Strony

piątek, 31 stycznia 2020

Rudowłosa ze Starych Babic - Janusz Niżyński


Tytuł: Rudowłosa ze Starych Babic
Autor: Janusz Niżyński
Wydawnictwo: WasPos
Ilość stron: 484
Ocena: 9/10

Mała podwarszawska gmina pokazana w krzywym zwierciadle. Starobabicka, wiejska elita biznesu i intelektu, a wśród tego grona ona: młoda, ambitna dziewczyna o przezwisku „Chmurka”. Czego szuka na wsi piękna Rudowłosa? Dlaczego nie może uwolnić się od toksycznej rodziny, do której rzucił ją los? Czy ma jakąś szansę wyrwać się z roli Kopciuszka, w której znalazła się w wyniku tragicznych wydarzeń i czy znajdzie się królewicz z bajki w przysłowiowej karecie, który ją uwolni?

"Rudowłosa ze Starych Babic" jest moim pierwszym spotkaniem z twórczością Janusza Niżyńskiego. Od razu powiem, iż bardzo udanym. W gatunku, jakim jest obyczaj, dominują autorki. Byłam bardzo ciekawa jak autor przedstawi emocje, myśli i uczucia bohaterów z męskiego punku widzenia. Jestem pod wrażeniem, że można tak ubrać w słowa tę historię i oddać wszystko to, co kłębi się w kobiecej głowie.

A jeśli już mowa o kobiecej postaci, to całym sercem i z miejsca pokochałam Chmurkę, Olgę Błoczek, rudą diablicę... Sami widzicie ile określeń! Po prostu przepadam w tej historii. Jestem pewna, że i z Wami będzie podobnie. Bo czyż nie można pokochać tej samotnej, osieroconej w dzieciństwie dziewczyny? Do tego rudej i niezwykle sprytnej? Autor bardzo sugestywnie kreśli jej portret, iż bez problemu możemy wyobrazić sobie jak mogłaby wyglądać. A jeśli dołożymy do tego wszystkiego jej wewnętrzne cechy i zachowanie, dostajemy kompletny obraz postaci. Poza tym szybko się do niej przywiązujemy i mamy wrażenie jakbyśmy to my sami towarzyszyli w wykreowanym przez pana Janusza świecie.

"- Jest dla nas Chmurką także dlatego, że czasem w tej swojej kudłatej, rudej łepetynie miewa totalnie zachmurzenie."

Motyw Kopciuszka wyraźnie daje tu o sobie znać. Nasza bohaterka idealnie odzwierciedla tamtą postać. Śmiem nawet twierdzić, iż jest nawet ciekawsza. Dziewczyna bywa nieobliczalna, ale w taki pozytywny, zwariowany sposób. Niektórzy postrzegają ją jako osobę podstępną i fałszywą. Jednak nic bardziej mylnego. Chmurka gotowa jest nieść pomoc każdemu bez wyjątku (nawet gdy ten na to nie zasługuje), włącznie z ciągłym podporządkowywaniem się. Trzeba przyznać, że to może być zgubne. Ale tylko ona wie, co kryje się w jej sercu, jakie ma marzenie: "Ach! Jak byłoby pięknie, gdyby mrzonki o księciu z bajki czasem jednak się spełniały..."

Tak jak wyżej napisałam, mamy do czynienia z motywem Kopciuszka, jednakże historia została osadzona we współczesnych realiach, więc bez przeszkód odnajdziecie się w fabule. Książka wciąga od pierwszej strony i nie pozwala odłożyć dopóki nie poznamy finału. Przygotujcie się na mnóstwo zaskakujących zwrotów akcji, zawirowań, ciętych ripost, przekomarzanek bohaterów oraz przedziwnych pomysłów Chmurki, które wprawią Was w doskonały humor.

"- Kobieta zasadniczo żyje nie dla swego mężczyzny, ale dla swych przyjaciółek. Po to modnie się ubiera, aby to one ją doceniły i jej zazdrościły. Dopiero na drugim miejscu stawia mężczyznę. To samo z uczuciami... Ale...! Gdy przyjaciółki zaczną naśmiewać się z jej uczuć lub, co gorsza, sprzeniewierzą się jej, wtedy... - cichutko zaświstała - wtedy niech cały świat uważa! Będzie pożar! Wtedy jest zdolna obrócić w popiół wszystko. Nie będzie dla niej żadnej świętości..." 

Autor doskonale przedstawił to, jak wyglądają różne powiązania i zależności w małym miasteczku, gdzie można spotkać liczne intrygi, wywieranie nacisku (włącznie z zastraszaniem) na drugą osobę, by ta uległa. Powieściopisarz pokazał również czym jest prawdziwa przyjaźń, bezinteresowna pomoc, wsparcie, szacunek, a przede wszystkim miłość, która wraz z upływem czasu dojrzewa, zbiera plony zaufania i szczerości.

Muszę wspomnieć jeszcze o stylu, w jakim napisana została ta książka. Początkowo było mi ciężko przyzwyczaić się do niektórych zwrotów, wyrażeń, zdrobnień, jakich używa autor (odnosiłam nawet wrażenie, iż mam do czynienia z XIX-wieczną powieścią), jednak szybko się to zmieniło za sprawą wciągającej historii bohaterów.

"Rudowłosa ze Starych Babic" to pełna emocji i dobrego humoru powieść o współczesnym Kopciuszku. To książka o miłości, marzeniach, intrygach, rozczarowaniu, samotności, szukaniu swojego miejsca w życiu, problemach dnia codziennego. Czy rudowłosa Chmurka odnajdzie swojego księcia? Przekonajcie się, warto!


Za egzemplarz do recenzji Dziękuję Wydawnictwu WasPos



poniedziałek, 27 stycznia 2020

Zaczekaj na miłość - Ilona Gołębiewska [Przedpremierowo]


Tytuł: Zaczekaj na miłość
Cykl: Dwór na Lipowym Wzgórzu (tom 3)
Autor: Ilona Gołębiewska
Wydawnictwo: Muza
Ilość stron: 480
Ocena: 9/10

Klara Horczyńska ma niespełna trzydzieści lat, jest wziętą modelką, szturmem podbija rynek mody. Nagły wyjazd do Paryża okazuje się pasmem sukcesów. Nowe znajomości, udział w pokazach, sesje fotograficzne dla znanych pism z branży. Dobra passa kończy się nieoczekiwanie osobistym dramatem i rozstaniem z ukochanym.
Poturbowana przez życie i samotna wraca do Polski, marzy tylko o tym, żeby uciec przed światem i zaszyć się w swoim mieszkaniu. Nie radzi sobie jednak ze stratą i emocjami. Prosi o pomoc babcię Anielę, która zabiera ją na Podlasie do dworu na Lipowym Wzgórzu, będącego od pokoleń ostoją rodu Horczyńskich.
Klara zatrudnia się w Akademii Sztuk Anielskich, na nowo odkrywa malarską pasję i myśli o powrocie na studia artystyczne. Niespodziewanie otrzymuje wiadomość o śmierci ojca, który nigdy nie utrzymywał z córką kontaktu i tym samym skazał ją na samotne dzieciństwo. To wydarzenie stawia na jej drodze osoby, z którymi łączą ją więzy krwi, a dzieli krzywdząca przeszłość. Nawiązuje z nimi bliskie relacje i przez to naraża siebie samą na niebezpieczeństwo. Jej nadzieją staje się Jakub – mężczyzna poznany w zaskakujących okolicznościach, mający zagadkową przeszłość. Jakie są jego prawdziwe zamiary? Czy Klara upora się z sekretami rodziny? Czy odnajdzie szczęście?

"- Zaczekaj na miłość... Taką prawdziwą, która nie tylko uczyni z ciebie najszczęśliwszą kobietę na świecie, ale i pozwoli otworzyć serce na to, co piękne i dobre. Cierpliwie czekaj, a życie ci to wynagrodzi - gorliwie zapewniała Aniela, prosząc w myślach, by dobry los obdarował jej wnuczkę uczuciem, na które zasługiwała jak mało kto."

"Zaczekaj na miłość" jest trzecią częścią sagi Dworu na Lipowym Wzgórzu przedstawiającej losy rodzinny Horczyńskich. Jednakże każdy z poszczególnych tomów jest odrębną historią, więc bez przeszkód można czytać je niezależnie. Z przyjemnością ponownie przekroczyłam próg starego domu i poznałam kolejne sekrety Lipowego Wzgórza.

W tej powieści, jak i w poprzednich dwóch tomach, spotykamy kobiety silne, które mimo trudów życia, potrafią stawić czoło problemom. Wszystkie postacie są prawdziwe w tym co robią, jak się zachowują. Tak jak my, posiadają marzenia tajemnice, popełniają błędy. Ich historia przeplatana jest porażkami i sukcesami, smutkami i radościami. Postaci wyzwalają w czytelniku potrzebę życiowych zmian. Tak jak i oni, tak i my możemy czasem zdobyć się na odwagę i spróbować czegoś nowego.

