Strony

wtorek, 31 października 2017

Jak uwodzi drań - Sabrina Jeffries


Jak uwodzi drań
Cykl: Książęcy detektywi (tom 3)
Sabrina Jeffries
Wydawnictwo: BIS
Liczba stron: 404
Ocena: 8/10

Moje wrażenia:


Arystokrata, a zarazem ojciec trojga synów, na łożu śmierci spisuje swoja ostatnią wolę, w której uwzględnia w spadku nieślubnego syna Tristana Bonnauda. W chwili gdy ten umiera, starszy z synów, George pali testament. Siedemnastoletni Tristan zostaje pozbawiony wszystkiego co do tej pory posiadał i odprawiony przez przyrodniego brata. Chłopak poprzysięga zemstę. Mija trzynaście lat. Lady Zoe Keane ma odziedziczyć hrabiowski tytuł i pokaźny majątek. Jej ojciec nalega, by wyszła za mąż za kuzyna, którego nigdy w życiu nie widziała. Tu sprawy się komplikują, bo dziewczyna podejrzewa, że jej biologiczną matką może być cyganka o imieniu Drina. W tym celu wynajmuje detektywa Tristana. Czy uda się rozwikłać tę tajemnicę i uniknąć arystokratycznego skandalu? I co z zemstą na przyrodnim bracie? 

Para głównych bohaterów bardzo przypadła mi do gustu. Zwłaszcza kreacja Lady Zoe, która zawsze wykorzystuje okoliczności i dostaje to, czego chce. Jest młodziutka, niedoświadczona, ale nie pozbawiona sprytu, za co z miejsca można ją polubić.

"- Czasami kobieta musi uciec się do małego podstępu, by osiągnąć swój cel."

Natomiast Tristan to człowiek uczciwy, bezpośredni, czasem sprawiający wrażenie grubiańskiego. Ale jedno jest pewne - niejednej kobiecie zawróci w głowie. Potrafi zaskoczyć na każdym polu. 

"Nigdy jeszcze nie spotkała kogoś takiego jak on - tak bezpośredniego, tak grubiańskiego i tak... uczciwego."

Jednocześnie Tristan boi się wiązać, żyje po swojemu, od miłostki do miłostki, od łóżka do łóżka, nie chce zobowiązań, ale gdy poznaje Zoe, wszystko w co do tej pory wierzył, przestaje mieć dla niego znaczenie. Odkrywa w sobie pokłady miłości, uczuć, o których zupełnie nie miał pojęcia. Między tą dwójką zaczyna iskrzyć. Czy będzie w stanie stworzyć stały związek?

"Miłość była najniebezpieczniejszą trucizną na świecie. Nie chciał być jej następną ofiarą. To była droga do szaleństwa." 

Jest coś, co silnie łączy główną parę bohaterów, czym zaskarbili sobie moje uznanie.  Dla swoich rodzin gotowi są poświęcić wszystko, nie dbając o własne dobro i potrzeby. Autorka na ich przykładzie pokazuje jak ważna jest rodzina i więzy krwi lub ich brak. Dodatkowym niezwykle interesującym atutem powieści były fragmenty mówiące o społeczności cygańskiej, ich zwyczajach i tradycjach.  

"Walczył o rodzinę tak jak ona. Poświęcał się dla rodziny tak jak ona. I bez wątpienia cierpiał, gdy ktoś mu nie ufał."

Sabrina Jeffries ciekawie poprowadziła fabułę, niektórych faktów nie ujawniając aż do samego finału. Prosty styl i język sprawiają, że czyta się bardzo szybko. Co z tego, że niekiedy schematycznie, ja z dużym zainteresowaniem śledziłam poczynania bohaterów, przeżywając wraz z nimi ich rozterki, obawy, a pod koniec strach o życie... Ich utarczki słowne przyprawiały mnie o salwy śmiechu.

"Jak uwodzi drań" to przyjemny romans historyczny osadzony w XIX-wiecznej Anglii o miłości, namiętności, zaufaniu, poświęceniu, kłamstwach, intrygach, tajemnicach. Polecam na odprężenie po ciężkim dniu. Nie trzeba znać poprzednich części, bo każda jest oddzielną historią.  



piątek, 27 października 2017

Lustereczko, powiedz przecie - Alek Rogoziński


Lustereczko, powiedz przecie
Cykl: Róża Krull na tropie (tom 2)
Alek Rogoziński
Wydawnictwo: Filia
Liczba stron: 320
Ocena: 10/10

Moje wrażenia:


Dawno już nie miałam w ręku komedii kryminalnej. Po lekturze "Lustereczko, powiedz przecie" widzę, jak bardzo mi tego brakowało. Mimo iż nie czytałam pierwszej części przygód Róży Krull, to w niczym mi to nie przeszkadzało. Spokojnie można czytać je oddzielnie. Była to wyśmienita rozrywka na wysokim poziomie. Już na samym starcie zostałam porwana w fabułę, a im dalej, tym roiło się coraz ciekawiej, intrygująco i emocjonująco. 

Znana autorka powieści kryminalnych Róża Krull jest przypadkowym świadkiem samobójstwa jednego z uczestników konkursu Mister Polonia. Ale czy rzeczywiście było to samobójstwo? I tu do akcji wkracza Róża rozpoczynając swoje prywatne śledztwo. Pomaga jej w tym menadżerka Betty, PR-owiec Pepe i Mister Polski Rafał Maślak. Kobieta przy okazji pozna świat mężczyzn, którzy wiedzą więcej o kosmetykach i modzie niż ona sama i zapewne nie jedna kobieta.  


"Kryminały o wiele lepiej pisać, niż przeżywać w życiu."

Alek Rogoziński wziął na tapetę męskie konkursy piękności. Tu ode mnie wielki plus za coś świeżego, innego, gdyż zazwyczaj mamy do czynienia z wyborami tej najpiękniejszej. Oczywiście konkurs Mister Polonia nie istnieje, został stworzony na potrzeby fabuły. Natomiast to, co wprawiło mnie w największe zdumienie, to to, że to wcale nie kobiety w tej książce miały narcystyczne cechy. Autor bez pardonu i z dystansem obala te teorie i mity, jednocześnie robiąc to w sposób, który nikogo nie powinien obrazić, zwłaszcza męskiej części (przynajmniej ja tak to widzę). Wrzucając do tygla uczestników konkursu piękności, w którym wrze od zazdrości, zawiści i niecnych myśli, nie zapomniał przy tym wskazać zalet i wad tego zawodu.   

