostatecznie zrobimy. Czy pozwolimy, żeby nas zatruwało, czy pójdziemy dalej mądrzejsi o doświadczenie. Jedno jest pewne, dopóki zachowamy dobroć serca i nie damy się złu, dopóty ono nas nie zniszczy. To my sami poprzez nasze zachowanie albo emocje, które w sobie pielęgnujemy, możemy zatracić siebie i swoje życie."

Autorka nie stroni od trudnych, życiowych problemów. Przypomina nam czym jest szczęście, i że zawsze warto o nie walczyć, podążać za głosem serca.

"Walka o marzenia jest warta trudu poświęcenia, a niekiedy nawet rzucenia się na głęboką wodę. Jest bitwą pełną ryzyka, kalkulacji strat i zysków, niepewności zwycięstwa. Jeśli się ją przegra, będzie się cierpieć, ale będzie się jednocześnie usatysfakcjonowanym, bo sama walka o marzenia to już ich spełnianie. A jeśli się ją wygra, będzie się szczęśliwym, bo za sprawą całego tego trudu nagroda jest o stokroć większa. Tak naprawdę przegranym jest tylko ten, kto nigdy o marzenia nie zawalczył."

Autorka pozostawiła wiele otwartych wątków, które kuszą, by poznać co wydarzy się dalej. Nie mogę się doczekać! Nie obawiajcie się, że będziecie mieli do czynienia z jakimś ckliwym romansem. Nic z tych rzeczy! Ta historia zaskakuje z każdej strony. I nie mam tu na myśli tylko przewracanych kartek książki. Oby więcej takich debiutów.

"Niespokojne serca" to mądry, klimatyczny, subtelny, pełen życiowych mądrości debiut. To powieść o miłości, tajemnicach, spełnianiu marzeń, trudnych wyborach, relacjach międzyludzkich. To książka niczym wodospad - spływa na nas ogrom refleksji nad życiem i to jak je przeżyjemy. Jaką tajemnicę może skrywać Dwór w Zaleszycach? Sprawdźcie koniecznie! Ja z przyjemnością wrócę do Zaleszyc!


Za egzemplarz do recenzji dziękuję Wydawnictwu Dragon


środa, 19 lutego 2020

Błądząca we mgle - Magda Mila


Tytuł: Błądząca we mgle
Cykl: Żywioły (tom 3)
Autor: Magda Mila
Wydawnictwo: HabaneroBooks
Ilość stron: 248
Ocena: 9/10

"Zawalił mi się świat. Tak po prostu, jednego dnia. Odkryłam, że całe moje siedemnastoletnie życie było jednym wielkim kłamstwem. Co mogłam zrobić? Zanegowałam wszystkie zasady, wartości i inne shity, jakie mi przez całe życie wpajano. I jeszcze zaplanowałam zemstę na ojcu, który miał zginąć w wypadku, a zamiast tego szczęśliwie sobie żył w jakiejś pieprzonej Warszawie.

Pożegnałam Nowy Jork, powitałam całkowite szaleństwo i wolność od ograniczeń. Miałam wreszcie być taka, jaką nigdy mnie nie chcieli widzieć kłamcy, którzy mnie wychowali. Gdzie mnie to doprowadziło? Jaką cenę zapłaciłam za te poszukiwania? I przede wszystkim - czy było warto?"

Poznajemy mieszkającą w Nowym Jorku z dziadkami nastoletnią Kate. To ułożona, grzeczna i lubiana dziewczyna. Jednak wszystko się zmienia, gdy przypadkiem dowiaduje się, że jej biologiczny ojciec (Tomasz z pierwszej części cyklu) żyje i mieszka w Polsce. Co się stanie, kiedy dojdzie do ich spotkania?