"Jej losy były świetnym przykładem nieustannego zaczynania od nowa. - Jak człowiek jest młody, to mu się wydaje, że te pierwsze ważne wybory są już takie na zawsze. A potem szybko się okazuje, że jest coraz więcej innych możliwości, spotykani ludzie czegoś nas uczą i dają nam nowe szanse. Życie przypomina wędrówkę, za każdym zakrętem może na nas czekać coś złego lub coś dobrego. Trzeba być czujnym, ale też warto otworzyć się na zmiany."

Ilona Gołębiewska w interesujący sposób kreśli relacje rodzinne, pokazując tym samym, że siła człowieka tkwi w jego rodzinie. Przypomina jak ważna jest szczerość, zaufanie, chęć niesienia bezinteresownej pomocy, jak i umiejętność jej przyjęcia. Udowadnia, że zawsze powinniśmy starać się podążać za głosem serca, otaczać się życzliwymi ludźmi i realizować swoje życiowe pasje.

"Człowiek nigdy nie dowie się, ile ma w sobie odwagi, dopóki nie odrzuci strachu. Zabija on więcej marzeń niż porażka. A od życia otrzymasz tyle, po ile odważysz się sięgnąć. Nie odkładaj tego na później."

Autorka podejmuje się wielu ważnych tematów, które również mogą dotyczyć każdego z nas. Pokazuje jak drobne, pochopne decyzje mogą pociągać za sobą zgubne dla nas skutki oraz o tym, że nic nie jest nam dane raz na zawsze.

"Odnosiła wrażenie, że jej życie jest jak rozpruty worek pełen problemów. Gdy miała już nadzieję, że wychodzi na prostą, za chwilę pojawiały się nowe kłopoty."

Książka obfituje w zaskakujące zwroty akcji, przepiękne barwne opisy krajobrazów, miejsc, wydarzeń, zapachów i smaków. A wszystko to podane w lekkiej, przystępnej formie. Dodatkowym atutem są umieszczone przepisy kulinarne z przepaśnika Basi.

"Zaczekaj na miłość" to ciepła, pełna emocji powieść, w której prym wiedzie siła rodziny. To książka o miłości, potrzebie rozliczenia się z przeszłością, o życiu zbudowanym na pozorach, rezygnacji z własnych marzeń, pogubieniu, samotności, poczuciu winy. Czy Jakubowi uda się skruszyć zranione serce Klary? I czy Klara da sobie szansę na szczęście? Sprawdźcie koniecznie!



Za egzemplarz do recenzji dziękuję Wydawnictwu Muza




sobota, 25 stycznia 2020

Dama Paxtona - Agnieszka Siepielska [Zapowiedź i fragment powieści]