Niezwykle interesująco i intrygująco wyszło to, w jaki sposób autor poprowadził wątek samobójstwa. Intryga okazała się na tyle zaskakująca, że do samego końca nie byłam pewna w jakim kierunku to wszystko pójdzie. Natomiast zakończeniem po prostu mnie zastrzelił! Brawo! Nawet miałam ochotę, podobnie jak Pepe, rwać włosy z głowy!   

Bohaterowie stanowią barwny wysyp osobowości. Róża Krull to interesująca postać - z jednej strony roztrzepana, z drugiej nie pozbawiona w tym wszystkim uroku. Jej poczynania wraz ze współpracownikami, sprawiają, że podczas lektury praktycznie uśmiech nie schodzi z twarzy. Co poniektóre wątki zakrawają na absurd i wręcz trudno zachować powagę. Komizm słowny zaś jeszcze bardziej podkręca humorystyczny charakter powieści.


"- Białko i buraki - wyjaśniła Róża, widząc zdziwione spojrzenie swoich współpracowników. - Pięknie wygładziło mi zmarszczki... 
- I przy okazji korę mózgową - mruknął Pepe. O ile było tam jeszcze co wygładzać..."

Na uwagę czytelnika zasługuje także Cecelia Jodełka - gosposia Róży. To przekomiczna postać, która ma potencjał, aby w kolejnych tomach mocno namieszać w życiu bohaterów. Natomiast Pepe to prawdziwa perełka tej książki. 

Alek nie byłby sobą, gdyby nie wplótł w fabułę mnóstwo porównań i nawiązań do popkultury i świata polityki. Pojawiło się kilku znanych pisarzy i celebrytów, jak chociażby Witkiewicz, Mróz, Gessler, a nawet niejaki Rogoziński! Swój udział ma nawet Rafał Maślak. Tak, ten Maślak! A że autor zna tenże świat od tzw. podszewki, wyszło autentycznie i interesująco.  


"- Ostatnio przeczytałam jednym ciągiem dwanaście nowych książek Remigiusza Mroza i mam pobudzony zmysł łowiecki niczym ogar albo inny wyżeł."

To, że autor posiada lekkie pióro, przystępny styl, a gdy jeszcze dołożył cegiełkę w postaci wyrazistych, barwnych bohaterów, dynamicznej akcji, odpowiednio wyważonej dozy dobrego humoru, dało w rezultacie powieść, przy której nie sposób się nudzić. Tu wszystko się przeżywa i obserwuje jakby się było w samym centrum tych wydarzeń. Nie sposób odłożyć choćby na chwilę książki, gdyż cały czas coś się dzieje i chciałoby się już, teraz wiedzieć jak potoczą się sprawy. Autor zawarł również sporo detali, które na pierwszy rzut oka wydają się być niepotrzebne, nieistotne, ale w ogólnym rozrachunku okazują się bardzo ważne dla fabuły.

"Lustereczko, powiedz przecie" to powieść, która ocieka humorem, pozytywną energią, mimo iż mamy morderstwo. Autorowi udało się wkręcić mnie w tę historię, mam nadzieję, że z Wami będzie podobnie. Przecie to zabawa gwarantowana!


Aha, Alku kradnę labadziarę ;-)
Skąd Ty bierzesz te słowa?



Za możliwość przeczytania książki serdecznie dziękuję Autorowi


wtorek, 24 października 2017

Przedpremierowo: "Zdążyć z miłością" - Beata Majewska


Zdążyć z miłością
Cykl: Konkurs na żonę (tom 3)
Beata Majewska
Wydawnictwo: Książnica
Liczba stron: 352
Ocena: 10/10
Premiera: 25 października

Moje wrażenia:

Beata Majewska przedstawiając historię Hugo i Łucji, którą zapewne znacie z dwóch poprzednich tomów, pozostawiła czytelnika z mnóstwem pytań, co do postaci 30-letniej Olgi Becker, która tam ostro namieszała w związku wyżej wymienionej pary. Byłam bardzo ciekawa jaką tak naprawdę jest osobą i jaka mogłaby być jej historia. Zastanawiałam się, czy mogłabym ją polubić po tym, co zrobiła w przeszłości? Wydaje się, że zrozumiała swój błąd i jak każdy zasługuje na drugą szansę. Ku mojej uciesze, autorka pozwoliła mi bliżej poznać tę postać, która ma za sobą niedawną wygraną walkę z chorobą nowotworową, czego skutkiem jest to, że już nigdy nie będzie mogła zostać matką. Mimo iż jest zamożna, jest również nieszczęśliwa i samotna. Pewnego dnia poznaje wdowca Kamila Polskiego samotnie wychowującego dwójkę dzieci, które z miejsca akceptują Olgę. Wkrótce para się pobiera. Ale czy to już wszystko? Żyli długo i szczęśliwie? Po odpowiedzi zapraszam do lektury.

"Jest wina, powinna być kara, a nie od razu rozgrzeszenie. Brakuje mi równowagi. Dopóki nie ma zapłaty, nie ma równowagi."

Problemem, nad którym w dużej mierze skupia się autorka jest choroba nowotworowa. Pisarka zadbała o fachowe nazewnictwo medyczne, badania, leczenie i wszystkie związane z tym procedury. Przez całą powieść przewija się również temat wiary, ateizmu i tym podobnych spraw. Autorka jednak potraktowała go w sposób nienachalny, jest istotny, ale nie przesłania tego, co najważniejsze. Najbardziej natomiast zaskoczył mnie watek ze ślubem jednostronnym.  

"- Boże, mam nadzieję, że jesteś, że naprawdę istniejesz. Chcę w ciebie uwierzyć. Bardzo mocno uwierzyć. Tak z całego serca. Aż do dna mojego jestestwa. Bo muszę mieć kogoś, kogo będę mogła nienawidzić do końca moich dni (...)"

Dzieci, które samotnie wychowuje Kamil wprowadzają do fabuły mnóstwo pozytywnej energii. Ich rezolutność, bystrość i liczne powiedzonka sprawiały, że momentami aż pokładałam się ze śmiechu. Gdyby autorka nie stworzyła ich w taki a nie inny sposób, książka byłaby zbyt mocno dołująca i smutna. 