"Czuję potworną bezsilność i niewiarygodny ból... Wszyscy mnie okłamywali, przez tyle lat. Nienawidzę całym sercem każdej osoby, która była blisko. I nienawidzę siebie, idiotki wierzącej w te bzdury. Tej, która pozwoliła się porzucić. Ale już jej nie ma - pieprzonej, idealnej amerykańskiej dziewczyny. Będę nową Kate, która już nigdy nikomu nie zaufa i pokaże światu, do czego jest zdolna."

"Błądząca we mgle" jest trzecim tomem cyklu Żywioły. Jednakże bez obaw może czytać niezależnie od siebie. Moim zdaniem jest to "najgrzeczniejsza" powieść Magdy Mili ze względu na łagodniejsze sceny miłosne. A dzięki takiemu stonowaniu czytelnik ma możliwość dużo lepszego przyjrzenia się istotnym kwestiom i problemom. Ale pamiętajcie, to w dalszym ciągu jest erotyk. Erotyk, który w zalewie innych znacząco się wyróżnia. 

Bohaterowie to osoby, które można spotkać w naszej rzeczywistości. Dlatego że posiadają zarówno zalety, jak i wady, bez problemu możemy poczuć z nimi więź. Pojawiają się również postaci z poprzednich tomów cyklu. Tu każdy z bohaterów ma coś do powiedzenia w tej historii.

Chyba najbardziej zaskoczyło mnie w tej książce to, iż bohaterką okazała się 17-letnia dziewczyna. A to w jaki sposób się zachowywała... złożyłam na jej wiek i bunt. Trzeba przyznać, iż dobrze oddano uczucia i myśli dziewczyny. Autorka umiejętnie kroczy na linie, gdzie przeplata miłość z nienawiścią, radość z cierpieniem, a prawdę z kłamstwem.

Magda Mila porusza szereg ważnych, a zarazem trudnych tematów. Oscyluje wokół problemów młodego pokolenia, unaocznia nam na jak wiele niebezpieczeństw narażeni są nastolatkowie. Z drugiej strony widzimy, że i sama młodzież potrafi być zawistna, egoistyczna. Dla przykładu można wskazać tu seksting czy seks-modę wśród nastolatków. Pierwsza z wymienionych przeze mnie kwestii, to nic innego, jak wysyłanie innym osobom swoich seksualnie sugestywnych zdjęć, filmów i treści. Chyba łatwo przewidzieć konsekwencje tak lekkomyślnego zachowania? Pamiętajmy, że w sieci nic nie ginie! Może zdarzyć się też i tak, iż ktoś bez naszej wiedzy i zgody wrzuci do sieci kompromitujące nas materiały. Drugą sprawą jest rozwiązłość seksualna. Nawiązywanie takich przypadkowych relacji daje chwilową przyjemność bądź przynosi jakieś korzyści. Ale czy w tym wypadku można liczyć na coś prawdziwego? Autorka przedstawiając te aspekty, nie poucza swoich bohaterów, nie ocenia, ale wskazuje jakimi wartościami warto kierować się w życiu.

W trakcie lektury nasuwa się wiele pytań. Czy zemsta zawsze jest najlepszym wymierzeniem kary? Czy pomaga pozbyć się poczucia krzywdy? A może to przebaczenie jest jedyną właściwą drogą? Czy warto wbrew sobie przekraczać własne granice? I dokąd one mogą nas zaprowadzić? 

Uwielbiam Magdę Milę za to, że tworząc sceny intymne pisze wprost, bez udziwnień, ale i bez wulgarności. Bo i po co udawać, że ta sfera naszego życia nie istnieje, traktować jak coś zakazanego, wstydliwego, albo tworzyć jakieś karykatury?

"Eksperymenty, badanie swoich granic, czy ich przekraczanie - to wszystko jest wspaniałe, pod warunkiem, że służy szukaniu tego, co sprawia przyjemność i co się lubi. Takie doświadczenia nigdy nie będą pozytywne, jeśli ktoś jest do nich namawiany i zmuszany, albo sam robi coś na siłę, dlatego, że inni to robią."