Już 12 lutego 2020 r. premiera powieści "Dama Paxtona" Agnieszki Siepielskiej, która ukarze się nakładem Wydawnictwa NieZwykłego. Mam dla Was opis i trzy pierwsze rozdziały książki.

~~~

Autorka bestsellerowego Rhysa powraca z pierwszym tomem serii o motocyklistach!
Nikki Preston postanawia uciec od obłudy, która na co dzień ją otacza. W tym celu dziewczyna przyjeżdża do miasteczka Prescott, w którym przed laty spędzała wakacje. Chce zamieszkać w domu odziedziczonym po dziadkach. 
Jej entuzjazm szybko gaśnie, gdy dowiaduje się, że tereny otaczające posiadłość zostały wykupione i obecnie są własnością klubu motocyklowego Sinners&Reapers. Klubu, którego wiceprezesem jest koszmar jej dzieciństwa – Paxton Hays.
Paxton i jego klubowi bracia pojawili się w miasteczku, żeby założyć tam swój oddział 
i rozkręcić nowy interes. Aby wszystko poszło zgodnie z planem, potrzebują terenów należących do Nikki. Dla Paxtona klub oraz bracia są najważniejsi, nikt ani nic tego nie zmieni, a już z pewnością nie dziewczyna, która zalazła mu za skórę, kiedy jeszcze byli dziećmi. 
Ale czy na pewno?




Rozdział 1
Nikki

W połowie drogi do Flagstaff zjeżdżam w zalesiony teren. Piaszczysta droga wydaje się nie mieć końca, więc sfrustrowana zaczynam jęczeć, a mój GPS szaleje. Nie dziwię się, bo dawno opuściłam strefę cywilizacji. Nie przypominam sobie, żeby ta ścieżka się tak ciągnęła, kiedy jeździłam tu z rodzicami jako dziecko. Może dlatego, że większość trasy przesypiałam rozłożona na tylnym siedzeniu.
Nie odrywając wzroku od drogi, zmieniam stacje radiowe w poszukiwaniu jakiejś żywiołowej muzyki, bo po godzinie jazdy przy smętnych kawałkach za chwilę zasnę albo oszaleję.
Mój nastrój nagle się zmienia, kiedy w oddali zauważam jakiś znak. Przepełniona nadzieją przyśpieszam, żeby w końcu do niego dotrzeć. Udało się. Jestem w Prescott.
Mijam kilka wolno stojących domków i wjeżdżam do głównej części małego miasteczka. Zwalniam, rozglądając się zaciekawiona otoczeniem. Oprócz rzędu małych, starych sklepików z drewna po prawej stronie, wiele się tu zmieniło. Po lewej, na miejscu niegdyś pustego placu, postawiono kilka budynków, w tym supermarket, co bardzo mnie cieszy, bo lubię robić zakupy w jednym miejscu. 
W porę zerkam przed siebie i natychmiast wciskam pedał hamulca, bo jakby spod ziemi, przed samochodem pojawia się wkurzony facet. Z ulgą wypuszczam wstrzymywane przez chwilę powietrze i pierwsze, co przychodzi mi do głowy, to słowa mojego brata: A nie mówiłem? Żadna baba nie powinna wsiadać za kierownicę.  – Chce mi się śmiać na tę myśl, ale kiedy tylko mężczyzna zaczyna coś wykrzykiwać i uderzać rękoma w maskę samochodu, dobry humor znika. Uchylam szybę.
– Jeśli nie przestaniesz bić mojej Louise, to się przekonasz,  facet, jak to jest mieć piętnastocentymetrową szpilkę w dupie! – wydzieram się, ale on sprawia wrażenie, jakby mnie nie słyszał.
Wyłączam silnik, po czym odpinam pas bezpieczeństwa z zamiarem wyjścia z pojazdu i pokazania gościowi teorii w praktyce, kiedy z oddali dobiega wołanie. Mężczyzna odwraca się i odchodzi, a ja spoglądam w kierunku, z którego usłyszałam krzyki.
Jeden z budynków przy markecie to chyba jakiś bar, przed którym stoi spora grupka ludzi. Z boku, na parkingu widzę kilka samochodów i dwa rzędy motocykli.
Obserwuję, jak mężczyzna chwiejnym krokiem dołącza do zgrupowania przed lokalem i wymachuje rękoma, zapewne psiocząc na kobietę za kółkiem. Za mną natomiast rozlega się dźwięk klaksonu. Spoglądam w lusterko i ukazuje mi się następny delikwent w jakimś pikapie, który oczekuje, żebym ruszyła, zupełnie tak jakby nie mógł mnie ominąć.
Przekręcam więc kluczyk w stacyjce i jadę dalej. Chwilę później skręcam w prawo i jestem na drodze prowadzącej do domu.
Gdy docieram pod docelowy adres, nie wierzę własnym oczom. Kompletnie załamana uderzam dłonią w czoło. Wydymam dolną wargę jak urażone dziecko, a moja pierwsza myśl to zadzwonić do mamy i oświadczyć, że jednak wracam do domu.
Biały niegdyś domek jest teraz w totalnej rozsypce – obrósł go mech, a zarośla wokół są wysokie niemal do pasa.
Zabiję Heatona!
Zaczyna zmierzchać, więc, chcąc nie chcąc, muszę ruszyć tyłek z samochodu i jakoś przedostać się przez te chaszcze, żeby dotrzeć do budynku.
Sięgam po torebkę z fotela pasażera i wyławiam z niej kluczyki, po czym wychodzę na zewnątrz i, zostawiając za sobą kochaną niebieską Louise, rozpoczynam wędrówkę. W drodze kilka razy o mało nie zaliczam gleby oraz jestem przekonana, że moje ulubione czerwone szpilki i białe spodnie wylądują w śmieciach. 
Kiedy pokonuję już stopnie i wchodzę na ganek, słyszę, że z niewielkiej odległości dobiega ryk silnika. A właściwie kilku, jak okazuje się po chwili, gdy przed posesję podjeżdżają widziane wcześniej przed barem jednoślady. 
W obawie, że to jacyś znajomi faceta, którego o mało nie rozjechałam, nerwowo poszukuję odpowiedniego klucza w pęku, lecz ten wypada z moich rąk na drewnianą podłogę. Szybko się po niego schylam, a kiedy się podnoszę, ktoś już przede mną stoi. 
Od pokrytej jakimiś naszywkami skórzanej kamizelki na wysokości klatki piersiowej mój wzrok wędruje w górę i w górę, i w górę. Nie jestem wysoką osóbką, więc dla mnie to kilkusekundowy proces. 
Jest już prawie ciemno, ale nie na tyle, żeby nie zauważyć czarnych jak węgiel tęczówek i tego samego koloru loków sięgających do ramion mężczyzny i okalających znaczną część jego twarzy. 
– Zgubiłaś się – oświadcza gburowato. 
Równie dobrze mógłby powiedzieć, że mam stąd spieprzać i chyba zresztą taki miał zamiar. Ale to, że jestem mała, nie oznacza, że nie gryzę, a nieznajomy właśnie się o to prosi.
– Uhm… zważywszy na fakt, że jestem właścicielką tego domu, to nie sadzę – odpowiadam w końcu z bezczelnym uśmiechem, a wtedy on zaczyna mi się dokładniej przyglądać.
– Nikki? Nikki Preston? – pyta, tym razem z zaskakującą sympatią w głosie. Niepewnie kiwam głową na potwierdzenie i w końcu sama go rozpoznaję. 
– Reed?  
Mój przyjaciel z dzieciństwa nie odpowiada, zamiast tego zamyka mnie w niedźwiedzim uścisku, a ja chichoczę. Po chwili odsuwa się ode mnie i spogląda na grupę mężczyzn, którzy nadal czekają przy drodze.
– Wejdź do środka, a ja im powiem, żeby ruszali dalej beze mnie – mówi.
Zgadzam się i w końcu po otwarciu drzwi wkraczam do domu, gdzie doznaję kolejnego szoku. Tu się nie da żyć. Wszystko niemal obrosło kurzem i nie było porządkowane chyba od śmierci babci Rose. Zanim zmarła, zapisała mi tę posiadłość, wiedząc, że dla moich bogatych rodziców i brata nie ma ona tak sentymentalnego znaczenia. To tutaj spędziłam najlepsze chwile dzieciństwa. Ciężko było potem wracać do domu, gdzie na każdym kroku powtarzano mi, jak mam się zachowywać, co mówić, by być dzieckiem idealnym. 
Nie to, że moi rodzice są źli. Zawsze służą pomocą i okazują mi miłość, ale to wszystko jest jakby sztuczne, a do tego ostatnie okoliczności…
– Chcesz tu spać? – pyta Reed, pojawiając się obok. 
Nie wiem, czy bardziej chcę, czy jestem raczej zmuszona.
Rozglądam się po korytarzu i zerkam w prawo, w kierunku kuchni, gdzie wszystko pokrywa siwy pył. Schody prowadzące na górę aż mnie przerażają, boję się wejść i ujrzeć, w jakim stanie jest moja sypialnia.
– Heaton miał się zająć całym domkiem przed moim przyjazdem. Dostał taki przelew, że wszystko powinno tu błyszczeć. – Marszczę brwi i spoglądam na chłopaka, właściwie już mężczyznę, w końcu mamy po dwadzieścia cztery lata, a nie osiem. – Jakoś sobie poradzę do rana, a jutro pojadę wszystko z nim wyjaśnić.
Rozmawiamy jeszcze przez chwilkę. Wypytuję go o innych starych znajomych, okazuje się, że większość opuściła miasteczko, niektórzy jednak zostali, między innymi Ellie  – moja przyjaciółka z dzieciństwa. Bardzo mnie to cieszy i nie mogę się doczekać spotkania z nią. 
Reed w końcu oświadcza, że musi uciekać, ale przynosi jeszcze moje bagaże. Dziękuję mu za pomoc i zamykam drzwi, omiatając wzrokiem obraz nędzy i rozpaczy. 
Burczenie w brzuchu przypomina mi, że od kilku godzin nic nie jadłam. Oczywiście nie pomyślałam o tym, żeby zrobić w drodze zakupy, więc cierp ciało, coś chciało. Muszę się zadowolić małą butelką wody wyjętą z torebki.
Na piętrze okazuje się, że sypialnia wygląda dokładnie tak, jak przypuszczałam. Zaglądam do szafy w poszukiwaniu nadających się do spania pościeli i kombinuję, jak mogę, żeby przetrwać tę noc.