Początkowo fabuła płynęła spokojnym torem, by później zaskoczyć sporą ilością wydarzeń, które sprawiły, że czytając wielokrotnie zostałam zaskoczona rozwojem wypadków. Był nawet taki jeden moment, za który mam ochotę zamordować autorkę! Na coś takiego w tej lekturze nie byłam zupełnie przygotowana. Ale nic więcej nie zdradzę. Pewnie, gdy sami to przeczytacie, będziecie chcieli zrobić to samo, co ja. Tyle już w swoim życiu przeszedł Kamil wraz z dziećmi, a nawet i Olga, a autorka funduje im jeszcze więcej ciężkich chwil... W jednym momencie wydaje się, że już wszystko będzie dobrze, by w następnym zmienić bieg zdarzeń i wywrócić ich świat do góry nogami. Bardzo ciężko było mi czytać te fragmenty.     

"Przeszłości nie można zmienić, ale możemy zmienić sposób jej postrzegania. To od nas zależy, co przechowamy w pamięci, a czego pozbędziemy się bez żalu." 

"Zdążyć z miłością" to słodko-gorzka powieść o tym, że każdy ma prawo do miłości i szczęścia, ale aby tego doświadczyć, trzeba odważyć się po nie sięgnąć. Książka śmieszy, wzrusza, wzburza, budzi lęk i obawy o przyszłość. Polecam! Emocje gwarantowane!






Za możliwość przeczytania książki dziękuję Autorce i Wydawnictwu Książnica



piątek, 20 października 2017

Karuzela - Agnieszka Lis


Karuzela
Agnieszka Lis
Wydawnictwo: Czwarta Strona
Liczba stron: 632
Ocena: 10/10

Moje wrażenia:


Życie Renaty to nieustanny bieg. Nie ma czasu dla siebie, na chwilę oddechu. Dom, trójka małych dzieci, wiecznie nieobecny mąż. I jakby tego było mało, kobieta od jakiegoś czasu uskarża się na różne dolegliwości. Nawet najmniejszy dotyk sprawia, że na jej ciele pojawiają się sińce. Wkrótce okazuje się, że to białaczka. W jednej chwili świat Renaty wywraca się do góry nogami. Rozpoczyna się walka. Kto wyjdzie z niej zwycięsko?
  
"- To jest zaawansowany stan. Poważna sprawa. (..) Statystyka mówi, że sześćdziesiąt procent białaczek można wyleczyć. Nie upierałbym się, że akurat ten przypadek znajduje się po tej dobrej statystycznej stronie."

Próżno szukać w tej książce lukru czy romantyzmu. Znajdziecie za to prawdziwe życie, problemy, codzienność, z którymi i my przecież musimy się mierzyć w naszej własnej egzystencji. Autorka w bardzo realny i namacalny sposób pokazała walkę Renaty z chorobą, jak i wpływ tego wydarzenia na całą rodzinę i otoczenie. Dla nich to sprawdzian a zarazem szansa na to, aby w obliczu tragedii zjednoczyć się na nowo. Rodzina wspiera Renatę, ale i pojawiają się pewne zgrzyty, błędy, słowa rzucone w gniewie, które trudno cofnąć. Przy okazji wychodzą na jaw różne tajemnice, brudy i grzechy. 

"Nie można sobie wziąć zwolnienia do życia, o nie (...)"

Agnieszka Lis porusza nie tylko temat choroby, który jest tutaj przewodni, ale i temat zdrady, rutyny w związku, rozwodów, przemocy fizycznej czy starszych, schorowanych rodziców, którzy często są przez nas spychani na dalszy plan, czują się już niepotrzebni i zapomniani. Wszystkie wątki zgrabnie się zazębiają tworząc spójną całość.  

Książkę, mimo sporej objętości czyta się bardzo szybko. Zasługa to w dużej mierze tego, że składa się głównie z dialogów. Drugą sprawą są bohaterowie, którzy okazują się być prawdziwi, pełnokrwiści, z wadami i zaletami. Z pewnością można nawiązać z nimi nić sympatii. Wręcz pokochałam dzieci Renaty - Eryka, Krysię i Krzysia. Jeśli zaś chodzi o Renatę, to początkowo denerwował mnie jej stosunek do własnego zdrowia. Z drugiej jednak strony, czy my sami często nie badamy się, nie dopuszczamy do siebie myśli, że możemy być śmiertelnie chorzy? Że lepiej nie wiedzieć?  

Ciekawym zabiegiem było pokazanie choroby z różnych punktów widzenia. Inaczej widziała ją sama Renata, a inaczej jej mąż, dzieci, rodzice, siostra, przyjaciółka, uczniowie, nauczyciele i lekarze. Jedni od samego początku ją wspierają, inni odsuwają się. 

"... w cierpieniu stajemy się przezroczyści dla otoczenia."

Dużym atutem jest to, że autorka zadbała o wszystkie fachowe terminy medyczne, to jak przebiega choroba i jej leczenie. Dzięki temu opowiedziana historia jeszcze bardziej sprawia wrażenie realnej. 

W trakcie lektury wielokrotnie nie jeden czytelnik zapłacze. Po takich książkach zazwyczaj już nic nie jest takie samo, a przynajmniej zupełnie inaczej większość z nas będzie spoglądać na to, że nic nam i naszym bliskim nie dolega i cieszyć się tym, co mamy. Przestaniemy przejmować się głupstwami. Poza tym powieść ma moc dydaktyczną, abyśmy nie lekceważyli ostrzegawczych sygnałów, jakie wysyła nasze ciało. Zawsze bowiem jest szansa na pokonanie choroby.  

"Karuzela" to powieść o walce z najgroźniejszym przeciwnikiem, jaki na tym świecie istnieje - z chorobą. To książka, z której wyziera ogromny smutek, wzrusza, chwyta za serce, przytłacza, szokuje, daje do myślenia i nie pozostawia nas obojętnymi na tę historię. Polecam!



wtorek, 17 października 2017

Pozytywka - Agnieszka Lis


Pozytywka
Agnieszka Lis
Wydawnictwo: Czwarta Strona
Liczba stron: 258
Ocena: 7/10

Moje wrażenia:


Monika to zwyczajna dziewczyna ze wsi. Poznajemy ją w momencie kiedy zmierza do ołtarza, by poślubić bogatego mężczyznę mieszkającego na warszawskim Żoliborzu Roberta. Wkrótce małżeństwu zaczyna się nie układać. Robert ulega coraz to nowym pokusom. Poza tym Monika nie może zajść w ciążę. Wszystko się zmienia, gdy dziewczyna pewnego wieczoru oznajmia rodzinie radosną nowinę. Jednak niebawem małżeństwu przyjdzie się zmierzyć z ogromną tragedią... 