Autorka dała mi się poznać z tego, iż buduje dynamiczne, naturalne dialogi, a wszystko równoważy narracją, która nie nudzi. Nie inaczej jest w przypadku "Błądzącej we mgle". Warto zwrócić jeszcze uwagę na wyważone napięcie, które towarzyszy nam od pierwszej do ostatniej strony.

"Błądząca we mgle" to porywający erotyk o szukaniu miłości, szczęścia i siebie. To mądra, wartościowa i wzruszająca książka o poczuciu krzywdy i odrzucenia, manipulacji, wybaczeniu, przekraczaniu własnych granic, niewinności, dojrzewaniu, pragnieniach, oczekiwaniach i nadziejach. Jeśli choć trochę udało mi się Was zainteresować tą pozycją - zapraszam na karty powieści.





Za egzemplarz do recenzji dziękuję Wydawnictwu HabaneroBooks

niedziela, 16 lutego 2020

Kochankowie burzy - Elżbieta Gizela Erban


Tytuł: Kochankowie burzy
Cykl: Czas miłości (tom 1)
Autor: Elżbieta Gizela Erban
Wydawnictwo: WasPos
Ilość stron: 684
Ocena: 9/10

Bohaterką powieści jest młodziutka i piękna Nina Nałęczowska. Jej wielka miłość do arystokratycznego krewnego staje się rodzinnym skandalem i kończy tragedią. Co roku – w rocznicę śmierci Niny pojawiał się na cmentarzu starszy pan, rosyjski generał. Kładł na grobie Niny bukiet czerwonych róż i spędzał w zadumie kilka godzin. Potem odjeżdżał. Trwało to aż do wybuchu I wojny światowej, gdyż Nina spoczywała w Wielkim Księstwie Poznańskim, a on przybywał z Rosji, z którą Prusy były w stanie wojny. Kiedyś ludzie kochali inaczej, bo chyba mieli więcej czasu na rozwinięcie uczuć…

Elżbieta Gizela Erban z rozmachem kreśli losy bohaterów, które rozgrywają się w środowisku szlacheckim i arystokratycznym od grudnia 1860 r. do stycznia 1866 r. 

Autorka stworzyła niezwykle barwną plejadę postaci. Jednocześnie są oni zwyczajni, bez problemu możemy postawić się w ich sytuacji. Wraz z nimi przeżywamy to, co ich spotyka, namacalnie czujemy ich ból, cierpienie, zaangażowanie, oddanie, wytrwałość.

Historia Niny porwała mnie bez reszty! Nasza bohaterka straciła rodziców i mieszka w domu ciotki, gdzie jest źle traktowana, a wręcz gnębiona. Jedynie w siostrze Bini znajduje zrozumienie. Ciotka chce ją jak najszybciej wydać za mąż, ale dziewczyna nie wyobraża sobie ślubu bez miłości. Nina żywi uczucie do swojego żonatego wuja arystokraty Aleksa. Czy aby nie myli zauroczenia z wdzięcznością za okazaną pomoc? Nic więcej Wam jednak nie zdradzę...

"Miał przecież za żonę piękną, wytworną damę i nawet nie dostrzegał jej nieśmiałego uwielbienia. Nie warto się było łudzić, że dojrzały mężczyzna, tak wyjątkowy jak on, kiedykolwiek zwróci na nią uwagę. Miłosne zauroczenie, beznadziejnie zakochanego w nim podlotka, mogło mu się wydać zabawne."

Podobały mi się szczegółowe, a jednocześnie wzbudzające zainteresowanie opisy tego, jak wyglądało codzienne życie i obyczaje w dworach i pałacach. Jednakże autorka nie poprzestaje na tym. Przedstawia również Warszawę ogarniętą buntem, bitwy i obozy powstańcze. Z niezwykłym realizmem kreśli wszystkie wydarzenia oraz nie pomija okrucieństwa, jakie człowiek potrafił zgotować drugiemu człowiekowi. Będziemy świadkami pełnych sprzeczności czynów i zachowań. Z jednej strony mamy bezgraniczne poświęcenie i miłość do ojczyzny, z drugiej zaś liczne intrygi i bezwzględną walkę o władzę.