Zostają tylko szybka toaleta i sen – byle przetrzymać do jutra. Przecieram łazienkowe lustro i przyglądam się zrezygnowanej dziewczynie o podkrążonych piwnych oczach. Przeczesuję anemicznie palcami długie blond fale i coś we mnie nagle wstępuje. Przecież sama się na to zdecydowałam i nie pozwolę, żeby moja rodzina wytykała mi, że nie dałam rady.

***

PAXTON

Siedzę przy klubowym barze, czekając na Reeda. Klnę w myślach, bo chcę już pójść do łóżka, a dzisiejsza noc w Sinners mnie wykończyła. Striptizerki skakały sobie do gardeł, a byłem sam na zmianie. Pełne ręce roboty. 
Przechylam butelkę, dopijając piwo, kiedy ktoś siada obok mnie. Odstawiam szkło i zerkam na brata, który raczył się wreszcie pojawić.
– Co, do chuja, Reed? Gdzie byłeś?! – Właściwie, gdzie był, to wiem, ale ciekaw jestem, kto się wpierdolił na nasz teren.
– Nikki wróciła – oświadcza zadowolony. 
Z czego on się, do cholery, cieszy? Że ktoś narusza prywatność klubu i braci? 
Chwilę później dociera do mnie jednak, o kim on mówi. Co, do…
– Ta mała mysz, z którą się bawiłeś lalkami? – pytam, a uśmiech znika z jego twarzy. –Czego chce? 
– Pierdol się, Pax. – Reed zrywa się ze stołka i odchodzi.
Już dzisiaj się nie dowiem, po co przyjechała. Może szuka przygody… Jeśli tak, to już ja jej zafunduję przygodę życia, a potem z płaczem ucieknie tam, skąd przyjechała.
Tymczasem muszę się zadowolić jedną z naszych klubowych panienek. Wybieram Mirandę i daję znak, żeby poszła ze mną do sypialni. 


Rozdział 2
Nikki

Z samego rana budzę się z bojowym nastawieniem i postanawiam rozpocząć dzień od porządnego śniadania. 
Przetrząsam zawartość walizki w poszukiwaniu ubrań. Zakładam obcisłe jeansy i luźny błękitny top. Niesforne długie fale zaplatam w niedbałego koka na czubku głowy, po czym robię delikatny makijaż.
Przed wyjściem narzucam na siebie kurtkę pasującą do spodni. Jest połowa września i z tego, co pamiętam, poranki w tym rejonie bywają już chłodne.
Żeby pokonać tor przeszkód przed domem, zakładam buty do biegania, a w rękę biorę czarne botki na wysokim obcasie. Ruszam z torebką zarzuconą przez ramię.
Po wejściu do samochodu zmieniam obuwie. Moja mama zawsze beszta mnie za jazdę w szpilkach, ale ja mogłabym w nich nawet brać udział w maratonie i nie wyobrażam sobie funkcjonowania w inny sposób.
Wjeżdżam na parking przed marketem uradowana, że za chwilę w końcu kupię coś do jedzenia. Zwracam jednak uwagę na przeszklony lokal po lewej z napisem: ELLIE's u góry. Okazuje się, że jest to jakaś restauracja.
Świadoma tego, że jak na razie nie ma szans, żebym mogła u siebie przygotować ciepły posiłek, decyduję się wejść do środka. Dzwonek na drzwiach oznajmia głośno moje wejście wszystkim obecnym. Ludzie spoglądają na mnie z zainteresowaniem, w końcu w takim małym miasteczku każdy nowy to atrakcja. Uśmiecham się na powitanie do kilkunastu obecnych osób i zerkam w lewo, skąd wpatruje się we mnie z sympatią w błękitnych oczach pewna szatynka. Zerkam za siebie, dla pewności, czy to ja wywołałam jej radość i nagle przypominam sobie nazwę lokalu.
– Ellie? – pytam niepewnie. 
Dziewczyna nie odpowiada, ale okrąża ladę i podbiega do mnie, śmiejąc się. Jestem już pewna, że to ona, więc wychodzę jej naprzeciw.
– Wróciłaś! – Obejmuje mnie, piszcząc z radości. Odwzajemniam gest i cieszę się razem z nią.
Kiedy odklejamy się od siebie, jeszcze raz omiatam wzrokiem wnętrze.
– A więc masz własny biznes? – pytam dumna z osiągnięć dziewczyny.
– Tak! A właściwie rodzice podarowali mi to wszystko na dwudzieste pierwsze urodziny. Pewnie chcieli mnie tu uziemić, skoro jestem ich jedynym dzieckiem – oznajmia ze śmiechem i nieco poważnieje. – Siadaj! Zaraz wrócę – dodaje, po czym zmierza w kierunku kuchni, a tak przynajmniej mi się wydaje. 
Idąc za radą Ellie, zajmuję miejsce w najbliższym boksie, tyłem do wejścia. Po kilku minutach przyjaciółka pojawia się ponownie, siadając naprzeciw, a kelnerka stawia przede mną talerze z jajecznicą na bekonie i naleśnikami oraz kawę.
– Skąd wiedziałaś, że umieram z głodu? – pytam, ale obie wiemy, że zawsze potrafiłam dużo zjeść.
 – To najlepsze śniadanie w miasteczku. Wcinaj – rozkazuje.
Natychmiast sięgam po sztućce i zabieram się za pałaszowanie posiłku, a Ellie opowiada o tym, jak Prescott rozrosło się od czasu, kiedy byłam tu ostatni raz.
Centrum znajduje się teraz na lewo za budynkiem. Okazuje się, że powstały tu niewielki szpital, komisariat i kościółek. Planowano zburzyć małe, stare sklepiki, ale dla mieszkańców miały zbyt sentymentalną wartość.
Dopiero słuchając całej historii, zdaję sobie sprawę, jak długo mnie tu nie było, i żałuję, że nie przyjechałam wcześniej. Rozmowa tak mnie wciąga, że nawet nie wiem, kiedy zmiatam z talerza całe śniadanie, a kelnerka donosi jeszcze zimne napoje.
– Zapomniałabym! Wczoraj spotkałam Reeda – oświadczam uradowana, lecz mina dziewczyny niepokojąco rzednie. – Coś się stało?
– Nie mam już z nim bezpośredniego kontaktu – oznajmia.
– Dlaczego?
– Tuż po śmierci babci Rose, kiedy okazało się, że nie przyjedziesz, Reed przestał się do mnie odzywać – wyznaje z żalem. – Mało tego, dołączył do braciszka, a co dalej, to już sobie dopowiedz.
Reed był naszym przyjacielem, mogliśmy razem konie kraść. Co innego jego o cztery lata starszy brat, który stał się dla nas koszmarem. Do dzisiaj pamiętam, jak płakałam, bo ze zgrają kolegów powklejał mi zużyte gumy do żucia w długie, sięgające do tyłka włosy. Trzeba mi było je obciąć do ramion. A to tylko jedna z mniej drastycznych historii.
  Boże, czy Reed stał się wobec Ellie taki sam? 
Nie mogę w to uwierzyć. Zamierzam zapytać ją, co miała na myśli, ale ona spogląda w stronę drzwi i nerwowo przełyka ślinę.
– Jak tylko się z nimi uporam, wrócę – szepcze, po czym wstaje i odchodzi.
Marszczę brwi, zastanawiając się, o kim mówiła, kiedy dzwonek zwiastuje nadejście kolejnego klienta. O dziwo rozmowy w restauracji cichną i wszyscy obecni wlepiają wzrok w swoje talerze. Słychać tylko uderzanie ciężkich butów o podłogę.
Po chwili przechodzi obok mnie w dwóch rzędach spora grupa mężczyzn. Jedni w jeansach, inni w skórzanych spodniach, ale wszyscy mają na sobie takie same skórzane kamizelki.
Kiedy mija mnie ostatni z lewej strony, spoglądam na jego plecy. Na samym środku widzę czerwoną czaszkę, a wokół niej biały napis. U góry wyszyte w łuku: Sinners & Reapers, a w dolnej części: Phoenix. Z boku czaszki natomiast: MC.
  Jest ich kilkunastu, a między nimi parę kobiet, niektóre w spodniach, ale są też takie, u których ze swojego boksu mogę zauważyć kolor bielizny wystającej spod krótkich spódniczek.
Wszyscy zajmują miejsca w najbardziej oddalonej części lokalu, a ja, żeby nie wyjść na jedynego gapia, zaczynam mieszać słomką napój, obserwując, jak płyn wiruje w szkle.
Raz po raz, niby od niechcenia, spoglądam w kierunku grupy. Zerkam to na mężczyznę z długimi blond włosami związanymi w koński ogon, to na drugiego z siwymi, tej samej długości, lecz unieruchomionymi umocowaną wokół głowy bandaną. Jego siwa broda sięga do klatki piersiowej.
W końcu spoglądam na sam koniec, po przekątnej, i zauważam go. Oczy, które są chyba ciemnozielone, choć z tej odległości nie mam pewności, wpatrują się w osobę naprzeciwko. Jego pełne usta poruszają się w zadziwiająco ponętny sposób, kiedy przekazuje coś swojemu rozmówcy. Czarne włosy, krótsze po bokach, u góry dłuższe, wyglądają tak, jakby ktoś majstrował w nich palcami. Na pierwszy rzut oka nie pasuje do reszty grupy i jest w nim coś, co mnie cholernie przyciąga, jakby wołało mnie z jego wnętrza. Coś w mojej głowie jednak krzyczy, żebym natychmiast wstała i wyszła stąd, nie oglądając się za siebie.
Otrząsam się, a mój wzrok pada na kobietę, która siedzi obok niego. Szatynka nienawistnym wzrokiem daje mi znać, żebym przestała się gapić na jej towarzysza.
Uznaję, że jednak pora wyjść, ale mimowolnie zerkam jeszcze raz na niego. W tym momencie odnoszę wrażenie, jakby coś z rozpędu uderzyło w moją klatkę piersiową.
Mężczyzna obserwuje mnie z taką intensywnością, jakby jego wzrok miał przepalić mi skórę i mięśnie, a na końcu przedostać się w sam głąb każdej kości. Dziwne uczucie, które mną targa, powoduje, że oddech więźnie w gardle. Jakby sam diabeł mnie dopadł i powiedział: Mam cię.