"Żyła wodą, powietrzem i niespełnioną miłością do dziecka, którego nie mogła mieć."

W następstwie tragedii, jaka spada na Monikę, kobieta nie może dojść do siebie i coraz bardziej popada w depresję. Jednak znajduje w sobie pokłady siły i postanawia realizować się zawodowo. Praca wydaje się jej być idealnym sposobem, aby zapomnieć o bolesnych przeżyciach. Ale czy na pewno? Czy sukces nie okaże się dla niej zgubny?  

"- Praca? Jaka praca? Co ona z tej pracy przynosi? W domu tylko ciągle jej nie ma. Latawica! Albo w pracy, albo na tych studiach! Na co jej te studia? Źle jej tutaj? Wszystko ma, czego jej jeszcze brakuje?!"

Robert to mężczyzna, który tak naprawdę sam nie wie czego chce. Jego niezdecydowanie i oziębłość sprawiało, że podczas lektury momentami działał mi na nerwy. Monika również do końca nie budziła mojej sympatii. O ile to, że nie miała lekko w życiu mogę zrozumieć, ale tego, że stała się taką chłodną bizneswomen już nie bardzo. Kobieta swoją nową osobą zniechęca do siebie ludzi, a przy tym krzywdzi i samą siebie. Pragnie udowodnić sobie i całemu światu, że jest coś warta. Ale za jaką cenę?


"Praca to miała być odskocznią od zapomnienia. Muszę coś ze sobą zrobić, bo zwariuję."

Na początkowych kartach powieści akcja mknie bardzo szybko, natomiast później gdzieś to wszystko się rozmywa i w rezultacie w dalszej części zabrakło mi jakiegoś większego elementu zaskoczenia czy napięcia. Książka wydaje się jednostajna, a ja lubię, gdy od czasu do czasu coś więcej się zadzieje, coś mnie poderwie. Jednakże fabuła okazała się ciekawym pomysłem i autorce koniec końcom udało się udanie go przedstawić. Dramat głównej bohaterki oraz jej studium psychologiczne, gdzie mamy możliwość poznania jej przemyśleń i uczuć uważam za największy atut powieści.

Agnieszka Lis opowiedzianą historią boleśnie uświadamia, że nawet największe wygody życia, zawodowe sukcesy i góra pieniędzy nie zagwarantują nam szczęścia i miłości. Jak również to, że życie to nie tylko same radości, ale i łzy i smutek. Warto jednak nie poddawać się, iść naprzód i spróbować zawalczyć o swoje szczęście.   

"Pozytywka" to słodko-gorzka powieść o samotności pośród ludzi, stracie, bólu, o głęboko skrywanych pragnieniach, zagubieniu, dojrzewaniu, walce z demonami przeszłości i poszukiwaniu szczęścia. Polecam!



sobota, 14 października 2017

Wszystkie kolory nieba - Krystyna Mirek


Wszystkie kolory nieba
Cykl: Większy kawałek nieba (tom 2)
Wydawnictwo: Znak
Liczba stron: 400
Ocena: 9/10

Moje wrażenia:

"Łatwiej jednak złowić księcia na parę ujmujących uśmiechów, niż potem poradzić sobie w pałacu." 

"Większy kawałek nieba" wspominam bardzo pozytywnie i koniecznie chciałam poznać dalsze losy Igi i Wiktora. Zapewne ten, kto czytał pierwszą część, zorientował się już, że Iga związała się z zamożnym mężczyzną. Teraz przyjdzie jej zmierzyć się z tą niełatwą sytuacją, bowiem rodzina jak i sam narzeczony najchętniej trzymaliby ją w złotej klatce. Dziewczyna natomiast chce pracować, coś robić w życiu, a nie tylko korzystać z oferowanych jej wygód. Wiadomo, że chcą oni dla niej jak najlepiej, ale czy w tym wszystkim to zdanie samej zainteresowanej nie powinno być najważniejsze? Czy Iga będzie potrafiła żyć po swojemu, iść wytyczoną przez siebie ścieżką? Ale o tym przekonacie się już podczas lektury. 

"Wszystko (...) To słowo przereklamowane. I bardzo niebezpieczne. Człowiek się nie cieszy tym, co ma, tylko skupia na rzeczach, których mu brakuje."

Bohaterowie to zwykli ludzie, tacy jak my. Z łatwością można się z nimi utożsamić. Autorka nie zapomniała rozbudować pobocznych wątków, które mogliśmy zaobserwować w pierwszej części. Wieczny kawaler Janek w końcu poznaje co to prawdziwa miłość, natomiast Amelia przekonuje się, że i ona ma prawo do szczęścia. A wszystko to za sprawą Ludwiki. 

"Wielka miłość czasem niszczy życie, wielkie pieniądze również."

Książkę czyta się z wielkim zaangażowaniem i towarzyszącymi emocjami. Kibicowałam bohaterom w ich dążeniu do szczęścia. Śledziłam ich wątpliwości, obawy, dylematy, odważne decyzje. Wszystkie wydarzenia zostały przedstawione z perspektywy różnych bohaterów. Dzięki temu obserwujemy w jak różny sposób można postrzegać daną sprawę. Tym samym przekłada się to na to, że wysuwamy własne wnioski, które zmuszają nas do wielu refleksji i przemyśleń. Całość napisana została prostym, łatwym w odbiorze językiem, więc czyta się naprawdę szybko i przyjemnie. 

Opowiedziana historia niesie ze sobą całe mnóstwo cennych wartości. Pokazuje jak ważne są w naszym życiu marzenia, z których nigdy nie powinniśmy rezygnować. Motywuje do walki o lepsze jutro, bo jeśli czegoś mocno pragniemy, możemy to osiągnąć. Musimy tylko o to zawalczyć! 

"Wszystkie kolory nieba" to ciepła, udana kontynuacja o bardzo różnych barwach życia. Bawi, wzrusza i pomimo poruszanych trudnych tematów napawa optymizmem. Polecam!