"- Przez cały wieczór miałam na oku tych studentów z Warszawy. Słyszałam, o czym rozmawiali. Nie uwierzysz! Ci smarkacze wprost marzą, żeby oddać życie za ojczyznę! Zaledwie wyrośli z krótkich majtek, a już śpieszy się im mogiły! Wygląda na to, że szykuje się na nowe podstawie. Nie wiem, może ja cierpię na brak uczuć patriotycznych albo ci chłopcy to szaleńcy, pozbawieni instynktu samozachowawczego i obrani z rozumu! (...)
- Wyciągasz krańcowe wnioski - hrabia spokojnie zwrócił jej uwagę. - Ani ty nie jesteś pozbawiona uczuć, ani ci młodzi ludzie nie są szaleńcami. Racja jest po obu stronach. Ty miałaś tragiczne dzieciństwo i lękasz się nowej burzy. Dzisiejsza młodzież nie przeżyła powstania, nie zna grozy wojny i nieszczęść, jakie ona z sobą niesie. A teraźniejszość jest dla nich nie do zniesienia."

W swojej powieści autorka przytacza sporo autentycznych postaci historycznych, o których niewielu już pamięta. Zresztą tak samo jak i o pewnych faktach, jak chociażby masakra na placu Zamkowym, zamachy na Wielkiego Księcia Konstantego Romanowa, margrabiego Wielopolskiego i namiestnika hr. Berga.

Mimo iż książka liczy sobie blisko siedmiuset stron, czyta się bardzo szybko, z przejęciem, i trudno się od niej oderwać. I przyznam, że w sumie nie spodziewałam się tego, gdyż myślałam, że otrzymam książkę, która nasycona będzie suchymi faktami historycznymi, a tu taka miła niespodzianka.

"Kochankowie burzy" to pełna emocji powieść o wielkiej miłości do drugiej osoby i ojczyzny, nienawiści, zemście, bólu, cierpieniu. Myślę że lektura zaskoczy, zauroczy i wprawi w osłupienie niejednego czytelnika. Czy Nina może liczyć na odwzajemnione uczucie? Sprawdźcie koniecznie!


Za egzemplarz do recenzji dziękuję Wydawnictwu WasPos


środa, 12 lutego 2020

Szukając siebie - Bartłomiej Bartoszyński


Tytuł: Szukając siebie
Autor: Bartłomiej Bartoszyński
Wydawnictwo: Vectra
Ilość stron: 264
Ocena: 9/10

JEDEN MOMENT WYSTARCZYŁ, ABY CAŁY ŚWIAT ALEKSA ROZPADŁ SIĘ NA MILION KAWAŁKÓW...

Muzyka nagle ucichła i nastała głucha cisza, a w progu wejścia do domu stanął Adam, spoglądając na miejsce, w które obecnie wszyscy kierowali swój wzrok (...).

To miała być jedna z najpiękniejszych nocy w jego życiu. Jednak szybko zamieniła się w największy koszmar. Teraz Aleks ma jedno marzenie - cofnąć czas do tamtego wieczoru i zapobiec katastrofie, która całkowicie zmieniła jego życie.

Szukając siebie to pełna emocji powieść, opowiadająca o bólu, cierpieniu i stracie młodego chłopaka, który musi zdecydować jak będzie wyglądała jego przyszłość.

Czy demony przeszłości pozwolą o sobie zapomnieć?