Drżącymi palcami po omacku szukam torebki, którą odłożyłam z boku. Chwytam ją w końcu i wreszcie udaje mi się uwolnić wzrok, który on trzymał na uwięzi.
Wstaję i zmuszam nogi, które przez chwilę odmawiają posłuszeństwa, aby doprowadziły mnie do wyjścia. W pewnym momencie totalnie słabnę i czuję, jak zaczynam upadać, a wtedy para silnych rąk podtrzymuje mnie.
– Nikki? – Zaniepokojony głos Reeda przedostaje się przez dudnienie w moich uszach. Spoglądam na niego jak na wybawiciela. Nie wiem, co się ze mną dzieje.
– Zaprowadź mnie do mojego samochodu – proszę słabym głosem. Widzę, że przez chwilę chce się kłócić o to, że w takim stanie nie powinnam wsiadać za kierownicę. Dostrzega jednak moją determinację i godzi się, pod warunkiem, że będzie mógł posiedzieć ze mną, dopóki nie poczuję się lepiej.
Wychodzimy na zewnątrz. Im bardziej oddalam się od budynku, tym wyraźniej odzyskuję siły. 
Co to, do cholery, było?
Przy samochodzie wyjmuję kluczyki i podaję brunetowi, uśmiechając się słabo.
– Proszę, proszę! Nikki Preston wróciła. Nie przywitasz się ze mną? – Głęboki głos dobiegający zza moich pleców, powoduje, że wzdrygam się, po czym powoli odwracam.
– Paxton. – To słowo wydobywa się z mojego gardła, jeszcze zanim do mózgu dociera, że to on.
– We własnej osobie, moja droga. – Kąciki jego ust unoszą się i już wiem, co to oznacza. 
Gra między nami właśnie się zaczyna.


Rozdział 3
Nikki

Koszmar mojego dzieciństwa podchodzi bliżej i dopiero teraz czuję różnicę między nami. Jego wysoka, masywna postura góruje nad moim metr sześćdziesiąt dwa. Pomimo wysokich butów i tak czuję, że gdyby mógł, po prostu by mnie zmiażdżył.
Sięga po moją bezwładną, drobną w porównaniu z jego własną, dłoń i przykłada do ust, rozsyłając jednocześnie fale elektryczne, które docierają do każdego zakątka mojego ciała. Jestem przekonana, że to efekt kumulującej się we mnie urazy do tego człowieka. Pomimo wszystko…
 Hays patrzy mi głęboko w oczy, a ja, starając się ukryć emocje, zaczynam się wiercić w miejscu. Z głębi mojej torebki wydobywają się wibracje, więc wyrywam mu dłoń i, ignorując nagłe, wkurzające poczucie straty, szperam w poszukiwaniu telefonu.
Wyjmuję komórkę i zerkam na ekran, na którym wyświetla się imię mojego brata. Cholera, nawet nie zadzwoniłam do rodziców z informacją, że dojechałam.
Odbieram połączenie i witam się z nim.
– No nareszcie! Mama panikuje, bo nie dałaś znaku życia. – A to nowość, wyrażanie emocji w wykonaniu jednego z moich rodziców.
– Zapomniałam, miałam kilka… ważnych spraw do załatwienia, możesz przekazać, że żyję i mam się dobrze – odpowiadam i słyszę westchnienie po drugiej stronie.
– Kiedy wracasz? 
– Nie wiem, Collin, może już tu zostanę. Zastanowię się – stwierdzam, zerkając na braci.
Nie wiem, czy to moja odpowiedź tak ich zbulwersowała, ale spoglądają na siebie niezadowoleni. Mam wrażenie, że odbywają telepatyczną rozmowę. Morderczy wzrok Paxtona chyba za chwilę wypali wszystko w swoim zasięgu, natomiast Reed sprawia wrażenie, jakby chciał mu powiedzieć, żeby się uspokoił. 
O co im chodzi?
– Słuchasz mnie?! – Dociera do mnie pytanie brata.
– Muszę kończyć, oddzwonię. – Nie czekając na odpowiedź, rozłączam się, a Pax wwierca we mnie wściekłe spojrzenie.
– Naciesz się swoją małą przyjaciółeczką i wyjedź. Nie ma tu nic dla ciebie, nie pasujesz do tego miejsca – warczy, po czym odwraca się i kieruje w stronę restauracji, ostrym tonem przywołując Reeda przez ramię.
Stoję tak chwilę z rozdziawionymi ustami, dopóki nie znikają w budynku, z którego po chwili wybiega Ellie. Przekonuje mnie, że obsługa da sobie radę i proponuje, że pojedzie ze mną do biura Heatona.
Skołowana wydarzeniami z ostatnich kilkunastu minut przemierzam w towarzystwie przyjaciółki niewielki odcinek drogi.
Dojeżdżamy do małego, ciemnego, drewnianego budynku. Proszę Ellie, żeby na mnie zaczekała. Wchodzę bocznym wejściem do niewielkiego pomieszczenia, które służy chyba jako poczekalnia. Dwa krzesła i postawiony między nimi okrągły stolik zdecydowanie proszą się o wymianę. Panuje tu mrok i jest strasznie duszno, jakby nikt nie otwierał nigdy okien. W leśnym otoczeniu spodziewałabym się czegoś zupełnie innego. Podchodzę do drzwi przeszklonych mleczną szybą i pukam, po czym, nie czekając na odpowiedź, wchodzę.
Przy małym biurku, w kącie po prawej stronie siedzi dziewczyna, może trochę starsza ode mnie. Kiedy mnie zauważa, trzęsącymi dłońmi zaczyna nerwowo gładzić, i tak już ciasno upięte z tyłu głowy, czarne włosy. Spogląda na mnie znad okularów, jakby wiedziała, po co tu jestem.
– Dzień dobry. – Staram się przybrać łagodny ton głosu, żeby ta biedna istota nie zeszła na zawał. – Moje nazwisko Preston, chciałabym porozmawiać z panem Heatonem.
– Nie ma go i nie wiem, kiedy wróci – tłumaczy przestraszona dziewczyna.
– Jak to nie wie pani, kiedy będzie? – pytam zirytowana i spoglądam na kolejne drzwi, zapewne od biura tego faceta. – Zapłaciłam kupę kasy, żeby jego pracownicy doprowadzili mój dom do porządku. Jest piątek, gdzie teraz znajdę kogoś, kto pozbędzie się tych krzaków!
Dziewczyna telepie się już teraz na maksa, jakbym trzymała pistolet przy jej skroni.
Serio?
Próbując opanować temperament, silę się na głęboki wdech i wydech.
– Zróbmy tak, wrócę tu jutro rano, jeśli Heatona nie będzie, zadzwonię na policję i zgłoszę oszustwo – warczę, odwracam się, po czym wychodzę.
Nigdy nie było z tym facetem problemów, już wcześniej zajmował się domem. Po śmierci dziadka Heaton otworzył firmę porządkową, z której korzystało wiele osób z okolicy i nikt nigdy nie narzekał.
Wsiadam do samochodu i, odjeżdżając, opowiadam Ellie całą sytuację. Dziewczyna proponuje, żebym została na noc w jej mieszkaniu, które znajduje się nad restauracją. Jedziemy więc jeszcze do domku po ciuchy.
– Właściwie w klubie mają dzisiaj imprezę, więc Paxtona nie będzie wieczorem w barze, możemy iść się upić – proponuje Ellie.
– W jakim klubie? – Zerkam na nią przelotnie.
– Nie zwróciłaś uwagi na ich kamizelki? – pyta znacznie ciszej, jakby bała się, że ktoś nas usłyszy. – To klub motocyklowy, a Paxton jest wiceprezesem. – Marszczę brwi, znów spoglądając na nią, a dziewczyna śmieje się z mojej niewiedzy. – Oglądałaś kiedyś serial Synowie Anarchii? 
Coś mi świta, mój brat to oglądał.
Chwileczkę! Narkotyki, broń, jakieś przemyty. Spoglądam teraz wielkimi oczyma w jej kierunku, na co unosi brwi i powoli kiwa głową, potwierdzając moje przypuszczenia.
– Co Reed robi w tym klubie? – pytam i wstrzymuję oddech, bojąc się odpowiedzi.
– Jest jakimś sierżantem – oświadcza Ellie. – Naprawdę nie zerknęłaś na te wszystkie naszywki – stwierdza.
– Jak on się tam znalazł?
– Nie wiem. Kilka lat temu bracia wyjechali i słuch po nich zaginął. Wrócili rok temu w barwach klubu, wyglądając, jakby przedawkowali sterydy. Zresztą, sama widziałaś, jacy są wielcy. – Kątem oka zauważam, że dziewczyna zaczyna się wiercić. – Wiem jeszcze tyle, że mają oddział w Phoenix i prezydentem jest jakiś Liam. Pewien facet po pijaku trochę o tym opowiadał w barze, ale na drugi dzień zaginął. Chociaż tuż po przyjeździe tutaj klub obiecał chronić mieszkańców miasteczka, to po tym zdarzeniu wszyscy się ich boją.
Bez jaj! No ja już też.

***

Resztę dnia spędzamy na opowiadaniu, co się u nas działo przez tych kilka lat i dalszym wspominaniu dzieciństwa. Cały czas staram się powstrzymywać chęć wypytania Ellie o klub i to, co jeszcze może o nim wiedzieć.
Wieczorem w końcu idziemy do baru. Jeszcze przed wejściem słychać gwar rozmów i czuć dym papierosów, który dodatkowo drażni oczy. Sama czasem popalam, więc woń mi nie przeszkadza, ale tu jest tego trochę za dużo.
Już po przekroczeniu progu Ellie łapie mnie za rękę i ciągnie do baru naprzeciwko wejścia. Za ladą stoi zgrabna kobieta, mniej więcej po pięćdziesiątce. Skąpy top odkrywa wytatuowane ramiona, a pofarbowane na czerwono włosy ma związane na czubku głowy w kok, przez co odsłania wygolone na zero boki. 
Obserwuję ją, bawiąc się swoimi niesfornymi, rozpuszczonymi blond lokami i podziwiam tę kobietę za jej luz. Zauważa moje spojrzenia i uśmiecha się szeroko.
– To jest Gina, właścicielka baru – mówi Ellie, a kobieta natychmiast wyciąga rękę na powitanie.
– Nikki, miło mi – przedstawiam się, odwzajemniając gest.
– Co wam podać, dziewczynki? – pyta, krzywiąc się na dźwięk stłuczonego gdzieś za nami szkła.