środa, 11 października 2017

Przyszłość ma twoje imię - Elżbieta Rodzeń


Przyszłość ma twoje imię
Elżbieta Rodzeń
Wydawnictwo: Zysk i S-ka
Liczba stron: 544
Ocena: 10/10

Moje wrażenia:


"Pamiętaj o tym, co najważniejsze.
Zacznij od nowa.
Twoja przyszłość jest biała jak śnieg."

Blanka wyprowadza się od rodziców, zaczyna studia i pracę. Jednak jedno wydarzenie z przeszłości nie daje o sobie zapomnieć. Kilka lat wcześniej padła ofiarą napadu. Ma stany lękowe, boi się męskiego dotyku, szerokim łukiem stara się omijać miejsca, które przypominają jej o tym wydarzeniu. Musi wspomagać się środkami antydepresyjnymi i wizytami u terapeuty. Teraz chciałaby wreszcie spokojnie żyć. Gdy poznaje Mateusza, w jej życie wkrada się sporo zamieszania. Jak się okazuje, spał niemal z każdą dziewczyną z ich wspólnej pracy. Poza tym chłopak nie miał łatwego startu w dorosłość. Gdy skończył piętnaście lat, musiał zadbać nie tylko o siebie, ale i o młodszego brata. Czy Blanka będzie potrafiła mu zaufać? Czy pisana jest im wspólna przyszłość?

"On jest słońcem, wokół którego kręci się mój świat. Jeśli ktoś mi go odbierze, znów zostanę w ciemnościach."

Niniejsza książka tematyką przypomina mi całkiem niedawno czytaną przez mnie "W rytmie passady" Anny Dąbrowskiej. Siłą rzeczy nie obyło się więc z mojej strony bez porównań. Jednak jak się okazało, są to dwie różne historie, ale obie warte poznania. 

Wykreowani bohaterowie są wyraziści, prawdziwi, pełni pasji i zainteresowań, z łatwością można ich polubić. Nie zawsze podejmują właściwe decyzje, ale dzięki temu cała ta historia zyskuje na autentyczności, bowiem każdy z nas ma prawo do popełniania błędów. Towarzyszyłam im w niełatwej drodze ku przyszłości, podejmowaniu decyzji, wraz z nimi przeżywałam, śmiałam się i płakałam. Bardzo podobała mi się relacja Mateusza i jego młodszego brata Kacpra. Wspaniale nakreślony wątek, urzekający i chwytający za serce. 

"Moje serce pęka ze szczęścia. Blanka wygłupia się ze mną. Nie boi się, nie kuli ramion i nie unika bliskości. Jest swobodna. Przy mnie."

Książka mimo sporej objętości czyta się w zastraszającym tempie. Jestem wielce ukontentowana tym, że autorka nie wyłożyła wszystkich kart od razu, pozwalając nam na powolne odkrywanie tego, co dla nas przygotowała. Poza tym sporo się dzieje. Myślę że główna tego zasługa kryje się w barwnym języku i stylu, które cechuje prostota i łatwość w odbiorze. Drugą sprawą jest zachowanie równowagi pomiędzy dialogami a opisami. Wszystko jest idealnie wyważone i przemyślane. Nie bez znaczenia jest również narracja z perspektywy Mateusza i Blanki. Dzięki temu zabiegowi możemy poznać wydarzenia, myśli i uczucia bohaterów, przez co stają się nam bliżsi.    

"Przyszłość ma twoje imię" to powieść o miłości, dorastaniu, utraconych marzeniach, zaufaniu, a przede wszystkim o wybaczeniu, w której czuć autentyzm i to coś, co sprawia, że nie sposób czytać nie doświadczając całej palety emocji. Elżbieta Rodzeń pokazała jak ważne w życiu są nasze pasje i zainteresowania. Powinniśmy z nich tak łatwo nie rezygnować i robić to, co kochamy, co sprawia nam największą radość i przynosi satysfakcję. Polecam! 





poniedziałek, 9 października 2017

WYNIKI KONKURSU PATRONACKIEGO



Pora ogłosić wyniki konkursu! 

Bardzo dziękuję wszystkim za udział :) 

"Nigdy nie poddam się! Udomowiona" Heleny Waszniewskiej otrzymują:

Księgozbiór Kasiny 
Anna Bednarek Zawisza 
Henryk Postawka

Gratuluję serdecznie :)

Zwycięzców proszę o kontakt w wiadomości prywatnej na fanpage bloga lub na e-maila iza.81@o2.pl , w celu dokonania opłaty za wysyłkę i przesłania adresu do korespondencji.

niedziela, 8 października 2017

Przedpremierowo: "W szponach szaleństwa" Agnieszka Lingas-Łoniewska


W szponach szaleństwa
Agnieszka Lingas-Łoniewska
Wydawnictwo: Novae Res
Liczba stron: 292
Ocena: 10/10
Premiera: 25 października

Moje wrażenia:

"Wówczas... nie wiedziałam jeszcze, że biorąc tę sprawę, wpadam w szpony szaleństwa. Z których wydostać się nie mogę do dzisiaj..."

Ewa Barska to 32-letnia komisarz, która zostaje wezwana na miejsce zbrodni, gdzie znaleziono zwłoki makabrycznie okaleczonej młodej studentki. Ale to dopiero początek spirali szaleństwa... Kobieta prowadząc sprawę morderstwa poznaje wybitnego historyka, doktora Mateusza Herza. Między tą dwójką szybko wywiązuje się przyciąganie, chemia, a co za tym idzie związek. 

"Zaczęłam płakać, chociaż starałam się z całych sił panować nad sobą. Nie zamierzałam wpaść w histerię. Ale w tym momencie byłam właśnie na granicy. Bo spojrzałam na jego twarz. I dostrzegłam... Zobaczyłam to... I wówczas znalazłam się na granicy szaleństwa. Nie jego. Mojego własnego."

Główna bohaterka to ciekawa postać. Zbudowała wokół siebie "policyjny mur", jest zamknięta w sobie, nerwowa, ale z drugiej strony to ostra i bezpośrednia kobieta, co szczególnie widać w zawodowej sferze jej życia.   