Bartłomiej Bartoszyński znany jest mi jako bloger. "Szukając siebie" jest jego debiutem, który pozytywnie mnie zaskoczył. Jednakże pragnę zauważyć, iż warsztat, styl oraz zbyt duża ilość powtórzeń w tekście wymagają jeszcze od autora trochę pracy. Wierzę że Bartłomiej to potrafi. Dlatego oceniając tę książkę, spojrzałam czysto na samą historię i to, jak głęboko mnie poruszyła.

Autor opisuje naszą zwykłą rzeczywistość. Przedstawia wydarzenia i sytuacje, które mogą mieć miejsce w prawdziwym życiu i które mogłyby być udziałem każdego z nas. Pokazuje jak powinna wyglądać prawdziwa przyjaźń i miłość.

"Nie jest sztuką się zakochać, bo miłość może przyjść szybko i nieoczekiwanie. Sztuką jest pielęgnować to uczucie każdego dnia. Starać się dawać drugiej osobie to, czego chce, czego potrzebuje. Zaspokajać jej pragnienia, pomagać spełniać marzenia. Być takim aniołem stróżem, cieniem. Jeżeli ta osoba kocha nas równie mocno, dostaniemy w zamian to samo. Stanie się tak jednak tylko wtedy, kiedy dwa serca zabiją wspólnym rytmem."

Mimo iż lekkomyślne zachowanie głównego bohatera momentami mnie irytowało, to bardzo szybko zżyłam się z nim oraz doskonale rozumiałam to, co przeżywa. Niemal namacalnie czułam jego stratę, cierpienie, ból, rozpacz, żal, gorycz, bezsilność, poczucie niesprawiedliwości. Ale za nic w świecie nie chciałabym znaleźć się na jego miejscu.

"(...) Ale życie to przebiegła suka i potrafi sprowadzić do pionu w ciągu kilku chwil, ukazując, jak jest rzeczywiście. Wkraczając w życie, zostajemy tak naprawdę z nim skonfrontowani, a nasze wyobrażenie o nim samym, o miłości i przyjaźni, zostaje wystawione na próbę. I wtedy dociera do nas, że życie nie jest jedynie pasmem radości i przyjemności..."

Powieść skłania do wielu przemyśleń i refleksji. Historia Aleksa pokazuje, że tylko od nas samych zależy, jakich dokonujemy wyborów i jak pokierujemy swoim życiem. Warto bowiem rozejrzeć się wokół i docenić to, co mamy (cieszyć się z drobnych rzeczy), a zwłaszcza ludzi, którzy nas otaczają.

Jest to obyczaj, jednakże znajdziemy tu sporo dramatu i smutnych wydarzeń. Ale żeby nie było, pojawiają się również te pozytywne momenty. Poza tym książka wywołuje sporo emocji - od zdziwienia, po wzruszenie. Dzięki licznym i zaskakującym zwrotom akcji nie nudziłam się ani przez chwilę. Z chęcią poznałabym dalsze losy Aleksa, gdyż autor skończył książkę w takim punkcie, który mocno podsycił moją ciekawość na więcej.

"Szukając siebie" to prawdziwa, przygnębiająca, bolesna, ale i dająca nadzieję powieść o walce z przeszłością, o radzeniu sobie po stracie i próbie tytułowego odnalezienia siebie. To nie jest ani łatwa, ani przyjemna lektura. Otwiera oczy na wiele spraw. Polecam!


PS A tak na marginesie, ciekawa jestem czy odnaleźliście siebie? Ja nadal szukam...



niedziela, 9 lutego 2020

Sedno życia - Katarzyna Kielecka


Tytuł: Sedno życia 
Cykl: Sedno (tom 1)
Autor: Katarzyna Kielecka 
Wydawnictwo: Szara Godzina 
Ilość stron: 408
Ocena: 9/10

Edyta, zakompleksiona i zdystansowana trzydziestolatka, niechętnie przyjmuje od brata propozycję pracy. Nie przypuszcza, że pociągnie to za sobą kolejne zwroty i zburzy jej cenny spokój. Niespodziewana diagnoza lekarska i spotkanie przyjaciółki z dzieciństwa wyzwalają w zamkniętym świecie bohaterki lawinę zmian, która zdaje się nie mieć końca.
Czy kobieta stawi czoła problemom i spełni obietnicę?