– Piwo – odpowiadamy jednocześnie z Ellie.
Kobieta podaje nam butelki i żartuje, że gdyby ktoś nas zaczepiał, mamy jej to zgłosić, żeby mogła skopać tyłek tego gościa.
A może nie żartuje?
Idziemy na lewo i siadamy przy stoliku w kącie, dość blisko siebie, żebyśmy podczas rozmowy nie musiały się przekrzykiwać. Na początku w lokalu oprócz nas siedzi kilkoro mężczyzn, ale im robi się później, tym więcej osób przybywa.
Gina zadbała o to, żebyśmy miały dość alkoholu, przysyłając jedną z kelnerek. Promile pomagają mi przetrawić ciekawskie spojrzenia nowo przybyłych klientów.
Zatracone w rozmowie z Ellie śmiejemy się, ale po pewnym czasie czuję, że coś jest nie tak. Głosy wokół cichną podobnie jak rano w restauracji. Nie muszę spoglądać w stronę drzwi. Wiem, że tu są.
– Mówiłaś, że ich nie będzie – szepczę do dziewczyny.
– Bo nigdy ich tu nie ma w piątek – odpowiada spanikowana. – Z ręką na sercu, Nikki, sama nie odważyłabym się przyjść – tłumaczy.
Zbieram się na odwagę i spoglądam w końcu w ich kierunku. Kilkunastu facetów i kilka kobiet rozsiada się przy stolikach, zajmując prawie wszystkie miejsca w lokalu.
– Czyli te kobiety też należą do klubu? – pytam cicho.
– Te, które mają kamizelki… każda z nich należy do jednego z członków, są jakby własnością klubu. Te bez są… jakby ci to powiedzieć? To dziewczyny, które kręcą się przy nich i dosłownie z każdym uprawiały seks. – W tym momencie mam wrażenie, że zawartość żołądka podchodzi mi do góry. 

– Jasna cholera, to jakiś harem. Albo kobieta jest własnością, albo jakąś nałożnicą. One się na to godzą? – pytam z odrazą, a Ellie natychmiast wybucha niepohamowanym śmiechem.
Odruchowo spoglądam na grupę motocyklistów. Oczywiście wszyscy się na nas gapią. 
Mhm! Świetnie!
Przełykam nerwowo ślinę, a Ellie przestaje się śmiać i wlepia teraz we mnie nerwowe spojrzenie. 
Dzięki Bogu sytuację ratuje Gina, która podchodzi do grupy bikerów i skupia ich uwagę na sobie. Wykorzystuję tę chwilę, żeby się rozejrzeć, szukając drogi ucieczki. Ku mojemu rozczarowaniu stwierdzam, że wyjdziemy stąd, jedynie poruszając się między członkami klubu. Postanawiam więc jakoś przetrwać.
Kontynuujemy nasze spotkanie, udając zainteresowanie rozmową. Przez jakąś godzinę siedzimy jak na szpilkach z nadzieją, że sprawcy naszego zdenerwowania wyjdą i udadzą się na swoją prywatną imprezę. Sądząc po zamawianych kolejkach alkoholu, nie zanosi się jednak na to.
Biję tego dnia swój rekord w dawce promili i zaczyna mi się kręcić w głowie, a mętny wzrok mimowolnie wędruje do zgromadzenia bliżej baru i skupia się na pewnej parze. Kobieta siedzi na kolanach jednego z członków klubu, a ten porusza nieznacznie ręką wsuniętą pod jej króciutką spódniczkę. 
Zszokowana spoglądam na twarz kobiety, która wyraża głębokie podniecenie. Wierci się, a w końcu wygina plecy w łuk.
Zdając sobie sprawę z tego, czego właśnie jestem świadkiem, odwracam głowę w innym kierunku, tylko po to, żeby ujrzeć podobną scenę. Szczęka mi opada. To nie bar, tylko jakaś cholerna świątynia rozpusty.
Zniesmaczona bełkoczę do przyjaciółki, że idę do toalety. Wstaję i kieruję się na lewo korytarzem. Sięgam już do klamki, gdy ktoś szarpie mnie za ramię i przyciska przodem do ściany. Dyszę i przerażona próbuję przez ramię dojrzeć napastnika, ale w korytarzu jest zbyt ciemno.
– Podobało ci się to, co widziałaś? – Znam ten głos. 
Cholera jasna!




Książka już dostępna w przedsprzedaży na 👉 Empik

Skusicie się na tę powieść? 😉

piątek, 24 stycznia 2020

Prawda przychodzi nieproszona - Magdalena Majcher


Tytuł: Prawda przychodzi nieproszona 
Cykl: Osiedle Pogodne (tom 1)
Autor: Magdalena Majcher 
Wydawnictwo: Pascal
Ilość stron: 400
Ocena: 10/10

Zajrzyj za zamknięte drzwi luksusowych domów!

Osiedle Pogodne – poznaj jego tajemnice.

Magdalena starannie ukrywa swoją przeszłość przed światem. Sama nie wie już, co jest prawdą, a co kłamstwem. Nie radzi sobie z nasilającymi się zaburzeniami lękowymi i naciskami męża, aby zdecydowali się na dziecko.

Magdalena musi wreszcie skonfrontować się z samą sobą i historią swojej rodziny.

Co tak naprawdę wydarzyło się w jej rodzinnym domu?

Kto był prawdziwą ofiarą tragedii, która na zawsze odmieniła życie kobiety?

"Nie rozumiała, dlaczego to dziecko jest mu niezbędne do życia. Jak można odczuwać tęsknotę  za kimś, kogo nie ma i nigdy nie było? Dobrze im się żyło w tej bezdzietnej rzeczywistości, a przynajmniej tak jej się wydawało."

"Prawda przychodzi nieproszona" otwiera nową serię, na którą składać się będą powieści psychologiczne zatytułowane Osiedle Pogodne. To w nich Magdalena Majcher zaprasza czytelnika za zamknięte drzwi luksusowych domów, w których opowiada o najgłębiej skrywanych tajemnicach ich mieszkańców. 

"Oszukiwała jedynego człowieka, który naprawdę był po jej stronie. Fatalnie się czuła z tą świadomością. Mogła okłamywać terapeutę, psychiatrę, znajomych z pracy, nawet babcię czy dziadka. Była do tego przyzwyczajona. Kłamstwo weszło jej już w krew. W końcu oszukiwała, odkąd tylko pamiętała. Sama już się pogubiła w tym, co jest prawdą, a co fałszem."

Mamy Osiedle Pogodne... Zastanawiające i niezwykle wymowne jest jego położenie, jak i ludzi je zamieszkujących. To miejsce usytuowane z dala od wielkich aglomeracji, stworzone dla elity, bogaczy. Jednak czy ich życie, mimo iż wydaje się, że osiągnęli i mają wszystko, jest takie bajeczne? Chyba niekoniecznie. Magdalena miała trudne doświadczenia w dzieciństwie. W związku z tym postanowiła, że coś w życiu osiągnie, do czegoś dojdzie. Jednakże boleśnie przekonała się, że zmiana miejsca zamieszkania czy luksus, nie gwarantują spokoju ducha. Zbudowała swój własny świat oparty na kłamstwach, nawet małżeństwo. Zresztą, w pewnym momencie już sama nie wie, co jest prawdą, a co kłamstwem. Zaczyna miewać coraz częstsze i ostrzejsze napady lękowe. Zdiagnozowano u niej zespół lęku napadowego. Gdy do głosu zaczną dochodzić wspomnienia, trzeba będzie w końcu zmierzyć się z przeszłością i przede wszystkim z prawdą. Z prawdą rodzinnej tajemnicy...

"Prawda jej ciążyła. Była niczym nieproszony gość, który wchodzi do mieszkania w ubłoconych butach i robi wokół siebie bałagan. Irytuje, ale przecież nie wypada go wyprosić."

Jestem pod wrażeniem tego, jak autorka podeszła do tematu zaburzeń psychicznych. Osoby, które potrzebują pomocy psychoterapii, niestety wciąż są jeszcze przez niektórych postrzegane jako "wariaci", ludzie nie do końca normalni. Zdarza się, że boimy się takich osób lub po prostu naśmiewamy się z nich. A wcale nie powinno tak być, bo nie wiemy jakie brzmię ktoś dźwiga. Mam nadzieję, że autorka podejmując się tego ważnego problemu, w jakimś stopniu zmusi tym samym czytającego do refleksji oraz przełamie schematyczne myślenie o psychoterapii i psychiatrii.

Jest to kolejna inna książka niż dotychczasowe powieści autorki, bo z szeroko rozbudowaną warstwą psychologiczną. Jej książki cenię sobie głównie za to, że niczego na siłę nie ubarwia, a podchodząc do danego tematu robi dokładny research. Wierzcie mi, to wyraźnie czuć. Lektura okazała się być bardzo spójna, trzymająca w napięciu, zaś finał zaskakujący.

"Prawda przychodzi nieproszona" to emocjonalna powieść o tajemnicach, półprawdach, kłamstwach i mechanizmach rządzących pamięcią. Książka o tym, że przeszłości nie zmienimy, nie mamy na nią wpływu, możemy ją tylko zaakceptować, by móc pójść dalej. Co skrywa Magdalena? Czy zwalczy swoje lęki, by móc normalnie żyć? I gdzie kończy się kłamstwo, a zaczyna prawda? Sprawdźcie, warto!


Za egzemplarz do recenzji dziękuję Autorce i Wydawnictwu Pascal


wtorek, 21 stycznia 2020

Zielona 13 - Agata Bizuk


Tytuł: Zielona 13
Autor: Agata Bizuk
Wydawnictwo: Dragon
Ilość stron: 304
Ocena: 9/10

Witaj na Zielonej 13!
W przedwojennej kamienicy mieszkają tu ludzie, którzy na pozór doskonale się znają.
Szczepan wciąż jeszcze nie pozbierał się po odejściu żony. Aldona rozkwita u boku znacznie młodszego mężczyzny. Radeo marzy o wielkiej karierze aktorskiej. Mariolka szuka swojego miejsca w świecie, a w międzyczasie dorabia jako pani do towarzystwa. Roman nawet nie próbuje walczyć ze słabością do mocnych trunków, a Krzysztof i Elwira oczekują pierwszego dziecka i marzą o własnym mieszkaniu.