Bieszczadzka sekta, starogreckie wierzenia, kult rozumu, ofiary, nienawiść, żądza zemsty - to i jeszcze więcej znajdziecie w książce. Tu nic nie jest jasne, oczywiste ani pewne. Wraz z Ewą staramy się rozwikłać tajemnicze morderstwa. Ofiar przybywa, a my dalej kluczymy w poszukiwaniu mordercy. Do prawdy dochodzimy małymi kroczkami. Przez większą część książki autorce udało się mnie skutecznie zmanipulować. Później niby wyjawia kto jest zabójcą, by ponownie sprowadzić czytelnika na manowce, zaskakując obrotem spraw. Niestety nie mogę Wam ujawnić w jaki sposób.

Autorka porusza temat sekty, i bynajmniej nie sekty Agnes. Każdy z nas co nieco słyszał o tym jak działa taka organizacja. Siła przekonywania, mocny charakter wystarczą, by porwać tłumy, wciskając im własną ideologię, zrobić papkę z mózgów. To potwory w ludzkiej skórze, dla których najważniejsza jest ich własna chora religia. W swojej książce autorka pokazała czym jest fanatyzm wiary, przekonanie o własnej doskonałości, metody, które prowadzą do realizacji własnych chorych pseudoreligijnych przekonań, ludzi, dla których życie nie przedstawia żadnej wartości i odebranie go nie powoduje w nich najmniejszych wyrzutów sumienia. Mamy tu do czynienia z wątkiem kultu Ateny, rozumu, mądrości, dlatego na ofiary wybierane są osoby bardzo inteligentne, które pozbawiane są mózgów.

Miłość, tęsknota, żal, rozpacz, okrucieństwo, ból, wściekłość i nienawiść te wszystkie uczucia nie opuszczają bohaterów, które i czytelnikowi się udzielają oraz wyzwalają wiele skrajnych emocji. Napięcie towarzyszy od pierwszej strony, by pod koniec wybuchnąć ze zdwojoną siłą.   

Pojawiają się wątki miłosne, ale to nie one stanowią filar powieści. Tu istotniejsze okazuje się być śledztwo, dążenie do poznania prawdy i psychologiczna strona bohaterów. Ta kwestia została doskonale nakreślona. Powoli odkrywamy motywy postępowania mordercy, jego chory umysł. Autorka prowadzi nas poprzez mroczne zakamarki ludzkiej duszy. Często mówi się, że miłość pokona największe zło. Po tej lekturze już nie jestem tego taka pewna.     

"I myślałem o Tobie bez przerwy. Ciągle. Tak jak teraz. Tak bardzo chciałbym wrócić do tamtej chwili. Wówczas... powiedziałbym Ci... żebyś... uciekała przede mną jak najdalej. Bo jestem złym człowiekiem. Takim samym jak on."

Tym razem miałam ogromne oczekiwania co do najnowszej powieści Agnieszki Lingas-Łoniewskiej. Autorce udało się w stu procentach zaspokoić wszystkie z aspektów, jakich się spodziewałam. Zafundowała mi ostrą jazdę bez trzymanki. Pisarka skonstruowała niezwykle mocną, mroczną, miażdżącą  i wciągającą historię. To nie jest łatwa i przyjemna opowieść. O nie! Pani Agnieszka tym razem naprawdę dała popis tego, na co ja stać. Po skończeniu lektury cały czas o niej myślę, roztrząsam postępowanie bohaterów, zarówno Ewy, jak i mordercy. Brawo! 

Połączenie thrillera z watkami obyczajowo-romansowymi wyszło wyśmienicie. Wszystkie elementy fabuły zagrały idealnie tworząc powieść, która pochłania od pierwszej strony, a zakończeniem wbijając w fotel. Tu nie ma miejsca na nudę, przestój, wszystko dzieje się w tempie, który nie pozwala na chwilę oddechu. Przepadłam i gwarantuję Wam, że i Wy to zrobicie, gdy tylko weźmiecie tę książkę do ręki. 

"W szponach szaleństwa" to mroczny, wstrząsający, zaskakujący, intrygujący, intensywny i poruszający thriller czystej krwi. Powieść chwyciła mnie w swoje szpony szaleństwa i trzyma do tej pory! Szaleńczo polecam!





Za możliwość przeczytania książki dziękuję Autorce i Wydawnictwu Novae Res


czwartek, 5 października 2017

"Nigdy nie poddam się! - Helena Waszniewska (PATRONAT MEDIALNY)


Nigdy nie poddam się!
Cykl: Udomowiona (tom 1)
Helena Waszniewska
Wydawnictwo: Novae Res
Liczba stron: 537
Ocena: 8/10

Moje wrażenia:


"(...) wracało do niej jej własne motto życiowe: "Nigdy! Nigdy się nie poddam!". Powtarzała je zawsze kilka razy, aby utwierdzić się w słuszności tej zasady i... dopiero wówczas wracała na stare ścieżki codzienności."    

Alicja mieszka u matki, samotnie wychowując sześcioletniego synka. Rodzicielka nieustannie wywiera nacisk na kobiecie, by ta znalazła sobie kogoś z grubym portfelem. Nie dość, że nie wspiera córki, to jeszcze ciągle jej ubliża, zrzuca na nią swoje problemy (jakby ta miała ich mało), a nawet obwinia za swoje niepowodzenia. Tego dla mnie było już po prostu za wiele, szala się przelała. Ogromnie irytowała i wkurzała mnie ta kobieta. Nie potrafiłam zrozumieć jej postępowania. Jak można być tak nieczułą do własnego dziecka? Jednakże Alicja postanawia nie poddawać się i zawalczyć o siebie i swoje szczęście. W tym celu wyjedzie za granicę w celach zarobkowych. Jednak kolejny raz przekona się, że życie to nie bajka i ponownie się załamie. Kilka listów od Łukasza sprawi, iż Alicja w końcu uwierzy w siebie i będzie chciała coś zmienić w swoim życiu. Czy kobiecie w końcu będzie dane zaznać szczęścia?

Wydawać by się mogło, że to taka zwykła opowieść. Jednakże mamy tu przedstawione prawdziwe życie głównej bohaterki z jej głębokim studium psychologicznym. To córka, matka i żona, która pragnie szczęścia i ciepła u boku mężczyzny. Mamy możliwość poznania jej dzieciństwa, które już wtedy miało zalążek autodestrukcji kobiety. Apodyktyczna matka miała wobec niej wygórowane oczekiwania, nie pozwalając jej tym samym na podejmowanie samodzielnych decyzji. 