"Towarzystwo bliskiej osoby bywa najlepszym lekarstwem."

Książka okazała się być bardzo życiowa. Przedstawione w niej problemy mogą dotyczyć każdego z nas. Mnie skłoniła do wielu refleksji oraz zmusiła do przeanalizowania raz jeszcze sytuacji z jakimi sama miałam do czynienia. Katarzyna Kielecka dotyka tematu adopcji, śmierci bliskiej osoby, braku miłości ze strony rodzica czy wyróżniania starszego rodzeństwa.

Autorka nakreśliła postaci z krwi i kości, niezwykle autentycznych, z którymi każdy może się utożsamić. Ich wzajemne relacje rodzinne nie należą do łatwych. Ta pomiędzy rodzeństwem - Edytą a Wojtkiem pokazuje, jak często zakładamy maski, jak przez to mylnie odbiera nas otoczenie. Gdy Wojtek zrzuci swoją maskę... jestem pewna, że to, co wyjdzie na jaw, przeżyjecie równie mocno jak ja. Chyba najbardziej utkwił mi w głowie Grzesiu, ale nie mogę nic więcej Wam zdradzić.

"Psy nie noszą masek, mali chłopcy nie noszą masek, a dorosłym, kiedy odnajdą miłość i szczęście, żadne maski nie są już potrzebne."

Nie zabrakło różnorodnych emocji. Strach, obawy, lęki, radość - to wszystko, czego doświadcza główna bohaterka, udzielało się również i mnie. Edyta nie potrafiła zawalczyć o to, na czym jej zależało, a miała to na wyciągnięcie ręki. Momentami denerwowało mnie jej postępowanie, ale koniec końców mocno jej kibicowałam, bo w jakiś sposób okazała się podobna do mnie.

"Miłość to sedno banału. A tobie sama się pcha w ręce. Może nawet obie na raz. Nie chcesz jej?"

Fabuła obfituje w szereg nieprzewidywalnych wydarzeń i sytuacji. Są również skrywane tajemnice, które gdy ujrzą światło dzienne, zaskakują, a nawet szokują nie tylko bohaterów, ale i samego czytelnika. Podobało mi się to, iż pani Katarzyna stworzyła powieść pozbawioną nadmiernego lukru. Bo przecież życie takie właśnie jest. Aby coś otrzymać, osiągnąć, często trzeba o to długo zabiegać i walczyć. Odpowiada mi również lekkość stylu lektury, którą czyta się z zapartym tchem.

"Życie jest jak górski szlak, na którym ciągle nas coś zaskakuje. Bywa zagmatwany i zmienny, raz prosty, raz pełen pułapek. A kiedy już zdarzy się nam na nim zabłądzić, trzeba wrócić niemal na sam początek, żeby mieć pewność, gdzie chcemy dotrzeć i dokąd nas zaprowadzi."

"Sedno życia" to wzruszająca, przejmująca i życiowa powieść o trudnej sztuce kochania, przełamywaniu wewnętrznych barier, akceptacji siebie, poczuciu odrzucenia i samotności. Szczerze polecam zwrócenie Waszej uwagi na ten debiut! Mnie już ciekawi kontynuacja, czyli "Piętno dzieciństwa".