Gdy na parterze kamienicy wbrew woli mieszkańców powstaje sklep monopolowy, sąsiedzi jednoczą siły. Wówczas okazuje się, że tak naprawdę nic o sobie nie wiedzą. I że wielkie życiowe zmiany mogą zaskoczyć nas w każdym momencie…

"Ulica Zielona tonęła jeszcze w porannym mroku. Właściwie nie wiadomo nawet, kto wpadł na pomysł nazwania jej zieloną, bo w okolicy zieleni było jak na lekarstwo."

"Zielona 13" jest moim drugim spotkaniem z twórczością Agaty Bizuk i ponownie udane. Powiedziałabym że nawet więcej niż udane. Książka bowiem okazała się dla mnie nie tylko świetną rozrywką, poprawiła mi humor, ale przede wszystkim zmusiła do wysunięcia refleksji na temat życia w sąsiedztwie, relacji sąsiedzkich czy tego, by nie odkładać niczego na potem. Niezwykle napawa nadzieją, iż w potrzebie można liczyć na drugiego człowieka. Gdy trzeba ludzie potrafią się zjednoczyć i walczyć o wspólne dobro.

"Zrozumiał, że to, co prawdziwie ważne, najczęściej ma się w zasięgu ręki. I że bardzo łatwo to stracić - nie tylko wtedy, kiedy zrobi się coś złego, ale i wtedy, gdy nie zrobi się nic. Bo obojętność zabija bardziej niż złość."

Autorka kierując wydarzeniami i sytuacjami, z jakimi mamy miejsce, przedstawiła je takimi, z jakimi możemy spotkać się w prawdziwym życiu. Bohaterowie stanowią ciekawe osobowości, a jednocześnie są bardzo podobni do nas. Choć wiele lat mieszkają obok siebie i na pierwszy rzut oka wydaje się, że nic ich nie łączy, jest coś, co sprawi, że zaczną się wreszcie zauważać. Poznając ich historie, problemy i zmagania z codziennością, widzimy do jakich rzeczy są w stanie się posunąć, by osiągnąć swoje cele i korzyści. Jednocześnie obserwujemy zachodzące w nich metamorfozy. Będziemy świadkami zarówno ich porażek, jak i sukcesów. 

Powieść nasycona jest całym wachlarzem emocji, gdzie radość miesza się ze smutkiem. Przyznam że każdemu z bohaterów kibicowałam, aby osiągnął szczęście. Historie poszczególnych postaci uświadamiają, że nie na wszystkie życiowe zmiany mamy wpływ, nie każdej da się uniknąć, ale trzeba stawić im czoła.

"A podobno to faceci koło czterdziestki zapadają na kryzys wieku średniego. Jak się okazuje, kobiety też, i to nawet bardziej."

Pani Agata obawiała się czy aby fabuła sprosta tak przepięknej okładce. Niepotrzebnie, wyszło rewelacyjnie! Jest wciągająco, wzruszająco, zabawnie. Autorka odważnie podchodzi do wielu tematów i kwestii. W interesujący sposób kreśli problem alkoholizmu, śmierci, nieszczęśliwej miłości, zdrady czy prostytucji. Perypetie bohaterów nie pozwolą Wam na chwilę nudy. Usta Mariolki i pewne narodziny wymiatają!

"Za dużo się o skarbach nie dowiedział ani nawet o byciu sławnym, bo właśnie bezwładnie wisiał na krześle, oparty głową o podnóżek fotela ginekologicznego. Odleciał gdzieś w okolicy "sześciuset tysięcy urodzeń" i to było najlepsze, co mógł w tej chwili zrobić."

"Zielona 13" to pełna emocji i uczuć powieść o trudnych wyborach i ich konsekwencjach, wybujałych ambicjach, potrzebie docenienia i miłości, zdradzie, tęsknocie, niespełnionych marzeniach, skrywanych sekretach, tajemnicach i intrygach. Zajrzycie na Zieloną 13, tu zdarzyć może się wszystko! Zabawa gwarantowana! 


Za egzemplarz do recenzji dziękuję Wydawnictwu Dragon


sobota, 18 stycznia 2020

Słuchaj głosu serca - Natalia Sońska


Tytuł: Słuchaj głosu serca
Autor: Natalia Sońska
Wydawnictwo: Czwarta Strona
Ilość stron: 304
Ocena: 9/10

Jagna od zawsze kochała góry – tę miłość ma we krwi, bo z Zakopanego pochodzą jej mama i babcia. Choć rodzina wypytuje o potencjalnego narzeczonego, Jagna jest samotna. Ma tylko pracę i codzienne obowiązki w oddalonym od przepięknego południa Polski dużym mieście.

Gdy wreszcie poznaje wymarzonego mężczyznę, zaprasza go na święta do rodzinnego domu, by poznał jej bliskich. Jednak mama Jagny, rodowita góralka z charakterem, niechętnie patrzy na jej nowego wybranka. Czy kobieca intuicja dobrze jej podpowiada? Jagna jest przecież tak szczęśliwie zakochana…

"Człowiek tylko gdy jest zadowolony z tego, co robi na co dzień, potrafi cieszyć się z życia."

Muszę przyznać, iż spodziewałam się sporej ilości świątecznego klimatu. Jednak było go tu zaskakująco mało i pojawił się dopiero pod koniec książki. Ale to w żadnym razie nie jest dla mnie minusem. Wręcz przeciwnie, historia to okazała się być bardzo interesująca, skłaniająca do wysunięcia wielu wniosków. Czy nie jest tak, że często to, czego pragniemy, o czym marzymy, szukamy daleko, a nie zauważamy tego, co na wyciągnięcie ręki? Sami komplikujemy sobie życie, wybierając niewłaściwe ścieżki. I co najważniejsze, nie powinniśmy patrzeć na to, co inni powiedzą czy pomyślą, a sami brać za nie odpowiedzialność.

"- Dziecko, ja zawsze ci powtarzałam i powtarzać będę, idź za głosem serca, ale swojego serca. Nie zważaj na to, co mówią inni, czego od ciebie oczekują, czego dla ciebie chcą. Ty sama od siebie oczekuj, oczekuj najlepszego, a przede wszystkim tego, co pozwoli ci żyć w zgodzie z samą sobą, a nie w zgodzie z otoczeniem. A błędy... Każdy z nas je popełnia. Tylko dzięki nim wyciągamy wnioski, to na nich przecież najwięcej się uczymy! Nie ma ludzi nieomylnych, każdy potrzebuje czasem kopniaka od losu, by stanąć na nogi."

Autorka przypomina jak ważna w naszym życiu jest rodzina i jej wsparcie, gdy tego potrzebujemy. Okazywanie sobie miłości, czułości, troska o siebie nawzajem czy nieszczędzenie drobnych gestów - tyle i aż tyle.

Natalia Sońska stworzyła bohaterów, których z miejsca polubiłam. Zwłaszcza babcię Jagny - charyzmatyczną Anielę, a jednocześnie każdemu życzliwą, o pogodnym usposobieniu kobietę, która wzbudziła we mnie ciepłe uczucia. Powieść niejako nawiązuje do bajki o "Czerwonym Kapturku". Bowiem jest Kapturek-Jagna z Katowic, babcia z Zakopanego, a i zły wilk oraz dzielny leśniczy też się znajdzie. W tym kontekście widzimy, że nie zawsze druga osoba jest tym, za kogo się podaje... Udało mi się Was zaintrygować? Mam taką nadzieję.

To niewątpliwie pełna ciepła i uroku, lekka, wzruszająca oraz przesycona romantyzmem powieść, dająca chwilę oddechu od codziennej gonitwy. Wybierzcie się śladami bohaterów książki w wędrówkę po Tatrach czy na spacer uliczkami Zakopanego. Cała ta historia jest dość przewidywalna, jednak pod koniec już niczego nie będziecie pewni. Dajcie się zaskoczyć!

"Słuchaj głosu serca" to powieść, która jest przykładem tego, że szczęście możne nas spotkać w najmniej spodziewanym momencie. Warto wówczas kierować się sercem, by nie przegapić czegoś naprawdę pięknego. To książka o różnych odcieniach miłości, przyjaźni, a przede wszystkim rodzinie. Polecam!


środa, 15 stycznia 2020

Rozmerdane święta - Agnieszka Olejnik


Tytuł: Rozmerdane święta 
Autor: Agnieszka Olejnik 
Wydawnictwo: Kobiece
Ilość stron: 336
Ocena: 8/10

Olgierd oddaje się pracy polonisty.
Krystyna ubolewa nad kawalerskim życiem swojego syna.
Świat Sary kompletnie się zawalił.
Stanisława opuściła żona, a Małgorzata odczuwa trudy samotnego macierzyństwa.

Pewne zbiegi okoliczności całkowicie odmienią losy tych pozornie przypadkowych osób i sprawią, że nadchodzący czas nabierze prawdziwie świątecznego blasku. Szczególnie gdy na horyzoncie pojawi się wychudzona, schorowana znajda – kundelek Ziyo, który całkowicie odmieni los… nie tylko swojego właściciela.

"Niestety kiedy się obudziłem, przekonałem, że mnie porzucił. Nie miałem pojęcia, gdzie może być - obszukałem całe mieszkanie, zajrzałem w każdy kąt. Niektóre miejsca pachniały nim bardziej niż inne, więc wywąchiwałem się w nie, bo wtedy trochę mniej się bałem."

Jestem bardzo zadowolona z narracji, jaką zastosowała autorka. Wszystkie wydarzenia i sytuacje możemy bowiem poznać z perspektywy pięciu bohaterów. A nawet i psiaka. Co okazało się dla mnie niezwykle interesującym doświadczeniem. Zadziwiające jest to, jak jedna rzecz, sytuacja, wydarzenie może być w zupełnie odmienny sposób postrzegana przez różne osoby.

Pani Agnieszka prezentuje nam ludzi samotnych, zdradzonych, pragnących miłości, ale i tych bojących się uwierzyć w uczucie, w to, że jeszcze może spotkać ich coś dobrego. Piesek Ziyo jest tym, który łączy losy poszczególnych osób. Bohaterowie, jakich wykreowała autorka są wyraziści, różni, posiadający swoje troski i problemy, jednak mający ze sobą wiele wspólnego.