"W życiu kierowałam się przede wszystkim uczuciem. Nie wiem dlaczego. Może po prostu tak jestem skonstruowana? Okazało się to bardzo zgubne." 

Alicja to postać, z którą zapewne wiele kobiet się utożsami. Wraz z nią przeżywamy jej cierpienie, wewnętrzny sprzeciw i bunt. Dorastając w domu, w którym próżno można było szukać miłości, czułości, przytulenia, zrozumienia, wsparcia, prowadzi do tego, że kobieta wciąż czegoś poszukuje, czegoś jej brak. A gdy już wydaje się, że zbliża się do swojego wymarzonego celu, wszystko okazuje się pozorami. Strasznie było mi jej żal. Z drugiej jednak strony, bardzo ją podziwiałam. Potrafiła walczyć o dobro swoich dzieci, małżeństwo, dom, ale co z samą sobą? Gdzie w tym wszystkim była ona?  To niestety jej nie wychodziło. Była perfekcyjną matką, żoną, panią domu, dbała aby wszystko było na czas i wszyscy byli zadbani. Ale czy stałoby się coś złego, gdyby częściej pomyślała o sobie? Przecież dom by się nie zawalił, dalej stałby tam, gdzie stoi. Wzięła na swoje barki zbyt wiele i nie potrafiła prosić o pomoc. A co do jej męża Łukasza... zupełnie nie potrafiłam zrozumieć jego postawy względem żony. Poprzez jego obojętność, Alicja czuje się samotna, wyobcowana i niezrozumiana. A trzeba zauważyć, że jest ona osobą rodzinną, ciepłą, uczuciową i empatyczną.   


"Z całych sił pragnęła poruszyć mężem! Do głębi! Do bólu! Takiego, jaki sama odczuwała! Pragnęła, aby ją zauważył. Powiedział coś. Cokolwiek. Choćby zwrócił jej uwagę, aby była cicho. (...) Jego zachowanie sprawia, że czuję się jak przedmiot. Jak dmuchana lalka... Czy to tak trudno zrozumieć? Czy to jest coś niewłaściwego? Czy ja jestem nienormalna, pragnąc czułości i ciepłych słów od własnego męża?" 

Autorka porusza szereg ważnych i aktualnych tematów. Pokazuje, że życie nie jest tylko i wyłącznie kolorowe i słodkie. Czasem, a może i częściej jest szaro i gorzko. I taką wizję codzienności mamy przedstawioną w niniejszej książce. Czytając na usta ciśnie się wiele pytań. Zastanawiamy się jak byśmy postąpili, gdybyśmy zostali postawieni w podobnej sytuacji, w jakiej znalazła się główna bohaterka. Poza tym podczas lektury można odnieść wrażenie, że czytamy o autentycznej historii, która miała odzwierciedlenie w prawdziwym życiu. Na ile to tylko takie moje odczucie, a ile w tym prawdy? Nie wiem. 

Autorka zadbała również o barwne opisy oraz życiowe problemy, które i nas samych mogą spotkać. Zaś trzecioosobowa narracja z perspektywy Alicji pozwala na bliższe poznanie jej osoby. Książka została napisana prostym, zrozumiałym w odbiorze językiem. I mimo przebijającego się smutku czyta się przyjemnie i szybko. Jestem bardzo ciekawa jak potoczą się dalsze losy głównej bohaterki.  

"Nigdy nie poddam się!" to powieść o samotności wśród ludzi, niezrozumieniu, marzeniach, tęsknotach, pragnieniach, lękach, frustracji, wygórowanych oczekiwaniach, braku akceptacji, uczuciach, ale przede wszystkim o sile. To książka, która zmusza do refleksji i której zdecydowanie nie sposób czytać bez emocji. Helena Waszniewska pokazuje, że od przeszłości nie można tak łatwo się uwolnić. Ona odciska na nas swoje piętno na całe życie.         

Za możliwość przeczytania książki i objęcia jej patronatem dziękuję Wydawnictwu Novae Res




poniedziałek, 2 października 2017

"Wszystkie pory uczuć. Jesień" Magdalena Majcher


Wszystkie pory uczuć. Jesień
Cykl: wszystkie pory uczuć
Magdalena Majcher
Wydawnictwo: Pascal
Liczba stron: 384
Ocena: 10/10


Moje wrażenia:


Jesień... kolorowe liście, kasztany, słońce jeszcze grzejące, ale już dnie coraz krótsze i czuć powiew chłodu. Każdy narzeka, że lato się kończy, że idzie zimno, ale ja po prostu jestem zauroczona tym, co ofiarowuje nam złota polska jesień. W tym czasie przyroda po prostu zachwyca swoim wyglądem. To zdecydowanie moja ulubiona pora roku.  
  
Hania Szydłowska to niepewna siebie 39-letnia kobieta wychowana w domu dziecka, do której los się uśmiechnął i wyszła za mąż za atrakcyjnego i zamożnego wdowca. Jednak po latach zaczyna jej czegoś w małżeństwie brakować. Nie chce być już tylko panią domu. Hania czuje się w małżeństwie niekochana. Poza tym mąż idealizuje zmarłą żonę. Na kilka dni przed ślubem usłyszała od narzeczonego słowa, które już wtedy powinny dać jej do myślenia. Czy zmarła żona w końcu ustąpi miejsca w sercu jej męża? I czy można rywalizować ze zmarłą osobą?

"Mam nadzieję, że zdajesz sobie sprawę z tego, iż nie zajmiesz miejsca Kasi - zaczął bardzo ostrożnie. - Ty i ona to dwie zupełnie odrębne historie. Całkiem inne bajki. Kocham cie, ale w sercu nadal noszę Kasię. Nie obawiaj się jednak niczego, pomieścicie się tam obie." 

Małżeństwo ma również problem z dorastającą córką, która zaczyna wagarować i oszukiwać rodziców. Bolesna przeszłość sprawi, że kobieta na nowo będzie musiała stawić jej czoło. Problemy się nawarstwiają, lecz niebawem w życiu Hani coś się zmieni. Czy kobieta znajdzie w sobie wystarczająco odwagi, by zawalczyć o siebie i córkę? Czy jej małżeństwo przetrwa kryzys? Bohaterom przyjdzie zmierzyć się z trudnymi wyborami. Czy pokonają przeciwności losu i odnajdą szczęście? 