PS. Zdjęcie zrobiłam wczesną jesienią. Myślę że to fajna odmiana, gdy za oknem szaro i ponuro, a do tak kwitnących kwiatów jeszcze trochę czasu zostało... 😉


czwartek, 6 lutego 2020

Summer - Justyna Dziura


Tytuł: Summer
Autor: Justyna Dziura
Wydawnictwo: WasPos
Ilość stron: 276
Ocena: 9/10

Summer po tragicznych przejściach ze swoim byłym chłopakiem boi się komukolwiek zaufać. Stara się żyć normalnie, jednak codzienność nie jest tak łatwa, jak mogłoby się wydawać. Gdy do miasta wraca dawny przyjaciel dziewczyny, ta czuje się w końcu bezpieczna, a na jej twarzy zaczyna gościć uśmiech. Szczęście niestety nie trwa długo, ponieważ Damon nie daje o sobie zapomnieć. Co będzie w stanie zrobić, by odzyskać dziewczynę? I najważniejsze – czy ona pozwoli mu do siebie wrócić?

"Otwierając wiadomość, mam złe przeczucia, a po przeczytaniu moje serce mało nie wyskoczy z piersi. Te cztery słowa na zawsze wyryją się w mojej pamięci: Będę o ciebie walczył."

"Summer" jest debiutem Justyny Dziura, a przy tym nad wyraz udanym i dojrzałym, bowiem za z pozoru słoneczną, letnią okładką skrywa się poważna, realna historia.

Autorka porusza na kartach swojej książki wiele ważnych tematów, które zdecydowanie dają do myślenia. Jednym z nich jest miłość. Ale zdaje się, że tylko jednostronna. Bo czy ktoś, kto mówi, że nas kocha, a przy każdej nadarzającej się okazji krzywdzi, jest wart naszego uczucia i poświęconego mu czasu? Zachowanie Summer z jednej strony trudno zrozumieć (mimo iż Damon stosuje wobec dziewczyny przemoc, ta tkwi u jego boku), a z drugiej zaś jej współczujemy, gdyż takich chorych związków w prawdziwym życiu jest wiele.

"Miłość potrafi być ślepa. Czasami trzeba stanąć z boku i spojrzeć na pewne sprawy inaczej."

Justyna Dziura w autentyczny sposób nakreśliła zachodzącą zależność między kobietą a mężczyzną, ukazując jak może ewaluować ich relacja. Człowiek zakochany często jest zaślepiony w swoim uczuciu i nie dostrzega lub nie chce dostrzec, że dzieje się coś złego. Przemoc fizyczna, psychiczna czy emocjonalna - na żadną nie wolno się godzić i trzeba jak najszybciej uwolnić się od takiego toksycznego związku, bo to nas zniszczy. Widzimy również jak istotne jest wsparcie rodziny i przyjaciół, gdy znajdziemy się w sytuacji podobnej jak nasza bohaterka. Z ich pomocą można mieć nadzieję na lepszą przyszłość.

"Nikt nie może przestać walczyć o swoje życie. Ludzie pojawiają się i odchodzą, ale to ty decydujesz, co będzie dalej i kogo zatrzymasz u swego boku."

Autorka z dużą dozą realizmu opisuje poszczególne wydarzenia, sytuacje, jak i samych bohaterów - ich zachowanie, charaktery i wzajemne relacje. To wszystko sprawia, że książka dostarcza nam przeróżnych emocji, uczuć i doznań. Podobała mi się zastosowana pierwszoosobowa narracja przeplatana wydarzeniami teraźniejszymi z tymi z przeszłości. Uważam że wyszło to świetnie. Jednocześnie pozwala to czytelnikowi lepiej poznać Summer, jak i to, co miało miejsce w jej życiu. 

"Summer" to przejmujący, życiowy i dojrzały debiut, na który warto zwrócić uwagę. To książka o przemocy domowej, manipulacji, zastraszaniu, utraconym poczuciu bezpieczeństwa i własnej wartości, upokarzaniu, poniżaniu, uzależnieniu od drugiej osoby, szczerej przyjaźni i nadziei na przyszłość. Myślę że lektura ta może być głosem, a zarazem impulsem dla kobiet, które spotkało podobne piekło. Czy Summer zawalczy o siebie? Sprawdźcie koniecznie!

Za egzemplarz do recenzji dziękuję Wydawnictwu WasPos