"(...) czy mogę z tak głupich powodów zrezygnować z pięknego uczucia, które właśnie zaczynało się wykluwać w moim samotnym sercu? Nawet gdyby miało być nieodwzajemnione, gdyby miało przynieść mi jedynie tęsknotę i ból, to czyż właśnie miłość nie jest jedyną rzeczą, która naprawdę nadaje sens naszemu życiu?"

Agnieszce Olejnik udało się stworzyć klimat świąt, jednak nie było go tak dużo jakbym się tego spodziewała. Powieściopisarka jednocześnie przypomina, co tak naprawdę najbardziej liczy się w tym okresie. Historia ta pokazuje, że życie w samotności na dłuższą metę do niczego dobrego nie prowadzi. To wyniszcza człowieka od środka, chodź na zewnątrz często tego nie widać. Najważniejsza jest druga osoba, miłość i rodzina.

Fabuła obfituje w szereg zbiegów okoliczności. A może to przeznaczenie sprawiło, że nasi bohaterowie musieli się spotkać? Wierzycie w takie rzeczy? 

Autorka umieszczając w swojej książce psa uświadamia nas, że posiadanie zwierzęcia to nie tylko radość i przyjemność, ale i duża odpowiedzialność. To istota, która także odczuwa i cierpi.

"(…) nikt, kto potrafi odczuwać cierpienie - ani zwierzę, ani człowiek nie zasługuje na to, aby potraktować go jak rzecz."

"Rozmerdane święta" to pełna uroku, ciepła, wzruszająca, ale i zabawna powieść, która rozmerda niejedno serce. To książka o samotności, bezinteresownej pomocy, miłości, przyjaźni, wierze w drugiego człowieka, dawaniu szansy. Polecam nie tylko od święta!


niedziela, 12 stycznia 2020

Złość piękności szkodzi - Joanna Szarańska


Tytuł: Złość piękności szkodzi 
Cykl: Kronika pechowych wypadków (tom 4)
Autor: Joanna Szarańska 
Wydawnictwo: Czwarta Strona 
Ilość stron: 336
Ocena: 9/10

Weekendowy wyjazd we dwoje to doskonała okazja, by zbliżyć się do siebie i szeptać romantyczne słówka. Chyba że nagle pojawi się jeszcze ta druga…
Gdy redaktor Kordecki dostaje zaproszenie na otwarcie nowego hotelu, Zojka ma nadzieję, że zabierze ją ze sobą. Nie tym razem… Zazdrosna wyrusza do hotelu, by mieć Kordeckiego i jego towarzyszkę na oku, a przy okazji zrelaksować się w luksusowym spa. Tych troje pod jednym dachem to znak, że weekend wcale nie będzie spokojny…

Tymczasem aspirant Chochołek przygotowuje się, by stanąć na ślubnym kobiercu. Niestety, nie mieści się w żaden garnitur, więc musi zrzucić nadmiarowe kilogramy. Czy znany dietetyk przekona go, że trzy śniadania dziennie to jednak trochę za dużo?

"Złość piękności szkodzi" jest czwartym i chyba (oby nie 😭) ostatnim tomem cyklu Kroniki pechowych przypadków. Autorka umiejętnie zwodziła nas, co do tego czy Zojka i Kordecki będą w końcu razem. W każdym razie w tej części do gry wkroczy jeszcze jedna kobieta i trzeba będzie zawalczyć... Ale jak to się już wszystko skończy, nie zdradzę.

"Za moich czasów inaczej się takie rzeczy załatwiało! Siadało się za taką jedną w kościele i wrzucało szczypawicę za kołnierz bluzki. Jak pannica poczuła, że jej łazi, i z wrzaskiem skakała po ławce, od razu amantowi ochota przechodziła. Na żeniaczkę i nie tylko."

Ponownie dałam się porwać stworzonej historii, przezabawnym zbiegom okoliczności i wydarzeniom. Wiadomo, gdyby nie barwne, charyzmatyczne postacie, nie byłoby tego całego cyrku! Uwielbiam sposób, w jaki autorka prowadzi fabułę, jakie wymyśla dialogi. Cięte riposty pomiędzy bohaterami sprawiają, że chciałoby się stanąć z nimi oko w oko. Jeśli więc komedia kryminalna to tylko Joanny Szarańskiej. 

"Złość piękności szkodzi, a tobie to akurat uroda może się przydać. Męża jeszcze nie masz!"

"Złość piękności szkodzi" doskonale domyka cykl, choć bez przeszkód można by jeszcze podrzucić bohaterom, jak i czytelnikom jakąś zagadkę do rozwiązania w kolejnej części. 😉 To ciepła, pełna humoru powieść, która każdego wprawi w dobry nastrój. Pakująca się w kłopoty Zojka, przystojny redaktor Kordecki, odchudzający się aspirant Chochołek oraz jedyna w swoim rodzaju babunia Łyczakowa ze swoją sławetną siekierką - poznajcie konieczne tę zwariowaną bandę! Ja z przyjemnością wybrałam się na urlop z Zojką i chętnie zrobiłabym to znowu. A co!





czwartek, 9 stycznia 2020

Dziewczyna bez makijażu - Zuzanna Arczyńska


Tytuł: Dziewczyna bez makijażu
Autor: Zuzanna Arczyńska
Wydawnictwo: Szara Godzina
Ilość stron: 328
Ocena: 9/10

W niewielkim mieście matka w skrajnej biedzie wychowuje cztery córki. Pewnego dnia najstarsza oznajmia, że wychodzi za mąż. I to już w najbliższą sobotę.
Kim okaże się mąż Angeliki? Dlaczego oferuje krocie za nazwisko młodej żony?
Historia o kobietach, które jak lwice walczą o każdy dzień, aby godnie żyć i zapewnić lepszą przyszłość dzieciom. Jaką cenę trzeba za to zapłacić? Co można kupić, a co nie jest na sprzedaż?
Matka i córka codziennie zadają sobie te pytania…

<<"Mamo, wychodzę za mąż". Albo inaczej: "Mamo, postanowiłam wyjść za mąż". A może: "Wpadnij w sobotę na mój ślub, mamusiu. Będzie fajnie". Jak ja mam jej to powiedzieć? Cholera! Może nie powiedzieć? Co robić? Co robić?!>>

"Dziewczyna bez makijażu" jest moim pierwszym spotkaniem z twórczością Zuzanny Arczyńskiej, której byłam bardzo ciekawa.

Autorka w swojej książce podejmuje się wielu społecznie ważnych tematów. Porusza problem alkoholizmu, dysfunkcyjności rodziny, depresji osoby niepełnosprawnej, homoseksualizmu, korupcji w policji, cyberprzemocy, antysemityzmu, czy tak głośnej ostatnio ekologii. Przyglądamy się również ludzkiej nieżyczliwości i plotkarskiej naturze, zazdrości, zawiści, pomówieniom. Ukazano tu z jaką łatwością poddajemy się presji otoczenia oraz jak wiele szkód może wyrządzić kłamstwo. Niektórym ze szczerością nigdy nie będzie po drodze. Z reguły wszystko sprowadza się do roli pieniądza. Brak środków do życia potrafi mocno dać się we znaki człowiekowi. Zresztą ich nadmiar także nie gwarantuje szczęścia. Równie istotną jest władza i wpływy. Mając pewne dojścia można "załatwić", rozwiązać pojawiające się problemy. Tylko czy za pieniądze można kupić wszystko? 

Tak duża ilość wątków może budzić pewne obawy, czy czytelnik nie pogubi się w ich natłoku, nie zostanie nimi przytłoczony. Po części może tak być, ale dla mnie osobiście okazało się to na plus, gdyż zdecydowanie na nudę nie mogłam narzekać. Jednakże jest kilka wątków, które wymagałyby szerszego rozwinięcia.

Podobnie przedstawia się sprawa z bohaterami. Jest całkiem sporo, są tacy, którzy zostali dobrze sportretowani psychologicznie, ale i tacy, których chciałabym poznać jeszcze lepiej.

Znacie baśń o Kopciuszku, prawda? Tu mamy jakby taką jej współczesną wersję. Z tym, że Kopciuszek widziany oczami autorki jest wprost skrojony do naszej rzeczywistości. Angelika jest twarda, mądra, waleczna, nie da sobie w kaszę dmuchać. Polubiłam tę dziewczynę.

Autorka obrazowo i autentycznie kreśli to, jak wygląda codzienność rodziny mieszkającej pod jednym dachem z alkoholikiem. Zwykle dzieci cierpią na brak miłości i czułości ze strony rodziców. Tu mamy wspaniałą matkę Karinę, która stara się jak tylko może, by jej córki nie odczuwały emocjonalnych deficytów.

"Dziurawy i zapijaczony mózg nie dopuszczał możliwości, że wiecznie bezrobotny i pijany kamień u szyi społeczeństwa mógłby nie dostać praw do dzieci."

Moją szczególną uwagę zwróciła relacja na linii matka-córka. Mimo tego co dzieje się w ich domu, nie zapominają o tym, by pielęgnować więzi rodzinne. Starają się wzajemnie wspierać, dbać o siebie, zrozumieć i ufać. Istotną rolę odgrywa tu rozmowa, która stanowi filar rodziny.

Zauważyłam też, że autorka nie boi się wyrażać swoich poglądów politycznych czy wskazywać roli Kościoła. Oczywiście nie robi tego moralizatorsko, ot po prostu tak jak myśli.

Do gustu przypadło mi zaskakujące zakończenie książki. Z całą pewnością nieszablonowe. Ogólnie książka i cała historia przekonała mnie do siebie. Uwierzyłam w jej prawdziwość i będę chciała kontynuować przygodę z powieściami Zuzanny Arczyńskiej, a może i kontynuacją niniejszej...

"Dziewczyna bez makijażu" to życiowa, ciepła, wzruszająca i mądra w swoim przekazie powieść. To książka o pragnieniu miłości i bliskości, walce o bezpieczeństwo i stabilizację, poświęceniu, tęsknocie, fikcyjnym małżeństwie. To historia tchnąca nadzieją na lepsze jutro. Miłość na sprzedaż kontra szczere uczucie - co ma większą wartość? Czy wszystko można wycenić i sprzedać? Przekonajcie się!