Czy można zrozumieć kogoś, kto tak kochał drugą osobę, że nie potrafi zamknąć tego etapu swojego życia i otworzyć drzwi do serca na oścież, a nie tylko je uchyla? Uważam że mąż Hani powinien był zrobić w swoim sercu porządek, aby móc zapewnić jej tam sto procent swojego uczucia, zainteresowania i uwagi. Idealizując zmarłą żonę, wynosząc ją na piedestał, nieustannie porównując ją z obecną żoną, sprawia że Hania w pewnym sensie czuje się jak substytut. 

Poruszanych tematów jest sporo, są różnorodne, ciekawie ze sobą zestawione. Na pierwszy rzut oka można odnieść wrażenie, że nie będą ze sobą współgrać, ale autorka umiejętnie je przedstawiła i wszystko zagrało idealnie. Poszczególne wątki są aktualne i ważne. Pisarka poświęciła wiele miejsca problematyce miłości i towarzyszącym jej uczuciom. Miłość to nie tylko te dobre chwile. Życie, codzienność i wydarzenia z przeszłości pokazują, że zderzamy się z rozczarowaniem, poświęceniem dla rodziny czy brakiem z ich strony zrozumienia. Nie pominęła także tematu dzieci wychowujących się w domu dziecka, które powielają błędy swoich rodziców. Widzimy jaki wpływ na późniejsze życie ma dorastanie bez biologicznych rodziców. Zaskoczona zostałam tym, w jaki sposób przedstawiono opiekunów pracujących w tymże domu. Równie istotny okazał się wątek hejtu w sieci, z którym pewnie wielu z nas choć raz miało okazję się zetknąć. To wszystko czyni lekturę niezwykle interesującą, absorbującą i dającą do myślenia.
   
Bohaterki, jakie można spotkać na kartach niniejszej książki to kobiety takie jak my lub nasze znajome. Z łatwością można się z nimi utożsamić i je zrozumieć. Tak jak i one borykamy się z problemami, zostajemy postawione przed wieloma dylematami, źle podjętymi decyzjami i wyborami. Najbardziej podobało mi się to, jak na moich oczach główna bohaterka przechodzą przemianę, jak stopniowo dojrzewa do zmian, jak zaczyna walczyć o siebie, jak wielka drzemie w niej siła i determinacja. Brak wiary w siebie, niepewność i wycofanie utrudnia kobiecie normalne funkcjonowanie w rodzinie. Nie potrafi uwierzyć w siebie i w swoje możliwości. Często miewa myśli, że jest beznadziejną żoną i jeszcze gorszą matką. Bardzo chciałam, aby w końcu zawalczyła o siebie i swoje szczęście. Ciekawą postacią, bez której nie wyobrażam sobie tej powieści okazała się sąsiadka Hani - ekscentryczna wróżka Renata. Wbrew pozorom to kobieta pełna życiowej mądrości. Poza tym za jej sprawą kilka razy gości na naszych ustach uśmiech. Osobiście chętnie napiłabym się z nią jednej z jej pysznych herbatek.
  
Niekiedy pewne rzeczy w tej książce zostały potraktowane w sposób dosadny, ale jakże prawdziwy i trafiający w sedno. Przykładem może tu być nasze oddanie mężczyźnie. Często zapominamy o sobie, naszych potrzebach, pragnieniach. Uważam że rzeczywiście powinniśmy mieć jakieś małe sekrety. Czasem potrzeba odrobinę zdrowego egoizmu. W przeciwnym razie, prędzej czy później taka kobieta znudzi się facetowi i my same przestaniemy doceniać uroki życia.  

"Moja babcia zawsze powtarzała: "Facetowi się pokazuje pół dupy, nigdy całą." Musisz mieć kawałek siebie, jakiś mały sekret, coś, o czym będziesz tylko ty wiedzieć. Zatraciłaś zdrowe proporcje, zrezygnowałaś z siebie na rzecz mężczyzny, a to się nigdy dobrze nie kończy." 

To już czwarta powieść Magdaleny Majcher i widać jak z każdą kolejną książką autorka doskonali swój warsztat pisarski, który staje się coraz dojrzalszy. Autorka zadbała o każdy szczegół i aspekt fabuły. Tu nic nie jest przypadkowe, wszystko jest przemyślane i dopracowane. Przełożyło się na to, że opowieść wydaje się jakby wyrwana z naszej codzienności, z naszego życia. Świat bohaterów jest bardzo rzeczywisty i bliski. To największy atut powieści.  

Z każdej historii, jakie przedstawia w swoich książkach autorka można wynieść ważną dla siebie lekcję. Nie inaczej jest w przypadku niniejszej powieści. Lektura skłania do wielu refleksji, pokazuje że nikt za nas nie przeżyje życia. To my same musimy wziąć ster w swoje ręce i zawalczyć o lepsze jutro. Przypomina również, aby nikogo nie oceniać po pozorach. Sporo myślałam także o tym, że nie znając swojej matki lub już jej nie mając, tak bardzo pragniemy ją mieć, a gdy ją mamy, często nie potrafimy tego faktu docenić.  

Po raz kolejny autorka urzekła mnie nietuzinkową fabułą,  trudnymi ważnymi życiowymi tematami, które podała w przystępnej formie, ciekawymi bohaterami i stylem, który sprawił, że czytałam z wielką przyjemnością. Podkreślony mocną kreską finał idealnie dopełnia całości. Był jeden aspekt, który przez całą książkę nie dawał mi spokoju. Chciałam wiedzieć co myśli na temat poprzedniej, jak i obecnej żony Andrzej. Pod koniec doczekałam się i w pełni zostałam usatysfakcjonowana.      

Narzuciłam koc na nogi jak Hania, tylko kominka nie mam. Ale nie szkodzi, w pełni poczułam ten klimat, jaki chciała przekazać mi Magdalena Majcher. Z Hanią wiele mnie łączy - uwielbiam jesień, książki a moje kieszenie skrywają pełno kasztanów. Jestem pewna, że wiele czytelniczek również odnajdzie z nią wspólny język. "Wszystkie pory uczuć. Jesień" to powieść o życiu w cieniu drugiej kobiety, o braku wiary w siebie, rodzicielstwie, miłości i przyjaźni. Ta powieść otula jak ciepły wełniany koc w chłodny jesienny wieczór. Polecam gorąco! 




Za możliwość przeczytania książki dziękuję Autorce i Wydawnictwu Pascal