Strony

sobota, 10 września 2016

Maminsynek - Natasza Socha


                      Maminsynek
                         Natasza Socha
                         Wydawnictwo: Filia
                             Liczba stron: 382
                               Ocena: 10/10

Nota wydawcy: 

Matka Leandra wbiła we mnie spojrzenie, aż rozbolała mnie trzustka. Jej źrenice zrobiły się nienaturalnie wielkie, a długie palce postukiwały

o filiżankę z kawą. Wwiercała się tak jeszcze z dziesięć minut, szczegółowo penetrując wszelkie zakątki mojego ciała, które mogłyby zdyskredytować mnie

w jej oczach. Nierówne nerki? Koślawe serce? Zbyt zwinięte jelito cienkie? Zrozumiałam, że idealna kobieta, która mogłaby zaopiekować się jej synem,

nie istnieje. Problemu nie stanowią trzy nowe pryszcze, które próbowałam ukryć pod pudrem, tylko ja sama. Ogólnie. Ja jako ja.  
  

Moja opinia: 


"Jesteśmy skażone genem nadopiekuńczości. Nic dziwnego,że współcześni faceci śpią z pluszowymi misiami, nawet jeśli tylko mentalnymi."

Maminsynek - kim jest? Czy chcielibyście spotkać takiego na swojej drodze? Ja w żadnym wypadku! A maminsynkiem nie można stać się w jeden dzień. To proces, który zaczyna się od chwili urodzin. A z upływem czasu taka nadopiekuńcza miłość jest niszcząca dla obu stron. Tak więc drogie mamy, pozwólcie swoim synom na własne życie, nie osaczajcie ich jak kwoki, niech wyfruną z gniazda.  

"Maminsynek" to lektura słodko-gorzka, pełna życiowych obserwacji, ale przy tym lekka, napisana z wielkim dystansem. Autorka pisze o prawdziwym życiu, zawiłych relacjach damsko-męskich, o małżeństwie, macierzyństwie oraz o tym, do czego doprowadzić może matczyna nadopiekuńczość i nadmiar miłości. Bo czyż nie otaczają nas czterdziestoletni chłopcy, którzy na każde skinienie mamusi lecą jak na złamanie karku? 

"Faceci zespoleni z matkami potrzebują więcej czasu. Trzeba ich odrywać od piersi stopniowo, delikatnie, jak plaster, który przykleiłyśmy sobie w miejscu z włoskami. Gwałtowne szarpnięcie boli, ale kiedy chuchasz, dmuchasz i zeskrobujesz kawałek po kawałku paznokciem, ból staje się bardziej znośny."

Nie do uwierzenia wydaje się to, że 30-letni Leander nie widzi nic złego w tym, iż to matka podejmuje za niego najważniejsze decyzje życiowe, jak wybór studiów czy miejsca pracy. A jakby tego było mało, razem świętują nawet utratę dziewictwa Leandra, co w tej książce najbardziej mnie zszokowało. Podziwiam Amelię za to, że z takim uporem i zaangażowaniem dążyła do celu i tyle wytrzymała z przyszłym mężem i teściową.

Bardzo przypadł mi do gustu ironiczno-sarkastyczny humor powieści. Poza tym książka wyróżnia się pięknym stylem, językiem i niebanalną fabułą. Wszystko w tej książce jest przemyślane i dopracowane w najmniejszym szczególe. widać, że Natasza Socha jest świetną obserwatorką otaczającego ją świata.

Bohaterowie mają swoje zalety i wady, zostali trochę wyolbrzymieni, niemal skarykaturowani, ale to zadziałało na plus, bo dzięki temu możemy w pełni spojrzeć na nasze cechy, których często na co dzień nie dostrzegamy. 

Książka wzbudziła we mnie szereg skrajnych emocji i uczuć. Uśmiech przez łzy. Przed przeczytaniem tek książki czasem miałam wrażenie, że otacza nas wychuchanych i rozpieszczonych do granic możliwości pokolenie maminsynków. A po tej tekturze jestem tego pewna. To powieść ku przestrodze. Książkę polecam wszystkim matkom, żonom i narzeczonym, wszystkim kobietom, które pragną, aby ich dzieci zdobyły zdrowe wzorce zachowań. To jedna z moich ulubionych książek. Przeczytajcie, bo naprawdę warto!!!


4 komentarze:

  1. Szkoda, że książka nie została wydana wcześniej. Na pewno starałabym się z niej wyłuskać wiele rad, aby nie popełnić błędów w wychowywaniu... Ale może nigdy nie jest za późno, bo matki zawsze traktują dzieci jak "dzieci" i zawsze można toksyczny wzór próbować zmienić na pozytywniejszy, aby było to z korzyścią dla naszych dzieci.
    Zauważenie skarykaturowania postaci zachęciło mnie jeszcze bardziej do lektury, bo czasem, żeby przebić się z mądrą radą, trzeba posłużyć się mocnym przykładem, jak widać nawet na załączonej okładce.
    Ciekawa recenzja!

    OdpowiedzUsuń
  2. Książkę czytałam, ale niestety nie wzbudziła we mnie zbyt pozytywnych odczuć.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Bywa i tak, pamiętam Twoją recenzję. A tę książkę może tak dobrze odebrałam, bo miałam blisko siebie takiego maminsynka :)

      Usuń

Dziękuję za odwiedziny. Będzie mi bardzo miło jeśli zostawisz po sobie ślad, skomentujesz, zaobserwuhesz. A ja chętnie zajrzę do Ciebie :)